sobota, 18 sierpnia 2012

Lara. cz.2

Zamiast narzekać zrób coś i zacznij świat swój zmieniać.
Ruszyłyśmy prosto przed siebie. Bueno zatrzymała się na chwilę.
-Tak w ogóle to którędy dojść na ten cmentarz? Nigdy nie byłam na cmentarzu więc nie wiem. Spojrzała na Ines, a po chwili przeniosła swój wzrok na mnie. Uniosłam łeb i zaczęłam mówić.
-Więc tak. Idziemy cały czas prosto, aż dojdziemy do wodospadu, później przejdziemy przez górkę i za górką cały czas prosto aż zobaczymy czarną, starą bramę o ile to można nazwać bramą z napisem Cmentarz Zmarłych.- Opowiedziałam z lekkim dreszczykiem na myśl o tym, że idziemy same o tej porze na cmentarz. Nie mogłam się wycofać, chociaż miałam coraz większe wątpliwości co do tej wyprawy.
Ines podśpiewywała, Leiko rozmawiała o czymś z Bueno, a ja cały czas milczałam. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że myślałam tylko i wyłącznie o mojej matce, którą najwyraźniej wtedy ujrzałam. Usłyszałam, że coś zaszeleściło w krzakach. Pomyślałam, że to pewnie jakieś zwierzę, więc machnęłam łapą idąc dalej. Bueno ponownie się zatrzymała stawiając uszy na sztorc.
-Słyszałyście to samo co ja?- Zapytała nas Bueno lekko trzęsąc się.
-Mianowicie co?- Spytała Leiko.
Zerknęłam na Bueno kiwając łbem, dając jej znak, że słyszałam to samo co ona. Bueno wytrzeszczyła oczy a ja odwróciłam wzrok w drugą stronę zerkając na rośliny. Ines nieco zdenerwowała się i zaczęła nam zwracać uwagę.
-Macie zamiar teraz zatrzymywać się co pięć minut i zastanawiać co rusza się w krzakach czy dlaczego szeleszczą liście? Wiadomo, że jest noc i wszystkiego można się spodziewać, ale to nie znaczy, że będziemy ciągle zastanawiać się co to może być. Mamy jeszcze spory kawał do przejścia. Do 01:00 godziny musimy dojść tam na ten cmentarz. A jeśli będziemy szły w takim tempie to nigdy tam nie dojdziemy.- Oznajmiła prychając.
-Tak, musimy dalej iść.- Przyznała racje Leiko.
Nie powiedziałam ani słowa i Bueno również nie odezwała się. Poszłyśmy dalej dochodząc nareszcie do wodospadu. Przystanęłyśmy na chwilę by zaczerpnąć świeżej wody. Po krótkim odpoczynku, wstałam otrzepując się, dobiegłam do Ines, Leiko i Bueno. Znowu usłyszałam szeleszczenie w krzakach. Bueno spojrzała na mnie ponownie, lecz nie zatrzymałyśmy się, by nie robić problemu. Szłyśmy przez dłuższą chwilę w milczeniu. Postanowiłam wreszcie się odezwać.
-Idziemy tam już niecałe czterdzieści minut, a nie mamy dalej opracowanego planu co mamy zrobić.-Wywróciłam oczyma spoglądając na Ines. Ta zaś westchnęła otwierając pysk.
-Lena nie narzekaj. Przecież jeszcze zajmie nam to z godzinę, więc nie bój się..- Zaczęła mnie uspokajać.
-Ale chodzi mi o jakiś plan co robimy. Przecież nie chcesz chyba spotkać kogoś niemiłego?- Powiedziałam.
Ines zaśmiała się. Najwidoczniej miała dzisiaj bardzo dobry humor, lecz mnie to jakoś nie śmieszyło. Może dlatego, że biorę to na poważnie, albo w tym momencie jestem zbyt poważna na jakiekolwiek żarty.
-Czy ty Leno coś sugerujesz? Przecież nikogo nie spotkamy. O tej porze kto mógłby być na cmentarzu? Może jakiś ptak..
-Ines, skąd taka pewność, że nikogo nie spotkamy po drodze?- Bueno zerknęła ponownie na mnie.
-Nigdy nic nie wiadomo. Nie wiem kto mógłby być, po prostu mam złe przeczucia i tyle.-Powiedziałam krzywiąc się.
Ines burknęła coś pod nosem idąc dalej. Leiko w ogóle nie odzywała się.
-Nikogo nie spotkamy zrozumiano?! Weźcie sobie wbijcie to w wasze móżdżki. Co do tego planu Lena, to zrobimy tak. Podejdziesz z Beno pod bramę i ją uchylicie, a ja i Leiko wejdziemy pierwsze na cmentarz dając wam znak, że na pewno nikogo nie ma. Bo i tak nikogo nie spotkamy tam, ale już niech wam będzie.. Dla waszego bezpieczeństwa sprawdzimy czy wszystko jest w porządku. Następnie Leno zaprowadzisz nas pod nagrobek swojej mamy i zaczniemy kopać w ziemi..
Ines chciała dalej coś mówić, ale jej przerwałam.
-Że co proszę? Chcesz odkopać moją matkę?- Zapytałam Ines zszokowana.
Leiko i Bueno przysłuchiwały się rozmowie. Ines śmiała się znów kontynuując swoją przemowę.
-A co myślałaś, że sama wyjdzie przenikając przez ziemię? Oczywiście, że będziemy kopać. Pomożemy Ci w końcu od tego tutaj jesteśmy.- Mówiła stanowczo.
Zatkało mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale dziwnym trafem zgodziłam się. Nie chciałam odkopywać grobu mojej matki, ale nie było innego wyjścia. Przecież nie pojawi się na moje zawołanie. Bueno wtrąciła się.
-I co dalej jak ją odkopiemy? Jeśli jej tam nie będzie?-Zaczęła panikować.
-Jak to co? Bueno znasz przecież tyle modlitw. Po prostu pomodlimy się i zaczekamy co dalej.- Oznajmiła Ines.
Golden Retriever machnęła ogonem zadowolona. Z oddali widziałyśmy górkę. Leiko podskoczyła z radości.
-Jeszcze trochę i dojdziemy.- Chrząknęłam.
Spojrzałam na niebo. Było zachmurzone, a księżyca nie było widać. Czyżby zapowiadało się na deszcz? Bardzo prawdopodobne, ale lepiej żeby nie rozpadało się. Gwiazd również nie było. Leiko wpadła na pewien pomysł.
-Może usiądziemy na tej górce i zrobimy sobie krótka przerwę oraz coś przekąsimy? Zgłodniałam.

-Nie ma problemu, Bueno. W sumie mi też zachciało się jeść. Odpoczynek dobrze nam zrobi.-Szepnęła Ines.
Powoli dochodziłyśmy do górki, ale im bliżej niej byłyśmy to było coraz zimniej. Drzewa zaczęły kołysać się mocno na tyle, że zaraz mogło się rozpadać. Jednak tak nie nastało. Zauważyłam z daleka, że na górce ktoś stoi.
-Kto to tam stoi? Niech sobie idzie stamtąd.-Zaczęłam powarkiwać cicho.
Ines zaczęła mnie uspokajać mówiąc, że zapewne jak nas zobaczy to ucieknie. Dreptałyśmy w stronę wzgórza, aż wreszcie doszłyśmy zatrzymując się na dole. Postać stała nieruchomo. Początkowo przypominała słup lub jakiś pomnik. Po chwili jednak zaczęła się rozglądać i ujrzała nas i zerknęła na mnie. Oczy temu komuś błyszczały się na zielono. Oblizał się. Tak to był człowiek. Zaczął wydawać dziwne odgłosy tak jak dzikie zwierzę. Stał tam nadal nie ruszając się z miejsca.
-I co teraz? Jak my wejdziemy na górkę jak on tam stoi?- Zapytała Bueno.
-Normalnie chodźmy tam jak gdyby nigdy nic i po prostu usiądźmy gdzieś dalej. Przecież to tylko człowiek, chyba nic nam nie zrobi. Przynajmniej mam taką nadzieję. Wystraszy się zapewne nas i ucieknie.- Powiedział Ines przekonująco.
Udało jej się nas przekonać i zaczęłyśmy się wdrapywać na potężną górę. Spojrzałam na kołyszące się drzewa w oddali, a potem na człowieka. Nie odrywał ode mnie wzroku. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wzruszyłam barkami idąc obok Ines.
Wyszczerzył się do nas robiąc dziwne ruchy szczęką, jakby coś przeżuwał. Po chwili wyszczerzył swoje zęby. Leiko się przeraziła.
-Czemu on ma takie duże zęby?- Spytałam.
Bueno przypatrzyła się człowiekowi i podeszła do nas mówiąc cicho.
-To jest wampir. Szczerzy się bo czuje zwierzęta. On chce nakarmić się naszą krwią. Lena skoro na Ciebie się patrzy to będziesz chyba jego pierwszą ofiarą.- Bueno zrobiła zniesmaczoną minę.
Zmarszczyłam nos słuchając Bueno i spojrzałam na Ines.
-A jednak kogoś spotkałyśmy i kto tu się wymądrzał, że nikogo nie spotkamy?- Przedrzeźniałam Ines.
-Skąd mogłam wiedzieć? Nie jestem jasnowidzem tak jak ty, Leno.- Odburknęła.
Leiko uderzyła ogonem o trawę. W końcu warknęła na nas obydwie i zaczęła mówić.
-Przestaniecie?! Teraz mamy ważniejszy kłopot niż kłócić się kto miał rację. Musimy coś z nim zrobić zanim z Leny zrobi sobie pożywienie.-Suczka po chwili uspokoiła swój ton mówienia.
Miała rację. Nie było czasu na takie typu rozmowy, a tym bardziej na wykłócanie się. Trzeba coś z tym zrobić, przecież nie mogłyśmy od tak sobie zignorować to co ten wampir ma zamiar zaraz zrobić. Razem z Ines podeszłyśmy do tego kogoś i postanowiłyśmy sobie z nim porozmawiać. Leiko i Bueno obserwowały nas . Wampir początkowo mrugał tylko oczyma i w ogóle się nie odzywał.
-Kim jesteś?- Zapytała Ines.
Nadal nic. Cisza. Patrzył się na nas nic nie mówiąc. Dlaczego nic nie odpowiedział? Miałam wrażenie, że zaraz nas zaatakuje, lecz tego nie zrobił. Leiko rzuciła w nim kamieniem, a ten gwałtownie odwrócił się przygotowując się do ataku. Po chwili zorientował się, że ja z Ines nadal stoimy przed nim wyczekując na odpowiedź. W końcu doczekałyśmy się. Wyprostował się składając ręce i przestał się szczerzyć. Teraz wyglądał jak normalny człowiek, lecz my i tak wiedziałyśmy, że to wampir. Westchnął wypuszczając powietrze z ust.
-Nikim specjalnym i ważnym dla ciebie.-Był nieco wkurzony i wytrzeszczał na nas swoje czerwone oczy.
Ines spojrzała z lekkim obrzydzeniem na niego i zaczęła kontynuować rozmowę lekko się uśmiechając.
-Więc co robisz na naszych terenach? Może przedstawisz się?
Pokiwał tylko przecząco głową. Spojrzałam na Leiko i Bueno siedzące tuż obok i wzruszyłam barkami.
-Nie będę odpowiadał na twoje pytania dziewczynko i radziłbym, abyście sobie stąd poszły jeśli nie chcecie mieć kłopotów.-Zacisnął pięść, a po chwili kopnął kamień rzucony przez Leiko. Wtem ja się wtrąciłam.
-Ale to są nasze tereny jakbyś nie wiedział i to ja ci radzę wynosić się stąd. Nie mamy czasu, musimy iść.- Powiedziałam oburzonym głosem.
Wampir zaśmiał się szyderczo klaszcząc w ręce. Mrugnął oczyma i zaczął podchodzić coraz bliżej Bueno. Bueno zdezorientowana sturlała się z górki a ten chciał pobiec za nią, lecz coś go walnęło w głowę. To znów kamień. Leiko ponownie w niego walnęła po to by odwrócić jego uwagę, by nic nie zrobił dla Bueno. Zawrócił odwracając się do nas przodem. Stanął tupiąc nogami. Ciągle przyglądał mi się. Czego on chce? Niech się wynosi stąd. Miałam teraz tylko i wyłącznie te myśli w głowie.
-Ależ ty jesteś uparty. Z tobą nie da się normalnie.- zaśmiała się Ines.
-Pójdę, ale pierwszo muszę coś przekąsić, jestem taki spragniony, a że mam znakomitą okazję to chętnie się wami pożywię na kolację. Spadłyście mi prosto z nieba.-Uśmiechnął się tajemniczo.
Faktycznie przygotowywał się do ataku, lecz jak zwykle jego zagadałam i znowu próba ataku nie udała się.
-Tam obok wodospadu są inne wampiry z tego co wiem, bo szłyśmy tamtędy i widziałyśmy jak w krzakach ukrywali się. Więc my musimy już iść. Chodźcie dziewczyny..-Podreptałam prosto przed siebie.

Wampir nawet nas nie zaatakował. Czyżby dał sobie spokój? Gdy odwróciłam się już go nie widziałam. Zapewne pobiegł nad wodospad. Wreszcie mogłyśmy spokojnie zjeść zwierzynę z popołudniowego polowania. Po piętnasto minutowej przerwie ruszyłyśmy dalej zbiegając z górki.
-To już niedaleko. -Oznajmiła Ines.
-Nareszcie. Myślałam, że nigdy nie dojdziemy tam. –Odetchnęła z ulgą Bueno.
Znowu milczałam. Im coraz bliżej dochodziłyśmy do cmentarza tym bardziej się bałam. Z daleka ujrzałyśmy czarną bramę. Przeraziłam się idąc dalej. W końcu doszłyśmy do głównego wejścia i przystanęłyśmy przed nim.
-Gotowe? Pamiętacie co robimy pierwszo?-Zapytała nas Ines.
-Tak.- Odpowiedziałyśmy równocześnie.
I weszłyśmy na cmentarz..
Ciąg dalszy nastąpi.-Co się stanie po odkopaniu grobu?
-Kto pojawi się na cmentarzu?
Dowiecie się już w następnej części.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz