~*~
To był dzień, jak co dzień. No bo co mogłoby go wyróżnić? Przebudziła się w południe, tym razem nad wodospadem. Nie, wcale nie sypiała w jaskini. A przynajmniej rzadko się to zdarzało, by kundelka chowała się po grotach. Cóż, bywało, iż zasypiała w środku polowania, spaceru, gdy po prostu dopadało ją zmęczenie, i to tak znienacka. I tym razem było podobnie, po powrocie wieczorem z wyprawy w góry. Ziewnęła przeciągle, podnosząc się z gleby i leniwie przeciągając. Ulokowała wzrok w nieboskłonie, wsłuchując się w szum spadającej wody. Słońce przyjemnie ogrzewało jej grzbiet. Uśmiechnęła się pod nosem – zapowiadał się przyjemny dzień. Ruszyła z wolna w kierunku polany, rozbudzając się przy okazji spaceru. Obcujące tam psy i suczki powitała szerokim uśmiechem i pozdrowieniem, a następnie swoje krok skierowała na brzeg Jeziora Dusz. Tam przysiadła, dumając nad tym, co dziś będzie robić. Nie miała żadnych obowiązków, więc może by odw… niewielkie, ale naprawdę prędkie, białe stworzenie przebiegło, czy raczej, pokicało tuż przed nią, wyrywając kundelkę z zamysłu. Zamrugała oczyma, przez moment wpatrując się w miejsce, gdzie biały zniknął. Wyszczerzyła kłów w szerokim uśmiechu i zaaferowana popędziła w ślad za nim. Zdawałoby się, że był to królik, ale pierwszy raz widziała, by przedstawiciel tego gatunku był równie szybki. Była pewna, że biegnie cały czas jego tropem, jednakże nie widziała go. Zbyt szybko przemykał pomiędzy drzewami i chaszczami. Mogłaby złapać go, dogonić za pomocą magii, jednak nie chciała sobie odbierać zabawy takim uproszczeniem.
Ale z czasem ciągnąca się pogoń
zrobiła się dla kundelki nużąca. Biegła, biegła i biegła już ponad kwadrans
przez las, ale dogonić go nie mogła. Poza tym była już zmęczona – z każdym
kolejnym krokiem zwalniała coraz bardziej, aż w końcu była niezdolna do kontynuowania
gonitwy. Ciężko oddychając usiadła, opierając się bokiem o pień drzewa obok.
Poza tym… nie zgubiła przypadkiem już dawno jego śladu? Westchnęła ciężko,
naburmuszona. Nie lubiła, gdy coś jej nie wychodziło. Haha, no z pewnością się
nie podda! Zaśmiała się sama do siebie, jednakże zaraz jej entuzjazm ponownie
przygasł. Pytanie, jak znaleźć jednego, małego królika, skoro takich tu w
cholerę? Zamyśliła się. Po wystarczającym wypoczynku z wolna ruszyła przed
siebie. Jeśli dobrze kojarzyła, ta część lasu i kierunek prowadziły na łąkę…
nie przeliczyła się, tam też wyszła, przemierzywszy ostatnie zagajniki. Widok
tego miejsca zawsze napawał czarną zachwytem. Z uśmiechem przyjrzała się
rozkwitającym łęgom. Po tej cholernej zimie wreszcie będzie mogła znów zobaczyć
te morze kwiatów oraz poczuć ich piękne wonie. Ruszyła przed siebie spokojnym
krokiem, rozglądając wokół w zadumie.
- OUCH! – jęknęła, gdy wtem jedna z
przednich kończyn w jakiś sposób osunęła jej się w przód. Zaryła dolną częścią
łepetyny w glebę, po czym padła całym ciałem na ziemię, czując ból w dolnej
szczęce. Otworzyła po krótkiej chwili ślep, bowiem wcześniej je zamknęła, i
spojrzała na sprawcę swojego upadku. Zamrugała oczyma w zdumieniu. Jajko..?
Podniosła się nieco na przednich łapach, zbliżywszy kufę do znaleziska. Nic nie
zrobiła na szczęście, jedynie się o nie potknęła. Zawęszyła obok, a w jej
patrzałkach pojawiły się gwiazdki. CZEKOLADA… zaraz… zaraz, zaraz… potrząsnęła
łepetyną, przyglądając się jajku nieufnie. Podniosła się na równe łapczydła. Co
miałaby robić czekolada tak daleko od ludzkich skupisk? Przecież to człowieki…
ludzie ją wytwarzały, więc niby jak? Rozejrzała się wokół, kręcąc się wokół
własnej osi. Stanęła w miejscu, gdy ujrzała w trawie, ileś metrów dalej małe,
białe stworzenie, które swoimi czerwonymi ślepkami obserwowało suczkę.
Następnie przeniosło wzrok na jajko i zastygło w bezruchu. Nim kundelka
zorientowała się, co się dzieje, królik znalazł się przy nim i zaczął pchać,
byle dalej od Sathany. Suczka zamrugała oczyma, ale w końcu zaśmiała się
wesoło, doskakując do niego.
- He-… - urwała, gdy tamten zaczął
zwiewać przed nią. – No ej, nic ci nie zrobię! – burknęła, jednakże nie miała
dłużej go ścigać. Przyjrzała się czekoladowemu jajku. Było dla niego takie
ważne? Złapała je w kufę i zaczęła biec w drugą stronę. Haha, nie przeliczyła
się! Albinos zatrzymał się, patrząc w stronę kundelki. Ruszył za nią!
Rozejrzała się wokół w zamyśle, w jaki sposób mogłaby to wykorzystać? Chcia…
zahamowała raptownie, bowiem królik pojawił się przed nią, pchając łebkiem w
kierunku suczki koszyczek z pisankami. Spojrzał na nią z wyraźną prośbą w
oczkach – widocznie chciał odzyskać swoje jajko. Nawet się nad tym nie
zastanawiała. Nie była wredna, chciała po prostu się pobawić. Położyła mu je do
koszyczka z uśmiechem. Przysiadła na glebie, obserwując go z uśmiechem dłuższą
chwilę. Widocznie próbował koszyczek zabrać do swojej nory – ale ledwie
potrafił go pchać.
- Pokaż
mi, gdzie je zanieść… - zaśmiała się wesoło, łapiąc w pysk rączkę koszyka.
Królik widocznie początkowo nie był pewien, czy jej zaufać, czy nie. Ale w
końcu ruszył w kierunku swojego legowiska. Tam też schowała jego koszyczek z
jajkami i pożegnawszy się z królikiem, ruszyła w drogę powrotną na polanę.
~*~
Ja… ja wiem, ja chyba nie napisałam
tego zbytnio zgodnie z zasadami konkursu. Nie miałam już weny. Nie wiedziałam
co pisać i wyszło takie coś, nie wiadomo co. XD ale przynajmniej napisałam!
♠ Staha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz