Treść zadania:
Na wieść o tym, że ktoś zajął łąkę i większą część pasma górskiego na terenach Stada Psich Serc postanawiasz to sprawdzić. Owczarek Niemiecki mówi Ci, że to niebezpieczne iść tam samej, jednak jesteś na tyle uparta, że postanawiasz to sprawdzić. Idziesz w stronę łąki, by przegonić niemiłych gości, jednak z ukrycia widzisz, że to wcale nie jest jeden czy dwa psy, a całe stado. Jako iż jesteś Indywidualnym Magiem postanawiasz zadziałać magią robiąc jedną wielką chmurę, z której mają być pioruny, chociażby dlatego, żeby przegonić, jednak w ostatniej chwili powstrzymujesz się gdyż nie wiesz zbytnio na co ich stać. Obserwujesz jeszcze przez chwilę wrogie stado, po czym zawracasz się na polanę i zawiadamiasz wszystkich tych, którzy chcą wziąć udział w wojnie. Musisz obmyślić plan działania i wysłać Elektrikę, jako myśliwego by zbadała ile jest mniej więcej psów, by wiedzieć co dalej robić.
~*~
- Kochanie, tu jesteś! - rozmyślania Sathany przerwał nieco przytłumiony przez zmęczenie głos Męża i Jego szybkie kroki. Suczka od kilku godzin znajdowała się na klifie. Usiłowała zasnąć po raz kolejny, bowiem bezsenność doprawdy dawała jej się we znaki. Była otępiała, miała kłopot z wypełnianiem swoich obowiązków w Stadzie, a w głowie jedynie przemyślenia swoich snów. Z kilkusekundowym zapłonem podniosła się z pozycji leżącej do siadu, kierując wzrok na Owczarka, który stał już przy niej. - Martwię się o ciebie. Pierwszy raz bodajże widzę cię w takim marnym stanie.
- Przepraszam... ale nie musisz się o mnie tak martwić. To tylko chwilowe - odrzekła, uśmiechnąwszy się. Sam widok Ravel'a ukoił w pewnej mierze niepokój i strach czarnej. Owczarek liznął ją po kufie, na co odpowiedziała identycznym gestem, a następnie wtuliła łeb w Jego szyję. - Fakt, że jestem zmęczona, ale dam radę, jestem silna. Tylko chciałabym o czymś porozmawiać, Najdroższy... - dodała powoli, jakby nie była jeszcze pewna swojej decyzji. Nie chciała wprowadzać niepotrzebnej paniki, bo to tylko kilka koszmarów i odczucia tej kundlicy. Nie musiały się wcale spełnić. No, ale Jemu ufała. Wiedziała, że nawet jeśli to fałszywy alarm, z Ukochanym mogła się podzielić.
- Nie masz za co przepraszać. Poza tym... właściwie to też muszę o czymś z tobą porozmawiać. Stado jest w dość groźnej sytuacji... - zaczął z wolna, czarna zaś postawiłą uszu na sztorc i wyprostowała się z pełną powagą. Zaskoczona w sumie nie była. - Hm? O co chodzi?
- Ja... - zaczęła, ale po chwili pokręciła łbem i przysiadła na glebie, starając się wszystko sobie kolejno poukładać w głowie. Po niespełna kilkunastu sekundach odezwała się. - W sumie to to co chciałam powiedzieć w pewnym sensie dotyczy tego samego. - rzekła, obserwując Samca uważnym spojrzeniem - Jestem zmęczona, bo ostatnio nie mogę zmrużyć oczu. Przez okrągły tydzień śniły mi się jedynie koszmary, które do tej pory mam przed oczyma, gdy tylko je zamykam. Odczuwam niepokój, strach, rozpacz i cierpienie. Mam wrażenie, że nadchodzi coś niebezpiecznego, iż coś złego się wydarzy. I może tu chodzi właśnie o to...
- Rozumiem... możliwe... w sumie bardzo. - odparł. Chwilowe milczenie samicy zrozumiał jako zachętę do kontynuowania swoich wcześniejszych słów. - No, w każdym razie. Stado znalazło się w dość groźnej sytuacji. Ktoś ukradł nam tereny. Jedne z najlepszych obszarów; całą łąkę oraz większą część pasma górskiego. I nie chcą ich oddać. Chcą z nami walczyć.
- Co takiego?! - zerwała się na równe łapczydła, wpatrując w Samca z niedowierzaniem. Przymknęła na moment oczu, by się chwilę zastanowić. Informacja ta zdołała ożywić nieco czarną, która zaraz rzekła stanowczym tonem. - Przywłaszczyli sobie nasze tereny i chcą o nie walczyć? Chyba nie wiedzą z kim zadzierają. Nie ujdzie im to na sucho. - warknęła, spoglądając gdzieś w dal, gdzie widziała zarysy łąki. Zmrużyła ślep.
- Nie mów, że chcesz się do nich pchać... - zaczął niepewnie Samiec, obserwując z niepokojem żonę.
- Oczywiście, że ich odwiedzę! - zaświergotała, spojrzawszy z uśmiechem na Ukochanego.
- To niebezpieczne. Nie wiemy jak są liczni i silni, mogą stanowić zagrożenie... - zaczął, jednak ta znów mu przerwała.
- Mówiłam, że jestem silna. Jestem magiem poza tym. Wystarczy mi jedno zaklęcie, aby się skutecznie zakamuflować w razie potrzeby. Nie martw się, Skarbie. - mruknęła, uśmiechając się pokrzepiająco do Niego. Liznęła bok Jego pyska, wpatrując się czekoladowymi oczyma w patrzałki Owczarka. - Poradzę sobie. - dodała, gdy ten znów chciał coś powiedzieć. Wyszczerzyła kłów w szerokim uśmiechu. - Niczym mnie nie przekonasz, aby tego nie robić. Wiesz o tym.
Później.
Pierwsze co, to zmuszona była zapolować i pożywić się. Następnie skierowała kroki nad rzekę, aby zaspokoić pragnienie i wtedy dopiero wyruszyła w kierunku łąki, gdzie też droga wcale tak długo jej nie zajęła. Idąc nieco zaniedbaną ścieżyną wyczuwała coraz to więcej obcych zapachów. Definitywnie należały one do psiej rasy, jednak żadnego z nich nie kojarzyła. Potrafiła odróżnić obce wonie od znajomych, które należały do członków SPS. A ilość nowych zapachów zaczęła coraz bardziej suczkę niepokoić. Spodziewała się niewielkiej grupki idiotów, którzy szukali zaczepki u innych stad, jednak trochę się przeliczyła i zlekceważyła wroga.Zdecydowała się jednak nie pokazywać nowej sforze. Wymamrotała dość długą formułę, która sprawiła, iż czarna stała się niewidzialna. Akurat w chwili, gdy w pobliżu znaleźli się członkowie stada nieprzyjaciela, którzy wracali z polowania. Warknęła w duchu. Zwierzynę również im kradli. Wkroczyła na łąkę, przyglądając się przelotnie wrogowi. Nie mogła jednak już zbyt długo utrzymać zaklęcia, ograniczony czas więc sprawił, iż zmuszona była kilka minut później już kryć się w knieję. Wycofała się, aby jej nie wyczuli, a następnie dotarła na wzgórze stojące kilkadziesiąt metrów dalej. Tam się zaszyła, obserwując skradziony teren. Zbyt dużo nie widziała przez las, nie mogła się zresztą też zbytnio wychylać. Zaczęła się powaznie zastanawiać nad tym, co robić.
Słońce po raz wtóry wychynęło za obłoków i poraziło wparującą się w nieboskłon suczkę po oczach. Nie odwróciła jednak wzroku, mrużąc patrzałek.
- Jestem magiem. Dlaczego ich po prostu stąd nie wygonię siłą... - mruknęła do siebie pod nosem, strzygąc uchem. Mogłaby wywołać koszmarną burzę przez kilka dni. W ten sposób możliwe, że nieprzyjaciel zniechęciłby się do klimaty tutejszych terenów i uciekł.
Jednak igrać z Matką Naturą? Nie lubiła tego robić. Nie powinna bawić się pogodą, tym bardziej, że konsekwencje jej czynów odnieść mogłoby zarówno i SPS. Nic konkretnego także zresztą nie było jeszcze wiadomo o złodziejach. Może w ich szeregach również są magowie? Mogliby wyczuć obecność magii, złamać jej zaklęcie czy też ją odnaleźć bez problemu. Być może, próbując ich odgonić, sprowadziłaby psy na samą polanę SPS, co byłoby jeszcze gorsze. Westchnęła ciężko, rozglądając się wokół, jakby poszukiwała jakiejś deski ratunku.
Zdecydowała się zejść ze wzgórza i poobserwować ich, ukryta w gęstwinie drzew. Nie potrafiła określić konkretnie jak liczny jest nieprzyjaciel, bowiem ciągle myliła się przy liczeniu; a to jeden gdzieś pobiegł, a to kolejny przybiegł. A było tu kilokoro psów, które się na pierwszy rzut oka niczym się nie odróżniały. Poddała się w końcu, gdyż traciła tylko czas. Ostatecznie zdecydowała się powrócić na polanę; bo co miała tam jeszcze robić? Załatwiła, co chciała, swoją ciekawość zaspokoiła. Teraz koniecznym będzie, aby powiadomić Stado i zebrać psy do bitwy, bo to najwidoczniej jedynie im zostało. W połowie drogi przystanęła, ulokowując wzrok w ciemniejącym niebłoskonie, zadumawszy się. Więc naprawdę się nie myliła i coś się szykowało. Konkretniej, wojna. Bała się, naprawdę się bała. Nie o swoje życie; była gotowa poświęcić je na rzecz rodziny i przyjaciół, którymi było dla niej Stado Psich Serc. Musiała się tylko przygotować psychicznie. Musiała pozbyć się lęku. Jednak nie było to łatwe, gdyż wciąż nie opuszczał ją niepokój. Coś się jeszcze z pewnością stanie. Na pewno wojna ta nie skończy się bez ofiar. Zacisnęła szczęk. Nie chciała, aby ktoś jej bliski takową się stał. Ravel, jej Najukochańszy Mąż, ich rodzice, dzieci, wnukowie, przyjaciele. Nie obchodziło ją własne życie, ale ich owszem.
Dotarła na polanę po kilkunastu minutach biegu. Nie zatrzymała się, będąc już na skraju kniei, a wskoczyła zrazu na Skałę Przemówień i szczeknęła kilkakrotnie, by uciszyć gwar i zwrócić na siebie uwagę Stada. Powstrzymała tym samym kilkoro od pójścia spać, bowiem była już dość późna pora i niektórzy kierowali się do jaskiń.
- Wybaczcie, że zawracam wam głowę o takiej godzinie. - rzekła. Poważny ton głosu i mina zazwyczaj pełnej życia suczki najwyraźniej zaaferował część zgromadzenia. - Jestem pewna, że część z was, być może i wszyscy, wiecie już o nowym "sąsiedzie". Chodzi mi o psy, które przywłaszczyły sobie nasze tereny. Łąkę i większość gór. Musimy się z nimi skonfrontować i zwyciężyć, by odzyskać naszą własność. Do walki z nami stanie każdy, kto jest do tego zdolny. Potrzebujemy zarówno psów do walki, jak i medyków. Jest już późno, więc męczyć was dłużej nie będę swoją gadaniną, ale gdy tylko wszystko dokładnie przemyślimy, mówię już jako całe Stado, będziemy powiadamiać niedoinformowanych. Dziękuję za uwagę.
Po swoich słowach zeskoczyła ze Skały i rozejrzała się w zamyśle. Pierwsze co - szukała Elektriki. O niej pomyślała jako pierwszej. Była myśliwym, więc z pewnością potrafiłaby podkraść się do wroga i odrobinę poszpiegować. Do dalszych planów potrzebowali wiedzieć jak najwięcej o wrogu, a podstawową rzeczą była ich liczebność. To, ile osób musieli wystawić do walki zależało od tego, ile psów zdolnych do walki liczy sobie wróg i czy są dobrze wyszkoleni, czy będą dobrze sobie radzić w walce czy nie. Odnalazła ją w tłumie po krótkiej chwili i zaraz znalazła się przy suczce.
- El! - zawołała już w biegu - Czołem, wybacz, że gitarę zawracam, ale w związku z nadchodzącą wojną mam dla ciebie zadanie. - rzekła, wpatrując się uważnie w rozmówczynię.
- Cześć, Sath. Nic się nie stało. Gadaj zdrów, jestem gotowa do pomocy. - odparła, na co czarna się uśmiechnęła.
- Aby wiedzieć co robić dalej potrzebujemy wiedzieć coś więcej o wrogu. Zadanie to polega na tym, abyś poszła i odrobinę powęszyła u tych złodziei. Dowiedz się o ich liczebności; ogólnie ile ich jest, czy są samice w ciąży, ile jest młodych, kto jest Alphą, ilu jest wojowników, czy sa jacyś magowie i tym podobne. Mogę na ciebie liczyć, nie?
- Jasne, nie ma problemu. Zajmę się tym. - suczka odrzekła, posyłając czarnej uśmiech. Ta skinęła jej łepetyną w podziękowaniu i skierowała się do swojej groty pod Jeziorem Dusz.
~*~
Jestem
świadoma, że ledwo zdążyłam wyrobić się w terminie. Nie moja wina,
tłumaczyłam się już dlaczego. Aby już nie przerywać i nie pisać tego na
raty, streściłam to jak najbardziej mogłam, bo początkowo zaczęłam się
rozpisywać nad wszystkimi szczegółami.Wtedy siedziałabym nad tym chyba
całą noc, a na to sobie nie mogę niestety pozwolić. W każdym razie, to
moja część opowiadania. Przekazuję pałkę Elektrice i prosiłabym
też, by ktoś jej wyznaczył termin z tymże coś gdzieś zauważyłam wśród
komentarzy, że El pisała, iż nie będzie w stanie napisać swojej części.
Jeśli byś mogła, odezwij się pod tą notką abyśmy byli na bieżąco ze
sprawą.
Wybaczcie też
wszelkie błędy czy literówki w tekście, jest już późno i staram się
pisać szybko, bo ojciec patroluje korytarz i lada moment odkryć może, że
nie śpię. No, to chyba wszystko z mojej strony. Jak pisałam wcześniej,
dogadałam się z Gają co do bloga RS i stworzymy go już wkrótce.
To na tyle. Dobranoc, pyszczki. c:
♠ Staha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz