czwartek, 16 sierpnia 2012

Taniec przeszłości. Na konkurs Ravel'a

„Taniec przeszłości”
Słońce świeciło- jak zawsze, ptaki ćwierkały gdzieś na drzewach- jak zawsze, po niebie przesuwały się białe obłoczki- jak zawsze. Dzień niby zwyczajny, ale dopiero z pojawieniem się pierwszej gwiazdy okazał się inny niż wszystkie poprzednie.
Alpha Stada Psich Serc wstała o świcie, jak to miała w zwyczaju. Wyszła ze swojej jaskini i popatrzyła na rozciągającą się łąkę skąpaną w blasku wschodzącego słońca. Podeszła do płynącego nieopodal strumyka i napiła się zimnej wody. Postanowiła skorzystać z tak pięknego poranka i przejść się po terenach stada.
-Hej Leno!- Krzyknęła Lomix, wybiegając zza drzewa.
-Hej Lo!- Odpowiedziała Lena
-Gdzie idziesz?- Zapytała ciekawska suczka.
-Przejść się, idziesz ze mną?- Zaproponowała Lena
-Sorry, muszę iść coś upolować- uśmiechnęła się przepraszająco i pobiegła do lasu.
Lena popatrzyła za oddalającą się Lomix. Kiedy straciła ją z pola widzenia, ruszyła wydeptaną ścieżką? Po dłuższym czasie zauważyła buszującego w trawie królika.Cicho przemknęła do trawy. Zakradła się do niego najbliżej jak mogła i skoczyła. Niestety uszaty okazał się szybszy niż Lena i zaczął uciekać przestraszony. Pomimo, że Labrador był szybki, zając oddalał się od niego coraz bardziej. Mimo to Lena nie przestawała go gonić, była cierpliwa i czekała, aż zwierz się zmęczy. Wbiegła na małą polanę i właśnie wtedy zając znikł jej z oczu.Zmęczona usiadła na trawie i zaczęła ciężko dyszeć. Warknęła sama na siebie,była zła, że nie dogoniła zwierzyny. Zamknęła oczy i starała się wyrównać oddech. Nagle usłyszała szmer. Pomyślała, że to zając, ale był zbyt głośny, nie przypominał ruchów małego zwierzaczka. Niespodziewanie zza grubej wierzby wyleciał w powietrze owy zając, którego przed chwilą goniła. Upadł bezwładnie na polanę. Nie podniósł się do ucieczki. Lena spojrzała na niego, a potem w kierunku, z którego przyleciał. Podbiegła do drzewa, ale nie znalazła tam nic ciekawego. Wróciła do zwierzaka, popatrzyła się na niego i odeszła. Cały czas myślała, co stało się ze zwierzęciem. Ta dziwna sytuacja dręczyła ją i to bardzo. Nie wiedziała, co się stało i bała się tej niewiedzy. Nie zauważyła,kiedy zaczęła biec. Pragnęła jak najszybciej oddalić się od tego dziwnego miejsca.Najgorsze jednak było to, że czuła na sobie czyjś wzrok. Po meczącym biegu przystanęła. Ledwo zipała. Położyła się obok wielkiego kamienia i zasnęła. Nie wiedziała ile to trwało, ale kiedy się obudziła, było już znacznie chłodniej.Słonce nie było w zenicie, co oznaczało, że było już po południu. Labrador nie wiedział gdzie się znajduje i dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, co zdarzyło się wcześniej. Lena potrząsnęła głową i ruszyła w kierunku, z którego tu przybyła- tak jej się wydawało. Szła wolnym krokiem, bo nadal odczuwała zmęczenie. Mijała kolejne drzewa, a każde wydawało jej się podobne do poprzedniego. Straciła orientację w terenie i błąkała się bez celu, no tak właściwie miała cel- wrócić do domu, ale na razie nie wiedziała jak.
Minęło tak dobrych parę godzin. Znużona Alpha szła coraz wolniej. Pomimo odwagi, coraz bardziej się bała. Miała dziwne wrażenie, że za chwilę stanie się coś złego. Nie pomyliła się. Gdy weszła na dużą polanę skąpaną w mroku zobaczyła świecące ślepia. Najpierw myślała, że są to omamy spowodowane zmęczeniem, jednak okazało się, że to coś zbliżało się.Gdy było już dostatecznie blisko, widać było zarys psiego tułowia. Kiedy obcy podszedł jeszcze bliżej, ujrzała wilka. Duży, masywny o czarnym umaszczeniu.Lena skuliła się mimowolnie i czekała na rozwój wydarzeń. Kiedy wilk zobaczył to, wyszczerzył kły w złowrogim uśmiechu. Po krótkiej chwili przemówił:
-Witaj Leno…
-Skąd, skąd znasz moje imię?- Powiedziała cicho, lecz stanowczo.
-Oj, Lenko, Lenko- wilk zaśmiał się gardłowo.
Suczka cofnęła się kilka kroków, ale w ślad za nią podążył czarny przybysz.
-Nie zjadłaś zająca, którego ci upolowałem. Pomocy się nie odrzuca…
-To ty go upolowałeś. – Szepnęła wilczyca, a zaraz potem hardo odpowiedziała-Nie potrzebuję twojej pomocy!
-No właśnie!- Ryknął wilk- A ja jej kiedyś potrzebowałem! I ty mi nie pomogłaś!-Oczy wilka stały się krwisto czerwone.
-Nie rozumiem- pokręciła głową Lena- O czym ty mówisz?!
-Nie pamiętasz mnie!- Wbił pazury w ziemię- Nie pamiętasz tamtego lata?! Nie pamiętasz Draghona! Tańca przy księżycu, przygód, miłości! Nie pamiętasz jak zginąłem!- Wilk krzyczał na całe gardło, a z każdym słowem oczy wilczycy robiły się coraz większe.
-Nie możliwe! Przeżyłeś!- Lena patrzyła na czarnego basiora.- Jak to możliwe?!Przecież spadłeś!
-Spadłem, bo mi nie pomogłaś! Spadłem, bo okazałaś się bez serca! Spadłem, ale pozbierałem się i teraz ty zobaczysz, co czułem!- Wilk zaśmiał się i rzucił na Lenę. Nad ich głowami świeciła jedna gwiazda… ale ona nie miała szans…
***
Jedynym,czego nie zauważył czarny basior, była postać siedząca za drzewem. Cichutko obserwowała, bo nie miałaby szans. Teraz, kiedy już zobaczyła, co się stało szybko wróciła do watahy…SPS. Li wpadła na polanę i zaczęła krzyczeć:
-Lena! On ją zabije! Szybko!
-Co się stało?! Li!- Krzyknął ktoś z tłumu.
-Ten Wilk i nasza Lena mają jakieś porachunki! No ruszcie się!!!
Większość ruszyła za biegnąca już Li. Większości psów. Kiedy dotarli do dużej polany Li zatrzymała się i zaczęła węszyć.
-Szukajcie tropów Leny!- Poleciła.
-Mam coś!- Krzyknął Revel
Wszyscy pobiegli za nim. Revel kazał podzielić się na dwie grupy. Kiedy doszli do urwiska zobaczyli przerażający widok. Nad przepaścią stała Lena- zakrwawiona i brudna, a obok niej czarny wilk. Grupa Ravela ukryła się w krzakach i czekała na odpowiedni moment, aby oswobodzić Alphę. Doszły do nich słowa czarnego basiora:
-Teraz ty spadniesz, tak jak ja kiedyś! Nikt ci nie pomoże. Tak jak to zrobiłaś ty.
-Niee, to nie tak- powiedziała cicho wyczerpana Lena- Myślałam, że spadłeś.
-To już nie ma znaczenia. Podzielisz mój los- zbliżał się do Leny, a ta kroczyła prosto do przepaść, oglądając się raz po raz.
-Zostaw mnie!
Wilk tylko się zaśmiał. Nagle potknął się o wystający kamień i wtedy skoczyli…Wszyscy, którzy byli w grupie Ravela rzucili się na napastnika. Nie miał szans. Nisteria i Bueno rzuciły się, by pomóc upadającej Lenie. Opatrzyły rany. Kiedy ocknęła się, wszyscy pomogli jej wrócić na tereny SPS.
***
Po powrocie na polanę zaprowadzono Alphę do jaskini. Medycy i zielarze zajmowali się przywódczynią. Ta bardzo szybko doszła do siebie- była silna i wiedziała,że musi wyzdrowieć dla swojego stada. Nikt nie zadawał zbędnych pytań, wszyscy cieszyli się, że Lena nadal jest wśród nich. Wszystko wróciło do normy. Życie w stadzie ustabilizowało się i szybko zapomniano o tym incydencie. Nikt nie wracał do przeszłości…
______________________
Mam nadzieję, że wszystkie postacie które wymieniłam tu z imienia nie mają mi tego za złe, że wykorzystałam ich postacie. mam nadzieję, ze opowiadanie się spodoba ;] Dziękuję za ciepłe powitanie w stadzie. To tyle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz