„Taniec przeszłości”
Słońce
świeciło- jak zawsze, ptaki ćwierkały gdzieś na drzewach- jak zawsze,
po niebie przesuwały się białe obłoczki- jak zawsze. Dzień niby
zwyczajny, ale dopiero z pojawieniem się pierwszej gwiazdy okazał się
inny niż wszystkie poprzednie.
Alpha
Stada Psich Serc wstała o świcie, jak to miała w zwyczaju. Wyszła ze
swojej jaskini i popatrzyła na rozciągającą się łąkę skąpaną w blasku
wschodzącego słońca. Podeszła do płynącego nieopodal strumyka i napiła
się zimnej wody. Postanowiła skorzystać z tak pięknego poranka i przejść
się po terenach stada.
-Hej Leno!- Krzyknęła Lomix, wybiegając zza drzewa.
-Hej Lo!- Odpowiedziała Lena
-Gdzie idziesz?- Zapytała ciekawska suczka.
-Przejść się, idziesz ze mną?- Zaproponowała Lena
-Sorry, muszę iść coś upolować- uśmiechnęła się przepraszająco i pobiegła do lasu.
Lena
popatrzyła za oddalającą się Lomix. Kiedy straciła ją z pola widzenia,
ruszyła wydeptaną ścieżką? Po dłuższym czasie zauważyła buszującego w
trawie królika.Cicho przemknęła do trawy. Zakradła się do niego
najbliżej jak mogła i skoczyła. Niestety uszaty okazał się szybszy niż
Lena i zaczął uciekać przestraszony. Pomimo, że Labrador był szybki,
zając oddalał się od niego coraz bardziej. Mimo to Lena nie przestawała
go gonić, była cierpliwa i czekała, aż zwierz się zmęczy. Wbiegła na
małą polanę i właśnie wtedy zając znikł jej z oczu.Zmęczona usiadła na
trawie i zaczęła ciężko dyszeć. Warknęła sama na siebie,była zła, że nie
dogoniła zwierzyny. Zamknęła oczy i starała się wyrównać oddech. Nagle
usłyszała szmer. Pomyślała, że to zając, ale był zbyt głośny, nie
przypominał ruchów małego zwierzaczka. Niespodziewanie zza grubej
wierzby wyleciał w powietrze owy zając, którego przed chwilą goniła.
Upadł bezwładnie na polanę. Nie podniósł się do ucieczki. Lena spojrzała
na niego, a potem w kierunku, z którego przyleciał. Podbiegła do
drzewa, ale nie znalazła tam nic ciekawego. Wróciła do zwierzaka,
popatrzyła się na niego i odeszła. Cały czas myślała, co stało się ze
zwierzęciem. Ta dziwna sytuacja dręczyła ją i to bardzo. Nie wiedziała,
co się stało i bała się tej niewiedzy. Nie zauważyła,kiedy zaczęła biec.
Pragnęła jak najszybciej oddalić się od tego dziwnego miejsca.Najgorsze
jednak było to, że czuła na sobie czyjś wzrok. Po meczącym biegu
przystanęła. Ledwo zipała. Położyła się obok wielkiego kamienia i
zasnęła. Nie wiedziała ile to trwało, ale kiedy się obudziła, było już
znacznie chłodniej.Słonce nie było w zenicie, co oznaczało, że było już
po południu. Labrador nie wiedział gdzie się znajduje i dopiero po
dłuższej chwili dotarło do niego, co zdarzyło się wcześniej. Lena
potrząsnęła głową i ruszyła w kierunku, z którego tu przybyła- tak jej
się wydawało. Szła wolnym krokiem, bo nadal odczuwała zmęczenie. Mijała
kolejne drzewa, a każde wydawało jej się podobne do poprzedniego.
Straciła orientację w terenie i błąkała się bez celu, no tak właściwie
miała cel- wrócić do domu, ale na razie nie wiedziała jak.
Minęło
tak dobrych parę godzin. Znużona Alpha szła coraz wolniej. Pomimo
odwagi, coraz bardziej się bała. Miała dziwne wrażenie, że za chwilę
stanie się coś złego. Nie pomyliła się. Gdy weszła na dużą polanę
skąpaną w mroku zobaczyła świecące ślepia. Najpierw myślała, że są to
omamy spowodowane zmęczeniem, jednak okazało się, że to coś zbliżało
się.Gdy było już dostatecznie blisko, widać było zarys psiego tułowia.
Kiedy obcy podszedł jeszcze bliżej, ujrzała wilka. Duży, masywny o
czarnym umaszczeniu.Lena skuliła się mimowolnie i czekała na rozwój
wydarzeń. Kiedy wilk zobaczył to, wyszczerzył kły w złowrogim uśmiechu.
Po krótkiej chwili przemówił:
-Witaj Leno…
-Skąd, skąd znasz moje imię?- Powiedziała cicho, lecz stanowczo.
-Oj, Lenko, Lenko- wilk zaśmiał się gardłowo.
Suczka cofnęła się kilka kroków, ale w ślad za nią podążył czarny przybysz.
-Nie zjadłaś zająca, którego ci upolowałem. Pomocy się nie odrzuca…
-To ty go upolowałeś. – Szepnęła wilczyca, a zaraz potem hardo odpowiedziała-Nie potrzebuję twojej pomocy!
-No właśnie!- Ryknął wilk- A ja jej kiedyś potrzebowałem! I ty mi nie pomogłaś!-Oczy wilka stały się krwisto czerwone.
-Nie rozumiem- pokręciła głową Lena- O czym ty mówisz?!
-Nie
pamiętasz mnie!- Wbił pazury w ziemię- Nie pamiętasz tamtego lata?! Nie
pamiętasz Draghona! Tańca przy księżycu, przygód, miłości! Nie
pamiętasz jak zginąłem!- Wilk krzyczał na całe gardło, a z każdym słowem
oczy wilczycy robiły się coraz większe.
-Nie możliwe! Przeżyłeś!- Lena patrzyła na czarnego basiora.- Jak to możliwe?!Przecież spadłeś!
-Spadłem,
bo mi nie pomogłaś! Spadłem, bo okazałaś się bez serca! Spadłem, ale
pozbierałem się i teraz ty zobaczysz, co czułem!- Wilk zaśmiał się i
rzucił na Lenę. Nad ich głowami świeciła jedna gwiazda… ale ona nie
miała szans…
***
Jedynym,czego
nie zauważył czarny basior, była postać siedząca za drzewem. Cichutko
obserwowała, bo nie miałaby szans. Teraz, kiedy już zobaczyła, co się
stało szybko wróciła do watahy…SPS. Li wpadła na polanę i zaczęła krzyczeć:
-Lena! On ją zabije! Szybko!
-Co się stało?! Li!- Krzyknął ktoś z tłumu.
-Ten Wilk i nasza Lena mają jakieś porachunki! No ruszcie się!!!
Większość ruszyła za biegnąca już Li. Większości psów. Kiedy dotarli do dużej polany Li zatrzymała się i zaczęła węszyć.
-Szukajcie tropów Leny!- Poleciła.
-Mam coś!- Krzyknął Revel
Wszyscy pobiegli za nim. Revel kazał podzielić się na dwie grupy. Kiedy doszli do urwiska zobaczyli przerażający widok. Nad
przepaścią stała Lena- zakrwawiona i brudna, a obok niej czarny wilk.
Grupa Ravela ukryła się w krzakach i czekała na odpowiedni moment, aby
oswobodzić Alphę. Doszły do nich słowa czarnego basiora:
-Teraz ty spadniesz, tak jak ja kiedyś! Nikt ci nie pomoże. Tak jak to zrobiłaś ty.
-Niee, to nie tak- powiedziała cicho wyczerpana Lena- Myślałam, że spadłeś.
-To już nie ma znaczenia. Podzielisz mój los- zbliżał się do Leny, a ta kroczyła prosto do przepaść, oglądając się raz po raz.
-Zostaw mnie!
Wilk
tylko się zaśmiał. Nagle potknął się o wystający kamień i wtedy
skoczyli…Wszyscy, którzy byli w grupie Ravela rzucili się na napastnika.
Nie miał szans. Nisteria i Bueno rzuciły się, by pomóc upadającej
Lenie. Opatrzyły rany. Kiedy ocknęła się, wszyscy pomogli jej wrócić na
tereny SPS.
***
Po
powrocie na polanę zaprowadzono Alphę do jaskini. Medycy i zielarze
zajmowali się przywódczynią. Ta bardzo szybko doszła do siebie- była
silna i wiedziała,że musi wyzdrowieć dla swojego stada. Nikt nie zadawał
zbędnych pytań, wszyscy cieszyli się, że Lena nadal jest wśród nich.
Wszystko wróciło do normy. Życie w stadzie ustabilizowało się i szybko
zapomniano o tym incydencie. Nikt nie wracał do przeszłości…
______________________
Mam
nadzieję, że wszystkie postacie które wymieniłam tu z imienia nie mają
mi tego za złe, że wykorzystałam ich postacie. mam nadzieję, ze
opowiadanie się spodoba ;] Dziękuję za ciepłe powitanie w stadzie. To
tyle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz