wtorek, 25 lutego 2014

The Diary of Zoe cz.1 [Luffiera]

Witam wszystkich. Dziś postanowiłam odwiedzić Was z kolejnym opowiadaniem. Moje ostatnie wypociny uzyskały całkiem pozytywną reakcję, toteż stwierdziłam, że znów coś Wam przedstawię. Tym razem będzie to opowiadanie w częściach i raczej nie będzie dotyczyło tematyki miłosnej, chociaż pewnie w niektórych momentach się ona pojawi, lecz oczywiście bez przesadyzmu. Nie planuję jakiejś systematyczności z pisaniem, po prostu gdy znajdę chwilę, to wstawię kolejną część. Postanowiłam, że odnowię trochę opowiadanie, które pisałam jakieś trzy lata temu, jak nie cztery. Dotyczyło one wilków, aczkolwiek jak wiadomo, tematyka nie będzie pasowała do tego stada, więc po prostu zmienię stado wilcze, w psią sforę. Zaczynam również od rozdziału drugiego, ponieważ w pierwszym trochę brakło sensu. Także... to chyba tyle ode mnie, zapraszam do czytania i przypominam, że komentarze bardzo motywują. Zwłaszcza, jeśli się jest mną - osobą, która ma bardzo niską samoocenę. Ale nieważne, miłego czytania ^-^

_____________________________________
Gdzieś w odległej krainie, na terenach, o których istnieniu mało kto miał pojęcie, mieszkało psie stado. Sfora nosiła nazwę Stada Anielskich Psów. Nazwa wzięła się od charakterystycznej cechy, którą posiadał każdy członek owego zgromadzenia - jedności, wspólnoty, akceptacji. Każdy z członków przyrównywany był do upadłego anioła, który przeżył ciężkie chwile, lecz dzięki dobroci losu trafił do stada, gdzie spotkał podobnych do siebie bliźnich. Sforze przewodziła suczka rasy Husky Malamute. Była silną, masywną samicą. Nie trzeba było jednak się jej obawiać. Mimo swojej siejącej nieraz postrach posturze, jej serce było równie wielkie, co cała jej reszta. Na imię miała zaś Misha. Była rozsądną przywódczynią, lecz po stracie swojego partnera bardzo się zmieniła. Reszta stada nie zauważała tego, jednakże ona dobrze wiedziała, że od dnia śmierci samca Alpha, nie była już tą samą osobą. Plusem było jednak to, że jej partner zostawił po sobie bardzo ważny świat - potomstwo. Na świat przyszła córka przywódczyni, która w przyszłości miała zastąpić ją w dowodzeniu stadu. 
Będziesz nosiła imię Zoe. Tak właśnie chciał Cię nazwać Twój ojciec, a był on wspaniałym psem - Misha mówiła spokojnie do swojej nowo narodzonej córki, leżąc w grocie. Tuż obok niej stały dwie medyczki, które były świadkami jej porodu. Scena była dosyć wzruszająca. Brakowało tam wyraźnie ojca, który nie doczekał się narodzin Zoe. Zginął w walce, broniąc stado przed niedźwiedziem. Poświęcił swe jedno, jedyne życie, by chronić ich dziesiątki. Był bardzo szanowaną osobistością i jego pamięć na zawsze pozostała w stadzie.
*
http://fc06.deviantart.net/fs71/i/2012/352/a/3/husky_head_tilt_by_sinister_sky-d5ofh2i.jpgMijały miesiące, a Zoe rosła z dnia na dzień. W końcu nadszedł czas jej pierwszych urodzin, a od tego czasu była już całkiem porządną samicą. Doskonale pamiętała swoją pierwszą walkę, oraz suczkę imieniem Sharone, która zginęła podczas niej. Została zabita przez jelenia, gdy próbowała nauczyć młodą samiczkę polowania. Zoe była mimo swego wieku bardzo odpowiedzialna i samodzielna. Dlatego też matka pozwalała jej na samotne spacery po terenach. Zazwyczaj nic specjalnego nie działo się podczas jej przechadzek. Najczęściej wybierała się do lasu, gdzie uwielbiała ganiać za młodymi zającami. Nigdy jednak nie jadła ich mięsa. Były jej ulubionymi zwierzętami i postanowiła, że nigdy, w ciągu całego żywota nie potraktuje jako posiłku żadnego zająca. Tym razem również wybrała się do lasu, lecz w poszukiwaniu posiłku. Nie jadła nic od rana i głód bardzo jej doskwierał.
Matka powiedziała, że przyszła do nas wiosna. A dzisiaj pogoda jak w zimę, chłodno, a i nawet widać zamarzniętą rosę na krzewach! - mówiła do siebie, wędrując wciąż wprost. Wymijała jedynie drzewa, które zjawiały się na jej drodze. W pewnym momencie, na swojej drodze zauważyła zarys obcego psa. Nie widziała go tutaj wcześniej, więc stwierdziła, że musi do niego podejść i zacząć rozmowę. Wolnym, niepewnym krokiem zbliżyła się do samca, przyglądając się mu, podczas gdy ten zajadał się sarnim mięsem.
Tak myślałam, że coś tutaj jesz - Zoe odezwała się, nie spuszczając z niego wzroku. 
Samiec zaś podniósł łeb do góry, spoglądając nań. Nawet nie usłyszał, jak się do niego zbliżała. Oblizał pysk, po czym odpowiedział:
Chcesz może kawałek?
Jeśli mogę, będzie mi bardzo miło - odrzekła, uśmiechając się lekko. Pies nie wyglądał na niebezpiecznego, chyba zwyczajnie się zgubił.
Proszę - powiedział, przysuwając całkiem spory kawałek świeżego mięsa do suczki. - Dopiero co upolowana. Ach, gdzie moje maniery? Jestem Kirsh. 
Zoe. Skąd jesteś? Należysz do jakiegoś stada? - suczka zadała mu pytanie, po czym schyliła się, kiełkami odgryzając kawałek mięsa. Rzeczywiście było całkiem świeże, a co więcej, bardzo dobre. Uwielbiała sarnie mięso, było delikatne i miękkie, a sarny nie były trudnymi przeciwnikami, więc łatwo było je zdobyć. Za moment jednak przysiadła na trawie. Trochę zmęczyła się wędrówką.
- Nie. Jestem sam - Kirsh odpowiedział, przeżuwając kawałek mięsa. Wciąż przyglądał się Zoe, na jego pysku widniał zaś zarys delikatnego uśmiechu. Wyglądał na ciekawskiego i skorego do zabaw psa. Można było to stwierdzić również po jego ślepiach.
Jestem córką Alphy sfory, do której należę. Jeśli chcesz, mogę poprosić ją, żeby Cię do nas przyjęła - Zoe zaproponowała, podnosząc się ze swojego miejsca i machając puchatym ogonem na prawo i lewo. Zdążyła już polubić tego samca, chciała, żeby został w ich stadzie. Poza tym, z pewnością sam długo by sobie nie poradził na tych terenach. Ktoś mógłby go nawet wziąć za szpiega.
http://media-cache-ec0.pinimg.com/236x/59/19/ce/5919ce517dad1258220c83ac81fe44ea.jpgNaprawdę, możesz to zrobić? Byłoby świetnie! - Kirsh odpowiedział entuzjastycznie, podskakując aż w miejscu. 
Zoe bez dłuższego zawahania kiwnęła łbem, po czym zawróciła, biegnąc w kierunku jaskini swojej matki. Jej nowy towarzysz oczywiście podążał tuż za nią. Ekscytacja rozpierała obydwa młode psy, które wyraźnie zdążyły się już polubić. Grota Mishy znajdowała się dosyć daleko od lasu, jednak utrzymując szybkie tempo, oboje znaleźli się tam w mgnieniu oka.
Proszę, mamo, pozwól mu zostać! - Zoe nalegała, wlepiając ślepia w postać swojej matki, która z udawaną niepewnością zerkała na młodego samca.
Hmm... No dobrze, może u nas zostać - powiedziała w końcu, rozwiewając wszystkie wątpliwości obu młodziaków, które poczęły skakać wesoło i śmiać się z wielką radością.
Dziękuję mamo! - Zoe krzyknęła z wielkim entuzjazmem, po czym wraz z Kirsh'em wybiegła z groty, szukając nowych przygód i miejsca do beztroskiej zabawy.



C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz