o zadaniu i jak sobie z nim poradzi.
Dobijało południe, gdy dotarła na miejsce. Rozejrzała się i wciągnęła w nozdrza powietrze. Skrzywiła się, gdy poczuła wilczy zapach. Silny i mdlący. Spojrzała pod łapy, a jej oddech na chwilę zamarł. Tuż obok jej łapy, widniał ślad. Ślad, który dobrze znała, gdyż brakowało jednej opuszki. Włos na grzbiecie się jej zjeżył
i ruszyła przed siebie. Szła wolno, a każdy krok był dobrze przemyślany, gdy do jej uszu dobiegły rozmowy. Obniżyła cielsko i jęła się czołgać. Gdy głosy stawały się coraz głośniejsze, przywarła do gęstych krzaków, by podsłuchać rozmowę wilków.
- A zatem, za trzy dni wyruszamy. Tohr i Judyt na prawym skrzydle. Loki i Laura na lewym. Wy będziecie pilnować by nikt nie uciekł. Ja i reszta watahy idziemy środkiem. Nie bierzemy jeńców. Czy to jasne?! - Warknął największy z basiorów.
- Tak! - Odkrzyknęli.
- Wypocznijcie. Potrzebujecie dużo siły by pokonać Stado Psów. Jest ich wielu. Pamiętajcie również, że jest tam wiele szczeniąt, których będą bronić za wszelką cenę. Uważajcie i nie dajcie się zabić. - Warknął ostrzegawczo i odszedł.
Sunia odeszła równie cicho jak przybyła. Myślała intensywnie jak zapobiec atakowi na stado. Nic nie przychodziło jej do głowy. Wyszła na otwartą przestrzeń. Musiała zaczerpnąć świeżego powietrza. Rozejrzała się bezwiednie, gdy za sobą usłyszała warknięcie. Obróciła się powoli i stanęła oko w oko
z waderą. Zniżyła łeb i stanęła w rozkroku, gotowa do walki.
- Kogo ja tu widzę. Jedna z piesków stada. - Na pysku wilczycy się drwiący uśmieszek. - Zbłądziłaś psino? - Warknęła ukazując kły.
- Jak dla Ciebie to Pani. - Warknęła gardłowo. - I nie zabłądziłam. Jestem tutaj celowo. - Ogon suni zatańczył nerwowo.
- Szukasz śmierci? Dobrze trafiłaś.- Uśmiechnęła się po czym doskoczyła do psa. Szybki unik samki uchronił ją od otrzymania ciosu. Warknęła gardłowo i ruszyła na waderę, zaciskając zęby na jej krtani. Wilczyca żałośnie zaskomlała błagając o wolność. Volturi mocno potrząsnęła łbem, a martwe ciało wilczycy upadło z łoskotem na ziemię. Wypluwszy sierść i mięso wilczycy, podeszła do truchła i odgryzła jej łapę, którą zabrała ze sobą. Ruszyła odważnie, choć wiedziała, że nie ma żadnych szans, ze sforą wilków, która straciła wiodącą samicę.
Szerokim łukiem ominęła odpoczywające wilki na polanie, i podążyła ku Alfie. Pewnie wyłoniła się
z zarośli i rzuciła łapę wadery pod łapy basiora.
- Słaba ta Twoja ukochana Ruki. - Uśmiechnęła się zdawkowo i przysiadła na zadzie. - Myślałam, że lepiej ją wyszkoliłeś.
- Czy to..to.. Zabiję Cię! - Warknął wilk ukazując kły.
Samka przewróciła oczami. - Jak bym widziała Fangi. - Uśmiechnęła się lekko. - Nie spinaj się tak, bo skończysz tak samo jak ona.
- Jak mogłaś ją zabić ty suko! - Najeżył się i szykował się do ataku.
- A Ty jak mogłeś mi to zrobić? - Wtem wstała i obróciła łeb tak by samiec zobaczył jej bliznę. - Dzięki Tobie nikt już na mnie nie spojrzy. Będę tak samo sama jak i Ty. Teraz jesteśmy kwita. - Warknęła.
- Pożałujesz swego kroku, równie tak samo co Twoi pobratymcy. Za trzy dni zostaną zmieceni
z powierzchni ziemi. - Basior zaczął podchodzić do Owczarka ukazując raz po raz kły.
- Obawiam się, że pokrzyżuję Wam plany. - Przygotowała się do ataku obniżając łeb ku ziemi.
- Jesteś tak odważna czy głupia? - Przekrzywił łeb uśmiechając się nonszalancko.
- Sam się przekonaj. - Wychrypiała gardłowo.
Po tych słowach basior rzucił się sunię z głośnym warknięciem i wpił się zębami w grzbiet samki, która głośno zaskomlała. Obróciła się gwałtownie, by zrzucić napastnika z grzbietu. Złapała go za tylną łapę
i mocno pociągnęła. Wilk odskoczył na chwilę, by ponownie zaatakować. Machnął łapą i uderzył ją mocno w pysk. Samka się zatoczyła i machnęła łbem. Nie ustała długo na łapach. Basior ponowne ją zaatakował; na tyle mocno, że ostatnią rzeczą jaką usłyszała było wycie kilku wilków.
Samica ocknęła się w jakiejś jaskini. Dźwignęła z trudem ciało i skrzywiła się z bólu. Z trudem stawała na przedniej prawej łapie. Bolało ją niemiłosiernie, ale musiała powybijać resztę watahy. W jaskini zapadał mrok. Gdy wyłoniła się zza zakrętu szybko się schowała. Przy wejściu czuwały dwa wilki. Zerknęła na nie
i wróciła na miejsce, gdzie leżała. Położyła się i przymknęła oczy. Głośno jęknęła, a po chwili zjawił się jeden ze strażników. Podszedł na tyle blisko do samki, by ta chwyciła go za gardło i po minucie udusiła. Wstała ponownie i kulejąc podeszła do wyjścia.
- I co z nią? - Wilk się obrócił i zdębiał. - Przecież Ty ledwo żyłaś, gdy Cie tutaj przynieśliśmy. -Wybełkotał zaskoczony.
- Trzeba było mnie zabić. - Warknęła z trudem i powoli podeszła do wilka, który się cofnął jakby zobaczył ducha. Ukazała kły i doskoczyła do basiora orając jego pysk pazurami. Gardłowe warknięcie samki odbiło się echem od ścian jaskini, a wystraszony basior zaczął wyć.- Zamknij się! -Warknęła i wgryzła się w krtań strażnika. Gdy i z nim skończyła ruszyła przed siebie. Musiała odnaleźć resztę i ich Alfę. Poruszała się z trudem, jednak przyświecał jej jeden cel. Obrona stada, za wszelką cenę.
Wspięła się na klif i wypatrywała w zbliżającym się nieuchronnie mroku okolicę. Oddychała ciężko. Każdy kawałek ciała palił ją żywym ogniem, jednak musiała ignorować ból. Wtem pod klifem, na którym siedziała pojawiła się grupka sześciu wilków. Wąchali wszystko i obserwowali okolicę, ewidentnie jej szukając. Rozejrzała się. Tuż obok niej tkwił samotny głaz. Dość spory. Chciała go czymś podważyć, ale nic nie znalazłszy, naparła na niego ciałem. Przyjemny chłód koił jej zbolałe cielsko. Napierała na niego tak długo, aż poruszył się i z łoskotem spadł na dół, przygniatając wilki. Spojrzała w dół i uśmiechnęła się lekko. - I paru mniej. - Mruknęła do siebie i poszukała miejsca, gdzie mogła się przespać.
Obudziło ją wesołe ćwierkanie ptaków, które bacznie ją obserwowały. Zamrugała kilkakrotnie i wstała. Spojrzała po sobie. Na grzbiecie widniała zaschnięta krew, a łapa napuchła. Mruknęła gardłowo i ruszyła na poszukiwania reszty watahy. Nie uszła daleko, gdy do jej uszu dobiegły rozmowy. Uśmiechnęła się. Gdy znalazła się przy ścianie drzew, wkroczyła na wąską ścieżynkę, wiodącą między rosłymi sosnami, ku polanie. Przystanęła za krzakami i obserwowała cztery młode wilczki, które płaszczyły się przed Alfą.
- Ona zniknęła. - Zaskamlał jeden z nich.
- Zabiła sześcioro naszych. - Skulił uszy drugi.
- Dość! - Warknął wściekły Ruki. - Była ledwo żywa, a Wy daliście jej uciec. Banda nieudaczników. Powinienem ją zabić od razu. Zachciało mi się pozostawiać ją na sam koniec. No nic. Trzeba ją znaleźć, bo pokrzyżuje nasze plany. - Podszedł do młodzików i warknął na nich.
Nie mogąc już patrzeć na tą żałosną scenkę, wyszła ze swego ukrycia.
- Witam ponownie. - Uśmiechnęła się unosząc dumnie łeb. - Już chyba wam pokrzyżowałam plany, mój drogi. Zostało was tylko pięcioro. - Zniżyła łeb i stanęła w lekkim rozkroku, uważając by jak najmniej obciążać łapę.
- Proszę, proszę. Kogo ja widzę. Widzę, że nie jesteś w najlepszej formie. - Basior ominął wilczki, które struchlały na widok samki. - Brać ją durnie! - Warknął na młodych pobratymców.
Wilki spojrzały po sobie, i wyszczerzywszy kły podchodząc do Volturi. Młode rzuciły się zażarcie kłapiąc zębami. Jeden ugryzł samkę w już bolącą łapę, a drugi pociągnął ją za ucho. Gardłowy charkot wydobył się z gardzieli psa. Machnęła łbem uwalniając się od napastnika. Gdy sięgnęła zębiskami ku drugiemu napastnikowi, poczuła na grzbiecie rozdzierający ból. Zawyła i przeturlała się, zostawiając na ziemi wilka. Zaczęła się cofać, jednak napotkała przeszkodę. Łypnęła szybko na przeszkodę i spojrzała na wilki.
- No dalej młokosy. - Wychrypiała, a jeden z nich skoczył ku niej. Odsunęła się gwałtownie, a basior uderzył w drzewo, łamiąc kark. Spojrzała na nieruchome ciało i uśmiechnęła się. Jej wzrok padł na pozostałą trójkę. - Bu! - Warknęła i z uśmiechem patrzyła jak uciekają. - Ale masz wojsko. Pogratulować. - Wyprostowała się krzywiąc pysk z bólu.
- Cholerni głupcy. - Spojrzał za oddalającymi się w popłochu wilkami. - Ale ja nie ulegnę tak łatwo.
- Ani ja. - Uśmiechnęła się szyderczo i ruszyła do ataku. Gdy tylko ich zęby zatopiły się w ciałach, zwalili się na ziemię. Szamotali się długo, kąsając na wzajem. Raz górą był basior, a raz samka. Jednak ostatecznie wygrała Volturi. Samiec Alfa upadłego stada, stracił żywot, gdy zatopiła zęby w jego boku, wyrywając kawał mięsa wraz z sierścią. Jego powolne konanie było ucztą dla oczu suki Owczarka Niemieckiego.
Odzyskawszy oddech i wewnętrzny spokój, ruszyła ku domowi. Każdy krok był dla niej męczarnią. Wszystkie mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa, jednak musiała zanieść dobrą nowinę. Ostatni raz była w takim stanie, gdy... . Nie, nie chciała o ty myśleć. Marsz zajął jej większą część dnia. Powoli dzień ustępował nocy, gdy sunia dotarła na tereny stada. Po drodze zatrzymała się nad rzeką i długo piła. Gdy nabrała trochę sił, ruszyła ku Alfie swego stada.
Srebrny glob był już na niebie, gdy samka dotarła przed oblicze Alfy. Skłoniła się jej z szacunkiem, a ból wykrzywił jej pysk.
- Naszemu stadu nic już nie zagraża. Bynajmniej jak na razie. - Uniosła łeb. - A teraz proszę mi wybaczyć. Muszę odpocząć i się połatać. - Uśmiechnęła się z lekka i kulejąc odeszła do swojej jaskini, by dojść do siebie.
====
Wiem, że beznadziejne, ale zadanie wykonane. Przepraszam za wszelakie błędy i za to, że zanudziłam na amen. Mam nadzieje, że mi wybaczycie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz