wtorek, 10 czerwca 2014

Ostatnie pożegnanie. [Nack]

Polecam w tle: https://www.youtube.com/watch?v=80c_yR_E6jM

Uniósł kufę zerkając w dół na śpiącą Jethrę, jej lśniąca blaskiem księżyca sierść i smukłe ciało sprawiły, że husky poczuł niesamowite ciepło płynące wzdłuż całego śnieżnego brzucha. Smolistą kropką wieńczącą Jego pysk, pieszczotliwie zagarnął ucho ukochanej oblizując krańcem szpic jej siwego uszyska. Środek nocy, kolejna nieprzespana godzina sprawiła, że samiec postanowił udać się na nocną wędrówkę, może przy odrobinie szczęścia uda mu się upolować coś na śniadanie. Wstał i skierował swe kroki w stronę lasu trzymając przybity pysk blisko nagrzanej wiosennym słońcem ziemi. Myślał o tym, co było i o tym, co będzie, myśli wirowały w Jego łbie tworząc zawistne historie i gdyby niewyłapany trop pewnie jeszcze długo wędrował gdzieś myślami. Ze zdziwieniem przyczaił się obserwując w nocnej powłoce stado jeleniowatych spokojnie skubiących trawę mimo późnej pory. Zlustrował uważnie polanę widząc na horyzoncie przewodnika stada o obfitym porożu i dumnie wystawionym śródpiersiu. Plan był prosty miał wyłapać jedną sztukę gdzieś na obrzeżach stada. Zbliżył się do linii kryjących go krzewów i stawiając uważnie łapę za łapą nie spuszczał wzroku z alfy, który niczego nieświadomy patrolował drugą część stada kopytnych.  Wyobrażał już sobie cały plan, czuł zapach mięsa i krew płynącą w żyłach upatrzonej sarny, uchylił wargi ukazując szereg białych kłów i wtem poczuł jak coś z impetem wpada na niego podbijając go do góry i przygwożdżając do najbliższego drzewa. Uchylił powieki kompletnie zdezorientowany, gdy Jego oczom ukazał się drugi dorosły jeleniowaty. Wpatrywał się w swojego przeciwnika jak na obcego, który pojawił się w niewłaściwym miejscu. Nie przyszłoby mu do łba, że stadu przewodniczy więcej niż jeden osobnik. Ból zastąpił miejsce Jego zdziwienia, gdy husky zorientował się, że ma cały przeorany brzuch. W amoku złości i bólu rzucił się na przeciwnika i w szczęśliwym skoku uchwycił gardziel ubijając zwierzę na miejscu. Zapomniał jednak o pierwszym strażniku, który zbudzony rumorem przybiegł na miejsce zdarzenia próbując odgonić natręta.  Rogacz w obronie stada wyrzucił racice wysoko przed siebie a upadając zmiażdżył żebra huskiego nieco ogłuszonego pierwszym atakiem.  Nie mógł złapać oddechu, każdy kolejny przynosił nową większą falę bólu, poruszanie sprawiło mu trudność a świstające powietrze zatrzymywało się w miazdze, która kiedyś była Jego płucami. Odkaszlnął, ale zamiast haustu powietrza z pyska poleciała mu krew, cienkim strumieniem obmywała kąt Jego wargi by spłynąć po śnieżnym futrze. Padł jak długi obok cielska jelenia, którego przed chwilą powalił.  Stado rozpierzchło się i na polanie został on z truchłem, które miało być towarzyszem Jego mogiły. Przekręcił kufę by nie zadławić się własną krwią, które nieustannie wypływała definitywnie tamując możliwość swobodnego oddechu. Wiedział, że umiera.. że zostawi bliskich, że znajdą go nad ranem. Nie mógł wydać, żadnego pisku czy krzyku. Jęknięcia przypominały głuchy charkot. Był sam, spróbował walczyć, ale każdy ruch przekręcenia się tylko przyprawiał mu więcej bólu. Czuł, że odpływa, że mdleje a przecież jest taki młody. Umiera, tu i teraz, chociaż tyle ma do powiedzenia. Jego siostra urodziła, jest chrzestnym.. miał wrażenie, że ogląda siebie w odwróconym filmie.. jak on miał Nilay? Coraz mniej wspomnień a Volturi? Znalazła w końcu miłość. Nieświadomy uśmiech wypełz na Jego mordzie, Ravel i Sathana wzięli ślub, Jego rodzice, już im nie pogratuluję, nie szczeknie na ich zdrowie. A reszta? Co porabia? Kim jestem? Przymknął powieki wiedząc, że to koniec. Jethra.. ukochana niczego nieświadoma, znów ją zostawi jak kiedyś.. jak wtedy pierwszy raz, miał być Ojcem tak właśnie. Może gdyby uniósł wyżej łeb, jest medykiem  da radę. Ruszył łapami bezwładnie, szukając na próżno podparcia. Tak bardzo ją kocha, tęskni. Otworzył ślepia i wpatrując się w ciemną przestrzeń wydał ostatnie tchnienie na terenie Jego jedynego stada. Wiatr smagnął Jego sterczące ucho by unieść się wysoko i zabrać ze sobą wspomnienie Jego duszy.
Tak zakończył swój żywot pies, którego znacie bliżej jako Nack.

(wydarzenie miało miejsce po ślubie, żeby nie było żadnej żałoby Ravel!)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz