
Chłodna,
grudniowa noc. Wszyscy z watahy są wtedy nieco agresywni. Rozumiem ich,
ja też taka jestem. Dlaczego? Głównie dlatego, iż zwierzynę kradną nam
niemalże z pod nosa klan orłów. Nienawidzimy ich, chociaż nie jesteśmy
prawnymi wrogami. My jesteśmy klanem jelenia. Dlatego nie polujemy na te
zwierzęta, są opiekunami naszego klanu. Polujemy za to na sarny,
daniele oraz młode. Dzielimy się tu na tych silniejszych i słabszych. W
grudniu ci słabsi wystawiani są na próbę. Jeżeli podczas jednego dnia
upoluje zapas zwierząt na cały miesiąc, zostaje w stadzie. Jeżeli jednak
nie, zostawiamy go na pastwę losu przy przypadkowym, błotnistym
jeziorze po czym składamy krótką modlitwę do opiekuna klanu i
odchodzimy. To był właśnie drugi powód agresji stada. Tyczy się to
również i mnie, ponieważ mój ojciec, Khan, był jednym ze słabszych.
Starałam się jak mogłam, by dołączyć do silniejszych, w których byłam
ja. Niestety, ojciec był taki, jaki był i nie zwracał na mnie uwagi.
Miałam nadzieję, że kiedy odbędą się rozgrywki o zostanie w stadzie,
ojciec wygra.
~*~
-
Ojcze! Postaraj się! - szczeknęłam do szarego na odchodne i pisnęłam.
Ten spojrzał na mnie na chwilę, po czym z zamyśleniem pokiwał głową i
odszedł. Zasiadłam wśród moich towarzyszy. Sparkle, Tommy i Hela - na
nich zawsze mogłam liczyć. Gdy wilki wystartowały, przysunęłam się nieco
do Sparkle. Wilczyca miała już podobną sytuację, lecz niestety jej
ojciec został porzucony. Bardzo jej z tego powodu współczułam, ale ona
przynajmniej miała swoją własną rodzinę. Jej partnerem był Tommy, a
miała już 2 mioty w ciągu swojego życia. Dlatego zawsze mogłam się jej
poradzić.
- Nie przejmuj
się, Alice. Twój ojciec to silny wilk, tak naprawdę nie wstąpił do
silnych tylko z powodu nastawienia do Tommy'ego, przecież wiesz, że go
nie lubi. Spokojnie, wygra. Nie masz się czym martwić! - powiedziała i
od razu zrobiło mi się cieplej na sercu. Spojrzałam na Helę. Jej syn był
w słabszych. Biedaczka, stresowała się koszmarnie. Co prawda nie mogłam
jej powiedzieć, że Halley wygra. Był najsłabszym ze słabych. Miał po
prostu ciężką, nieuleczalną chorobę, na którą nawet nasz medyk nie znał
lekarstwa. Westchnęłam. Czasami żałowałam, że zostawiałam moich
poprzednich partnerów. Po prostu okazywali się zdrajcami. Mogłam, co
prawda, chcieć mieć tylko szczenięta, tak jak normalne watahy. Jednak
nasza wataha została przy wybieraniu partnerów, a nie masowej kopulacji i
zalotach. Tak naprawdę nie wiedziałam, czy kiedykolwiek znajdę tego
jedynego. Właściwie to byłam typem samotnika, chociaż nie chciałam
odłączać się od stada. Od zawsze pociągało mnie życie bez żadnych
zobowiązań, bez nikogo, ale jednocześnie życie bez bezpieczeństwa,
wymagające siły i umiejętności honorowego mordu. To prawda, lubiłam
moich przyjaciół, ale jeszcze bardziej lubiłam wolność. Gdy przyszedł
wieczór, zastrzygłam uszami.
-
Wracają! - szczeknęłam na całe gardło. Wszystkie wilki podniosły
ciężkie, masywne głowy do góry i również szczeknęły. Zawyłam radośnie,
będąc pewna, że ojciec upolował mnóstwo zwierzyny. Gdy jednak ogłoszono
zwycięzców i przegranych, nie wyczytano mojego ojca. Uśmiech spadł mi z
pyska. Zapytałam pierwszego lepszego słabszego, co się z nim stało. To,
co usłyszałam, przekraczało moje oczekiwania.
-
Przykro mi. Twój ojciec, Halley, Bradley oraz Taste zginęli.
Staranowały ich sarny. Nie wiem, jak to się stało, nie mam pojęcia.
Naprawdę mi przykro, Alice. - rzekł. Przez chwilę nie mogłam uwierzyć w
jego słowa. Gdy jednak dotarło do mnie, że to co mówi, jest prawdą,
zawyłam rozpaczliwie. Sparkle, Hela i Tommy natychmiast do mnie
podbiegli. Hela też już wiedziała o Halleyu. Stała z twarzą niczym
wykutą w skale, a na jej policzkach widać było tylko zamrożone łzy.
Jednak wiedziałam, że niczym nie zmienię tego wypadku. Stało się, a ja
muszę przygotowywać się do międzyklanowej bitwy. Wszyscy silni brali w
niej udział, ćwiczyli codziennie, z wyjątkiem dni świętych, w których
oddawano cześć opiekunowi klanu. Westchnęłam głęboko. Podążyłam za
resztą stada wprost na plac treningowy, powstały w naturalnie wyrobionym
okręgu pośród drzew. Zostawaliśmy tutaj właśnie do międzyklanowej
bitwy. Następnie przechodziliśmy w inne miejsce, a potem inne i w inne,
aż w końcu znowu będziemy musieli zostać w jakimś miejscu na dłużej, do
następnej międzyklanowej bitwy. Postanowiłam, że po treningu wybiorę się
do lasu, w którym zginął mój ojciec.
~*~
Idąc
przez las okryty kocem gwiazd, zaczęłam doceniać jego piękno. Wcześniej
wydawało mi się, że to tylko las, który generalnie przeznaczony jest
jedynie dawnym rykowiskiem, na którym teraz wyrosły potężne drzewa i
zamieszkały przeróżne zwierzęta leśne. Parsknęłam. Był taki piękny.
Nagle wyczułam zapach krwi. Natychmiast za nim podążyłam, aż wkrótce
ujrzałam to, co chciałam zobaczyć. Zwłoki mojego ojca powoli wchłaniały
się do ziemi owiniętej grubą warstwą śniegu. Trąciłam nosem pysk ojca,
chociaż wiedziałam, że i tak nie żyje. Położyłam łapę na jego tułowiu i
odmówiłam długą i zawiłą modlitwę do opiekuna klanu. Chcąc zachować
tradycję, sięgnęłam po kropelkę krwi, która sączyła się z pyska wilka.
Nasmarowałam nią miejsce, w którym znajdowało się serce ojca i uroniłam
łzę, którą wtarłam w oczy psa. Wtedy nagle coś wyłoniło się zza krzaków
był to ciemny jak noc wilk o miodowych oczach. Najeżyłam sierść i
skoczyłam na wilka. Ten zaczął mnie odpychać, aż w końcu zaczęła się
prawdziwa walka. Krew trysnęła i powstały głębokie rany. Zręcznym ruchem
wbiłam zęby w ramię wilka i odpuściłam. Czarny warknął ostrzegawczo.
- Jestem z klanu węgorza. A ty? - zapytał całkiem spokojnie, po czym usiadł. Zlustrowałam go wzrokiem i podeszłam do niego.
- Z klanu jelenia. - syknęłam - Ale klanu węgorza nie ma tu od wieków, z tego co wiem. Gadaj, kim tak naprawdę jesteś!
Czarny spuścił łeb i oblizał się z krwi pozostałej na kącikach jego ust.
- Jestem Rott i jestem ostatnim z klanu węgorza.
________________________________________________________
I
oto moje pierwsze opowiadanie w tym stadzie. Nic wielkiego, słabe
opowiadanie z (raczej tak, chociaż nie jestem pewna, bo nie sprawdzałam)
sporą ilością błędów. Jednak mam nadzieję, że podobały wam się moje
wypociny ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz