środa, 12 czerwca 2013

To szereg blasków i cieni... Cz. I

   Koń postukiwał rytmicznie kopytami o kocie łby, ciagnac powóz, w którym siedziała dziewczyna. Zmierzali właśnie do pewniej szkoły, w której miała przyjmować kształcenie. Kolorowe kamienice migały przed jej piwnymi oczyma.
   W końcu po uliczce poniosło się ciche 'Prrr', co oznaczało dojazd do celu. Z karety wysiadła dziewczyna i jej ojciec. Staneli przed sporym budynkiem, w którym paliły się jeszcze światła. Z cichym westchnieniem spojrzała na budynek i ruszyła wolno ku przerdzewiałej furtce.
   Gdy drzwi się otworzyły i mogła wejsć do środka rozejrzała się uważnie. SZkałą teraz tabliczki na drzwiach, która informowałaby o miejsu, gdzie mogą spotkać dyrektora, lub dyrektorkę. Nie całe 5 min. potem stała już w gabinecie, spoglądajac nerwowo na swojego ojca, który siedział na krześle.   
    Za biurkiem siedziała jakaś kobieta o powściagliwej, surowej twarzy, obserwująca ją uważnie.
   -Przedstaw się, dziecko. -Powiedziała chłodno, patrząc na nią podejrzliwie. Już wtedy wiedziała, że jej nie polubi.
   -Nazywam się Liv Keved. -odpowiedziała dziewczyna, przy tym kłaniając się lekko. Ona także miała wrażenie, że nowa dyrektorka nie specjalnie bedzie za nia przepadała.
   -Dobrze. Ile masz lat? -zapytała jeszcze raz kobieta, patrzac na nią wzrokiem, który tylko wyczekiwał jej wpadki.
   -Urodziłam się piętnaśnie tal temu w Indiach, dokładnie siódmego lipca o piętnastej czterdzieści trzy. -Odpowiedziała grzecznie.
   Dyrektorka nie odezwałą się już słowem, tylko podniosła się z miejsca i ze sztucznym uśmiechem podeszła do Liv.
   -Chodź, pokażę Ci Twój pokój. -Odpowiedziała dziwnie przymilnie, bowiem dopiero teraz dotarlo do niej, ile jej kochający ojciec jest w stanie zapłącić, byleby tylko była zadowolona.
   Po chwili już wszyscy wchodzili po schodach w górę, aby potem stanać przed drzwiami jednego z pokoi, który jako jedyny o tej porze był otwarty. Z pewnościa był on większy i wygodniejzy od reszty pomieszczeń. Ogień trzaskał w kominku, przed którym stał jeden z dwóch foteli. Na podłodze leżał miękki dywan, a pod ściana stało miękkie łózko nakryte aksamitna kołderką. Na prawej ścienie znajdowało się okno, po którego prawej stronie stał regał z mnóstwem nowych książek. Spełniał on wszystkie wymagania  warunki, jakie postawił jej ojciec tej szkole.
   Liv aż wytrzeszczyłą oczy z wrażenia, po chwili spoglądajac na ojca. Powoli weszła do środka, aby usiąść na miękkim łóżku.
   -Czy... Czy wszystkie pokoje tutaj są tak świetnie wyposarzone? -zapytała cicho, nieśmiało. Czułą sie tutaj zagubiona...
   -Nie, tylko ten, na prośbę twojego ojca. Powinnaś mu podziękować. -Odpowiedziała chłodno dyrektorka, patrząc na dziewczynę badawczo.
   -Proszę Pani, ja mu już a tyle rzeczy dziękowała, za przyjazd tutaj i zapisanie mnie do szkoły, więc nie będzie dla niego zdziwieniem, gdy zrobię to jeszcze raz. -Odparła brunetka, patrząc na swego ojca z uśmiechem.
   Wraz z wybiciem godziny dwudziestej trzeciej jej kochajacy ojciec wsiadl do powozu, wcześniej obiecujac pisać i przysyłać nowe książki. Gdy LIv wróciła na górę i połozyła się do swojego łóżka, wcześniej rozglądając się po pokoju i zasnęła, nie zdajac sobie nawet sprawy, że na parterze, w gabinecie dyrektorki właśnie trwałą dyskusja na jej temat...

---

<Pierwsza część opowiadania, które będę pisać z Leną :33. Druga część napisze Lena, trzecia ja i tak dalej... Ciekawosć was zżera, czy raczej wypluła i odeszła gdzieś? xd>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz