wtorek, 23 kwietnia 2013

Opowiadanie Stadne `Zaginiony` ~ Część I.

Szukaj a znajdziesz
                Proś a będzie Ci dane

Kopuła niebios pokryła się barwą głębokiej czerni, tudzież wystąpiły niezliczone konstelacje, rozjaśniając mrok nocy. Obłoki raz po raz przesłaniały Księżyc, wyraźnie odnaczony na nieboskłonie. Pełnia. Kundlica nie potrafiła opanować nerwowego stąpania, raz po raz łapczydłami spychając kamienie w dół Klifu, do morskich głębin. W końcu wstrzymała kroku, swe zaniepokojenie odznaczając powolnymi ruchami chwostu. Zadarła kufy, spojrzeniem brązowych patrzałek lustrując rozciągający się wokół nocny pejzaż. Nie potrafiła wyzbyć się swego ostatniego snu z pamięci. Snu, wizją można by go ozwać, który przepowiedział Suczce, tfu, Stadu zbliżające się dni udręki. Nie rozumiała tego. Cóż może się wydarzyć? Schyliła pyskowia, wpatrując się w nieruchomą taflę wody u stóp klifu. Delikatna, morska bryza mierzwiła Jej długą sierść i drażniła nozdrza. Odetchnęła głęboko, przymknąwszy patrzałek. Powinna się uspokoić. Czuła, iż coś się wkrótce stanie. Coś, czemu będzie trzeba stawić czoła i to zmienić.
Świtem wyruszyła na poranny patrol kniei. Robiła to codziennie, głównie z nudy, albowiem wiadomo, iż są inni członkowie wyznaczeni do zwiadu. Cóż, jednak na upartego dążyła znanymi sobie leśnymi traktami, zgrabnie wymijając wszelkie przeszkody, które zawadzały na Jej drodze. To raz po raz wstrzymywała kroku, wodząc wokół spojrzeniem, to zawęszyła, słała macki swego umysłu wokół, by przeczesać dokładnie okoliczny teren. Fortunnie, nikogo w pobliżu nie było. Ani znajome powonienie nie dostało się do nozdrzy Suki, ani obce. Odetchnęła głęboko, przedarłszy się przez gęste chaszcze, by następnie móc znaleźć się na otwartej przestrzeni ogromnej Polany Stada. Dotąd na sercu Kundlicy utrzymywał się bolesny cierń złego przeczucia. Przełknęła wielką gulę w głębi gardzieli, powiódłszy wokół bacznym spojrzeniem. Nadal był wczesny poranek, to też nikt jeszcze się nie przebudził. Potrząsnęła łepetyną, by wyzbyć sie z głowy najczarniejszych scenariuszy, jakie mogła sobie wymyśleć Jej bujna wyobraźnia, zaś na lico Suki wstąpił delikatny uśmiech. Skierowała z wolna kroki, podążywszy skrajem kniei, czujnego wzroku nie spuściwszy nadal z okolicznego terenu. Jej uszy nasłuchiwały uważnie, zaś umysłem wędrowała w poszukiwaniu nieprzyjaznego stowrzenia. Czyjś atak - była to myśl, która Ją dręczyła, iż to właśnie obce istoty przybędą na terytorium Stada... tak, tak, rozmyślała już nawet nad pojawieniem się tajemniczych kręgów na polu zboża oraz przybyciem kosmitów. Ech... przesadzała. Dopadała Ją z wolna histeria. Westchnęła ciężko, wstrzymawszy kroku, stanąwszy na progu jednej z jaskiń. Skierowała w głąb przymrużone spojrzenie brązowych patrzałek. Legowisko Leny. Aczkolwiek... warto zawracać już głowę, i tak mającej już sporo brudnej roboty, Alphie jakimiś snami? Pokręciła łepetyną. Nawet jeśli coś ma się wydarzyć, lepiej nie męczyć innych zwykłymi przeczuciami. To przecie nic pewnego...
Usłyszała nad sobą nieco przytłumiony, cichy głos, który wypowiadał Jej imię. Po krótkiej chwili wyczuła delikatne tknięcia łapy Labradorki, która stała nad Kundlicą. Uchyliła powiek, spod których wyjrzały brązowe ślepia Kundlicy. Powioda wokół pólprzytomnym spojrzeniem. Chyba zasnęła... mlasnęła, podnosząc się z pozycji leżącej, by stanąć o równych łapczydłach. Spojrzała na Lenę, której mina wyraźnie odnaczałą troskę i zaniepokojenie. Uśmiechnęła się do Niej pokrzepiająco, nie chcąc kolejny raz kogokolwiek martwić. Tylko przysnęla, cóż, od około tygodnia ani na moment nie zmrużyła oka, raz po raz będąc na jakiejś wyprawie. Z tego, co dostrzegła, był nadal wczesny ranek, powiedzmy, godzina czy dwie po powrocie na Polanę?
- Przepraszam, kochana, byłam tu wcześniej i przez przypadek mi się przysnęło... - ozwała się do Suni, machnąwszy lekceważąco chwostem na znak, iż naprawdę nie ma się o co martwić. Przez krótki moment jednak zadumała się, czy by nie powiedzieć po prostu wszystkiego Labradorce...
- ...hej, Sath. Saaath! - Suczka pomachała Kundlicy przez oczyma, gdy tej jęły opadać powieki. Żesz, nie powinna bujać w obłokach. Zaśmiała się nerwowo.
- Ech... wybacz, zamyśliłam się. - odparła z uśmiechem, kierując spojrzenie na Labradorkę. Nim ta zdążyła zadać jakiekolwiek pytania, jako pierwsza przerwała chwilową ciszę. - Nie będę z rana Ci zawracać głowy głupotami. - a rzekłszy to, odwróciła się, by odbiec w kierunku Jeziora Dusz znajdującego się opodal.
- Ale... hej, Sath...! - usłyszała za sobą jeszcze wołanie Suczki, aczkolwiek po momencie już zniknęła z czyjegokolwiek pola widzenia, zaś trafiwszy do swej groty pod Polaną. Odetchnęła głęboko. Cóż... mimo wszystko, zachowała się raczej nazbyt podejrzanie. Normalnie by przecie nie uciekła od rozmowy z kimkolwiek, a szczególnie z ów Samką, jako jednej z licznych najbliższych Jej osób. Uch. Powiodła spojrzeniem po pograżonej w ciemności ogromnej grocie. Wymamrotała jedno słowo w sobie choćby obcym języku, zaś tuż pod sklepieniem rozbłysły lewitujące kule światła. Rozejrzała się wokół czujnym wzrokiem, aczkolwiek jedyne, po co tu przybyła, to sprawdzenie przygotowywanego wywaru, którego regularnie zażywała, by nie poddawać się senności i  zmęczeniu. Nie był jednak gotowy. Westchnęła, zmieniwszy ponownie swoje miejsce położenia. Powróciła na skraj Polany, wodząc wokół bacznym spojrzeniem. Przymrużyła patrzałek. Już niejeden Pies czy Sunia zbudzili się, aczkolwiek nie wdawała się w dłuższe dyskusje. Przysiadła pod najbliższym drzewem, w cieniu, przez cały dzień, dopóki każdy nie posnął, strzegąc w ów miejscu. Dostrzegła... brak jednego Członka. Potrząsnęła łbem. Nie, nie, pewnie tylko się mijali. Prychnęła głucho pod nosem.
~.Cztery doby później.~

Każdej nocy sen, ów wizja powtarzała się. Warknęła pod nosem, po raz kolejny zbudziwszy się wczesnym świtem przez ów marę. To już piąty raz. Odetchnęłą głęboko, podnosząc się na równe kończyny - nie opuszczała Polany od początku. Potrząsnęła łbem.
- Przesadzam... - westchnęła do siebie. Nie potrafiła jednakże pozbyć się ów snu z głowy, a nie chciała, by komukolwiek w Stadzie coś się stało. Chociaż, już teraz zastanawiał Kundlicę jeden fakt - brak jednego Członka. Dokładniej, Samca Gamma, Ravel'a. Nie widziała Go okrągły tydzień roboczy. Cóż. Później dopyta się Leny o szczegóły. Nie minęła chwila, a ponownie posnęła.
Zbudziła się kilka godzin później, gdy to nieboskłon oblał się już błękitną barwą, zaś ciepłe promienie Słońca przyjemnie ogrzewały Jej grzbiet oraz łepetynę. Wokół zebrała się już cała gawiedź, uniósłszy powiek, Jej patrzałki dopatrzyły się każdego Członka - oprócz wyzej wspomnianego Samca. Mruknęła coś pod nosem zgorzkniałą tonacją, podnosząc się z miejsca. Wypatrzyła opodal znajomą Labradorkę, do której zaraz podbiegła. Ta urwała swą pogawędkę z Leiko. Cóż, przy okazji powiadomi i Bethę.
- Eto... cześć. Wybaczcie, iż Wam przeszkodzę, aczkolwiek mam jedno pytanie. - zaczęła, patrząc to na jedną, to na drugą. - Chciałam się dowiedzieć, gdzie się podział Ravel? Od kilku dni przebywam wyłącznie na Polanie i obserwuję uważnie całe Stado. A zauważyłam, iż od ów czasu ani razu Go nie zauważyłam...
- My zaś właśnie o tym mówiłyśmy. Także nie zauważyłyśmy Ravel'a w okolicach, raz wybrał się na polowanie i po prostu zaginął... - ozwała się Lena, wraz z Leiko ulokowawszy spojrzenie w Kundlicy. - Martwię się. Coś musiało Mu się stać... - w tonie Labradorki dało się wyczuć głęboką troskę i zaniepokojenie. Zaraz jednak Saluki podniosła się z miejsca z werwą, spojrzawszy na Lenę.
- Nie martw się, kochana. - Sunia ubiegła Mieszaną, gdy ta chciała zarówno pocieszyć Alphę. Kłapnąwszy sczęką, skierowała nań wzrok i skinęła kufą.
- Zajmiemy się tym. - orzekła, machnąwszy długim chwostem. Na Jej kufę wstąpił pokrzepiający uśmiech. Spojrzenie przymrużonych patrzałek skierowała na Leiko. Ta wymieniła się z Nią wzrokiem i zarówno uśmiechnęła. Obie zaraz przypatrzyły się Lenie. - Zaufaj Nam, odnajdziemy Go. - a rzekłszy to, brązowooka skinęła na towarzyszkę, by następnie dobiec na Skałę Przemówień. Żwawo wskoczyła na nią, by następnie szczeknąć kilkakrotnie i uciszyć gawiedź. Gdy wreszcie większość spojrzeń padło na obie Sunie, Kundlica ozwała się. - Kochani, wybaczcie za przerwanie Wam spoczynku, aczkolwiek mamy pewną nieprzyjemną wieść. Jak już takze mogli niektórzy zauważyć - już od kilku dni brakuje wśród Nas jednego Członka. Jest nim Samiec Gamma, Ravel. Chciałybyśmy prosić, by zgłosiło się kilka osób mogących dopomóc Nas w poszukiwaniach. Wyczekiwać będziemy w okolicy Wodospadu. - a skończywszy przemawiać, kłapnęła szczęką i zeskoczyła na trawę. Skierowała spojrzenie na Saluki, podążywszy u Jej boku w kierunku wyżej wspomnianego miejsca.
- Więc co zrobimy? - spytała Sunia, patrząc na brązowooką, która słuchała, mimo swej głębokiej zadumy. - Mam nadzieję, że ktoś Nam wspomoże... - westchnęła cicho. - Masz jakiś pomysł? Gdzie pójdziemy, gdzie poszukujemy? Nie mamy przecie pojęcia, gdzie mógł się skierować. - Saluki pokręciła zrezygnowana łepetyną, mrużąc ślep. Po krótkiej chwili wyszły na brzeg zbiornika wodnego otaczającego wysoką skałę, z której spływała strumieniami woda. Kundlica przysiadła, okoliwszy łapczydeł chwostem. Uniosła kufy, przymrużonymi patrzałkami wpatrując się w błękitne niebiańskie sklepienie. Minęła jeszcze krótka chwila, nim odpowiedziała Kompance na Jej słowa.
- Bądźmy dobrej myśli, moja droga. Dla dobra Stada zrobię wszystko... i tak, mam już pewien pomysł. Aczkolwiek przedstawię go dopiero, gdy ktoś do Nas dołączy... - ozwała się spokojnym tonem, schyliwszy kufy, by zanurzyć ją w chłodnej wodzie.
Nie czekały długo. Cóż, pół godziny? Co jakiś czas przybywało im po kilka suczek. Saluki i Kundlica, upewnione, iż już nikt więcej się nie zjawi, ulokowały spojrzenie w sześciu Samicach - były wśród Nich Lorelei, Lidelse, Rebekah, Desiree, Luffiera, Sasha oraz Luna. Kundlica podniosła się na równe łapczydła, machnąwszy chwostem. Zlustrowała wszystkie Sunie spojrzeniem.
- Zacznę więc od początku... Ravel zniknął, wyruszamy na Jego poszukiwania. Nie, nie mamy większych informacji, gdzie może się znajdować, aczkolwiek poczynię wszelkie możliwe kroki, by moja magia mogła sięgnąć Jego trop. Jednakże teraz, całą Naszą dziewiątkę podzielę na trzy grupy. Akurat Nam wyszło po równo, a więc... - urwała, na moment zadumawszy się, każdą lustrując bacznym spojrzeniem. Zaraz ciągnęła. - ...a więc tak. Do grupy pierwszej, która podąży na południe, na Łąkę oraz okrąży Jezioro Dusz, należeć będą Luna, Luffiera, Lorelei. Drugą grupę zaś, która skieruje się brzegiem rzeki oraz przeczesze część sąsiednich, niezasiedlonych terenów, tworzyć będę ja, Lidelse oraz Desiree. Trzecia grupa, Rebekah, Sasha, Leiko wyruszy w Góry, na północ, w drodze zaś uważnie sprawdzi knieję. - powiodła ponownie po Suczkach spojrzeniem. - Wyruszymy samym świtem. Mam nadzieję, iż Nasza wyprawa się powiedzie i odnajdziemy Zaginionego. Dobro całego Stada ponad wszystko... - odetchnęła, rzekłszy ów ostatnie zdanie cicho do siebie. Przymrużyła ślep. - Cóż, nad ranem jeszcze wszyscy razem się spotkajmy. - skinęła kufą, ruszywszy bez zbędnego pożegnania w kierunku Polany.
I nadszedł świt. Ów sen opuścił Kundlicę, co było dlań niebywałą ulgą. Cóż... wychodziło na to, iż to zaginięcie Samca Gamma było tym, co przeczuła. A więc jednak coś sie stało. Odetchnęła, wodząc wokół spojrzeniem. Siedziała na skraju Polany, w oczekiwaniu na resztę. Przymknęła ślep, zadumawszy się na krótką chwilę. Jej zamyślenie przerwał znajomy głos Czarnej Labradorki. Uśmiechnęła się znikomo do Suczki, uniósłszy powiek.
- Witam, moja droga. - pozdrowiła przybyłą, okoliwszy łapczydeł chwostem. Nie minęła chwila, a zjawiła się także Desiree, za Nią zaś i inne Sunie. Podniosła się więc z gleby, obserwując Je. -
Cóż. Każda grupa niech raczej pamięta wyznaczony kierunek, prawda? A więc, niech grupa pierwsza wyruszy zaraz wpierw sprawdzić brzeg Jeziora Dusz, następnie sprawdzi Łąkę. Poprowadzi Was Lorelei. My - tu spojrzała na Lidelse i Desiree - wpierw chciałabym wyruszyć biegiem rzeki, by przeczesać tamtejszy teren. Aczkolwiek, bardziej nęka mnie myśl o możliwości, iż Zguba mogła zapodziać się Nam poza terytorium Stada. Tam wiadomo, jest niebezpiecznie i lepiej zważać na podobne miejsca. Jeśli okaże się, iż w ów miejscu On się znajduje, lepiej nie zwlekajmy i załatwmy to szybko. - orzekła, machnąwszy z wolna chwostem. Spojrzała na Leiko, Rebekah i Sashę. - Grupa trzecia niech wpierw uważnie przeczesze knieję, potem podejmijcie dalszą wędrówkę, w Góry. Niech poprowadzi Wam Leiko. - skierowała wzrok na las. - Cóż. Nie winnyśmy dalej tutaj tak sterczeć i gadać. Ruszajmy w drogę, kochane. - skinęła kufą, z wolna podążywszy u boku Kompanek leśnym traktem, ku rzece.

~*~
Przestrzegę - kilka ostatnich akapitów pisałam już na siłę, więc też może coś się nie kleić. Nie chciałam jednak zwlekać z oddaniem swojej części, więc... ech. Cóż, proszę też by teraz każda grupa opisała już jedynie swoją podróż - nic, co ja opisywałam, a jedynie poszukiwania. Osobą, która odnajdzie Zaginionego jest ta, która pisze jako ostatnia, czyli Desiree. Już co i jak pouczyłam Ją w ów temacie, a więc problemu nie winno być. Żywię nadzieję, iż Opowiadanie dobrnie do końca. Cóż, przekazuję teraz więc pałeczkę Rebekah, która dostaje termin pisania od 24 kwietnia do 8 maja. Powodzenia.
Sathana.~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz