środa, 12 grudnia 2012

Czego ślepia nie widzą tego sercu nie żal.


~*~ Noc o której nie zapomnę ~*~

Dzień który zapadł Mi w pamięć nie zapowiadał niczego niezwykłego od razu z góry, ów dzień rozpocząłem od obchodów terenów Stada Psich Serc. Owczarek przechodząc nieopodal polany zatrzymał się unosząc wysoko łeb, obserwował zebrane tego dnia Suczki po czym ruszył przed siebie, zima z każdą godziną dawała o sobie znać coraz wyraźniej gdyż wiatr który wiał w stronę polany ukazywał się od terenów Owczarka, Samiec zmrużył ślepia z wolna stawiając łapę za łapą ruszył w ów stronę , wolny chód pomału zmieniał się w bieg. Minęło kilka godzin po których Pies znalazł się na swoich terenach zwolnił gwałtownie rozglądając się dookoła spode łba, wszystko wydawało się inne i to poczucie jakby on sam czuł się tutaj obco? Wszedł do groty której ściany były zarośnięte różnorodną roślinnością, przez dobre kilka godzin oddawał się obowiązkom związanym z porządkowaniem wnętrza groty kiedy poczuł znajomy zapach jednej z Suczek.

~Niepewnie podeszła do owczarka. Rozglądała się do okoła ciekawym wzrokiem. Zerknęła na psa. - Dobry Wieczór Armanii. - skłoniła się lekko na przywitanie. [Vivian]
-Dobry Wieczór Vivian -uśmiechnął się ciepło do Suczki kłaniając się Jej nisko. [Armanii]
~Zasiadła nieopodal niego kładąc łeb na łapach. Westchnęła ciężko. Miała ogromną ochotę po przechadzać się po tych terenach, ale sama nie miała odwagi. [Vivian]
--Spojrzał na Vivian usadawiając zad na ziemi. Widzę że bardzo zaciekawiła Cię opowieść o tych terenach prawda? poruszył ogonem strzygąc szerokimi radarami. [Armanii]
~Taak.. - przyznała. - Ostatnio nie mogła zostać z wami do końca. I tak właściwie to ciekawi mnie czy może dziś udało by mi się ujrzeć owego wilczóra o którym opowiadałeś. [Vivian]
-Vivian nie wiem czy dziś byśmy go zobaczyli, jak wspomniałem podczas kolacji nie jest to częste zjawisko. -odetchnął pełną piersią. [Armanii]
~Westchnęła. - No cóż. Mówi się trudno. - ułożyła łeb na łapach przymykając oczy. [Vivian]
-Spokojnie Vivian kiedyś na pewno będziesz... -Gdy miał już dokończyć zdanie poczuł jak przez ciało przeszywa go dreszcz, odszedł od Suczki kilka kroków skupiając całą uwagę na szczycie wodospadu na którym zaczęła się kłębić nietypowa mgła, w ów zjawisku pojawiały się jasne ogniki. Vivian. Viv wstawaj -Mruknął odwracając łeb w Jej stronę. [Armanii]
~Zerwała się z miejsca jak poparzona. Podbiegła do owczarka. - Co się stało ? - zapytała. [Vivian]
-Zobacz.. -Szepnął pokazując skinięciem łba ów nietypowe zjawisko na szczycie wodospadu, mgła zaczęła się przejaśniać jednak nadal nie było wiadomo cóż to za zjawisko. [Armanii]
~Podążyła wzrokie w miejsce które wskazał. Wytężała wzrok próbując dojrzeć cokolwiek poza gęstą mgłą. Jej wysiłki szły jednak na marne. Wpatrywała się więc z natężeniem na szczyt wodospadu. [Vivian]
--Czując ponownie chłodny powiew wiatru zmrużył ślepia obserwując uważnie mgłę, po chwili dostrzegł iż zaczyna się przerzedzać, w niemal tej samej chwili źrenice w ślepiach rosłego Owczarka rozszerzyły się, każdy mięsień w ciele psa gwałtownie się spiął a Jego wzrok pusto utknął w zarysie Wilczej postaci, przed ślepiami przeszła Mu następna wizja, była szybka. Cholerny zdrajco.. zdrajco... zgiń.. zginiesz. esz.. sz.. Twój łeb zawiśnie u wejścia Mej groty.. -Raptownie wizja zniknęła a z pyska Owczarka dobył się okropny jęk.. Arrrgghhh.. -Pies zmrużył mocno ślepia nie mogąc rozluźnić mięśni. [Armanii]

Nie mogąc w tamtej chwili nic uczynić czekałem praktycznie bez ruchy czy dowcip uczyniony przez zjawę odpuści sam czy też będę musiał zwalczyć go i tak już resztkami sił, jednak w porę na mych terenach zagościła Luffiera która nie żałowała pomocy.

~Była tak zapatrzona w postać wilka, że nawet nie zauważyła co się dzieje z stojącym obok owczarkiem. Dopiero jęk wydobywający się z pyska psa zwrócił jej uwagę. - Armanii ? - zapytała patrząc na niego zaniepokojona i zatroskana. [Vivian]
--Suczka przybiegła na miejsce, przejęta dziwnymi hałasami. Od razu rzuciła się jej w oczy Vivian. - Co się dzieję? Słyszałam coś dziwnego.. [Luffiera]
-Nie mogę.. nic z...zrobić -Warknął głucho przez zaciśnięte kły, ślepia nadal miał mocno zaciśnięte, dyszał ciężko. [Armanii]
~Zerknęła na Luffiere po czym przerażona na Armanii'ego. Gorączkowo myślała jak mu pomóc. Nie była medykiem. Spojrzała na Luffiere po raz wtóry, ale w jej oczach nie było błagania tylko skupienie jakby była bliska rozwiązania problemu.[Vivian]
--Viv, co się stało, czemu on się tak zachowuje? Byłaś z nim wcześniej, wiesz co się działo! - Spytała, patrząc raz na nią, a raz na samca. Nie mogła patrzeć jak on cierpi, ale za nic nie wiedziała jak mu pomóc, a nawet co mu jest. [Luffiera]
-Ciało Samca zaczęło drżeć, obnażył kły starając się zwalczyć okropny ból przeszywający każdy mięsień w jego ciele, ów ból był niesamowicie palący, mruknięcie które wydobyło się z pyska Samca bardziej przypominało ponowne jęknięcie. [Armanii]
~ Nie wiem! Patrzeliśmy na wodospad! Wszytko było w porządku i wtedy usłszałam jego jęk! Nie mam pojęcia co mu jest! - wrzasnęła. - Nie wiem co mu jest. - szepnęła. Miała ochotę się ropłakać. Nie mogła patrzeć na owczarka i nie próbować mu pomóc. - Ehm.. Może jakieś zaklęcie albo mikstura by mu pomogły? - przyszło jej nagle do łba. [Vivian]
--Niestety, ja się znam tylko na medycynie. O żadnej magii nie mam najmniejszego pojęcia... - Powiedziała, przygryzając delikatnie smoliste wargi, wciąż patrząc na psa. Jaka ona głupia! Patrzy tylko jak on cierpi. Gdyby tylko mogła użyć jakiejś magii.. [Luffiera]
-Wyrwijcie Mnie z tego stanu. -Mruknął zwracając łeb w stronę Suczek. Luffiero dobrze że jesteś... -przysiadł nie mając już siły. weź Viv i razem z Nią wbiegnijcie we Mnie, to jest jedyny sposób by Mnie z tego wyciągnąć, nie żałujcie siły. Liczę na Was...Uderzcie Mnie jednocześnie barkami -Wydarł się już nie mogąc opanowywać emocji. [Armanii]
--Mamy chyba po prostu przebiec.. Tak, no wiesz, przez niego.. Nie wiem jak to pomoże, ale jestem pewna, że on wie co mówi. I zrobię wszystko o co poprosi, żeby mu pomóc. - Spojrzała raz jeszcze na Armanii'ego, oddalając się do tyłu, by mieć dobry rozbieg.- Chodź, Vivian! [Luffiera]
~Oddaliła się przymierzając do biegu. Zerknęła na Luff sprawdzając czy jest gotowa. [Vivian]
--Spojrzała na samca, a potem ponownie na towarzyszkę. Schyliła się lekko. - Teraz, Viv... Biegnij! - Powiedziała, po czym ruszyła w stronę psa jak najszybciej mogła. [Luffiera]
~Wyruszyła ułamek sekundy po suczce. Mimo krutkiego odcinka nie szczędziła łap. [Vivian]
-Widząc jak Suczki nadbiegają zacisnął kły zamykając slepia, chciał by to już się skończyło. [Armanii]
~Odwróciła łeb i naprężyła mięśnie barka. Całą siłę przerzuciła na bark. Nie zważając na własny ból uderzyła w psa jednocześnie z Luffierą. [Vivian]
-Czując jak wszystkie mięśnie odpuściły padł na ziemię, od uderzenia Samic Jego ciało poleciało dobre kilka metrów przetaczając się kilka razy po ziemi, przez długi czas nie dawał znaku życia, nareszcie po niebywałym odcinku czasu poruszył uchem. [Armanii]
~Mięsień barku piekł ją jednak nie zwracała na to uwagi. Niepewnym krokiem poczęła zbliżać się do owczarka. Widząc i poruszył uchem podbiegła do niego by mu pomóc. - Armanii, wszystko w porządku ? - zapytała trącając go niepewnie nosem. [Vivian]
--Armanii, żyjesz?! - Podbiegła do niego od razu, przykładając ucho do jego boku. Na szczęście słyszała bicie serca. Przynajmniej tak jej się zdawało. - Vivian, idź proszę do mojej jaskini i przynieś mi maść przeciwbólową, taką zieloną i może bandaż i kilka patyków. Myślę, że coś mu się stało i się to przyda.. - Powiedziała, odwracając spojrzenie zmoczonych od łez oczu na suczkę. [Luffiera]
~ Jasne. - rzekła i zniknęła pomiędzy drzewami. [Vivian]
-Nabierając płuca pełne powietrza ponownie mruknął. Że..żebro -Oddychał płytko by nie czuć silnego bólu w klatce piersiowej. Luffiero Moja Droga nie płacz, żyję. -Przymknął ślepia. [Armanii]
--Nie mogę tak patrzeć, jak cierpisz. Poczekaj tu, zaraz postaram się przynieść coś, co pomoże.. - Powiedziała, po czym ruszyła do swojej jaskini, jak najszybciej mogła. [Luffiera]
-Nie miał nawet sił by odwrócić się na prawy bok, starał się nie myśleć o przeszywającym bólu, był jednak bardzo wdzięczy Suczką że uwolniły go od prawdziwego cierpienia, cielsko Owczarka było tak obolałe że wiatr który muskał jego sierść przyprawiał go o nie lada cierpienie. [Armanii]
--Samica pognała do swej groty, szukając potrzebnych rzeczy. A było tego sporo, lecz postarała się szybko się z tym uwinąć. Spakowała wszystko do skórzanej torebki i szybko powróciła do Armanii'ego. - Będę musiała założyć opatrunek, przeżyjesz to jakoś? - Spytała, siadając tuż obok. [Luffiera]
-Będę się starał Luffiero, czyń swoją powinność -odwrócił łeb. Ufam Ci. -Wyszeptał bardzo cicho. [Armanii]
--Postaram się zrobić to delikatnie.. - Powiedziała, po czym wzięła na łapę trochę przyniesionej maści. - Powiesz, gdzie Cię dokładnie boli? Chcę być pewna, że nałożę maść w odpowiednie miejsce. [Luffiera]
-Uniósł lekko prawą przednią łapę. Zaraz przy łopatce, i nie spiesz się, troche jęku może Mi się przydać. [Armanii]
 --Suczka nic już nie powiedziała, poczęła tylko krążyć wierzchem łapy w miejscu wskazanym przez samca, rozprowadzając tym samym maść. - Teraz może trochę bardziej boleć.. - Powiedziała cicho, rozwijając opatrunek i delikatnie podnosząc bok Armanii'ego, by podłożyć bandaż. I teraz zaczęła powoli go zawijać, obserwując, ile razy musi jeszcze wykonać tę czynność. Starała się wszystko robić jak najmniej boleśnie. [Luffiera]
 - Oddychał spokojnie mrużąc jednak ślepia, nerwowo przesuwał ogonem po ziemi. Luffiero jeśli musisz to nie obawiaj się Mi sprawić więcej bólu zniosę to. -Jęknął obnażając kły. Czuję się jakbym miał zaraz zejść -uśmiechnął się pod nosem. [Armanii]
--Nie przesadzaj, jesteś dzielny. Ja bym tu dawno umarła na samą myśl o zakładaniu jakiegokolwiek opatrunku.. - Zaśmiała się cicho, po czym zawiązała bandaż, całą resztę rzeczy chowając do torebeczki. - Zresztą, już skończone. Nic więcej już nie mogę na razie zrobić, chyba, że boli Cię coś jeszcze, to mogę użyć jeszcze maści przeciwbólowej. [Luffiera]
-Zerknął na Suczkę uśmiechając się pod nosem. Luffiero boli Mnie wszystko więc są też miejsca których byś nie owiała spojrzeniem. -Zaśmiał się ochryple starając odnaleźć taką pozycję by wypocząć, musnął ozorem suchy nochal. Dziękuję za pomoc Luffiero, pewnie troche czasu mine zanim będę mógł stanąć na łapach. -Mruknął spoglądając na Suczkę, zastrzygł leniwie uchem. [Armanii]

Dobrze to by było na tyle, miłego czytania i mam nadzieję iż teraz Mnie zrozumiecie dlaczego potrzebuję wyłącznie naprawdę dobrych wojowników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz