sobota, 18 sierpnia 2012

Życie i historia Sathany I

   Jaskinie z białych i czarnych skał. Największa z rubinem na szczycie - jaskinia Alph. Z tej właśnie jaskini wyszła mała suczka. Jedyne dziecię pary Alpha Stada Srebrzystej Łuny. Szczenie zamrugało i rozejrzało się. Dzieci innych par bawiły się wesoło pośrodku polany. Rodzice młodej suczki rozmawiali w jaskini z resztą Rady Stada. Sathana ruszyła ku bawiącym się szczeniętom, ale te pisnęły i rozbiegły się do swoich jaskiń. Wkrótce z głównej jaskini wyszła Rada. Matka Sath stanęła na skale obok i zwołała stado. Sathana stała i patrzyła się tylko, gdy jej matka rzekła.
- Rada zadecydowała. Młoda Sathana zostaje wydalona ze stada. - i tu błękitne ślepia tollerki, jej matki, padły na małą, która skuliła się, a ta brązowym spojrzeniem, pełnym bólu i strachu zlustrowała ojca, który stał tylko ze zwieszonym łbem. Nie miał tu nic do gadania. Choć obiecał córce, nie udało mu się zmienić jej losu. Po chwili ostry ton głosu jej matki, obojętny na uczucia Sathany, ponownie rozbrzmiał w bębenkach małej. - Nie masz już czego tu szukać. Odejdź, nim my cię pogonimy.
Tollerka z wolna jęła cofać się w stronę lasu, lecz ujrzawszy gniewne spojrzenie matki, pisnęła, odwróciła się i popędziła ile sił w łapkach, już po chwili zniknąwszy za drzewami. Nie musiała biec długo, lecz i tak była już zdyszana, gdy stanęła na najbliższej polance. W samym centrum jej bezsilnie upadła, łkając z pyskiem ukrytym w łapkach. Sathana le Pedrosa, 'nazwisko' odziedziczone po ojcu, gdyż i on był wygnańcem - pozwolono mu jednakże pozostać na terenach stada ze względu na związek pomiędzy nim a Avonare. Była ona szczenięciem liczącym sobie niespełna rok. Zawsze unikana, kochana jedynie przez ojca, Nastora. Avonare, odkąd tamta sie urodziła, nie cierpiała jej. To, iż pozwoliła jej do tej pory pozostać, nazywała listością, choć Sathana zawsze marzyła, by się wyrwać stamtąd. Teraz jej marzenie się spełniło... lecz jednak bolało. Wkrótce nastał zmierzch, księżyc i gwiazdy wstąpiły na nieboskłon, będąc jedynymi źródłami światła na jej małej polance. Tollerka nie mogła zasnąć. Wypłakała już wszelkie łzy z siebie, lecz wystraszona, nie mogła spać. Siedziała wciąż, jakby przykuta na środku polany, rozgladając się wokół. Każdy szelest, każdy odgłos czy zapach był dla niej podejrzany. W końcu jednak stanęła na równe łapy, choć nieco drząc nie tylko z zimna, lecz i strachu. Przypomniała sobie, z której strony tu przybyła i ruszyła w przeciwną. Ogarnął ją mrok, gdyż las był gęsty, a wciąż trwała noc, choć było już dość blisko świtu. Padła bezsilnie na glebę, ponownie dając ponieść się rozpaczy, wylewając łzy strumieniami. Ostatnią rzeczą, którą wyczuła, nim utraciła przytomność, były czyjeś szczęki zaciśnięte na jej karku.

Ocknęła się po kilku godzinach, oblana w promieniach słońca. Leżała na trawie, na jakiejś łące. Otworzywszy ślepka, cicho pisnęła, gdyż światło ją chwilowo oślepiło. Podniosła się z gleby dopiero, gdy brązowe spojrzenie przyzwyczaiło się do owej jasności. Rozejrzała wokół. Obok, na płaskiej skale leżało mięso, a opodal stało jezioro. Przypomniała sobie, co się stało wczoraj. Rozejrzała siedokoła, chcąc odnaleźć ową dobroduszną istotę, która ją ocaliła. Ale najwidoczniej ta już dawno oddaliła sie odeń. Tak wiec podeszła do mięsa i zabrała sie za pałaszowanie go. Najadła się do syta i nawet trochę jej zostało. Podeszła do jeziorka, gdzie zaspokoiła palące pragnienie. Usiadła, oddychajac głęboko. Wpatrzyła się w swoje odbicie w wodzie. Była tak podobna do matki, lecz było coś, co je różniło. Naprawdę różniło. Bo Sathana potrafiła kochać, a Avonare nie... westchnęła cicho. Od teraz musiała żyć samotnie. A może kogoś spotka na swojej drodze? Może jednak istnieje na tych terenach jakieś stado? A może tamten osobnik specjalnie ją tu przyniósł...? Wiedziała jedynie, iz jest poza lasem. Nic więcej...
Podniosła się i zlustrowała teren przed sobą. Łąka była przepiękna. Mieniła się każdą barwą, była pełna najróżniejszych roślin... ale teraz ważniejsze było przeżycie niż zachwycanie się widoczkami. Westchnęła cicho i ruszyła przed siebie.

____________________________________________________________________________
C. D. N.
Pierwszy akapit wzięty z mojego starego opowiadania, które znalazłam w pamiętniku. Nie mam dziś takiej weny, jak ostatnio, więc nie jest długie... ale postaram się, by druga część była lepsza.
Ogółem, to jest historia Sath. Mam nadzieję, że się spodoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz