Więc czemu właściwie nie można by zakończyć naszego żywota wcześniej..? „Być albo nie być? Oto jest pytanie.” Zabić się, czy nie zabić? Od wieków ta sentencja błądzi po świecie i róże pokolenia próbują znaleźć na to odpowiedź. Zabić się jest łatwo, jednak czy pozbawienie się życia odetnie nas od cierpienia? W końcu nie wiemy co dzieje się z nami po śmierci. Jeśli już raz umrzemy nie uda nam się wrócić do żywych, nigdy więcej, nie ważne jak bardzo byśmy tego pragnęli i jak bardzo żałowalibyśmy swoich czynów. Zawsze ucieczka przed czymś czego się boimy jest najprostsza, jednak nie oznacza też, że jest ona lepszym rozwiązaniem naszych problemów. Przychodząc na świat nikt nie gwarantował nam tego, że nasze życie będzie idealne, jak z bajki. To prawda, że życie w jakimś stopniu nie ma sensu. Rodzimy się po to żeby kiedyś, prędzej czy później, umrzeć. Rodzimy się napiętnowani śmiercią. Kostucha tylko czeka żeby móc zabrać nas ze sobą na drugą stronę. Stare Moiry bez namysłu, bez wahania przetną naszą złotą nić życia, a my nie będziemy mogli nic z tym zrobić. Wielce zadowolona bogini Fortuna bawi się świetnie pogrywając z nami i majstrując przy naszym losie, by w najmniej spodziewanych momentach rzucać nam kłody pod nogi. Nigdy nie wiadomo co się zdarzy. Życie jest jak płomyk, kiedy odetnie mu się dopływ tlenu, zgaśnie.
-Mamo..? - nagle z rozmyślań wyrwał dalmatynkę zaspany głosik. Odwróciła się od razu i zlustrowała powoli spojrzeniem córkę, która musiała właśnie się przebudzić.- Co tu robisz? - zapytała mrugając przy tym ślepiami, żeby przyzwyczaić swój wzrok do panującej wkoło ciemności. Było już późno, praktycznie wszyscy już spali smacznie w swoich jamach, tymczasem jeszcze przed sekundą plamkowana siedziała przed swoją jaskinią wpatrując się nieobecnym wzrokiem gdzieś w przestrzeń, co mogło wyglądać z perspektywy młodej dość dziwnie. Brązowa wstała z ziemi i przeciągnęła się powoli żeby rozprostować zastałe kończyny.
-Potrzebowałam nocnego spaceru. - mruknęła cicho podchodząc bliżej do córki.- Czemu nie śpisz Hazel? - zapytała chcąc zmienić temat i trąciła młodą zimnym nosem.
-Obudziłam się i zobaczyłam, że cię nie ma... Więc chciałam sprawdzić... - przyznała Husky, po czym zmarszczyła lekko pysk, gdy matka jej dotknęła, uważała że jest już za duża na takie czułości.
-Chodź, wracamy spać, jest późno. - popchnęła lekko łapą córkę w głąb jaskini, gdzie spała reszta jej dzieci. Młoda grzecznie ruszyła w tamtą stronę i ułożyła się wygodnie na posłaniu pomiędzy siostrami. Dalmatynka położyła się obok nich i oparła łeb o miękki bok Sherre, która nawet tego nie zauważyła pogrążona w głębokim śnie. Aaron natomiast poruszył się i odruchowo przysunął bliżej matki wtulając się w jej bok. Skye co jakiś czas machała łapkami jakby biegła, musiało jej się śnić, że coś lub kogoś goni.
-Dobranoc. - Hazel zerknęła jeszcze raz na mamę, po czym zwinęła się w kłębek. Nie długo trzeba było czekać, aż wpadnie w objęcia Morfeusza, już po kilku minutach zapadła w sen.
-Dobranoc kochanie. - wyszeptała dalmatynka obserwując swoje śpiące dzieci. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, który zagościł po chwili na jej pysku. Co prawda jakieś małe ziarenko szaleństwa związanego z jej wcześniejszymi rozmyśleniami zdążyło się zakraść i dość głęboko zakorzenić w jej sercu, jednak aktualnie nie miała zamiaru wracać do tego myślami. Nie w tej chwili. Nie teraz. Teraz miała zamiar cieszyć się chwilą. Cieszyć się czasem spędzonym z dziećmi. Carpe diem. Chwytaj dzień. Miała zamiar dobrze wykorzystać resztę swojego życia. Jeśli nie dla siebie, to chociaż dla tych wszystkich psiaków śpiących obok. W końcu sunia również zamknęła swoje dwukolorowe ślepia i wtuliła pysk w ciepłe futro córki. Zasnęła.
-------------------------------------------------------------------
Godzina za godziną niepojęcie chodzi:
Był przodek, byłeś ty sam, potomek się rodzi.
Krótka rozprawa: jutro - coś dziś jest, nie będziesz,
A żeś był, nieboszczyka imienia nabędziesz;
Dźwięk, cień, dym, wiatr, błysk, głos, punkt - żywot ludzki słynie.
Słońce więcej nie wschodzi to, które raz minie,
Kołem niehamowanym lotny czas uchodzi,
Z którego spadł niejeden, co na starość godzi.
Wtenczas, kiedy ty myślisz, jużeś był, nieboże;
Między śmiercią, rodzeniem byt nasz, ledwie może
Nazwan być czwartą częścią mgnienia; wielom była
Kolebka grobem, wielom matka ich mogiła.
~Daniel Naborowski "Krótkość Żywota"~
-------------------------------------------------------------------
No
cóż... *po 3 latach Sasha pisze swoje pierwsze opowiadanie na tym
blogu* nie oczekuję, że komuś się spodoba, niechętnie je pisze, krótkie
bo krótkie, długich pisać nie umiem, jednak coś zrobić musiałam do tego
LO. Drugie zadanie za Nilaya zrobię później.
| Sash. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz