Postanowiłam przejść się na samotny spacer, gdyż tego potrzebowałam. Dawno nie chodziłam na samotne wędrówki, bo to albo nie było czasu albo też chęci. Wyruszyłam późnym popołudniem w stronę jeziora ciągle mając spuszczoną głowę w dół. Byłam zdesperowana, nie chciałam o tym mówić nikomu gdyż zaraz wszyscy pytaliby co mi jest i w ogóle. W stadzie udaję, że jestem wesoła, a tak naprawdę zżera mnie od środka. Nieraz miałam nawet myśli samobójcze, ale to głupie zabijać się przez jednego i jedynego psa. Przechodziłam obok ulubionego drzewa Ravel'a gdzie spotkałam go tam. Przywitałam się z nim, a ten jak zwykle spytał gdzie idę. Nic dziwnego w końcu rzadko można mnie widzieć na polanie a co dopiero jak odchodzę gdzieś dalej.
-Gdzie idziesz? -Spytał wielce zaciekawiony
-Przejść się. -Odpowiedziałam patrząc na niego.
-A to miłego spaceru. -Uradowany Ravel powrócił do obgryzania patyka.
-Dz-dzięki. -Odburknęłam i poszłam dalej.
Musiałam przejść przez łąkę by dojść nad jezioro. Szczerze powiedziawszy nie chciało mi się tamtędy iść, ale co poradzić, musiałam. Spojrzałam w zachmurzające się niebo.
-Oho- Powiedziałam sama do siebie zastanawiając się nad tym czy coś mnie spotka czy nie. W końcu wieczorem można spotkać ciekawe istoty, ale znając moje szczęście nikogo nie spotkam. Może to i nawet lepiej. Obróżka z zawieszką serca, którą kiedyś dostałam od Leny zabrzęczała mi. Postanowiłam podbiec trochę, bo mogłabym w nieskończoność iść przez tą łąkę. Śniegu prawie w ogóle nie było, no może gdzieś pod krzakami, ale też niewiele go pozostało. Rozglądałam się po okolicy, ale nie słyszałam nic takiego. Zaczerpnęłam świeżego powietrza robiąc głęboki wydech. Nagle usłyszałam, że coś rusza się w krzakach. Przystanęłam na chwilę zerkając w stronę krzaków. Miałam dylemat podejść czy nie. W końcu zdecydowałam się tam podejść, ale gdy podeszłam to usłyszałam tylko czyjeś kroki które oddalały się ode mnie. Powróciłam na wydeptaną dróżkę wzruszając łapami. Byłam już niedaleko jeziora, w końcu. Wychodząc z wysokich zarośli ujrzałam jezioro. Dawno tutaj nie byłam także podziwiałam widoki, bo naprawdę miło było zobaczyć coś takiego, szczególnie dla mnie. Podeszłam bliżej jeziora wpatrując się w swoje odbicie. Zerwał się porywisty wiatr. Przeczuwałam, że jestem tutaj tylko sama i że źle zrobiłam idąc tutaj o tej porze, ale czy na pewno miałam dobre przeczucia? Księżyc świecił bardzo jasno, ale gwiazd nie było widać na niebie, to dziwne. Nie, ja nie mogłam się bać, wmawiałam to sobie ciągle w myślach. Zrobiło mi się bardzo smutno, niemiłe wspomnienia przypomniały mi się co spowodowało, że zaczęłam płakać. Dlaczego? Przecież miałam być twarda i nie rozklejać się. Jednak każdy musi kiedyś wypłakać się. Przecierałam co chwilę oko łapą, ale to nic nie pomagało bo wciąż płakałam.
-Nie płacz. -Powiedział ktoś siadając niedaleko mnie.
Kto to mógł być? Przecież skądś ten głos znałam. W pierwszej chwili chciałam uciekać, ale znając moją ciekawość musiałam wiedzieć kto to jest. Niestety źle zrobiłam, że zostałam...
-Co Ty tu robisz? -Powiedziałam z nutką oburzenia jak i złości.
To był Heven. Mój były partner ze stada. Zostawił mnie bez słowa, odszedł a ja tylko płakałam przez niego. Zobaczył teraz mnie zdołowaną. Z resztą zastanawiałam się po co on teraz się zjawił? Zranił mnie, nic dla niego przecież nie znaczę, więc nie rozumiem co on tutaj robi.
-Ja.. stęskniłem się za Tobą. To ja byłem w krzakach wtedy, śledziłem Cię. -Powiedział jak najbardziej uśmiechnięty.
Mnie to jakoś nie rozśmieszylo. Chciało mi się bardziej płakać i najchętniej walnęłabym go w pysk, ale powstrzymałam się w ostatnim momencie. On się stęsknił? Chyba jakieś kpiny. Nie, nie mogę do niego wrócić, na pewno nie. Za dużo wycierpiałam przez niego. Cały czas patrzył się na mnie jak gdyby nigdy nic. Co on myslał. że rzucę mu się z łapami na szyję? O nie...
-Nie chce mi się z Tobą rozmawiać. -Odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Luna. Jaa.. Kocham Cię, proszę dajmy sobie jeszcze jedną szansę, wiem że cierpiałaś przeze mnie. -Mówił jak najbardziej poważnie, ale mnie to jakoś nie ruszało. Zakończyłam pewien rozdział w swoim życiu z nim związany, więc nie chcę mieć nic z nim do czynienia. Musiał się akurat zjawić? Dlaczego on? Chce mnie bardziej dobić? Serce mnie zaczęło kłuć, odeszłam kawałek dalej by tylko na niego nie patrzeć. Nie poszedł za mną na szczęście, a kiedy tylko odwróciłam się by spojrzeć na księżyc to czułam jego wzrok skupiony na mojej postaci.
-Luna powiedz coś proszę. Nie odchodź. -Heven pociągnął tylko nosem i wystawił przednie lapy przed siebie układając na nich pysk.
-Odejdź, zostaw mnie, zniknij z mojego życia. Nie rozumiesz, że zostawiłeś mnie, wycierpialam przez Ciebie, a Ty teraz jak gdyby nigdy nic wracasz i prosisz o wybaczenie? Nie Heven, nie chcę Cię i nie chcę znowu przez to samo przechodzić. I wiesz czego w tym momencie chcę? Byś zniknął raz na zawsze i już nigdy nie pojawił się. -Powiedziałam z wielką złością. Warknęłam cicho w jego stronę dając mu wyraźny znak, żeby sobie poszedł.
-Ale... ale... A co tam, nie chcesz to nie. -Wstał i pobiegł w stronę lasu.
W końcu poszedł, pomyślałam. Po chwili padłam niczym kłoda i zaczęłam płakać. Przecież wiadomo, że go dalej kochałam, lecz uczucie z czasem wygasało, tylko dlaczego teraz akurat teraz kiedy już mniej o nim myślałam znów się pojawił? Cały on, przyszedł, namieszał mi w głowie, zabrał się i poszedł miejąc to w glębokim poszanowaniu. Zawsze taki był, nie bez wątpienia. Muszę się po nim pozbierać i w końcu o nim zapomnieć, ale nie mogę.. Nie mogę zapomnieć, nie mogę przestać płakać po prostu nie mogę. Podniosłam się i pobiegłam w stronę polany dalej płacząc.
____________________
Moje pierwsze opowiadanie na SPS :3 Mam nadzieję, że spodoba się, aczkolwiek radzę go nie czytać jeśli nie chcecie zasmucić się. A tak naprawdę to może i dziwny podkład, ale określa mój dotychczasowy humor. Za wszelkie blędy przepraszam najmocniej i proszę o zaliczenie zadania co do LO.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz