Greenwood było
niedużym miastem, właściwie większą wioską. Jednak skrywało ono pewną
tajemnicę, którą ludzie uważali za przeklętą. Z pewnością nie była to
bajeczka dla grzecznych dzieci. Na jednym z najwyższych wzgórz znajdował
się cmentarz. Niegdyś piękny i zadbany, teraz ciemny i przerażający.
Ludzie właściwie wcale go nie odwiedzali. Z pokolenia na pokolenie
przekazywano historię o pewnym Werewolf'ie, który przyszedł na świat
właśnie na tym cmentarzu.
Wydarzenie
to miało miejsce w 1854 roku. Pewna kobieta, Sathana, była wtedy w
ciąży. Jej mąż zginął w wypadku właśnie wtedy, gdy spodziewała się
dziecka. Sathana nie mogła znieść tej straty. Nie mogła uwierzyć, że
straciła ukochanego męża. W jej głowie bez przerwy kłębiło się pytanie:
"Jak moje dziecko będzie żyć bez ojca?"
Kiedy poszła na cmentarz, poszuła dziwne skurcze w brzuchu.
"Boże,
nie pozwól, żebym urodziła na cmentarzu. Tylko nie na cmenatrzu..."-
przeraziła się. Przewróciła się. Po godzinie na świat przyszedł
chłopiec. Sathana była zdesperowana. Potrzebowała pomocy. Nie miała siły
wziąść malucha. Wybiegła z cmentarza. Kiedy wybiegła na szosę, nie
zauważyła ciężarówki. Nie było szans, żeby przeżyła. Zginęła na miejscu.
Jej ciało było dosłownie zmiażdżone. Głowę miała obróconą o 180 stopni i
zupełnie zmasakrowaną. Ręce i nogi powyginane pod różnymi kątami. Miała
połamane prawie wszystkie kości.
Dziecko,
które urodziła, znaleziono, 12 godzin później. Na szczęście udało im
się je uratować. Chłopca natychmiast przewieziono do szpitala, gdzie
zajęły się nim pielęgniarki.
Gdy
dziecko wyzdrowiało, od razu trafiło do sierocińca. Nie było mu tam
łatwo. Dzieciaki wiedziały, że urodził się na cmentarzu i dokuczały mu z
tego powodu. Werewolf był samotnikiem. Nie miał żadnego oparcia. Był
wiecznym "popychadłem" bez nazwiska.
Przyzwyczajony do ciągłych wyzwisk, a także prześladowań ze strony dozorcy z sierocińca, stał się potworem.
W
wieku 15 lat zabił pierwszego człowieka. Był nim właśnie dozorca. Ot,
tak. W nocy, gdy ten zajęty był rąbaniem drewna na opał. Werewolf miał
przy sobie nóż. Jakimś cudem udało mu się uciec. Podszedł do dozorcy,
który był silny, ale Werewolf był jeszcze silniejszy. Przycisnął palce
do jego ust. Tamten wcale się nie spodział i już miał rozcięte gardło.
Krew trysnęła, jak woda z fontanny. Werewolf położył go na brzuchu.
Położył jego głowę na pniaku i jednym celnym ciosem siekiery odrąbał mu
ją.
Rano sprzątaczka o
imieniu Li znalazła dozorcę bez głowy. Zamurowało ją. Zaczęła krzyczeć z
przerażenia. Zaraz przybiegł cały sierociniec, aby poznać przyczynę
tych krzyków. Większość schowała się w środku z obrzydzenia, gdy
zobaczyła ciało. Nietrudno było się domyślić kto go zabił. Podejrzenie
spadło na Werewolfa, który zbiegł z miejsca zbrodni. Jednak nikt go
nigdy nie znalazł. Wszyscy mieli się na baczności.
Minęły 3 lata.
Werewolf
poszedł na cmentarz. Była noc. Znalazł groby swych rodziców. Nagrobki
leżały obok siebie. Werewolf spojrzał na nagrobki, na których widniały
imiona jego rodziców. Na jednym: "Sathana", na drugim: "Ozzy". Patrząc
na nie... rozpłakał się jak małe dziecko. Nie mógł po prostu uwierzyć,
że stoi przed grobami swoich zmarłych rodziców, których w ogóle nigdy na
oczy nie widział. Gdyby jego rodzice żyli, miałby teraz zapewne
szczęśliwą rodzinę.
Nagle
umilkł. Usłyszał czyjeś głosy. Nawet nie spodział się, kiedy ktoś
zawiązał mu oczy czarną opaską. Nic nie widział. Nagle poczuł silne
uderzenie w tył głowy. Stracił świadomość i upadł twarzą do ziemi.
Gdy
się obudził, nie wiedział, gdzie się znajduje. Wszystko go bolało. Był
poobijany. Nagle poczuł ogromny ból u prawej ręki. Okazało się, że ma
ucięte dwa palce: wskazujący i kciuk. Wystawały tylko krwawe kikuty,
tzn. ułamane kości. Zaczął wrzeszczeć z bólu i obrzydzenia, bowiem miał
ściągniętą opaskę. Jakiś mężczyzna pochylał się nad nim. Poznał w nim
dozorcę, którego zabił...
Ten
uśmiechnął się do niego drwiąco i podciął mu gardło. Krew trysnęła mu
na twarz. Werewolf umarł. Jednak został pochowany z nożem, który
dzierżył w kieszeni.
Cmentarz
przemienił się w przeklęte miejsce. Wielu ludzi, którzy zapuszczali się
tam nocą o godzinie 12 w nocy, zginęło śmiercią od noża niejakiego
18-latka z przeciętym gardłem i brakiem palców od prawej ręki.
Ciąg dalszy nastąpi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz