poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Złoty Tygrys - Opowieść Silije cz. II [Volturi]

      Podniesione głosy biesiadników, unosiły się po domostwie Czerwonego Lisa, gdy drzwi z hukiem otworzyły się na oścież. Stanął w nich Złoty Tygrys. Wszyscy zamilkli, a on wolnym kokiem wszedł do środka i bez słowa usiadł przy stole, na przeciwko Czerwonego Lwa. Przez chwilę taksowali się spojrzeniem, po czym Zen Yi uśmiechnął się szeroko.
- Przyjacielu. Jak milo mi Ciebie widzieć. - Uniósł kielich z czerwony trunkiem i upił łyk. - Jak minęła podróż?
- Nad wyraz dobrze. Dziękuję. W czym mam Ci pomóc? - Zaczął rzeczowo, nie spuszczając wzroku
z mężczyzny.
Czerwony Lew odstawił wino, a uśmiech zniknął z jego ust, ta szybko jak się pojawił.
- Jak zwykle rzeczowy. I to mi się podoba. A więc. Jesteś mi potrzebny w unicestwieniu Srebrnego Lisa
i Niepokonanego Smoka. W zamian dostaniesz tyle kobiet ile tylko zapragniesz.
- Śmiesz ze mnie żartować? - Uniósł brew, spokojnie doń przemawiając. - Ja mam ich zabić w zamian za kobiety? Wolne żarty. Przecież ja je mam na pęczki. - Wyprostował się na krześle. - Chcę złota.
Czerwonemu Lwu oczy zabłysły z wściekłości.
- Nie będę odwalał za Ciebie czarnej roboty, za byle kobiety. Albo złoto, albo idę do Srebrnego Lisa. On się zgodzi na część łupu. A i nie zapominaj, że są Bliźnięta jeszcze. - Położył dłonie na blacie stołu, przybliżając ciało ku Zen Yi.
Z wściekłości jaka ogarnęła Lwa, ujął mocno rękojeść noża i wbił ostrze noża w jego dłoń. Jednak ostrze jeno się odbiło od jego dłoni, która pokryła się mosiężną mocną skorupą. Zdziwienie malowało się na twarzy mężczyzny, jednak po chwili pojawił się szeroki uśmiech.
- Ile chcesz? 10 - 30 procent?
- Od razu lepiej. 30 procent i zrobię czystki w mieście. - Wyprostował się i skrzyżował ręce na potężnej piersi.
Oboje po chwili wznieśli toast, a po izbie przetoczył się wesoły gwar.

~*~*~*~

    Ciężkie krople potu spływały po zmęczonej twarzy kowala. Pracował on już dwudziestą godzinę. Musiał wykuć niezwykłą zbroję dla Czerwonego Lwa. Młot miarowo uderzał w rozgrzaną stal. Iskry spadały na podłogę i wątłej już jakości fartuch. Gdy miecz był zahartowany, usiadł ciężko na krześle i otarł czoło brudnym rękawem. Napił się chłodnej wody i zjadł pierwszy tego dnia posiłek. Gdy napełnił żołądek, oparł czoło na rękach i zasnął. Mocny sen nadszedł szybko i jeszcze szybciej uderzył w jego zmęczone ciało. 
    Gdy już świtało, obudziło go lekkie potrząsanie w ramię. 
- Kowalu, kowalu. Obudź się. - Głęboki głos dobiegł do uszu Zhang Ziyi. Ten wyrwany ze snu, nieprzytomnym wzrokiem omiótł swą pracownię. Odskoczył, gdy nad sobą zobaczył Złotego Tygrysa.
- Co tutaj robisz? - Przetarł zaspane oczy.
- Chcę Ci pomóc. Wyrządziłem już wiele złego na tym świecie i chce teraz to wszystko odpokutować. - Lekko się uśmiechnął i podał mu kubek wody. - Zabierajmy się do pracy. Tylko mów mi co mam robić. 
Kowal stał w miejscu,wpatrując się w szybkie i precyzyjne ruchy mężczyzny. 
- Jak Cię zwą? - Gdy Zhang Ziyi, odzyskał głos, który uwiązł mu w gardle podszedł do Złotego Tygrysa 
- Mówią na mnie Brass Body. 
- Mosiężne Ciało? Dlaczego? - Podszedł do niego bliżej.
Bez słowa wyjaśnienia Złoty ujął nie dawno wykuty miecz i zamachnął się się nim, by po chwili ostrze dotknęło jego skóry. Błyskawicznie na jego ciele pojawiła się złota powłoka mosiądzu, która ochroniła go od ciosu. 
Ciemne oczy kowala zrobiły się okrągłe jak spodki
- Pierwszy raz w życiu widzę coś takiego. Jak to robisz?
- Zwyczajnie; jak tylko jakiekolwiek ostrze dotknie mej skóry, to ona od razu twardnieje. - Spojrzał na kowala swoimi ciemnymi oczyma. - Ale dość już o mnie. Zabierajmy się do pracy, bo inaczej zginiesz. Czerwony Lew nie zna skrupułów. 
Zhang Ziyi skinął tylko głową i zaczął rozpalać w wielkim piecu. A Brass Body poukładał już wykonaną zbroję, która robiła wrażenie. 
- Uważaj na ukryte ostrza. A z resztą, do kogo ja to mówię. - Uśmiechnął się lekko i rozpalił ogień.
   Praca obu mężczyzn początkowo szła opornie, jednak z każdą minutą zaczęli się lepiej dogadywać. Gdy dobiegła noc skończyli już pracę. Usidli przy stole i patrzeli na siebie w milczeniu, kiedy do ich uszu dobiegł miarowy tętent koni, zbliżający się coraz bardziej z każdą minutą. Brass Body wyszedł tylnymi drzwiami, gdy Zhang Ziyi czekał na przybyszów siedząc przy stole. 
Konie głośno zarżały stając przed drzwiami kowala, które otwarły się bez pukania. Mężczyzna jeno uniósł głowę i zmierzył przybyszów chłodnym wzrokiem.
- Zbroja wisi tam. - Pokazał im miejsce palcem i ponownie zastygł bez ruchu na krześle. 
- Dobrze się spisałeś Kowalu. - Cała kompania rzezimieszków zaśmiała się chytrze, łypiąc na siebie. Zabrali zbroję, załadowali ją na dwa luzaki i wkroczyli ponownie do izby, gdzie siedział kowal. - A teraz nagroda dla Ciebie przyjacielu. - Zaśmiali się i dwóch - najbardziej silnych - przytrzymało, go na krześle, gdy kolejna dwójka przytrzymała mu ręce. - Nie zrobisz już ni jednej zbroi. Dla nikogo. - Wtem dobył szabli i odciął mu obie ręce, tuż poniżej łokci. Kowal zawył z bólu i zemdlał.

~*~*~*~

Brass Body z oddali usłyszał wycie kowala. Pędem ruszył ku jego pracowni. Po drodze minęli go sługusy Czerwonego Lwa, pędząc co koń wyskoczy. Minęli go, nie zwracając na niego uwagi, by po chwili zniknąć za najbliższym zakrętem drogi. Gdy Złoty Tygrys dotarł do kowala, ten leżał w kałuży krwi. Dopadł do niego i założył opaski uciskowe na dwa kikuty.
- Zajmę się Tobą Kowalu. - Wyszeptał i podniósł go z podłogi uwalanej posoką. Przeniósł go do swego tymczasowego domostwa i położył na łóżku. Rozpalił w potężnym kominku i nagotował wody, nad paleniskiem. W miedzy czasie rozgrzał szerokie ostrze miecza i podszedł do łóżka. Zdjął zakrwawione strzępy szmat, którymi owinięte były kikuty i przyłożył do nich miecz. Rany zaskwierczały, a krzyk kowala dało się słyszeć na ulicach miasteczka. Mężczyzna zemdlał ponowie.
Świtało, gdy Zhang Ziyi się ocknął. Spojrzał na swoje ręce i zaklął.
- Już nigdy nic nie wykuję. Czemu mnie uratowałeś? Powinieneś zostawić nie na pewną śmierć! - Rzucił oskarżycielsko ku Złotemu Tygrysowi.
- Uspokój się. - Nakazał tonem, nieznoszącym sprzeciwu. - Ucięli Ci ręce byś nikomu już tak dobrej zbroi nie wykuł. Nigdy. A to oznacza, że boją się Ciebie. - Brass Body podszedł do kowala z miską zupy. - Musisz nabrać siły. Zemścimy się. - Zaczął karmić kowala.
- Czemu chcesz mi pomóc?
- Jak już wspomniałem muszę odpokutować swoje winy, a przy okazji wyrównam rachunki
z Niepokonanym Smokiem i Srebrnym Lisem. 
- Dobrze, ale będziesz musiał wykonać dla mnie ręce. Z żelaza.Tylko będziesz musiał mnie słuchać. Popamiętają mnie. Czerwony Lew zginie z moich rąk. 
- Resztę towarzystwa zostaw mnie. - Uśmiechnął się i podał kowali kolejną porcje zupy.

------
CDN. 
Za wszelakie błędy, powtórzenia, nie składnię itp. przepraszam. Miłego czytania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz