czwartek, 16 sierpnia 2012

Cmentarny morderca.

Greenwood było niedużym miastem, właściwie większą wioską. Jednak skrywało ono pewną tajemnicę, którą ludzie uważali za przeklętą. Z pewnością nie była to bajeczka dla grzecznych dzieci. Na jednym z najwyższych wzgórz znajdował się cmentarz. Niegdyś piękny i zadbany, teraz ciemny i przerażający. Ludzie właściwie wcale go nie odwiedzali. Z pokolenia na pokolenie przekazywano historię o pewnym Werewolf'ie, który przyszedł na świat właśnie na tym cmentarzu.
Wydarzenie to miało miejsce w 1854 roku. Pewna kobieta, Sathana, była wtedy w ciąży. Jej mąż zginął w wypadku właśnie wtedy, gdy spodziewała się dziecka. Sathana nie mogła znieść tej straty. Nie mogła uwierzyć, że straciła ukochanego męża. W jej głowie bez przerwy kłębiło się pytanie: "Jak moje dziecko będzie żyć bez ojca?"
Kiedy poszła na cmentarz, poszuła dziwne skurcze w brzuchu.
"Boże, nie pozwól, żebym urodziła na cmentarzu. Tylko nie na cmenatrzu..."- przeraziła się. Przewróciła się. Po godzinie na świat przyszedł chłopiec. Sathana była zdesperowana. Potrzebowała pomocy. Nie miała siły wziąść malucha. Wybiegła z cmentarza. Kiedy wybiegła na szosę, nie zauważyła ciężarówki. Nie było szans, żeby przeżyła. Zginęła na miejscu. Jej ciało było dosłownie zmiażdżone. Głowę miała obróconą o 180 stopni i zupełnie zmasakrowaną. Ręce i nogi powyginane pod różnymi kątami. Miała połamane prawie wszystkie kości.
Dziecko, które urodziła, znaleziono, 12 godzin później. Na szczęście udało im się je uratować. Chłopca natychmiast przewieziono do szpitala, gdzie zajęły się nim pielęgniarki.
Gdy dziecko wyzdrowiało, od razu trafiło do sierocińca. Nie było mu tam łatwo. Dzieciaki wiedziały, że urodził się na cmentarzu i dokuczały mu z tego powodu. Werewolf był samotnikiem. Nie miał żadnego oparcia. Był wiecznym "popychadłem" bez nazwiska.
Przyzwyczajony do ciągłych wyzwisk, a także prześladowań ze strony dozorcy z sierocińca, stał się potworem.
W wieku 15 lat zabił pierwszego człowieka. Był nim właśnie dozorca. Ot, tak. W nocy, gdy ten zajęty był rąbaniem drewna na opał. Werewolf miał przy sobie nóż. Jakimś cudem udało mu się uciec. Podszedł do dozorcy, który był silny, ale Werewolf był jeszcze silniejszy. Przycisnął palce do jego ust. Tamten wcale się nie spodział i już miał rozcięte gardło. Krew trysnęła, jak woda z fontanny. Werewolf położył go na brzuchu. Położył jego głowę na pniaku i jednym celnym ciosem siekiery odrąbał mu ją.
Rano sprzątaczka o imieniu Li znalazła dozorcę bez głowy. Zamurowało ją. Zaczęła krzyczeć z przerażenia. Zaraz przybiegł cały sierociniec, aby poznać przyczynę tych krzyków. Większość schowała się w środku z obrzydzenia, gdy zobaczyła ciało. Nietrudno było się domyślić kto go zabił. Podejrzenie spadło na Werewolfa, który zbiegł z miejsca zbrodni. Jednak nikt go nigdy nie znalazł. Wszyscy mieli się na baczności.
Minęły 3 lata.
Werewolf poszedł na cmentarz. Była noc. Znalazł groby swych rodziców. Nagrobki leżały obok siebie. Werewolf spojrzał na nagrobki, na których widniały imiona jego rodziców. Na jednym: "Sathana", na drugim: "Ozzy". Patrząc na nie... rozpłakał się jak małe dziecko. Nie mógł po prostu uwierzyć, że stoi przed grobami swoich zmarłych rodziców, których w ogóle nigdy na oczy nie widział. Gdyby jego rodzice żyli, miałby teraz zapewne szczęśliwą rodzinę.
Nagle umilkł. Usłyszał czyjeś głosy. Nawet nie spodział się, kiedy ktoś zawiązał mu oczy czarną opaską. Nic nie widział. Nagle poczuł silne uderzenie w tył głowy. Stracił świadomość i upadł twarzą do ziemi.
Gdy się obudził, nie wiedział, gdzie się znajduje. Wszystko go bolało. Był poobijany. Nagle poczuł ogromny ból u prawej ręki. Okazało się, że ma ucięte dwa palce: wskazujący i kciuk. Wystawały tylko krwawe kikuty, tzn. ułamane kości. Zaczął wrzeszczeć z bólu i obrzydzenia, bowiem miał ściągniętą opaskę. Jakiś mężczyzna pochylał się nad nim. Poznał w nim dozorcę, którego zabił...
Ten uśmiechnął się do niego drwiąco i podciął mu gardło. Krew trysnęła mu na twarz. Werewolf umarł. Jednak został pochowany z nożem, który dzierżył w kieszeni.
Cmentarz przemienił się w przeklęte miejsce. Wielu ludzi, którzy zapuszczali się tam nocą o godzinie 12 w nocy, zginęło śmiercią od noża niejakiego 18-latka z przeciętym gardłem i brakiem palców od prawej ręki.
Ciąg dalszy nastąpi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz