czwartek, 16 sierpnia 2012

Polowanie na nocną zjawę. Na Konkurs Wolpy'ego.

Podkład: [KLIK]

Ostatnio sprawy nie mają się zbyt dobrze... Nie mogę normalnie spać, dręczą mnie dziwne myśli i w dodatku chodzą słuchy, że na terenach SPS dzieją się dziwne rzeczy. Leżąc na plecach w swojej jaskini jak zwykle rozmyślałam o tym, co zwykłe, a momentami aż śmieszne. Wałkowałam się z boku na bok, próbując zasnąć, ale nic z tego. Wstałam otrzepując kasztanowe futerko i wyczołgałam się z ciemnej groty. Był środek nocy, a mnie zebrało się na spacerki.
- No pięknie! Gorszej pory żem sobie wybrać nie mogła! - warknęłam sama do siebie i wyruszyłam prosto przed siebie lekko chwiejnym krokiem, gdyż byłam na wpół nieprzytomna.
Powietrze było całkiem przyjemne - nie było ani gorąco ani zimno. Z oddali było słychać granie świerszczy i pohukiwanie sów. Rozglądałam się uważnie dookoła, gdyż nie zbyt przepadam za nocnym szwendaniem się...
- Może pójdę nad wodospad? Ochłodzę się, i może wtedy pójdę normalnie spać... - pomyślałam i dłużej nie zastanawiając się, pobiegłam w stronę mojego ulubionego miejsca.
Biegłam ile sił miałam w łapach - po drodze nie chciałam nigdzie się zatrzymywać. Nagle poczułam jakieś dziwne, chłodne powietrze na moim karku. Przystanęłam na chwilę i obejrzałam się gwałtownie za siebie - ale niczego tam nie ujrzałam.
- To pewnie z niewyspania. - mruknęłam i ruszyłam dalej nieco wolniejszym krokiem.
Droga strasznie mi się dłużyła - nie dopuszczałam do siebie myśli, że jak zwykle mogłam się zgubić.
- Nie, to niemożliwe. - potrząsnęłam łbem i usiadłam na chwilę, aby dokładnie przeanalizować, gdzie obecnie się znajduję. - Przecież znam doskonale tą drogę! Chodzę nią codziennie... - westchnęłam cicho.
Jednak niestety... Tym razem się zgubiłam. Przymknęłam błękitne ślepia ponownie się zamyślając. Po chwili wstałam i spojrzałam przed siebie.
- Jeżeli nie ruszę się stąd, to nigdy tam nie dojdę. - przygryzłam wargi i pobiegłam prosto w zagęszczający się las.
Mijały sekundy, minuty, godziny... A ja dalej nie mogłam odnaleźć drogi nad wodospad. W pewnym momencie już totalnie zwątpiłam i położyłam się na zielonej trawie ze zrezygnowaniem. Przykryłam pysk łapami i westchnęłam.
- Jak zwykle - nie ma to jak zgubić się w lesie podczas nocy! - syknęłam i wstałam z ziemi.
Po jakimś czasie dotarłam do rzeki - usiadłam koło wody i spojrzałam w taflę wody. Widniało tam moje odbicie - niewyspanej, brązowej suczki o niebieskich oczach. W pewnym momencie pojawiły się dwie postacie obok mnie. Jedna wyglądała identycznie jak ja - też miała brązową sierść i niebieskie ślepia. Patrzyła się na mą postać dumnie z szerokim uśmiechem na pysku, a jej ogon merdał to w jedną stronę, to w drugą. Z kolei drugi pies był ciemnego umaszczenia o dwukolorowych oczach - brązowym i niebieskim. Siedział tuż za mną i obserwował teren. Zdałam sobie sprawę z tego, że to moi rodzicie.
- Mama?! Tata?! - krzyknęłam jak poparzona i zmąciłam łapą powierzchnię wody.
Odwróciłam się szybko - jednak tam nikogo nie było... Jeszcze raz dokładnie się obejrzałam dookoła. Nie dostrzegłam niczego podejrzanego, co mogłoby przykuć moją uwagę. Zerknęłam kątem oka jeszcze raz na powierzchnię wody - oni nadal tam byli i uśmiechali się do mnie.
- Nie, to jest już na prawdę dziwne! - szczeknęłam i pobiegłam w górę rzeki. - Skoro są w odbiciu wody to dlaczego nie ma ich tu ze mną?! - ponownie wykrzyczałam i zamknęłam oczy zalane łzami.
Tak dawno ich nie widziałam - ostatni raz w sklepie zoologicznym, kiedy oddzielili mnie miesiąc po moich narodzinach. Zatrzymałam się na chwilę i spojrzałam w stronę nieba - robiło się już powoli jasno. Za kilka godzin wstaną pozostali członkowie stada, a ja nadal nie znalazłam drogi powrotnej.
Po kilku minutach kompletnej ciszy usłyszałam jakiś szelest - obróciłam się gwałtownie, aby zlokalizować jego miejsce. Niestety nic nie znalazłam. Po chwili ponownie masa zimnego powietrza uderzyła w mój kark. W ogóle się tym nie zainteresowałam, bo pomyślałam, że to pewnie znowu moja wyobraźnia. Jednak to był błąd... Ogromny błąd...
Poczułam, że tracę powoli ziemię pod nogami i się unoszę. Spojrzałam w dół - byłam tuż nad rwącą rzeką unoszona przez nie wiadomo co. Obróciłam gwałtownie głowę, szarpiąc się niezmiernie. Zamarłam, gdy zobaczyłam nieznajomą mi postać - był to człowiek podobny do mojego poprzedniego właściciela otoczony jakąś białą otoczką - wyglądał jak duch! Przyglądał mi się ze sporym zainteresowaniem, dopóki nie zaczęłam na niego warczeć.
- I po co ta agresja?! - krzyknął na mnie i uderzył mnie dłonią po kufie.
Jęknęłam z bólu i zerknęłam na niego kątem oka.
- To po co mnie trzymasz tuż nad nurtem rwącej rzeki?! - warknęłam na niego, choć i tak domyślałam się jego zamiaru.
- Wiesz co? Chciałem się trochę Wami pobawić - ale skoro ujawniłaś się nocą sama, bez żadnego towarzystwa postanowiłem, że zaopiekuję się Tobą. - zjawa zaśmiała się ironicznie i zacisnęła mocniej dłoń na mojej skórze. - Doskonale wiesz, jak nie cierpię psów. A Ty jesteś najbardziej znienawidzonym zwierzęciem przeze mnie! Przez to, że uciekłaś i zrobiłaś ze mnie pośmiewisko na oczach wszystkich ludzi z wystawy! - nie panując zupełnie nad sobą krzyczał mi prosto w twarz.
Domyśliłam się, że chodzi o tę wystawę, z której uciekłam, i zawędrowałam na tereny SPS. Spojrzałam na ducha okazując białe zęby w wyraźnym poirytowaniu.
- Człowieku, co ja Ci takiego do cholery jasnej zrobiłam?! - teraz ja nie żałowałam słów. - Tak jak Ty traktujesz zwierzęta, tak one powinny Ci za to odpłacić. Ty się w ogóle nie nadajesz na hodowcę! Zależy Ci tylko na pieniądzach zgarnianych na wystawach. - po tych słowach próbowałam skoczyć na niego i go pogryźć, lecz na marne.
Zjawa zaczęła mną potrząsać na wszystkie strony, a mnie robiło się niedobrze. Już miał mnie upuścić z wysokości do rzeki, gdy nagle opadłam na ziemię. Obejrzałam się za siebie i zauważyłam dwie znajome postacie - dwa psy, jeden brązowy, drugi czarny. Rzuciły się na ową postać z łoskotem oswabadzając mnie z jego uścisku. Usiadłam z niedowierzającą miną i obserwowałam poczynania postaci. Po chwili zjawa rozpłynęła się w ogromnym krzyku, a psy stanęły na przeciwko mnie uśmiechając się szeroko.
- Rodzice?! - wstałam, aby do nich podbiec, ale oni zaczęli wycofywać się w las.
Zatrzymałam się z ogromnym poślizgiem niemalże wywracając się na twarz.
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się do nich, a oni do mnie jeszcze bardziej.
Po chwili pobiegli w las znikając w jego gęstwinach...
- A więc jednak gdzieś jesteście... - szepnęłam i wróciłam nad rzekę spoglądając na wodę - Nie ważne gdzie, czy na ziemi, czy tam na górze. I tak zawsze będę o Was pamiętać. - uśmiechnęłam się do siebie i zasnęłam nad chlupoczącą wodą...
_________________________________________

Opowiadanie - spontan. Miałam jako taki pomysł, ale jak zwykle mój słownik gdzieś uciekł :C Mam nadzieję, że się podoba, a ja jestem zadowolona z tego, że mogłam wreszcie ruszyć łbem i coś napisać... Bo dosyć długo tego nie robiłam xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz