sobota, 18 sierpnia 2012

Refleksja. cz.1

„Refleksja”
Pewnie nie raz zastanawialiście się, co to w ogóle jest miłość. Miłość, to zjawisko bardzo rzadko spotykane. Takie, które – jak wszystko inne zresztą – wymaga od Nas poświęcenia i pielęgnacji.
Poświęcenie.
W miłosnym aspekcie rozumiane jako zaangażowanie.
Miłość jest ślepa.
Skąd wiem.?
Bo próbowałem.
Jest gorzka.
Bolesna.
Tęskliwa.
Bezsensowna.
I.. Bezinteresowna.
By jednak „miłość” stała się kochaniem właściwym, potrzebujemy zaangażowania drugiej osoby.
Jej poświęcenia.
Ciepła.
Bliskości.
A taką osobę, bardzo trudno jest odnaleźć.
Znaleźć w Wielkim Misterium, które potocznie nazywamy „Światem”.
Nie ma sprawiedliwości.
Jest Życie.
A Życie nigdy nie było łatwe.
I miłość tego nie zmieni.
Nie wyzwoli Nas
Nie uratuje.
Bo:
- Idealna;
- Niezniszczalna;
- Wieczna;
- Romantyczna;
- Poetycka;
Taka miłość nie istnieje.
Istnieje tylko miłość oparta na pożądaniu,
Miłość namiętna, i szalona.
Polegająca na pragnieniu drugiej osoby, i jej ciała.
Posiadaniu jej.
Jej bliskości.
A potem?
Jakie potem?
Potem koniec.
Czego koniec?
Koniec „miłości”.
Tylko żal.
Ból.
Rozpacz.
Tęsknota,
I gorycz.
I mógłbym znaleźć jeszcze tysiąc podobnych słów, ale to nie jest potrzebne.
Bo niektórzy rozumieją.
Żal w sercu,
Otępiałą duszę,
Zamglone oczy,
Apatyczną aurę.
A inni?
Inni nie potrzebują.
Są kochani;
Albo zbyt głupi, by zrozumieć
To, co tutaj widzą.
Niech zapadnie im w pamięć,
Wryje się w serca,
Wypali oczy,
I skruszy kości.
Niech zabija.
Bo tylko po to jest miłość.
Żeby niszczyć.
Niszczyć wszystko, co dobre.
A złe wzmacniać,
I nasilać.
To, co w Nas rośnie.
Kiełkuje struta,
Skażona nienawiścią winorośl.
Mami Nasze umysły,
Pęta Nasze serca,
Zamyka oczy,
I krzyżuje łzy;
A otwiera ramiona.
Szkoli młodych morderców,
Zabójców.
Zabójców wszystkiego, co dobre.
Wychowanków miłości.
Bo tym jest właśnie miłość,
Cichym zabójcą.
Ona Ci nie pomoże,
Ona Cię zniszczy.
Wpędzi w nałogi,
W Życia rozłogi,
Rozpierdoli przyszłość.
Zniszczy przyjaźnie,
I Rodzinę.
To, co w życiu Ważne.
Bo to,
To jest właśnie miłość.
Miłość wpędza do grobu.
Wpierw ofiarując,
Miłosne uniesienia,
Ciche westchnienia,
Czarujące spojrzenia…
Namiętne pragnienia.
I ból.
Ból.
On rośnie w Nas z każdym dniem Życia,
Które straciło sens.
Właśnie przez nią.
Przez miłość niespełnioną.
Jebać miłość!
Trzeba wierzyć, i umieć dostrzegać niedostrzegalne.
Patrzeć na Świat mądrymi oczyma.
Z trzeźwym umysłem,
I hożym ciałem.
Czekać na Nowy Dzień.
Nowy Dzień postrzegam jako Śmierć.
Bo tylko ona coś zmienia.
Śmierć jest łatwa,
Bezbolesna.
Czy zawsze?
Nie. Nie zawsze.
Mimo wszystko, wiem;
Życie jest trudniejsze.
Właśnie dlatego,
Tylu śmiałków,
Którzy zaczerpnęli chwilowego szczęścia,
Owej miłości.
Kończy z poderżniętym gardłem,
I zranionym sercem,
Zranionym do żywego.
Martwym.
Kończy ze zeschniętymi łzami,
Na policzkach.
W połowie spijanymi przez pętlę.
Pętlę na szyi,
Nałożoną przez zauroczenie.
Która od dawna się zaciskając;
Nareszcie zamknęła usta,
Zwarła powieki.
I wydarła z nozdrzy tchnienie życia.
Ofiarowane Nam kiedyś przez Boga;
Szóstego Dnia od Powstania Świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz