środa, 30 stycznia 2013

Kochać i nienawidzieć jednocześnie, jak to możliwe?

Następny dzień. Zrobiłam sobie popołudniową drzemkę jak na codzień. Wyszłam z jaskini lekko zdziwiona tym, że śnieg padał. Cała polana była biała, a jeszcze tak niedawno było pusto. Wkurzyłam się, bo nie lubię zimy, myślałam że idzie już wiosna, a tu niestety śnieg. Widząc na polanie bawiące się szczeniaki postanowiłam dołączyć się do zabawy, gdyż uwielbiałam towarzystwo maluchów. Pazzesco i Feindschaft bawili się w berka, a reszta szczeniaków w chowanego. Jako, że było zimno postanowiłam pobawić się w berka, gdyż chciałam się trochę ogrzać biegając. Cały czas miałam w głowie wczorajszy dzień, spotkanie z Hevene'm. Nie wiem dlaczego, ale nadal go kocham i tęsknię za nim. Nie kontaktowałam dzisiaj za dobrze, więc jak ktoś coś do mnie mówił to odpowiadałam z lekkim opóźnieniem.
-Berek, gonisz! -Krzyknęła dalmatynka
Stałam na środku polany wpatrując się w jeden punkt. Tym punktem to było jakieś drzewo. Dopiero dotarło do mnie to, że przecież teraz ja gonię szczeniaki.
-Luna! -Burknął niezadowolony Feindschaft.
-Tak? -Pobiegłam zamiast po wydeptanej dróżce to przez wielką zaspę śniegu w stronę Pazzesco. Wszyscy na polanie dziwnie się na mnie patrzyli. Straciłam z oczu plamiastą sunię wpadając w zaspę śniegu.
-Świetnie. -Powiedziałam sama do siebie próbując wydostać się z zaspy. Szczeniaki śmiały się ze mnie, a ja utknęłam. Chwilę później poczułam czyjąś łapę na swojej szyi. Suczka rasy labrador pomogła mi wydostać się. Oczywiście to była Lena, co za wstyd!
-Dziękuję Lenko. -Otrzepując się powiedziałam lekko zażenowanym głosem.
Lena tylko zaśmiała się pomagając otrzepać mi się ze śniegu. Miałam dosyć tej zabawy! Znów wszystko mnie denerwowało, więc postanowiłam udać się na spacer, tym razem w góry. Dawno tam nie byłam, a ponoć góry zimą wyglądają pięknie. Fakt, niebezpiecznie jest tam chodzić, gdyż jest ślisko i złe postawienie łapy doprowadzi do upadku, ale jestem ostrożna, przynajmniej teraz. Oddalając się od polany wyruszyłam na spacer myśląc ciągle o nim. Dlaczego wciąż o nim myślałam? Przecież nie powinnam, a jednak ciągle to robię.
-Nie, nie spotkam go dziś, na pewno nie! Nie chcę! -Mówiłam sama do siebie nieco uniesionym tonem.
Szłam cały czas prosto przed siebie na północ tam gdzie położone są góry. Śnieg sypał coraz bardziej więc utrudniał mi drogę, ale się nie poddałam. Szłam dalej ze zwieszoną głową. Nie wiedziałam, że ten spacer będzie aż tak męczący bo nie dość, że wybrałam góry to jeszcze jestem przygnębiona. Zastanawiałam się jak zwykle czy coś wydarzy się, albo czy kogoś spotkam po drodze. Miałam nadzieję, że kogoś znajomego ze stada z kim mogłabym porozmawiać, ale moje nadzieje były marne.
-Nienawidzę Cię, nienawidzę, wiesz o tym? Wiesz, ale i tak nie słyszysz tego, może to i nawet lepiej. -Zaczęłam mówić sama do siebie.
Może nie powinnam tak nagminnie o nim myśleć, a zająć się bardziej stadem? Szczególnie kiedy teraz jest w potrzebie, a ja urządzam sobie samotne wędrówki zamiast wspierać Lenę i innych. Miałam wyrzuty sumienia, że poszłam, ale każdy ma przecież prawo do prywatności i odrobiny spokoju. Uśmiechnęłam się sama do siebie myśląc o stadzie. Chociaż to mnie cieszyło, że w końcu odnalazłam ciepły kąt w tej sforze. Dopiero zorientowałam się, że jestem już na pierwszej skale, która zaczyna góry. Teraz pozostało mi tylko iść cały czas prosto. Najgorsze było to, że śniegu było od groma, a moje łapy wprost zatapiały się w nim. Znając moją rozwagę za chwilę poleciałabym na bok. Tym razem udało mi się przejść przez największą zaspę bez żadnych okaleczeń czy też zadrapań. W końcu kilka chwil później dopadło mnie zmęczenie. Chciałam chwilkę odpocząć. Cud, że obok była jakaś jaskinia. Bez większego wahania weszłam do niej by odsapnąć. W jaskini nic ciekawego nie było. Ułożyłam się wygodnie opierając głowę na łapach. Przysnęłam dosłownie na parę minut. Tak jak wspominałam, nie miałam dzisiaj nastroju na jakiekolwiek żarty czy też słabo kontaktowałam. Poczułam na swoim nosie czyjś dotyk. Kto to mógł być? Obudziłam się szybko siadając. To  był Heven. Serce zaczęło mi szybciej bić, lecz nie mogłam rzucić mu się na szyję. Bardziej dziwiło mnie to co on tutaj znowu robi i czego ode mnie chce. Odwróciłam głowę w drugą stronę tak by na niego nie patrzeć, nie miałam nawet najmniejszej ochoty. Wtem odezwał się do mnie.
-Witaj Luno. Ponownie spotykamy się. To jakieś przeznaczenie? -Wyszczerzył swoje kły w uśmiechu.
-Śledzisz mnie czy co? W ogóle jak Ty się tu znalazłeś? Nie Twoje tereny. -Warknęłam cicho w jego stronę.
Miałam ochotę rzucić się na niego i zagryźć go na śmierć, lecz coś mnie powstrzymało. Te okropne ukłucie w sercu powstrzymywało mnie od ataku, w końcu dalej go kochałam, tylko dlatego. Tylko dlaczego tak bardzo go znienawidziłam? Czemu on teraz tutaj jest? Pojawia się wtedy kiedy chcę o nim zapomnieć? Nurt pytań w myślach. Spojrzałam na niego. On był uradowany, że mnie widzi, a mnie rozsadzało od środka, moje serce. Czułam jak kruszy się na kawałki, te wspomnienia, chwile...
-Stęskniłem się, nadal mi nie wierzysz że Cię dalej kocham? Ile razy mam powtarzać i udowadniać Ci to? Wiem, że mnie też kochasz. Co stoi na przeszkodzie by być znowu razem?
Heven nie widział nigdy swojej winy i swoich błędów, no tak. Jestem pamiętliwa jak i wrażliwa, nie miałam ochoty znowu mu tego samego powtarzać co ostatnio, najwidoczniej zapomniał. Tak jak o mnie.. Zapomniał jak bardzo mnie zranił, zapomniał, że mnie zostawił i zapomniał, że ja cierpię przez niego do tej pory. Chciałam jak najszybciej wyjść z tej jaskini.
Podeszłam do niego bliżej i drapnęłam go łapą w pysk następnie wybiegłam z jaskini i udałam się w kierunku polany. Zbiegając z górki przystanęłam na chwilę i odwróciłam się za siebie. Patrzył się na mnie wystawiając głowę z jaskini. W sumie to nie obchodziło mnie to, nie miałam zamiaru tam wracać. Wiem, że zwalczę tą miłość i zapomnę o nim, ale potrzebuję czasu...
***********************
Opko jak opko. Lenko i inni: Chcieliście coś miłosnego to macie. ;)  Miłego czytania i komentowania. Wybaczcie, że tak długo zwlekałam, ale ciągle brak weny, dopiero dziś, teraz. Jeśli chcecie więcej romansideł to piszcie. :3
Co do Radia SPS to zgłaszałam już swoją chęć, czekam oczywiście na pozwolenie Alphy i Bethy. Jeśli coś jeszcze jest do ogarnięcia to chętnie pomogę, mam trochę czasu ostatnio więc bez problemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz