niedziela, 19 maja 2013

Słowa wyryte na ławce


     Slonce leniwie zalewalo swoimi promieniami szkolne klasy, ktore juz od jakiegos czasu powinny byc opuszczone, zwazajac glownie na zakonczone zajecia. Kolorowe ptaki ciekawsko przygladaly sie przeroznym rzecza, podziwiajac Je z duma. Wakacje nadchodzily powoli, jednak uczniowie zdawali sie juz byc na zasluzonym urlopie od nauki.
      Siedzialam w mojej klasie lekcyjnej. Mialam dzisiaj zajecia dodatkowe z matematyki a jako ze autobus szkolny wlasnie wtedy nie kursowaly, musialam czekac jeszcze dobre pol godziny na mame. Do tego zapomnialam jeszcze biletu, wiec proba pojscia do miasta zdawala sie byc bezsensowna. No i na dodatek troche drogi do miasta mialam. Spojrzalam na moja zielona, podwojna lawke ktora dzielilam z przyjaciolka. Bylo tam duzo nabazgranych rysunkow przez olowek, troche ubytku tu i tam. Wiekszosc zrobily przychodzace tu dzieciaki kiedy my mamy zajecia w innych pokojach. Nie przeszkadza mi to, ladnie sie prezentowalo.
     Wzielam torbe na ramie. W szkole powinni byc teraz tylko panie w sekretariacie wiec moglam nieco pozwiedzac. Poprawilam wlosy i wyszlam z klasy rozgladajac sie, aby upewnic sie w swoich przekonaniach. Zaczelam isc wzdluz zielonego korytarza z odcieniami zoltego. Okna na podworko sa umieszczone za wysoko jak dla mojego wzrostu, wiec postanowilam zrezygnowac z tego pomyslu. Bylam przeciez najnizsza osoba w klasie, wiec czego oczekuje od siebie?
      Spojrzalam na wsciekle biale drzwi z numerkiem ''144''. Klasa geograficzna w ktorej umieszczone sa mapy, jak i jakis nieco stary laptop, ktorego moja byla nauczycielka nigdy nie potrafila obslugiwac. Fajnie sie siedzialo na Jej lekcjach, chociaz wiekszosc klasy nigdy nie palala do Niej sympatia. Ja wrecz przeciwnie. Mowila z sensem, wszystko dalo sie latwo zrozumiec i co najwazniejsze - nigdy nie zrobila nawet jednej, najmniejszej kartowki.
     Ide dalej, tym razem skrecajac w prawo. Chce zobaczyc czy sa jakies zmiany w lekcjach na jutro. Monitor pokazuje jedynie, ze nie bedzie kilku Nauczycieli ze starszych klas. Jak na razie nic nie dotyczy naszych zajec. Szkoda. Mialam nadzieje, ze Pani z chemii sie rozchoruje czy cos i przelozy nam ten sprawdzian.
     Wlasnie. Musze cos zobaczyc. Biegne znowu przez wczesniejszy korytarz i zatrzymuje sie przy pomieszczeniu z numerkiem ''142'', sasiadujacej obok mojej. Biore gleboki wdech jak i wydech, zeby nastepnie otworzyc drzwi. Pojedyncze lawki, duza, zielona tablica. Podchodze do tej jednej, wyjatkowej lawki umieszczonej zaraz pod drugim oknem. Przejezdzam dlonia po niej, wzrokiem szukajac pewnego wygrawerowanego kocowka cyrkla napisu. Upewniona wychodze. Nie wiem dlaczego czuje sie zle po przeczytaniu wyrytach slow.
     Widze dwie sekretarki z czego jedna trzyma w dloni biala roze. Zmieszana spogladam na Nie i mowie w ich strone ''dzien dobry'', ale te nie odpowiadaja. Jedynie przechdza obok mnie dyskutujac o czyms.
     - To straszne. Zginela rowny tydzien temu.
     Zaraz, co?
     - To prawda. Nie moge uwierzyc, ze to spotkalo wlasnie Ja. Jej Mama jest podobno w depresji. Oskarza sie, ze nie przyjechala wczesniej po Nia. Biedna. Gdyby nie tylko ten pijany kierowca moze by dalej zyla. - Odpowiada druga, nizsza.
     - Nie dziwie sie Jej. - Wzdycha pierwsza i wchodza do mojej klasy. Przez nieco uchylone drzwi widze jak klada kwiat na moim miejscu.
    Hah. Zapomnialam o wlasnej smierci... I o Jego wyznaniu. Teraz wszystko bylo jasne.

     Wszystko zaczelo sie tydzien temu, kiedy konczylam zajecia z dodatkowej matematki. Niklas czekal na mnie, zeby cos mi powiedziec. Jak w jakims filmie uslyszalam Jego uczucia i bardzo, bardzo sie ucieszylam. Powiedzialam jednak, ze dam mu swoja odpowiedz jutro, musialam to wszystko przemyslec i zastanowic sie, czy to na pewno rzeczywistosc. Mama powiedziala, ze cos Jej wypadlo wiec odbierze mnie pozniej i moge powoli isc w strone domu. Wlozylam w uszy sluchawki i jak na skrzydlach ruszylam przed siebie, zapominajac o wszystkim.
     Ktos krzyknal, za pozno sie odwrocilam i poczulam bol. Ludzie sie schodzili, ktos wzywal karetke. Wszystko nabralo ciemnych barw, balam sie, ale pozniej nastapil juz spokoj.

     - Podobno Niklas, ten wychowanek pani Schmidt jest rowniez zalamany. - Westchnela ruda, gdy tylko wyszly.
     - Tak za Nia byl. - Przyznaje blondynka. Obie odchodza zostawiajac mnie sama na korytarzu.
     Przypominam sobie co zostalo wyryte na tamtej lawce. Dwa slowa ktore uslszalam tamtego dnia ''kocham Cie''.
     Slowa, ktorych juz nie potrafie powiedziec czy chociazby wyrazic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz