Wszystko może się zdarzyć.
Co to takiego?
Z jaskini wyłoniła się szczupła, obdarzona karmelowym futrem suczka,
orzechowymi ślepiami lustrując krajobraz, jaki się przedeń malował.
Nadeszło lato, natura w pełni obudziła się do życia, gotowa zaskakiwać
swym pięknem. Coś jednak nie grało. Wszystko było takie... zwyczajne.
Przeciętne, znane, aż wreszcie, nudne. Samica wychodziła ze swej groty
co dzień, widując to samo miejsce, zmieniające się tylko pod wpływem
warunków pogodowych, czy pory roku. Jak ona nienawidziła swojego życia,
które było równie ciekawe, co oglądanie ślimaka próbującego przedostać
się z jednej strony ścieżki, na drugą. Każdego dnia spotykało ją to
samo: Musiała wpierw się obudzić, wstać, wyjść ze swej kryjówki, udać
się nad jezioro w celu zaspokojenia pragnienia, następnie zapolować, by
nasycić swój głód, jak i znaleźć do jedzenia coś, co będzie tolerować i
lubić jej córka. Tak, została sama. Niegdyś miała partnera, lecz jakim
partnerem śmie się nazwać samiec, który obiecuje miłość, wierność i
zadbanie o rodzinę, a w chwili trudności odchodzi, nie starając się
nawet załagodzić sytuacji i zawalczyć o własną rodzinę, której mydlił
oczy swym obiecaniem? Suczka nauczyła się więc żyć sama, a radzenie
sobie w życiu było dla niej niewielką trudnością. Lecz zależało to od
sytuacji, bowiem każdy miewa dni, w których poza poddaniem się nie ma
lepszego rozwiązania.
Znów przechodziła wzdłuż bujnych zarośli, które w letnią porę zdążyły
przybrać kilku centymetrów. Jak zwykle przeciskała się pod powalonym
konarem masywnego drzewa, a następnie przeskakiwała przez rwący strumyk,
by wreszcie dotrzeć nad jezioro, gdzie zaś jej język posmakować miał
wody, która z dnia na dzień smakowała coraz nudniej.
W każdej chwili mogę zmienić bieg swego życia. Odejść gdzieś daleko,
poznać nowe miejsca, może nawet ujrzeć swe lico w oczach śmierci?
Oderwała teraz ukojony przypływem wody pysk od zbiornika, oblizując
wargi, by zapobiec ucieknięciu najmniejszych chociażby kropelek, które
zazwyczaj spływały wzdłuż jej szyi, powodując niemiłe uczucie, które
zmuszało ją do otrzepania się. Teraz powinna iść w kierunku polany, by
zapolować. Lecz tak się nie stało, bowiem w dziwny sposób jej łapy
poczęły pracować szybciej niż sam umysł i zdrowy rozsądek. Ruszyła w
stronę lasu, przedzierając się przez rzędy stojących jak mur drzew. Po
godzinie, ujrzała drzewa, których jej oczy jeszcze nie widziały.
Wiewiórki, które skakały po ścieżynach, na których jej łapa jeszcze
nigdy nie postała. Aż w końcu, wydostała się, znajdując się w miejscu,
którego prawdopodobnie nigdy by nie ujrzała, gdyby nie jej ciekawość,
jak i znudzenie własnym życiem. Była bowiem nad wodospadem, na skale, z
której skok uśmierciłby nawet najsilniejsze zwierze na świecie. Samka
podeszła bliżej, łypiąc na obce miejsce błyszczącymi oczyma.
Mogłam tutaj zawitać wieki temu. Przerwać pasmo przewidywalności i wciąż tych samych zdarzeń w moim życiu.
Wtedy usłyszała czyjeś kroki. Były one wolne, jednak jakby każdy z nich
był przemyślany. Postać, która wyraźnie zbliżała się do niej od tyłu,
dokładnie wiedziała, gdzie i w jakim celu przybyła. Suczka odwróciła
się, a widok jaki zastała, nie znajdował się nawet w jej najśmielszych
snach.
- T-tata? - odezwała się niepewnie, widząc przed sobą rosłego
basiora o widocznie dawno posiwiałej kufie. Wiedziała, że nie widzi go
po raz pierwszy. Znała go doskonale, a zawdzięczała mu więcej, niż
potrafiłaby sama dać.
- Witaj, skarbie - odezwał się pies głębokim barytonem,
przyglądając się suczce, która ledwie trzymała się na własnych łapach,
widząc go przed sobą. - Dokąd Ci tak spieszno?
- Sama nie mam pojęcia. Musiałam uciec na moment od swojego życia. Czasem... czasem ma go dość -
odrzekła, po czym bez zawahania podeszła do samca, wtulając pysk w jego
miękką szyję. W zamian oczywiście otrzymała trochę czułości w formie
uścisku od kochanego staruszka.
Benjamin - bowiem tak zwał się jej ojciec - był dla niej najważniejszą
osobą w życiu. Jej jedynym wsparciem, jak i zawsze najlepszym
przyjacielem. Dlatego też tak za nim tęskniła.
- Nie
masz się o co martwić. Wiesz, że zawsze jestem dla Ciebie i wkładam
wszystkie swe siły, byś miała jak najlepsze życie. Czasami jednak to nie
wychodzi, lecz to już wiesz sama - pies odpowiedział na słowa córki, nie puszczając jej z uścisku. Nie miał z nią kontaktu przez wiele lat. - Nikt nie może żyć w sposób idealny.
- Osoby po przejściach bardziej doceniają to, co mają - odrzekła,
pociągając nosem. Nie mogła powstrzymać się od uronienia łzy. Któż
bowiem przy takim spotkaniu po latach, odmawiał by sobie wzruszeń?
Niecodziennie spotyka się swojego ojca, z którym straciło się kontakt
lata temu.
- Otóż to. Zaś jak miewa się Twoja rodzina? - padło kolejne pytanie, na które suczkę dopadło nieznane uczucie, malujące się w środku.
- Nie do końca tak, jak to sobie wyobrażałam za młodu. Mam jednak
córkę, Ruby. Partner niestety odszedł, wciąż nie wiem dlaczego tak łatwo
zdecydował się nas zostawić. Było... wciąż jest mi trudno, lecz staram
się nie żyć przeszłością - odpowiedziała, czując jak słone łzy spływają po jej pysku, roztrzaskując się o ziemię na miliony kawałeczków. - Stado ma się dobrze. Ale... co z mamą?
- Nie powinnaś o nią pytać. Wiesz, jak Cię traktowała. Niech nas nie
interesuje, co teraz się z nią dzieje. Ale na pewno powinna żałować, że
wyrzekała się tak wspaniałej córki - samiec powiedział, pocieszając
samicę. Zaraz po tym, zdjął swą łapę z jej karku, po czym ujął drugą jej
pysk, patrząc prosto w jej zapełnione łzami ślepia.
- Tato.. chcę, żebyś został. Poznasz Ruby, ona.. tak by się cieszyła - wydukała, nie przestając patrzeć w oczy ojca, który uśmiechnął się doń ciepło.
- Nie mogę z Tobą pójść. Ja muszę bowiem wracać tam- powiedział, wskazując na niebo. - A Wasze miejsce jest tutaj -
dodał, głaszcząc delikatnie łeb samicy, po czym złożył na nim
pocałunek. Zaraz po tym, już go nie było. Zniknął, zostawiając po sobie
jedynie znajomy zapach, jak i unoszący się w głowie suczki głos, który
zdawał się nie odchodzić przez długi czas.
___________________________________________________________
Tak więc, hura! Zebrałam się i skleciłam opowiadanie! W ten sposób
pragnę pokazać, iż wciąż żyję, lecz pisać widocznie nie umiem, również w
dalszym ciągu. Wszystkim, którzy przeczytali nie tylko dziękuję, ale
też gratuluję wytrwania do końca. Miło by było zobaczyć kilka
komentarzy, abym wiedziała, że kogoś w ogóle obchodzi to, co z siebie
daję.
Tak więc, dziękuję, a i na zdjęciu znajduje się oczywiście ojciec Luffiery, w sensie, tak wyglądał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz