czwartek, 16 sierpnia 2012

Historia Luffiery cz.1

Obiecałam sobie, że kiedyś przedstawię Wam moją historię... I oto dziś, zaczynam.

Słońce powoli wydostało się zza horyzontu, oświetlając wszystko, co miało w zasięgu życiodajnych promieni. Czarno opierzone ptaszyska o zadartych dziobach, zerwały się chaotycznie do lotu, wszystkie jednocześnie. Każdy począł kołować synchronicznie, a z ich dziobów dobiegały drażniące dla uszu pokrakiwania. Ptaki bacznie obserwowały grunt, znajdujący się w znaczącej odległości pod ich lekkimi ciałkami. Metry pod nimi, biegało zaś beztrosko młode, nic nie wiedzące o życiu szczenię. Zataczało koła żwawym biegiem, popiskując radośnie w górę, w kierunku zbudzonych ptaszyn. Co prawda nie był to widok piękny jak kilka smukłych motyli, unoszących się na wietrze, młoda, czarno - biała suczka uwielbiała ganiać kiedy się budziły. Żyła beztrosko, entuzjazm nie opuszczał jej na każdym kroku, a dlaczego? Ona nie miała rodziny. Nigdy jej nie miała. I nie wiedziała jak to jest żyć w rodzinie, być częścią pewnej solidarności i jedności, czuć przy sobie ciepło osoby, która wydała Cię na świat, jako dowód miłości. Skoro matka jej nienawidziła, nie miała co dalej przy niej robić, wolała żyć w samotności, niż z nią i być niechcianą. Ona nigdy nie znała początku granic, ani ich końca. A skoro nie widziała początku, to koniec również dla niej nie istniał. Była wolną częścią lasu, który był jej jedyną rodziną. [...] Ptaki wykonały kilka dużych okrążeń, a po chwili odfrunęły w dal, pozostawiając po sobie jedynie echo trzepoczących skrzydeł i zachrypłych głosów. Młoda samiczka opadła na trawę, lądując na plecach w zmęczeniu. Jej radosny, cienki śmiech roznosił się po całym lesie, wypełniał szparę pod każdym kamieniem i każdą dziuplę w drzewach. Nie był to irytujący pisk zabijanego zwierzęcia, tak jak zazwyczaj śmieją się szczenięta, lecz był to cichy, subtelny chichot. W uszach wiewiórek rozpływał się, był dla nich jak muzyka i zupełna nowość. Muzyka pochodząca z gardzieli młodej, nieświadomej psiny, Luffiery.
- No i kruki znowu odleciały. - Powiedziała do siebie, suwając krótkim ogonem po gęstej, wilgotnej trawie. Młoda podniosła się z ziemi, otrzepując futro z świeżej rosy i całej reszty drobin brudu. Oblizała ciemne wargi ciepłym językiem, rozglądając się po lesie. Zbliżyła się do pobliskiemu krzewu, łapiąc pyskiem całą gałąź słodkich jagód. Zebrała wszystkie jednym kłapnięciem, przeżuwając je powoli. Tak zazwyczaj wyglądała pierwsza część jej porannego posiłku. Po słodkiej przekąsce, udała się wolnym krokiem nad pobliskie jezioro. Stanęła w niskich zaroślach, obserwując młodego zająca, który kręcił się niedaleko wodopoju. Suczka oblizała pyszczek, mrużąc złote ślepka w kierunku bezbronnego zwierzęcia. Zmarszczyła lekko brwi, wynurzając się bezszelestnie z krzaków. Schyliła się, powoli zbliżając się do zwierzęcia. Kiedy wyczuła dobry moment, zaczęła gonitwę. Szarak uciekał ile sił, ale niestety, zaplątał się w pułapkę ludzi, zastawioną niedaleko. Młoda podeszła do niego, śmiejąc się. - No i co teraz? Chyba potrzebna Ci pomoc? - Zapytała zająca, który widział w niej tylko małego mordercę. Suczka wbiła białe kiełki w sznur, zrywając pułapkę. Zając uciekł od niej na kilka kroków, spojrzał na nią i poruszył nosem, po czym pobiegł w głąb lasu, tak jakby podziękował za litość. Ona ucieszyła się w głębi duszy, wracając nad brzeg jeziora. Może jeszcze kiedyś spotka zająca? Nie trudno było go poznać, bo jedno z jego oczu, było jaskrawo niebieskie. Usiadła nad wodą, uderzając łapką w taflę wody. Ujrzała ryby, pływające z przestrachem niedaleko niej. Niemalże same pchały jej się do łap. Zmarszczyła pyszczek, po czym wbiła pazury w ciało niewielkiej ryby, wyławiając ją z wody. Rzuciła ją na trawę, patrząc na nią ze spuszczonymi brwiami. Ta, jeszcze trochę próbowała się poruszyć, ale każdy wie, że bez wody nie długo pociągnęła. Młoda zaczęła powoli jeść. I tak dobrnęła do drugiej części swojego śniadania.. Jednakże, tak się jej poranki nie kończyły. Popiła jeszcze trochę wody z jeziora, żeby jedzenie lepiej się ułożyło, a potem udała się... Na patrol terenu..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz