niedziela, 23 marca 2014

Siły zdobywa się w walce... Czyli zadanie na stanowisko skrytobójcy i bonus. [Nukri]

Tajemnica sukcesu to nie unikanie porażki,
ale rozwój dzięki porażkom.

Nastawał wieczór, deszcz skrupulatnie moczył białe futerko lecz jego właścicielka była zbyt pochłonięta rozmyślaniem i zdawała się tego nie zauważać. Jej myśli całkiem zajęte były sposobami wykonania przypisanego jej zadania. Czy się bała? Kto by się nie bał gdy w grę wchodzi przyszłość stada i życie tylu niewinnych istnień. Bezmyślnie obserwowała krople deszczu spływające po nagich gałęziach. Na brzegu lasu panowała głęboka cisza. Za Nukri wszystko wydawało się zapadać w sen, jedynie jedna duszyczka zdawała się odrobinę ożywiać krajobraz. Nie kto inny tylko Choco, który zwabiony tajemniczą atmosferą postanowił pójść śladami swojej wybranki.Samka poruszyła się niespokojnie lecz widząc znajomą sylwetkę cicho westchnęła. Pies podszedł do niej, bez słowa usiadł i owiną wokół niej swój puszysty ogon. Wtuliła mokry łepek w jego ciepłą sierść napawając się bliskością swojej drugiej połówki.
- Nie chcesz się wysuszyć zanim ruszysz w drogę? - powiedział cicho jakby bojąc się zmącić spokój i harmonię całej sceny.
- Nie, już i tak za długo zwlekam. - Popatrzyła mu w oczy a on w odpowiedzi polizał ją pieszczotliwie po zmarzniętym nosie. - Chyba czas się pożegnać.
Wtuliła się w jego gęstą biało- czarną sierść lecz tylko na moment, nie chciała znów dać ponieść się emocjom. Podniosła się, otrzepując kropelki wody z sierści. Jej towarzysz tylko ją obserwował. Powierzchownie wyglądał na spokojnego lecz jego oczy zdradzały trwogę przepełniającą jego serce. Suczka nie musiała nawet na niego patrzeć, żeby wiedzieć co jest nie tak. Czuła dokładnie to samo. Nie chciała zostawiać tego co dopiero zyskała. Podjęła się jednak zadania. Duma nie pozwalała się jej teraz wycofać. Przysunęła się do niego jeszcze na moment.
- Niedługo wrócę. - Szepnęła ledwo dosłyszalnie, ich oddechy się mieszały a serca drżały przed rozłąką.
- Uważaj na siebie. - Choco próbował się uśmiechnąć lecz na jego pysku pojawił się jedynie przelotny grymas. Odwróciła się i ruszyła na przeciw przygodzie. Wiedziała, że i on nie zostanie sam ze swoimi myślami. Jeszcze zanim wypowiedział pierwsze słowa usłyszała któregoś z ich przyjaciół przechadzającego się kawałek od nich. Z pewnością znajdzie biedaka i da mu jakieś pożyteczne zajęcie. Biała za to mknęła między drzewami skupiając się na wyznaczonym sobie celu. Nie mogła zawracać sobie głowy tęsknotą cicho żyjącą w jej sercu. Było już ciemno gdy opuszczała bezpieczne tereny stada, automatycznie wrzuciła "tryb kota" i teraz poruszała się bezszelestnie. Wyobrażała sobie, że jest tylko cieniem, to w pewnym sensie dodawało jej odwagi choć panująca wokoło cicza budziła w niej lekkie przerażenie i panikę. Powietrze zaczął ścinać lekki mróz, tak jak przypuszczała. Miała doskonały instynkt, dlatego bez trudu odnalazła główne szlaki zwierzyny łownej. Zapewne takimi szlakami podążała grupa owych psów. Szła im na przeciw, lecz nie wyznaczoną trasą a na tyle daleko od niej by nie było znaku jej obecności. Była cała z błota więc nie musiała martwić się, że kogoś wścibskie ślepia dojrzą jej śnieżne futerko. Choć była już zmęczona oczy jej błyszczały z podniecenia, czuła w sobie tajemniczą siłę, która rozpierała ją od środka. Wytropienie bandy niezorganizowanych kundli okazało się łatwiejsze niż przypuszczała. Zapach mokrej, brudnej sierści był bardzo łatwo wyczuwalny dla wrażliwego psiego nosa. W dodatku zostawiali po sobie sporo bałaganu.
Gdy dotarła do ich obozu do świtu zostało jeszcze trochę czasu. Mgła, która pokryła bagnistą polanę , na której spali stanowiła idealną osłonę dla jej brudnego futra. Ukryła się na skraju łąki i obserwowała. Trzy psy spały pod suchą wierzbą, jeden niechlujnie wylegiwał się w połowie leżąc w lekko ściętej mrozem kałuży. Dwa następne smacznie spały w prowizorycznej, wygrzebanej w błocie norze. "Skąd u diabła ja mam wiedzieć, który jest ich przywódcą?" przemknęło jej przez myśl. Pozostała jej jedynie obserwacja. Jeden z nich powoli przebudzał się, ziewnął głośno, wysuwając z pyska długi różowy jęzor. Zerwał za to kuksańca od sąsiada więc odwrócił się i kontynuował drzemkę. Czas w takich sytuacjach żyje swoim życiem, więc nie wiadomo ile go minęło zanim słońce zaczęło wzbijać się na nieboskłon i pierwsze jego promienie rzuciły ponurą aurę na cały las. Nawet zmęczona po nocnej wędrówce samica pozwoliła sobie na krótką drzemkę. W pewnym momencie ziemia zaczęła lekko drżeć a za plecami lekko oszołomionej suczki słychać było narastający hałas. Coś biegło prosto na nią. Wstrzymując powietrze przypadła do ziemi dokładnie w chwili gdy nad jej głową przeskoczyła piękna, dorodna łania. Zamknęła oczy i wycofała się pod krzak słysząc nadbiegające kolejne stworzenie, zapewne ścigające biedną sarnę. Otworzyła pysk z przerażenia, widząc biegnącego za ofiarą potężnego psa. Wielki czarny potwór, o żółtych przekrwionych ślepiach zdawał się nie przypominać psa a hybrydę. Był dwa razy większy od normalnego dużego psa, sylwetką i postawą przypominał raczej wilka.
Przez plecy przebiegł jej zimny dreszcz. W trakcie gdy zaczynała wątpić w powodzenie swojej misji, na polanie zawrzało. Panował tam całkowity chaos i nieład. Psy poderwały się ze swoich miejsc i rzuciły bezlitośnie na sarnę. Słychać było jedynie plusk wody i warczenia kundli brutalnie rozrywających ciało łani wierzgającej kopytami w agonii. Psy mimo dostatku pożywienia walczyły o każdy najdrobniejszy kęs. Taki widok wprawił ukrytą w krzakach Nukri w osłupienie. Nigdy nie była na dużym polowaniu więc przeżyła lekki szok. Jedynie ogromny pies stał z boku z pyskiem ociekającym krwią, napawając się grozą całej sceny. Ten potwór to ich alpha? Wytrzeszczyła oczy i z chęcią uderzyłaby łapą w czoło gdyby odważyła się ruszyć. Ale nie drgnęła. Całe popołudnie obserwowała psy, nie mogła wyjść z ukrycia nawet na moment. Ustaliła przy tym całą hierarchię. Jednak nie liczyła na powodzenie wyprawy. Nawet siebie spisała na straty. Gdy stado ruszyło w dalszą drogę, suka wyszła wyprostować łapy. Bała się tego co miało nastąpić. Próbowała wymyślić cokolwiek ale w starciu jeden na jednego z takim monstrum nie miała najmniejszych szans mimo swoich nieprzeciętnych umiejętności. Jego szczęki były dwa razy większe od jej głowy, bez wysiłku więc mogły jednym chłapnięciem złamać jej kark. Musiała wymyślić więc inny sposób. Westchnęła i ruszyła w głąb lasu, była bowiem głodna i chciała upolować sobie jakiś obiad. O zwierzynę nie było trudno. Szybko zaspokoiła swoją potrzebę. Zatrzymała się przy strumieniu, żeby wyczyścić odrobinę futro i zregenerować skołatane nerwy. W takich miejscach najlepiej jej się myślało. Nachyliła się nad strumieniem i piła chłodną, orzeźwiającą wodę. Nagle w tafli ujrzała postać białego wilka. Przestraszona odskoczyła od wodopoju lecz w zasięgu wzroku nikogo nie dostrzegła. Podeszła do skraju i jeszcze raz zerknęła w wodę, teraz już dokładnie widziała ową postać. Patrzył na nią z zainteresowaniem.
- Czyżby zadanie Cię przerosło? - podniosła głowę a na skale nad rzeczką leżał stary samiec. Z jego oczu biła niezwykła mądrość.
W powietrzu czuć było dziwne wibracje. Zmieszana psina udawała że nie wie o czym on mówi:
- O co panu chodzi? 
- Dobrze wiesz o co. Myślisz, „to nie dla mnie, nie dam rady, nie wiem jak to zrobić. Inni są silniejsi ode mnie.” Nic bardziej mylnego. Bliżej sukcesu jest ten, kto na ten sukces pracuje.
Spuściła łeb zrezygnowana. Dobrze wiedziała, że mędrzec miał racje. Nic nie mogła zrobić walcząc, do tego potrzebny był podstęp. Ale nic nie przychodziło jej do głowy.
- Pozwól że się przedstawię. Nazywam się Viisaus. Sądzę, że mógłbym Ci pomóc.
Zaciekawiona słowami samca podniosła łepek i spojrzała w jego błękitne źrenice. W głowie usłyszała cichy szept "Mogę być Twoim duchowym przewodnikiem". Zerwała się na równe nogi.
-Jak to zrobiłeś? - zaczęła lekko panikować nie rozumiejąc co się stało.
- Mogę zrobić dużo więcej. Również Ty możesz. Musisz tylko uwierzyć. Długo szukałem takiej istoty jak Ty. Jestes niezwykła, w Tobie jest moc. Nie spotkałem wcześniej psa z tak wyraźną aurą. Wiem, że to Ciebie szukałem dlatego teraz mogę przekazać Ci całą moją wiedzę. 
Po raz kolejny suczce opadła szczęka. Jak? Ona? Ona musi ratować przyjaciół! 
- Wie Pan... To nie najlepszy moment. Muszę stawić czoła złu. Czy coś w tym stylu. -próbowała wybełkotać jakies wytłumaczenie, co średnio jej wychodziło. Zerwał się lekki wiatr. Drzewa rytmicznie się bujały a na strumieniu powstawały podłużne zmarszczki. Głębokim wdechem zaczerpnęła powietrza. W jej nozdrza wbił się okropny smród, zapach śmierci. Bez wątpienia, tak pachnieć może tylko śmierć. W jednym momencie woda w rzeczce zgęstniała i przybrała barwę ciemnej czerwieni. Samkę ścisnęło w gardle a przed oczami staną jej potworny obraz zgliszczy jakie zostaną po Głównej Polanie jeśli nikt nie powstrzyma tej bandy. Zaszkliły jej się oczy, nie mogła złapać oddechu. Dopiero chłodna woda, którą została oblana przez białego wilka pozwoliła wyrwać jej się z przerażającego stanu.
-Co mi zrobiłeś? - pisnęła przerażona, próbując się podnieść. Zakręciło jej się jednak w głowie więc postanowiła zostać w poprzedniej pozycji. 
- Sama to sobie zrobiłaś a jeśli nie podejmiesz jakichś działań Twoja wizja się ziści. - powiedział spokojnie - Wiem, że teraz jest za mało czasu, żeby obarczac Cię wiedzą, którą zgłębiałem przez dobre pare wieków, dlatego trzymaj to. - wręczył jej błękitny kamień na rzemieniu. 
- Co to takiego?
- Za dużo zadajesz pytań. Sama szukaj odpowiedzi. Kamień pomoże Ci znaleźć właściwą drogę gdy zbłądzisz. A teraz patrz uważnie. 
Wilk wskazał pyskiem na wodę, w której niespodziewanie pojawiały się obrazy. Z początku niewyraźne, następnie wszystkie sceny ułożyły się w bardzo przejrzysty film.
- Jak wypełnisz zadanie wróć tutaj a nauczę Cię rzeczy niesamowitych. 
Słowa Viisaus'a dźwięczały jej jeszcze długo w głowie, gdy puściła się pędem przez las. Ufała, wierzyła, że to co widziała w wodzie się uda. Mimo, że spędziła z wilkiem cały dzień była pełna siły i energii. Wpadła na ślady sfory i ruszyła za nią. Ledwo dotykała łapami ziemi, żadnych szmerów, szelestów. Tak, teraz była cieniem. Tuż przed miejscem ich postoju ostro skręciła w prawo. Czuła, że hybrydy nie ma w ich legowisku. Nie zniżył by się do obcowania z głupimi, nieułożonymi psami. On tylko nimi manipuluje i ukierunkowuje ich agresje. A że akurat padło na Stado Psich Serc... Nukri biegła przed siebie jakby ciągnięta przez niewidzialną nić. Las wyglądał złowrogo, ale nie miała czasu się rozglądać. Słyszała w głowie głos wilka, zastanawiała się co znaczyły jego słowa, a resztę powierzała swoim dzikim instynktom i zmysłom. Nagle poczuła ból w prawej części ciała. Wszystko prysło. Cała tajemniczość nocy i magiczne światełka latające wokół jej. Pojawił się strach, ból przeszywający jej lewą łopatkę i zimny konar, o który uderzyła prawym bokiem. Gdy mgła przerażenia opadła oto ujrzała przed sobą ogromne żółte zęby i złowrogie oczy. Znowu to czuła. Czuła odór śmierci. Wielkie cielsko przysunęło się w jej kierunku. 
-Czego szukasz na moich terenach? - przybliżył smoczy pysk do jej głowy.
-Pha! Zwariowałeś? Twoje tereny? - Poczuła nagle, przepełniający ją gniew. Nie pozwoli na to żeby jakiś mutant przywłaszczał sobie tereny, jakiekolwiek. Poczuła krew, kątem oka zobaczyła ślad trzech pazurów na jej białym futerku i stróżkę krwi wypływającą z ran. Tak, to wyglądało poważnie. Nie ma co tracić czasu. Potworowi za to mina zrzedła, jak taki kurdupel śmiał mu się przeciwstawić? Było widać, że wszystko zaczyna w nim wrzeć. Mógł zaatakować w każdej chwili. Suczkę przeszedł zimny dreszcz, w momencie gdy chciano ją zabić wyskoczyła i zaczęła biec. Wiedziała gdzie biegnie i po co, nie wiedziała tylko jak daleko uda jej się dotrzeć zanim on ją dopadnie. Pędziła ile miała sił w swoich puchatych łapkach, omijając kamienie, konary, błoto, zwinnie skręcając. Starała się nie zwracać uwagi na to, że jej kark zaczynał drętwieć a w mózgu jej piszczało od bólu. Na oczy powoli zaczynała jej opadać czerwona kurtyna... To koniec? Za sobą słyszała dudnienie wielkich łap i cichy oddech. Wtedy ujrzała przed sobą wielką grotę. Wpadła do niej i ostatkiem sił dociągnęła się do jej końca. Oparła się o kamień i spojrzała śmierci w oczy. Hybryda zawarczała, groźnie ukazując rząd ostrych jak brzytwa zębów. Tak to koniec. Na tym kończy się jej rola. Czarne ciało przysłoniło jej cały świat i zawyło triumfalnie. Otworzyła szeroko oczy jakby zauważając za potworem jakiś ruch. Na ścianie widać było cień podnoszącego się z ziemi niedźwiedzia. Miś staną na dwie łapy i zaryczał przeraźliwie ruszając w ich stronę. Zasłoniła się, nie chciała na to patrzeć. Nagle jej futerko oblał ciepły deszcz, nie słyszała odgłosów walki, która toczyła się tuż koło niej. Poczuła błogą wolność od bólu, od ciała. 
-Hej, otwórz oczy. - Usłyszała znajomy głos. Powoli podniosła głowę. - Nie! Nie ruszaj się! 
Jej bok przeszył piorunujący ból. Koło niej siedział biały wilk a za jego plecami leżał śpiący niedźwiedź. Otworzyła pysk, żeby krzyknąć ale mędrzec szybko ją uciszył.
-To przyjaciel. Zawiadomił mnie o Twoim stanie, dlatego tu jestem. Widzisz, gdyby nie Twój kamień skończyłabyś jak on - pokazał głową na leżące przed jaskinią poszarpane zwłoki hybrydy. - Teraz Twoje stado jest bezpieczne. Prześpij się, jak wstaniesz zjedz to i ruszaj na swoje tereny. 
Biały podał jej zawiniątko, które miała zjeść i dodał: 
- Wróć do mnie jak przekażesz dobrą nowinę. - Odszedł. W jaskini było ciepło i sucho, na zewnątrz wiał lekki wiosenny wiaterek. Samica jeszcze raz obrzuciła badawczym spojrzeniem śpiącego przyjaciela i sama zapadła w głęboki sen. Obudziła ją dziwna bryza muskająca jej futro. Nie chciała jeszcze wstawać, mimo że bok mniej bolał a w głowie się rozjaśniło. Pisnęła gdy po jej ranie przejechał chłodny język niedźwiedzia. Nie chciała wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, chociaż zachowanie zwierzaka nie wskazywało na złe intencje. Podniosła się więc powoli i stanęła oko w oko ze swoim wybawcą. 
- Dziękuje. - Powiedziała przechylając głowę i przyglądając się brunatnemu stworzeniu. 
- Każdy by tak uczynił na moim miejscu - usłyszała w odpowiedzi. Podskoczyła wystraszona.
- Niedźwiedzie nie mówią! - potrząsnęła głową jakby sądząc, że dalej śni. Odpowiedział jej przenikliwy ból. To nie sen.
- Mówią, po prostu nie każdy nas rozumie. - Miś przysiadł i spojrzał na wyjście. - Lepiej się pospiesz zanim zajdzie słońce. Psy, których alphę zabiliśmy rozpierzchły się we wszystkie strony, raczej żaden nie szuka zaczepki. Ewentualnie nowego domu. Ale może ich zwabić zapach hybrydy na Twojej sierści, spójrz. 
Suczka opuściła wzrok i ujrzała całą sierść w plamach krwi, nie cała czerwona maź była jej. Część krwi była jej wroga. Nukri podniosła się powoli, złapała woreczek w pysk, pożegnała się skinieniem głowy i opuściła barłóg. Z pewnością jeszcze nieraz tu wróci. Po przemierzeniu kawałka drogi, zatrzymała się by zjeść to co zostawił jej Viisaus. Było tam parę ziół i kwiatów. "Ochyda"  pomyślała ale zjadła  je zgodnie z zaleceniami. Popiła zimną wodą z kałuży. O dziwo poczuła się trochę lepiej więc wydłużając kroki dotarła na tereny stada. Tu już nie musiała się spieszyć. Wybrała się jednak najpierw nad jezioro, żeby zmyć z siebie krew. Taki widok z pewnością zszokował by szczeniaki. Woda pomogła jej nie tylko w oczyszczeniu sierści, ale też jej myśli. Czuła się żywiej i spokojniej. Znalazła Alphę i opowiedział jej historię całej wyprawy. A później udała się na zasłużony wypoczynek.
Zwyciężają Ci którzy wierzą, że mogą zwyciężyć. 
Generalnie nigdy nie radzą się swoich lęków.
.
______________________________________
Mam nadzieję, że nie jest takie straszne jak mi się wydaje. I skoro już spotkałam prawdziwego Alchemika, który obiecał zgłębić mnie w tajniki tej niesamowitej dziedziny. Prosiłabym o rozpatrzenie mojej prośby o zajęcie przeze mnie miejsca Alchemika w hierarchii. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz