piątek, 20 czerwca 2014

Nocne takie tam. [Fallon]

Słoneczny dzień, który zapowiadał się na udany, jednak zawsze jest taka chwila, gdzie coś pójdzie źle. Czy to od nas zależy? Czy po prostu taka ironia? Poranek. Wilcza wataha, która szukała nowego miejsca na Jaskinie, by wychować szczenięta. Oczywiście przywódca watahy musi wybrać takie miejsce, Ciemnefutro to bardzo potężny czarny wilk, który wygrał niejedną walkę, jego partnerką jest Jasnooka. Również jest czarna, ale za to posiada szare ślepia, reszta grupy ma brązowe, szare, czarne, białe umarszczenie. Wszyscy zgrani i rozumieją się bez zbędnych dźwięków. Wreszcie znaleziono Jaskinie, tutaj szczenięta będą uczone jak polować i przeżyć, głównym celem będzie Młody, szary wilk o bursztynowych oczach, jest młodziutki, ale za to przepełniony smutkiem. Kilka dni temu Szybka Wilgoć zatopiła Jego rodzinę, leżała w kałużach Bez Oddechu, a on szturchał ich nosem i cicho szczekał, by wstali. Nic takiego nie nastąpiło, śmierdzieli jak zwierzyna, którą powinno się jeść, a on zachęcał ich do zabawy... przywódca watahy, mniej więcej wyjaśnił mu co się stało. W wilczej mowie nie ma czegoś takiego jak przyszłość, więc dużo rzeczy trudno wyjaśnić, szczególnie szczenięciu.
Coś szturchnęło łapę Młodego.
- Mlody! - Przywitała się Brązowooka. - Wydajesz się być smutny. - Delikatnie szturchnęła go nosem w łape i wprawiła ogon w lekki ruch.
- Nie.. Chyba rodzeństwo na Ciebie czeka. - Bursztynowe ślepia skierowały sie w stronę małych wilczkó, które niecierpliwie czekały na swoją jedyną siostrzyczkę. Machnął kilka razy swoim srebrzystym ogonem, by potwierdzić, że wszystko jest dobrze, jednak on wiedział, że brakuje mu całej rodziny. Przecież tego dnia tylko oddalił się od legowiska, a gdy wrócił oni leżeli w kałużach. Upatrzył sobie sosnę, która cieszyła sie delikatnym wietrzykiem i ciepłym popołudniem, położył się pod nią i przymknął ślepia, chciał pomyśleć o tym wszystkim, co się ostatnio stało. Pogrążonych w myślach nawet nie usłyszał, jak wataha się oddala, będzie to kolejny problem dla niego, ponieważ nie wie w jaką stronę się skierowali, ale ma jeszcze nos. Moze coś mu się uda wywęszyć, jest jeszcze przecież szczeniakiem, ale musi się uczyć, tego od niego wymagają, by stał się jak najszybciej odpowiedzialny za siebie. Usłyszał trzask. Otworzył szybko powieki i zlustrował ślepiami otoczenie, wietrzył zahaczył o jego nozdrza przynosząc mu nowe wonie. Demony, zające, sarny... i Coś. Warknął cicho i najeżył się, postanowił zobaczyć co to jest to Coś. Wstał i powoli ruszył, delikatnie stawiając łapę za łapą, nie zostawiając żadnego szelestu. Coraz intensywniejszy zapach Coś dobijał jego nochal, w końcu zatrzymał się w krzakach, a jego bursztynowym ślepią ukazały się Wysokie Bezogony. Dziwne to stworzenia, miały na sobie futro, jednak na pyskach miały tylko na górze, mają jakieś Latające Szpony. Młody nigdy nie widział takich stworzeń, nie bał się ich, ponieważ nie miał z nimi styczności, dla niego wszystko co nowe to dobre i ciekawe. Wyłonił się z krzaków, z najeżonym futrem i zniżonym łbem. Chronił kark. Bezogony zwrócił się w jego stronę i stały jak mur, usłyszawszy świst Latającego szpona uskoczył, robiąc unik i warcząc głucho. Były to złe stworzenia, które atakowały go, po chwili usłyszał pomruki w ich mowie, nie podobało mu się to. Nie rozumiał ich, dalej obserwując ich zauważył, że sie wycofują do swojego Legowiska? Ciekawski wilk poszedł za nimi, tak by go nie było widać, w końcu usłyszał więcej mowy tych istot i zapach ryb, mięsa i jagód. Zakradł się za wiszące skóry i tam przysiadł, obserwując wszystko. Tutaj ktoś wydawał jakiś dźwięk, który miał oznaczać śmiech, tam ktoś patroszył rybę. Aż Młodemu przypomniało się, że nic nie jadł od kilku dni, oblizał pysk na widok jedzenia, które wisiało na patyku. Nikogo tam nie było, więc mógł łatwo je zwędzić. Tak też uczynił. Gdy był już przy mięsie jelenia, poczuł ciepło, które padało na jego pysk. Mięso wisiało nad czym jasnym, wilk warknął i pacnął to łapą, od razu pożałował, to coś gryzło! Szybko zaczął lizać oparzoną łapę i z nienawiścią patrzył na Bestie-Która-Kąsa-Gorącem, jak to mogło go ugryźć, przecież wydaje się bezbronne. Skomlenie wilka przywołało mieszkańców, biedaka dalej bolała oparzona łapka, a tu jeszcze Wysokie Bezogony przyszły..
- Wodzu! Wilka mamy w obozie! - Zawołał jeden z nich.
- Młodego szarego wilka, który chciał okraść nas! - Warknął drugi, w obozie zaczęły się bunty o wilka, który oparzył sobie łapę. Wódz uciszył wszystkich gestem ręki.
- Młody, szary wilk.. - Podrapał się po ciemnej brodzie. - Który chciał ukraść marny kawałek mięsa.. - Kontynuował wódz. - I w dodatku oparzył sobie łapę. - Uśmiechnął się lekko, bo widok był zabawny, wilczek któy liże łapę i próbuje ukraść mięso, jednak również omija ogień. Wysoki mężczyzna, dobrze zbudowany, ściągnął mięso z rusztu i rzucił wilkowi. - A teraz uciekaj Młody wilku. - Bursztynowe ślepia były wpatrzone z podziękowaniem dla Przywódcy Bezogonów. Szybko chwycił zdobycz i uciekł kuśtykając do Lasu. Zapach był tak intensywny, że szczeniak postanowił oddzielić się od Watahy i zobaczyć co też tak pachnie.
- Młody! - Wesołe szczeknięcie, przywołało szarego do świata. - Wataha Cie szuka, martwiliśmy się. - Cicho pisnęła i podeszła do niego. Była córką Alphy.
- Brązowooka, co Ty tutaj robisz? - Położył uszy po sobie, bo czuł sie winny, za to że szczenie się oddaliło.
- Szukam Cie, tak jak reszta! - Machnęła kilka razy małym ogonkiem i podeszła do Młodego, który miał przed łapami zdobycz.  - Chodź, wracamy! - Ponownie wydała z siebie wesołe szczekanie, o wysokiej nucie. Wilk skinął łbem i chwycił kawałek mięsa, skierował swoje ślady za Brązowooką. Po kilku minutach ujrzał przywódce, westchnął cicho i opuścił łeb, położył uszy po sobie i podkulił ogon. Położył mięso przed łapy przywódcy i cicho zaskomlał.
- Przepraszam! - Trącił nosem kark Ciemnofutrego i odsunął się, ponownie widział kolor tęczówek od przywódcy, każdą jego bliznę po udanej walce i czarny jak węgiel nos, który nie okazywał żadnego uczucia, czy wybaczyć, czy wygnać, czy zagryźć. Po chwili wilk rzucił się na młodego i chwycił go za kark przewracając i delikatnie zaciskając szczęki. Puścił go i uniósł wysoko ogon, dając do zrozumienia, że to był ostatni raz kiedy zapuścił się gdzieś daleko. Młody machnął ogonem i wstał, również skinął łbem na podziękowanie. Od razu otoczyły go wilki z pytaniami, gdzie był, skąd miał mięso i mase innych, jednak młody był myślami gdzie indziej. Interesowały go te Bezogony, które były miłe dla niego i dały mu jeszcze jeść.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Wzięło mnie na takie opowiadanie, które było nieco kierowane na książkę "Pradawne Kroniki Mroku" Genialna książka, z genialną fabułą, więc takie tam napisałam. Chciałabym napisać drugą część, ale zobacze jak z czasem. Od razu przepraszam za powtórzenia i błędy. Również mam nadzieje, że nie będziecie mieli nic przeciwko, jak napisze dalszą część. Tak wreszcie żyje, również wiem, że się wszystko zlewa...  Miłego czytania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz