"The place between sleep and awake
End of innocence
Unending masquerade
That's where I will wait for you"
End of innocence
Unending masquerade
That's where I will wait for you"
_
Świat u zarania dnia zawsze wydawał się Borderce fascynujący, a zarazem dziko piękny. Nawet teraz, gdy przycupnąwszy nad spokojną tonią Jeziora rozmyślała nad aspektami własnego żywota. Bo kim była w oczach innych? Kim jest
naprawdę? - Pogrążała się w coraz to bardziej obcesowych pytaniach,
wbijając tępe spojrzenie w delikatnie wzburzoną taflę wody. Kiedy ciecz uspokoiła się, Samka dostrzegła weń własne, lustrzane odbicie; nieduży pies rasy border collie, maści red merle, na którego licu malowało się zmęczenie, czy nawet niepokój. Sunia mlasnęła, zdegustowana, bowiem wyglądała jak przysłowiowe `siedem nieszczęść`. Byłaby wpatrywała się tak jeszcze długo, gdyby nie lodowaty poryw wiatru, który wzburzył półdługie futro na Jej karku. Chłodny dreszcz przebiegł po drobnym ciele Collie, sprawiając, że sam chwost zadrżał, poruszony odruchem. Suka wyprostowała się z nagła, zastygając w sztywnym siadzie. O dziwo, wiatr przyniósł ze sobą czysty, iście fletowy ton, który w akompaniamencie lamentów powietrza sprawiał, że futro na grzbiecie zafalowało. Tajemnicza, acz dziwnie znajoma piosnka przypominała pierwotny zew Natury, w którym zamyka się krąg życia. Niosła przez światy opowieści północnych tajfunów, ballady snute przez zaranne ptactwo, a nawet intrygujące szepty wodospadu. Lee zmrużyła stalowe ślepia, wytężając wzrok. Jej uwagę przykuła niewielka, błękitna plama, która ostro kontrastowała z otaczającym ją półmrokiem. Suczka potrzebowała chwili, by dostrzec w niej drobniuchną ptaszynę, na pierwszy rzut oka zimorodka. Po dłuższej obserwacji doszła do wniosku, że to w prawdzie Słowik, o nienaturalnie szafirowych, mieniących się lazurem piórach. Lori uśmiechnęła się mimowolnie.
- Co przygnało Cię w te strony, Przyjacielu..? - Wymruczała, gdyż nigdy w swym stażu nie spotkała tak szlachetnego ptaka. Cóż.. Raczej nie spodziewała się odpowiedzi, jednak Pierzasty Kompan, niby w odwecie zaćwierkał melodyjnie, by perfekcyjnie gładkim lotem zakreślić krąg wokół łba Samicy. Nie wiedzieć czemu, intuicja podpowiadała Borderce, że Kompan chce Ją gdzieś poprowadzić. Jako i w chwilach kryzysu zawsze stawiała na instynkt samozachowawczy, wyłączyła funkcję jasnego myślenia, by oddać się w objęcia podświadomości i ruszyć za Ptakiem. Widać, i tym razem domysł nie zawiódł. Wieszczek szybował gładko między drzewami, przewodząc całej dywizji. W miarę pokonywanej odległości kniej poczęła się przerzedzać, by w końcu ustąpić wolnej przestrzeni. Lorelei ślizgnęła badawczym spojrzeniem po okolicy, z aprobatą przyglądając się misternemu kompleksowi skalnemu, którego poszczególne elementy układały się w odpływ jednej z rzek. Collie dostrzegła tu i ówdzie wyryte w litym kamieniu znaki, najprawdopodobniej runy, które w świetle porannej Zorzy mieniły się turkusem. Samica nigdy nie widziała podobnego azylu na terenach Sfory, toteż spróbowała zaszufladkować w pamięci skomplikowaną konstrukcję, której świetnie zgrane ze sobą elementy pozwalały wodzie napędzać nieduży wodospad. Lori podeszła bliżej, stawiając łapczydeł na porośniętym blado-oliwkową trawą gruncie. Była na tyle inteligentna, by domyśleć się, że przesłona spadającej wody w połączeniu ze znakami i okolicznościami odnalezienia lokum musi coś kryć. Samka przystanęła na skraju bajecznie błękitnego oczka wodnego, do którego kaskadą wpadał wodospad. Koniec końców ruszyła przed siebie, zauważając, iż woda sięga ledwie połowy długości kończyn. Z determinacja zaczęła brodzić w przejrzystej substancji, by w końcu dotrzeć do celu. Serce Samiczki biło szybko, a roztętniona krew uderzała do uszu, zagłuszając szum wody głuchym pulsowaniem. Już, już miała ruszyć dalej, kiedy ściana spadającej wody rozstąpiła się, ujawniając przejście na kształt okręgu. Kamienny pierścień otaczający wejście do tunelu, pokryty był licznymi symbolami, w których - jak wcześniej - rozpoznała runy. Układały one napis;
"Wspomnienia są jedynym rajem, z którego nie można nas wygnać"
Tunel był ciemny, ciasny oraz śliski, przepełniony ciężką wonią wilgoci i stęchlizny. Lorelei podejrzewała, że musi być także głęboki. Obskurny korytarz nie zniechęcił Ją jednak do kontynuowania wojaży wgłąb skalnego wzniesienia, która prowadziła do.. Dokąd? Suczka zmarszczyła brwi, nie zwalniając kroku. Zastanawiała się przelotem, co w ogóle tutaj robi? Co, jeśli na końcu znajdzie ślepy zaułek i padnie ofiarą jakiegoś nieokiełznanego Zwierza? Ni stąd , ni zowąd uśmiechnęła się zawadiacko, czując narastającą adrenalinę. - Postanowiła zaryzykować. Nagle pośród jednolitych, egipskich ciemności pojawił się jaśniejszy punkt. Suczka poczuła przypływ niezrozumiałej euforii, poruszenia. Nie zważając już na co stąpa, ruszyła żwawym kłusem `w stronę światła`. Punkt zaś rósł w oczach, by w końcu można było zobaczyć w nim koniec tunelu. Samka zmrużyła powieki, gdy ostre światło podrażniło boleśnie oczy. Odczekała moment, aż źrenice przywykną do takowego natężenia światła, by stanąć w osłupieniu. `Co do..` Wymsknęło się Jej. Bystre, szaro-niebieskie ślepia chłonęły z podziwem obraz obszernej, kryształowej groty. Pieczara miała eliptyczny kształt, a całe jej wnętrze porastały płyty z opalizującego srebrem i bielą kryształu, który działał na zasadzie lustra. Wzrok podążał miarowo ku centrum Pieczary, gdzie usytuowana a została śnieżnobiała, płacząca wierzba, której lśniące wicie tonęły w mało przestronnym zbiorniku wodnym. Drzewo zdawało się pochylać, tudzież przeglądać się w jednolicie czarnych wodach stawiku. Borderka ocknęła się z nagła, potrząsając łbem. Zrazu ruszyła instynktownie przed siebie, zważając, by nie pokaleczyć łap niewielkimi, acz niebezpiecznymi skupiskami kryształów. Lori przystanęła nad ciemną taflą wody, a wtedy.. Z przerażeniem uznała, że traci kontrolę nad własnym ciałem. Mimowolnie zaczęła wchodzić do bajorka, które okazało się głębsze, niż sądziła. Samka opierała się rozpaczliwie niewoli, jednak czarna ciecz miarowo Ją pochłaniała. W końcu poddała się, zaciskając mocno powieki, a Jej łeb znalazł się pod powierzchnią wody. A więc tak wyglądał koniec? Spytała sama siebie, czując, jak opada coraz niżej i niżej..
Była sama.. Jedyna w bezgranicznej ciemności..; Niby metafizyczny półbyt, który nie doznał zbawienia. Czy to piekło? Umarła? Zadawała sobie w kółko podobne pytania, brodząc bezcelowo w mroku. Nagle przed Jej oczyma pojawił się obraz. Nadzwyczaj wyraźna, audiowizualna wizja;
Polana, kilka Psów zebranych wokół
skały Przemówień, na której wygłaszała się pewna Postać. Dopiero po
chwili rozpoznała weń samą siebie, a wśród tłumu znalazły się takie
Osobistości jak Raegan, Vivian, Sathana.. Nawet Lena i Shadow. Niemal
każdy był w coś zaopatrzony - jedni dzierżyli torby, rzemyki.. Inni
woleli pozostać wolni od tego typu trosk. Lee zrozumiała, że wybierają
się na wyprawę. Wszak tym właśnie się pławiła. Zaczęła rozmyślać nad
wyprawkami, które pomyślnie zorganizowała.. Wtem wyrwał Ją własny głos.
- ...Droga do podziemi jest
niebezpieczna, wymagająca nie lada odwagi i poświęcenia. Jeśli jednak
chcemy dowieść swego, musimy wytrwać do samego końca. Ruszajmy! -
Entuzjazm, jaki wywołały owe słowa przyprawił Samicę o uśmiech.
Spoglądała teraz na sama siebie, dumnie przewodniczącą wyprawą.
Niespodziewanie obraz zmienił się. Kolejne wspomnienie? Trudno było
rzec..
Nastało wczesne przedpołudnie, a na
popielatym niebie krążyły wygłodniałe mewy. Lore zobaczyła skromną,
drewnianą chatkę, osadzoną nad jakimś klifem. Tam, pośród wypłowiałych
traw leżała przedstawicielka rasy Border Collie, co jednak dziwne,
jedynym ruchem, na który było Ją stać, były agoniczne dreszcze. Lore
przyjrzała się uważniej całej sytuacji. Sunia z wizji opatuliła swym
ciałem szczenię, które nieświadomie koczowało łebkiem w futrze Matki, z
której korpusu rozlewała się ciemno-szkarłatna posoka. Lorelei
dostrzegła tam ranę po strzale. Owa dziwnie znajoma Samica szeptała coś
do ucha Młodu.
- ...Pamiętaj, musisz być silna i bez
względu na wszystko nie możesz się poddawać. - Uczyniła znaczącą pauzę,
by złapać gorączkowo oddech. - ...Jesteś dobra, nieco zbyt arogancka,
potrafisz zachować zdrowy rozsądek.. - Kolejny, łapczywy dech. -
..Zdeterminowana w dążeniu do celu. Co jednak najważniejsze, potrafisz
okazać serce.. - Zakasłała, a po Jej jasnej kufie spłynęła krew. -
..Bądź taka zawsze, a na pewno poradzisz sobie w świecie. - Ozwawszy się
w te słowa, po raz ostatni liznęła Szczenię po łebku, po czym
znieruchomiała. Wyzionęła ducha. Tu wizja urwała się, jakoby stary film.
Lee poczuła ucisk w żołądku. Jedyne,
czego teraz pragnjęła to wyjaśnienie. Właśnie wtedy doznała
olśnienia... Niewinny szczeniak, który został sierotą przypominał Ją
samą. Czyżby właśnie poznała skrawek swej historii? Na to wyglądało. Na
myśl nasuwało się Suczce jedno pytanie; Dlaczego?
Nie mogąc sprostać fali napływających
emocji rozejrzała się w mroku. Zobaczyła wielkie wrota o uchylonym
skrzydle, zza których biło przyjemnie ciepłe światło. Już miała
przekroczyć ich próg, kiedy wszystko wokół zawirowało.
Borderka otworzyła gwałtownie
ślepia. Dostrzegła w półmroku cienie skalnych półek, menzurek o
przeróżnym kształcie i wielkości oraz wiele innych przedmiotów. -
Znajdowała się we własnej Jaskini, podczas gdy nad terenami Stada Psich
Serc wschodziła ognista tarcza Słońca. Wszystko, co wcześniej wydawało
się tak realne, było zwykłym urojeniem.. Było snem. ~
___
Tak, oto moje opowiadanie na stanowisko Delthy.
Powiem Wam szczerze, że na początku miało wyglądać zupełnie inaczej, no ale cóż.. Nie mam już siły tego poprawiać.
I hope you like it
-
Zastrzegam sobie prawa autorskie do tego opowiadania!.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz