wtorek, 25 lutego 2014

Wojna cz.3 [Nack]

Wybaczcie, że dopiero teraz  i trochę denne ale pisałem to prawie o 3 w nocy a chciałem mieć już za sobą. Nie zwracać uwagi na błędy i przepraszam jeśli przedstawiłem, którąś z postaci w "złym świetle".

...
Osoby występujące: Cheese, Terra, Sasha, Nack

      Samiec pierwszy raz od niepamiętnego czasu wybrał się na długi spacer, chcąc sam na sam pobić się z myślami. Z każdym krokiem dręczyły go inne psychiczne zmory, chcąc zarówno zmotywować jak i zmartwić huskyego. Ten tydzień minął tak szybko, tyle rzeczy było do zrobienia i tyle spraw, które wymagały zakończenia. Pochylił łba by żwawiej przedzierać się przez niskie oszycie leśnej gęstwiny otaczającej go niemal z każdej możliwej strony. Czuł jak gałęzie muskają Jego ciało a szpic uszu ociera się o pąkujące krzewy. Cisza, która ogarnęła każdy skrawek polany była kojącym balsamem dla Jego zmęczonej ciągłą bieganiną duszy. Ostatni zakręt i będzie w domu, położy się  na chłodnej skale by w ciszy wtulić nos w kłąb ukochanej. Uśmiechnął się do swoich myśli spoglądając w zachmurzone nocne niebo.
     Było za pięknie, kolejny krok przyniósł mu nieoczekiwaną niespodziankę w postaci wuja Sera, który prawie brutalnie zdeptał mi wizje spokojnego wieczoru.
Dobry Nack - uśmiechnął się. Zawsze się uśmiecha. Świat by się walił i palił a Ser zawsze będzie uśmiechnięty, czasami zastanawiał się czym Sasha go faszeruje, może specjalne specyfiki do obiadu.
Witaj - odpowiedział spokojnym tonem nie ukrywając jednak swojego zdziwienia, byli w środku lasu w środku nocy, było pewne że wujaszek ma do niego jakąś sprawę. Pożegnał się z przyjemnym snem, wiedział że obowiązki wzywają, uniósł zatem kufę do góry czekając na tą mniej przyjemną część do, której samiec miał właśnie dążyć.
      Po krótkim wyjaśnieniu Nack szedł za pstrym owczarkiem nie bardzo rozumiejąc co ma zrobić.
 - Czyli Salem przyprowadził sobie jakąś samicę i ja mam ją wyleczyć? - nie ukrywał rozbawienia, poskładał sobie całość z niezbyt dobrze sformułowanych fragmentów.
- To nie jakaś tam samica tylko należy do stada, który jest naszym sojusznikiem - trach, teraz to miało już jakiś sens,  zbyt krótkie wyjaśnienie i Nack miał już niezłą wizję Salema na podryw, ten pies miał pomysły nie z tej ziemi, nigdy nie wiadomo co przyszło mu do łba w danej chwili.
       Serek przyprowadził huskyego pod jaskinie, w której znajdowała się ranna wraz z narzeczoną wcześniej wymienionego. Dalmatynka cicho przemawiała do towarzyszki, mimo że ta z kolei wydawała się niezbyt skora do rozmów,  ciężko było orzec czy kontaktuje czy tak naprawdę w dziwnej agonii mruczy pod nosem. Jedno spojrzenie wystarczyło by określić stan wilczycy na - bardzo kiepski a drugie by z aprobatą pochwalić poczynania Serka jako zielarza, który doskonale opatrzył rany i wykonał specjalne lecznicze maści.  Siwy przywitał się z plamistą samką i podchodząc bliżej przyłożył chłodną truflę do karku ledwo przytomnej Terry, której imię zdążył poznać od kropkowanej, która prawie ze  wszystkimi szczegółami zdążyła opowiedzieć wszystko czego się dowiedziała.
Serek musisz mi pomóc - zakomenderował po czym z ulgą przyznał, że wilczyca zemdlała, nie chciał wykonywać niczego na tzw. "żywca" wiedząc z jakim bólem może się to wiązać.
      W pierwszej kolejności sprawdził stan ogólny rannej, wszystkie powierzchniowe rany zostały już dobrze opatrzone zanim tu przybył, tylko jedna przykuła uwagę huskyego. Mimo wielu ran nie były one tak poważne by doprowadzić kogoś do takiego stanu i nie wymagały natychmiastowej interwencji. Tylko ta jedna, ta której się przyglądał miała dziwnie równą krawędź i mimo wąskiego światła była dość głęboka. Przypominała cięcie krótkim nożem nie zaś pazurem czy kłem, po dokładniejszym wyniuchaniu dało się wyczuć oprócz woni krwi coś jeszcze, zarówno odurzającego jak i odpychającego zarazem, coś z czym często przychodzi spotykać się podczas wędrowaniu na łąkach czy polach. Uniósł triumfalnie łba odwracając spojrzenie na cały barek medykamentów tak starannie zbieranych i oznaczonych przez przybranego wuja. Po odnalezieniu i krótkiej instrukcji skrzydłowgo, Nack związał łapę rannej na wysokości ramienia kawałkiem materiału i delikatnie naciskając w okolicach rany  wykorzystał płynny lek by wprowadzić go do środka rany, uważał przy tym by nie przesadzić z ilością by jeszcze bardziej nie zaszkodzić i tak ledwo żyjącemu sojusznikowi. Widząc zdziwione spojrzenie wuja przysiadł na zadzie nie przestając uciskać rany blisko Jej gładkiej krawędzi.
 - Jad - wyjaśnił czując się zobowiązany do wytłumaczenia co właśnie zrobił.
 - Wiesz jak działa jad węża? Atakuje połączenia między odbiornikami w naszym organiźmie odpowiedzialnymi za przesyłanie niektórych informacji - starał się to wytłumaczyć  jak krowie na granicy, jednak sam wszystkiego nauczył się głównie z doświadczenia i z wypraw, które zdążył przebyć podczas swego krótkiego życia.
 - Przez niego upośledzone zostają niektóre czynności jak oddychanie - odwrócił się do Sashy
 - Dzięki Tobie dowiedziałem się, że nie mogła się wysłowić i miała problemy ze złapaniem oddechu, przy niewielkich ranach jest to podejrzane - odsunął lek dziękując przy tym kolorowej rodzince.
 - Podałem Jej antytoksyne, czyli coś co zneutralizuje jad, sprawi że się rozpuści by organizm mógł go wydalić - uśmiechnął się wierząc,że wyjaśnił to w dość prosty sposób. Po chwili jednak położył uszy po sobie zdając sobie sprawę z umiejętności jakie posiada wróg
- Najprawdopodobniej posługują się zatrutymi szponami wykorzystując przy tym kobry - niezadowolony, że się rozgadał kontynuuował opatrywanie rany w ciszy, którą przerwała o dziwo sama poszkodowana uchylając lekko powieki.
Te stada są magiczne.. potrafią używać magii znają wiele sztuczek - psowate musiały nieźle nachylić uszu by dosłyszeć pojedyńcze słowa wymawiane przez Terre.
Magiczne? To ja wysiadam drogie Panie i ty Seru, moje zdolności tak daleko nie sięgają - odsunął się pomagając wilczycy przybrać wygodniejszą pozycje. Informacja zmartwiła wszystkich, każdy z zebranych wiedział o magii tyle co nic, zatem pyski nieco spochmurniały na co Nack odpowiedział sarkazmem jak to zwykł robić w podobnych sytuacjach
Co się zamartwiacie? Pewnie istnieje jakaś super magiczna ochronna roślinka, która zje te wszystkie magiczne wilki - przewrócił oczami chcąc jeszcze bardziej zaakcentować swojes łowa. Wtem Ser wstał jak poparzony donośnie ogłaszając swoją nowinę.
-TAKA ROŚLINA JEST! Może nie do końca taka - zaśmiał się.
-Potrafi osłaniać, jest jakby barierą i co najlepsze ja wiem jak wygląda! - prawie nie skakał w miejscu z ekscytacji dumnie wypinając pierś.
-Nigdzie nie ide - zapowiedział od razu husky bojąc się, że zaraz będzie zmuszony opuścić ciepłe siedzisko by wybrać się w jakieś homoniewiadomo skalisto-góro-wichro-podobne miejsca
I tak nie możesz opuścić terenów, masz swoje obowiązki trzeba poprosić Tashe jest zwiadowcą, to jej rola - zaśmiała się dalmatynka, widząc niechętną minę wdzięcznego towarzysza.
- To ja zaraz do niej lece!  - powiedział Seru i jak powiedział tak uczynił biegnąc przed siebie ile sił w nogach piechurowi starczyło. A to czy wybierze się z Tashą czy nie, dowiecie się w następnej niepowtarzalnej części. Tasha oddaje pałeczkę. Wszystko zgodnie ze wskazówkami Rebekah.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz