piątek, 31 maja 2013

Kartka z Pamiętnika

      Nie będę wdawać się w żadne szczegóły związane z poranną pobudką. Po prostu : wstać, toaleta, ubrać się, uczesać, spakować i do szkoły.
      Poprzedniego dnia miałam dość długą wycieczkę rowerową w nie sprzyjającej pogodzie, tak, więc postanowiłam przejechać się z ciocią, co później miało swoje konsekwencje.
      Jak zwykle, próg szkoły przekroczyłam pięć minut przed dzwonkiem. Tradycyjny obchód w poszukiwaniu tych, którzy są w stanie tolerować moją osobę i przywitanie się z nimi, po czym powrót do żeńskiej części mojej klasy. Dzwonek, Pierwszy niemiecki. Cholera, zapomniałam wypracowania. Trudno, oddam później. Jedyna myśl : ,, Byle do dzwonka ''. Germanistka nie szczędziła uwag w moją stronę. Mam wylane. Słucham niby to z ogromną uwagą, a w rzeczywistości jestem, hen, w średniowieczu.
      W końcu słyszę słodki śpiew mojego wybawienia, choć w rzeczywistości jest to ryk dzwonka. Niemal wybiegam z sali. Rzucam torbę na podłogę, obok szafek i pędzę na boisko.
- Gosiu ! - Słyszę czyjś głos. Znam go, aż za dobrze. Jedna z tych, które zwykły zwać się mymi przyjaciółkami. Staję w pół kroku i z fałszywym szczęściem wymalowanym na twarzy, obracam się o sto osiemdziesiąt stopni. - Chodź, coś ci pokaże ! - Daje mi znak, abym poszła za nią. Kręcę głową, ale idę. Stajemy obok stosu, różnego koloru i marki, plecaków.
- Ania, streszczaj się ! - Krzyczę, starając się, aby mój głos przebił się przez ogólny zgiełk. Kasztanka szuka czegoś w torbie, by na koniec wyjąć cztery kartki, poleceń. - Sprawdzian z gegry ? Ale skąd ? - Przyglądam się każdemu zadaniu. Zerkam na Anie, czekając aż mi odpowie.
- No, szukałam trzy godziny i proszę ! - Stała przede mną, zadowolona z siebie i czekająca na moją reakcję.
- Aha, spoko. - Oddałam jej kartki i po prostu odeszłam. Niestety, przerwa minęła. - Polski - Mruknęłam. Sprawdzanie zadania i zrobienie kilku ćwiczeń. Polonistka uraczyła mnie przyjemnością wycinania literek. Nie było się czemu dziwić. Jestem jedną z nielicznych, którym wykonywanie bzdurnych poleceń z ćwiczeń zajmuje mniej niż 10 minut. Mniejsza.
      Mam tak zajebistą klasę, że zawsze muszą wywinąć jakiś numer. Zresztą mało kto uchodzi, w spotkaniu z nimi, bez uszczerbku na nerwach. Czyli schowali mi torbę. Tego było już za wiele. Nie jestem żadną skarżypytą, lecz tym razem przegięli. Doskonale wiedzieli, że gdy jestem w podłym nastroju, to lepiej ze mną nie zadzierać.
      Następna była matma. Upiekło mi się. Gdy matematyczka zapytała mnie z zadania, zamurowało mnie. Ogólnie to cały dzień chodziłam, jakbym myślała o niebieskich migdałach. Uratował mnie Szopik. Najporządniejszy chłopak z całej zgrai. Stan mojej klasy to : 9 chłopaków i 10 dziewczyn. Właściwie to wszystkie lekcje mijały mi szybko.
      Kolejny W-F. Zimno jak na północy, a nauczycielowi zachciało się iść na dwór i rzucać piłką. Na początek dwa kółeczka i rozgrzewka w miejscu. Wszyscy po kolei rzucali piłką od tenisa ziemnego, ponieważ wuefista nie mógł znaleźć normalnej piłki tj. piłki palantowej. Jobowa śpiewała Clovis Harris - I Need Your Love. Ma naprawdę ładny głos, a ta piosenka wychodzi jej prawie tak dobrze jak w oryginale. Moja kolej. Nie umiem rzucać z rozbiegu. 8 metrów. Wkurwa mam jak nic. Kolejna rundka. Rzucam z miejsca. 15 metrów. Za trzecim razem 18 metrów. Mam gdzieś wuefiste i te jego zaliczenia. Nie ma co ukrywać. Jestem kiepska z W-Fu.
      Zapomniałam dodać, że Ania dała mi na matmie jedną z kopi sprawdzianu. Władowałam ją do plecaka.
      15 minut przerwy zleciało szybciej niż zwykłe 5 minut. Włóczyłam się po tzw. rowerkowie. Plac dla czwartej klasy. Uczą się tam jeździć.
      Biologia. ,, Temat : Stres i co dalej ? ''. Pani od biologi zadała tradycyjne polecenia i potem róbta sobie co chceta. Zrobiłam trzy i za czwarte się brałam. Dzwonek. Obiad. Chyba jarzynowa.
      Po posiłku tradycyjne obleganie krzeseł w szatni z kurtkami. Ja, Natala, Anita i Klaudia oraz chłopaki z Ig. Jako jedyna ja z IIg. Wymienione dziewczyny w jakiś magiczny sposób są w stanie znosić moją osobę.
      No i w końcu geografia i sprawdzian. Napisałam go w mniej niż pół godziny. Temat : Sąsiedzi Polski. Po czym wdałam się w wciągającą dyskusję z Anią.
- Co napisałaś przy A ? - Zapytałam, pamiętając swoją odpowiedź.
- Białoruś - Mińsk. - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Nie. Miałaś Kijów.
- Nie. Znaczy, no tak, ale skreśliłam. - Stwierdziła, ale ja byłam święcie przekonana, że miała Kijów.
- Nie. Owszem, skreśliłaś, ale potem znów to samo.
- Nie... - Niepewność - A może..? Może mi się pomyliło, ale chyba nie. - Wzruszyła obojętnie ramionami, poprawiając kasztanowe loki.
- Może. - Odparłam. Zrobiliśmy przypomnienie z drugiej klasy i dzwonek.
      Powinna być religia. Już na biologi się dzieliliśmy. Ja  i czterech chłopaków na lekcje do Ig, a reszta na gegre i matme. Mi to tam zwisało. Mam siostrę w Ig. Siedziałam z Anitą i opracowywałam jej polecenia. A czemu byliśmy podzieleni ? Pani od religii miała wyjazd. Tak samo dyra, z którą mieliśmy mieć zastępstwo.
      Tak, więc siedziałam z Anitą, śmiejąc się z błahych spraw. Popisałam Natale pisakiem różowym, a ona odpłaciła mi srebrnym klejem brokatowym.
      Po biologi u Ig miałam kółko w tym samym składzie. Nic ciekawego. Ogarniałam opka Lenki. (ciekawe xD )
      Poszłyśmy z Natalą na lody. Po lekcjach powinnam iść do domu, ale nie poszłam. Mieliśmy spotkanie w świetlicy. Myślałam, że wyrobię się do 16.00, ale przeciągnęło się do 18.00. Pomagałam Mice robić chruściki. Adrian pisał wywiad z Alą. Dopiero, gdy prawie na sam koniec Ali się znudziło, ja poszłam mu pomóc.
      Gdy wróciłam do domu natknęłam się na mamę. Nie jest wcale taka zła, pod warunkiem, że trzymasz się zasad. A z tym to u mnie problem.
- Miałaś być na 16.00! - Zaczęła nie szczędząc siły swego głosu.
- Mówiłam, że 16.00, ale nie wiem ! - Nigdy nie pozostawałam dłużna. Nauczyłam się, że jak chcesz coś powiedzieć rozwścieczonej matce to musisz być niemal taka jak ona.
- Mówiłaś 16.00.
- Mówiłam, że nie wiem !- Nie wytrzymałam. Cała się trzęsłam, a łzy same spływały mi po policzkach. Uciekłam na górę, zamykając się w pokoju i odcinając od jej wrzasków. Gdy wszystko przycichło, dopiero wtedy odważyłam się zejść.
      Jestem tchórzem ? Być może, ale za to jak odważnym. W mojej rodzinie mało kto kwestionuje  zdanie mojej mamy. Ja robię to niemal przy każdej okazji. Nie jestem złośliwa, tylko widzę nieprawidłowości w tym co robi lub mówi.

*   *   *
No to na tyle. Historia prawdziwa. Wydarzyła się 28 maja 2013 roku. Mówi o mnie i o moim życiu więcej niż bym chciała. Kilka wątku ominęłam. Teraz wiecie jaka jestem i jakie czynniki na to wpływają. 
To co ? Mały konkursik ? 
Kilka pytań związanych z treścią : 
1. Kto należy do SPS i kim jest ? 
2. Jak myślicie - czy pogodziłam się z mamą ? 
3. W której jestem klasie ? 
4. Moja najlepsza przyjaciółka ? 
To tyle ode mnie. Gratuluje tym co dobrnęli do końca. 
Kocham Was ! Viv xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz