czwartek, 16 sierpnia 2012

Opowiadanie z przeszłości. Na konkurs Ravel'a.


Moja matka i mój ojciec mieli własne stado .Było spokojne i żyli jak w raju.Pewnego dnia ja się urodziłam.Wszyscy w stadzie byli szczęśliwi.Lecz tego samego dnia wszystkich straciłam.Tata został postrzelony.A matka zraniona nożem w serce.Moją siostrę wział ze sobą.Mnie nie widzial.A mój brat gdzieś się zagubił.Całe stado uciekło zosawiając mnie na pastwę losu.Przez pierwsze dni siedziałam cicho płacząc.Leżałam tam z około tygodnia.Poraz pierwszy wyszłam z jaskini i zaczełam spoglądać na świat.Wszystko było takie piękne.Po chwili spojrzałąm na sarnę.Byłam mała , ale zwinna.Szybko wskoczyłam na sarnę wbijając w nią kły(ona była mała).Sarenka powoli upadała .Przyjrzałam się "zdobyczy" i zaczełam ja jesć.W duchu mówiłam:"moje pierwsze polowanie"Zaczełam poznawać świat.Gdy zwiedzałam różne katy natknełam się na psa.Witaj-powiedziałam.Cześć, a ty to skad jesteś?-zapytał pies.Ja z nikąd jestem takim włóczykijem-odpowiedziałam ze łzami w oczach- A ty skad jesteś?Ja ze stada walecznych psów-zaśmiał się-jestem samcem alpha,Mozemy cię przyjąć.Naprawdę mozecie-zapytałam.Tak, a więc chodź -odpowiedział z dziwna miną.Zaczełąm coś podejrzewć.Lecz byłam mała nic nie rozumiałam .Poszłam za nim, lecz nic nie zobaczyłam , ani stada , ani członków(psów).Wtedy zaczał sie śmiać i nagle jego sierść zaczełą się jerzyć a jego oczy stały sie czerwone jak krew.Moja reakcja była szybka.Po prostu zaczełam uciekać.Miałam szczeście , ponieważ pies uderzyła w kamień.Troche od niego cuchneło.Nie zwróciłam na to uwagi po prostu dalej biegłam chciałam sie znaleźć jak najdalej tego jeżozwierza xD.Trafiłam do miasta.Nigdy w miastach nie była.To było dla mnie nowe przeżycie.Chodziłam po ulicach, mało co nie trafił mnie samochód.Byłam brudna nie miałam gdzie iść.Pewnego dnia zaczełam gdzieś isć sama nie wiedziałam gdzie .Miałam jedną nadzieje że znajdę gdzieś dla siebie kąt.Włuczyłam się po przeróżnych miejscach.Zwiedziłam prawie cały świat.Poznałam wiele róznych stad , ale żadne mi nie pasowałą nie chciało mniePoznałam wiele samotnych również psów.Chciałam isc naprzód i wierzyć że dotrę tam gdzie chce.
Przywędrowałam aż na tereny sps.Z daleka zauwazyłam suczke, szybko do niej podbiegłam.Witaj-skłoniłam jej się-jestem Li.
Witaj jestem Lena-psina podała łapę.Uściskałam łape przyjaźnie i niepewnie zaczełam mówić-Czy ty jesteś alphą tego stada? Tak.I jak chcesz mozesz dołączyć-uśmiechneła się.Dziekuje-ścisnełam mocno Lenę i zaczełam zwiedzac sps.Poznałam wiele miłych członków , którzy są wspaniali.Poznałam też Wess'a mojego partnera.Gdy skończyłam zwiedzać tereny sps położyłam się do jaskini , którą wskazała mi Lena.Spojrzałam się na jaskinie i położyłam łeb na łapac.Zaczełam myśleć :"Moze to tu jest mój dom".Po tych myślach zasnełam szczęśliwa.Z samego rana wyszłam , a raczej wybiegłam z jaskini.Słońce swieciło tak ładnie.Trochę raziło.Na niebie były małe obłoczki.Wgapiałam sie w piekny krajobraz.Wtedynagle z nienacka wyskoczył Wess.Bu-powiedział chcąc mnie przestraszyć.O hej-nie przestraszona przywitałam się.Ty zawszem tak późno wstajesz?-zapytał zaciekawiony.Jak to -powiedziałam szybko.Oj nie ważne chcodże.Widziałem psa identyko jak ty-zaczął gdzieś biec.Szybko pobiegłam za nim.Znajdowaliśmy sie na polanie.Czy to napewno tu?-zapytałam.Tak to tu-zaczał węszyć.Doszlismy do średniej góry.Nie była mała ale eż nie była duza.Podeszłam powli i zaczełam się na nią wspinać.Za mną był Wess .Szybko i zwinne dotarliśmy na jej "szczyt".Ujrzałam śpiacego psa, był identyko jak ja.Puknełam go lapą-Wstawaj śpiochu!Pies szybko sie obudził i zaczął szczekać, lecz gdy spojrzał na mnie uspokoił się.Co u ciebie Li?-zasmiał sie.U mnie dobrze ale kim ty jesteś i dlaczego jesteś identyko jak ja?co?no gadaj?-zadreczałam go pytaniami.Nie amiętasz mnie to ja Furro, nie pamętasz swojego brata?-śmiechnął się.Po tych słowach z oczu leciały mi łzy szczęściaPrytuliłam go mocno.Nie mozna było opisać radosci jakiej czuje.Nagle Furro zniknął gdzieś we mgle, usłyszałam tylko :"jeszcze kiedyś się spotkamy".Stałam nieruchomo jak jakiś pomnik.Po chwili zaczełam zchodzić z góry .Wess jeszcze chwilę tam stał , ale zaraz mnie dogonił.W biegłam szybko na łąke i zaczełam sie cieszyć.Wesołym krokiem przytruchtała do mnie Lo.Z czego sie tak cieszysz?-zapytała.Po prostu jestem szczęśliwa-odpowiedziałam i zaczełam się cieszyc razem z Lo.Z krzaków obserwowała nas Bueno.Po chwili z nich wyszła.Co robice?-zapytała Bueno.Cieszymy się-odpowiedzieliśmy razem.A z czego?-ponownie zapytała.Dobrze powiem-trzymałam ich w napięciu-spotkałam swego brata Furro.To super-odpowiedziała Buena.Wrócilismy do swoich jaskiń.Cały czas wspominałam ten dzień.Z rana wstałam i powoli wyszłam z jaskini.Czułam jakbym już była w tej rodzine, bo byłam.
Spojrzałam na Saurona ,Ushera i Ravela , którzy gdzieś się wybierali.Gdzie idziecie?-podeszłam do nich.Na śnaiadanie-odpowiedział Sauron.Mogę iść z wami?-zasłoniłam im drogę.No jasne-odpowiedział Ravel i potknął się o kamień.Jednak sie nie przewrócił.Zaczełam isć z nimi.Za cwilę byliśmy w lesie.Wszyscy zaczeli sie skradać do saren, zajęcy ,dzików i jeleni.Ja zakradłam się do zajaca i szybko na niego wskoczyłam zabijając go.Wszyscy cos upolowali.Oni "zdobyze"zanieśli blisko stada i tam je zjedli.Ja jadłam zajaca na miejscu.Wstałam i spojrzałam na chmury mysląc:"Zostane tu tak długo jak będę mogła".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz