niedziela, 13 lipca 2014

Więcej obcych wilków? [Fallon]

Młody leżał w Legowisku Bezogona o zapachu jelenia, kilka dni. Oczywiście wiedział, że do swojej watahy nie wróci, ale co miał zrobić, jak nie mógł prawie chodzić? Ciągle leżał, albo czołgał się w stronę wyjścia, chcąc uciec i wrócić do Brązowookiej i reszty. Rześki poranek, samica Bezogona nie zjawiła się tym razem, wilka to zaciekawiło, więc wreszcie wstał, nie bolało go nic. To dobrze, jednak dalej kuśtykał, wyłonił się z cienia, delikatne promienie słońca powoli padały na jego pysk, łeb i resztę ciała. Młody otrzepał się z ziemi, wszystkie mięśnie go bolały, w końcu ostatnio się nie ruszał jakoś aktywnie. Jego bursztynowym ślepią ukazały się inne Legowiska, które były przymknięte zwisającymi skórami od jeleni! Co oni mają z tymi jeleniami? Przecież to też wilcza żywność, więc czemu oni ją ruszają? Nagle do jego nozdrzy dotarła woń innych wilków. Najeżył futro i oczekiwał ich z różnych stron, jednak nie stało się tak, by ktokolwiek go zaatakował. Wstrzymał oddech i dalej wodził wzrokiem po Legowisku, było otoczone mniejszymi Legowiskami, a z każdego wydobywała się woń wilka, nie z tych terenów. Młody przysiadł, tak jakby na coś czekał, leżał zbyt długo i nie chciał tam wracać, może uda mu się uciec? Szybko wstał i poszedł za 'swoje' Legowisko, okazało się, ze nawet tutaj jest otoczone skórami jelenia i do tego takimi twardymi. Warknął i pacnął to łapą, potem jeszcze raz, ale mocniej. Szczeknął i zadarł łeb do góry. " Wataho, ile wilczych skoków jesteście ode mnie?" to przekazywał w swojej pieśni, jednak nie usłyszał odpowiedzi, musiał być bardzo wiele wilczych skoków od Brązowookiej... Cicho zaskomlał i położył się, znów nie chciało mu się żyć, przed chwilą był szczęśliwy, a teraz znów taki jak stracił rodzinę. Jego ucho skierowało się nieco do tyłu, usłyszał szuranie. Nogi samicy Bezogona nie skradały się, tylko tak jakby chciałaby ją usłyszał.
 - Witaj wilku, widzę, że wstałeś i poprawiło Ci się nieco. - Zaśmiała się do siebie i kucnęła przy nim. Młody uniósł wargę ukazując kły, zmarszczył pysk i wydał z siebie warkot, jednak samica nie robiła nic sobie z tego! Przysunęła dłoń do opatrunku wilka i delikatnie dotknęła, Młody bez zastanowienia chwycił jej rękę w swoją paszcze, lecz od razu powstrzymał go ucisk na karku, od dalszych czynów.
- Raven, nie! - Krzyknęła kobieta i oswobodziła rękę z szczęk Młodego. - Zostaw! - Czarny wilk, o czarnych oczach, którego w nocy nie dałoby się zobaczyć, puścił wilka i przysiadł przy Bezogonie. Młody od razu zauważył, że nie ma połowy ogona i jedno wyblakłe oko, musiał być przywódcą, bo również miał blizny, był ślepy, miał naderwane ucho i nie miał połowy ogona. Oblizał pysk i jednym okiem ciągle był wpatrzony w młodszego od siebie wilka. Uniósł wargi i zawarczał.
 -  Czego tutaj szukasz? - Raven nie zamierzał go stracić z oka, Młody machnął ogonem  i pyskiem pokazał na bark.
- To. Zrobił to mniejszy od nas. Oswojony. - Kłapnął pyskiem i poruszył niespokojnie łbem.
- Ah.. To Ty jesteś ten, którego pies pogryzł. - Szczeknął wesoło, śmiejąc się z tego, w wilczej mowie. Po chwili podniósł pysk do góry i zawył, z każdej małej Jaskini wyłonił się łeb wilków, ale żaden nie przypominał budową Młodego. Rozpowiedział wszystkim, że jest to wilk pogryziony przez Łapę. Oczywiście pies również przyszedł. Każdy wilk usiadł koło Raven'a  i obserwowali Młodego rozbawionym wzrokiem. Wilczek ujrzał, nieco czerwone umarszczenie, tam białe, zaś przed nim kremowe, wszystkie miały jakieś rany, niektóre nie posiadały łapy, ucha, ogona, lub oka. Wszystkie były okaleczone, czyżby Młody też się do nich zaliczał? Może też nie miał jakieś części ciała, lecz o tym nie wiedział.
- Jak Cie zwali w Twoim stadzie? - Kłapnął paszczą kremowy wilk bez łapy.
- Młody... - Spojrzał na niego spode łba.
- Ja jestem Bez łap, ten, który Cie przetrzymywał to Raven... - Zaczął mniej więcej przedstawiać z dziesięcioro wilków. Żadnej wadery, to było zaskakujące.
   Minęło kolejne kilka dni, Młody zupełnie zapomniał o Brązowookiej i watasze, teraz tutaj żył, miał nową watahę, nauczył się bardzo dużo rzeczy od tych kalek. Wyrobił sobie ponownie mięśnie, które w każdym polowaniu się umacniały. Bezogon przychodził dalej do wilków, ale coraz rzadziej i na której, Młody oczywiście nie wiedział czemu jest takie zachowanie, ale reszta mu wyjaśniła, że jej wataha również wędruje, jak zwykłe wilki. Oni jednak tutaj zostawali, mieli wszystko co chcieli, jedzenie, schronienie, przyjaciół i ciekawe polowania. Raven dowodził całą grupą wilków, żaden nie zamierzał z nim toczyć walki, choć wiele by chciało. Młody stawał się coraz doroślejszy i odpowiedzialny za swoje czyny, również stał się jeszcze bardziej doświadczony w polowaniu niż przedtem. Myślał, że wie wszystko, a wiedział tylko podstawowe rzeczy, niezwykłe dla niego to jest doświadczenie. Tyle wilków, tyle nauki, tyle jedzenia... jednak brakowało mu czegoś o czym on zapomniał. Tamtej watahy i Brązowookiej, za którą szalał. Dni również stawały się chłodniejsze, niedawno jeszcze dokuczał mu upadł, a teraz coraz szybciej zapadał mrok, jak i coraz zimniejsze dni się stawały. Młody jednak na to nie zważał, był szczęśliwy, że wreszcie odnalazł się w tym świecie, zawsze był wyrzutkiem, taką czarną owcą w stadzie, ale teraz... Mimo, że wszyscy byli okaleczeni, dawali z siebie wszystko, by  być zgraną ekipą i przeżyć. Każdy dzień stawał się tutaj rutyną, wstają, chwile jeszcze se pomarudzą, idą na polowanie, jedzą, 'bawią' się, idą spać. Może się to wydawać nudne, ale Młodemu te życie wydawało się ciekawsze, sam nie umiał tego uzasadnić, ale dosłownie był w niebie.
  Pierwsze płatki śniegu spoczęły na pysku czarnego wilka.
- Wstawać, śnieg. Zwierzyna się oddala. - Warknął na wilki i wszystkie przeszył wzrokiem. - Ruszamy. - Bez jakiegokolwiek zastanowienia opuścili Legowisko, które tak długo im służyło. Czarny podszedł do Młodego i machnął kawałkiem ogona. - Młody, gdzie Twoja wataha się znajduje? Tam gdzie jest dużo zwierzyny łownej? - Młody westchnął, po co on przypomina mu o wszystkich przykrościach ?
- Nie wiem. - Odpowiedział, trącając nosem kark Ravena, jednak przywódcy nie ucieszyła taka odpowiedź. Zadarł łeb i zawył. Pytał się gdzie jest dużo zwierzyny łownej, innych wilków. Tym razem wszyscy usłyszeli odpowiedź, był to wysoki ton, za którym tęsknił jeden wilk. Podniósł łeb do góry.
- Brązowooka?! - Nie umiał w to uwierzyć, co jego była wataha robi tak blisko tego Legowiska? Byli kilkadziesiąt wilczych skoków stąd. Chciał się z nią spotkać i zrobi to. Nie usłyszał odpowiedzi, teraz w ogóle nie umiał się skupić na wędrówce, wciąż myślał o tym wysokim tonie. Oczywiście Raven już był na przodzie i prowadził watahę, tam skąd słyszeli wycie. Po kilku godzinach wędrówki, wilki ułożyły się do odpoczynku, każdy przy sobie prócz Młodego, gdy tylko wyczuł, że każdy śpi, szybko podniósł się i ulotnił. Biegł co sił, nie zwracał uwagi, na to, że znów zaczął go boleć bark. Podniósł pysk i cicho zawył. "Brązowooka gdzie jesteś?!"  Serce mu biło, wyczekując odpowiedzi, przystanął na chwilę, by zaczerpnąć powietrza. Usłyszał ciche wycie kilka wilczych skoków od niego. Czyżby się spotka z ukochaną waderą? Był pewny, ze tak się stanie. Ugiął łapy i przeskoczył przez pień, zaczął omijać małe drzewka, krzewy i inne przeszkody. Zatrzymał się pod przewalonym wielkim drzewie, po drugiej stronie pnia zobaczył wilczyce. Machała energicznie ogonem i pobiegła w jego stronę, gdy znalazła się przy nim od razu ugryzła go w ucho, rzucając mu wyrzut, dlaczego zostawił ich na tak długo. Młody nie umiał zbytnio odpowiedzieć na to, ciężko mu było, teraz jednak się cieszył, że spotkał ją. Polizał ją po pysku.
 - Ciesze się, że się spotkaliśmy. - Pisnął i trącił ją nosem w bok, również przepraszając. Wilczyca usiadła i położyła łeb na grzbiecie Młodego.
- Ja też. - Kita znów wprawiła się w ruch. Poczuł jak wszystkie mięśnie samicy napinają się i nieco odchodzi od niego. - Kto to jest? - Schyliła łeb i ukazała kły, wilki wyglądały przerażająco. Okaleczone, głodne, które widzą waderę od wielu, wielu miesięcy. Raven przystanął obok Młodego, ukazując kły, jakby w uśmiechu. Bursztynowe ślepia ujrzały, że zza nią stoi Bez łap. Szybko skoczył w jego stronę kłapiąc paszczą.
- Odsuń się! - Najeżył sierść i patrzył w kremowego basiora. Czyżby Młody ich przyprowadził do źródła, które pokaże im zwierzynę łowną?
__________________________________________________________________________________
 Możecie też napisać, co chcecie w III części, czyli mniej więcej co ma się stać. Wiem strasznie dużo tutaj dialogów. Przepraszam. :C
W sumie jak jest już III część to można zrobić mini-konkurs. Chodzi mi o to, że możecie narysować jak Wy widzicie postaci, termin do końca wszystkich części mojego opowiadania, czyli długo. Nie musicie wszyscy rysować Młodego, bo to główny bohater tylko np. Raven, Młody, Brązowooka, Bez łap, Kamyk i Patyk, Jasnooka, Ciemnefutro, lub nawet wymyślić własną postać i ciepnę ją do opowiadania, jak chcecie takie coś to napiszcie. Również Bezogony możecie rysować, lub dane sceny ^^. Oczywiście możecie wysłać to na mojego g-maila, który jest w kp [ Tak nie chce mi się go tutaj pisać. ._. ]. Lub jak nikt nie ma nic przeciwko to na bloga wrzucić. Taki mały pomysł ode mnie ^^.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz