poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Przyjaźń na zawsze. [Fallon]

Oto ja.
Nazywam się Finn, opowiem Ci historię, która płynie z psiego serca, historię która została napisana przez przyjaźń. Jestem rasy Labrador, na karku mam już trochę, ale historię, którą wam opisze działa się w dziecięcych czasach, gdzie liczyło się zaufanie. Czasy młode i piękne, byli ludzie, ale i zwierzęta, nigdzie nie było dobrze jak w tej stadninie. Tak mieszkałem w stadninie, od szczeniaka. Miałem tam ulubionego towarzysza, był to wielki i potężny koń rasy Clydesdale, a szczególnie godny zaufania. Wszystko rozpoczęło się dnia, kiedy uciekłem od swojej rodziny. Byłem szalony, więc niczego się nie bałem, ciekawość to moje drugie imię. Jednak zawsze przeszkadzałem ludziom, którzy pracowali w stajni, rozwieszali śmieszne kartki z moim wizerunkiem, oczywiście jako szczeniak nie wiedziałem, że chodzi o ogłoszenia. Czyli " Znaleźliśmy młodego Labradora.. " Taka zwykła gadka, nikt się po mnie nie zgłaszał, więc odganiali mnie miotłami, butami, kamieniami. Wszystkim. Oczywiście, ja jako uparty musiałem tam być i spotkać się z tym koniem! Jako jedyny mnie ciekawił z całej stadniny! To było dziwne uczucie, jak dla szczeniaka, podobno powinienem się trzymać matki i rodzeństwa, ale ich nie posiadałem. Niff'a zacząłem traktować jak ojca, spory koń mnie bronił przed lecącymi kamieniami czy innymi rzeczami. Osłaniał mnie swoim wielkim ciałem, nie okazywał bólu jak dostał... Jednak nie byłem zbyt rozsądny by odejść na chwile i często stałem w miejscu. Niff był to koń, który został przydzielony do prac ciężkich i o dziwo skoków. Nigdy nie narzekał na swoją prace, wręcz przeciwnie - uwielbiał ją. Poznaliśmy się dość dziwnie i jak teraz sobie przypominam to nie zręcznie.. He he... A zaczęło się od tego, że szedłem za jednym z pracowników, nie słyszał mnie. Więc był to wielki plus, niósł właśnie 
Nasze spotkanie.

jedzenie dla Niff'a, w metalowym wiadrze. Najlepsze było wrażenie, kiedy otworzył drzwi od stajni i powiało nowymi zapachami, nie mogłem się doczekać, aż wejdę do stajni i poznam wszystko co ciekawe! Człowiek nucił coś pod nosem i otworzył zasuwę i wszedł do boksa od mojego przyjaciela, jako że coś kazało mi chwile poczekać schowałem się w kupce siana i dobrze zrobiłem. Człowiek nie zauważył mnie i mogłem podejść spokojnie do konia.
- Ee..eee.. - Usiadłem przed boksem i chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. - Ej! - Cicho warknąłem. Jednak odpowiedzi nie bylo. - Wychyl łeb! Proszę! Chce Cie zobaczyć! - Cicho popiskiwałem. Lecz nic... Westchnąłem z rozpaczom, skierowałem łeb ku ziemi.... chciałem sie poddać... Gdy nagle zostałem szturchnięty przez miękki pysk wielkiego konia.
- Witam szanownego przedstawiciela Labradora. Zwą mnie Niff. A Ciebie drogi chłopcze? - Nikt jeszcze do mnie się nie odzywał takim tonem.. takim ogólnie! Może dlatego, że mało z kim rozmawiałem... Ale trudno, jego aksamitny pysk przybliżył się do mnie, a ja wyciągnąłem łebek w jego stronę.
-Jestem... Jestem... Nie mam imienia...

-Jak to nie masz? Każdy ma Mój Drogi. Ja się zwę Niff. A Ty?
- No właśnie ja nie wiem jak mam na imię! - Warknąłem troche poirytowany zachowaniem konia. Przecież mówiłem, że nie posiadam imienia!
- Hm.. To może, będziesz się zwał Finn. Prawie jak moje imię tylko, że na odwrót. - Zaśmiał się i przyjrzał. - Mam nadzieje, że się o to nie pogniewasz? 
- Oczywiście, że nie! Fajne imię. Tylko po co mi one? - Przechyliłem nieco łebek by przyjąć postawę zdziwionego.
- Do tego byśmy mogli na siebie wołać. Na przykład, ja będę krzyczeć Finn! i Ty przyjdziesz do mnie, młodzieńcze.
- Eee... No dobra. Jak tam sobie chcesz. - Rzuciłem dość zwyczajnie, jak dla mnie. On był bardziej 'szlachtą'.
- Nauczę Cie kultury. Jak się zwracać do starszych. - Uśmiechnął się wesoło.
- Ale po co mi to? - Byłem jeszcze bardziej zdziwiony! Jakiś obcy mi koń będzie zwracał mi tu uwagę? O nie. Nie może tak być. - Każdy ma swój styl. - Zaśmiałem się kpiąco i uniosłem swój zadek i ruszyłem ku wyjściu.
- Oj zdziwisz się młodzieńcze. - Zaśmiał się i schował łeb w głąb boksu. Ale po co mi ta kultura? Przecież byłem i będę kulturalny. Mogłem sobie tak wmawiać, ale jednak to się przydało szybciej niż myślałem. Był piątek kiedy go poznałem. Więc noc spędzona u rodziny, która chciała mnie zatrzymać. Już nie mogę się doczekać pieczonego kurczaka! Mniam! Skierowałem się do tego domu, już od kilku metrów niósł się zapach mięsa, ujrzałem drzwi i pobiegłem co sił w łapkach i wszedłem przez uchylone drzwi, jednak od razu

Czeko
się zatrzymałem. Ktoś tu był, nie był to żaden z domowników. Ktoś nowy... po chwili już się dowiedziałem kto to. Była to czekoladowa labradorka. Ostrożnie skierowałem się do salonu, gdzie przy sofie stała mała samka z zabawką w pysku! Oh,,, Dziwne to było.
- Ej! Co Ty tu robisz?! - Warknąłem w jej stronę. - To mój dom! - Ona jednak zaśmiała się.
- Cześć! Jestem Czeko. Twój dom? Nie widziałam Cie tu nigdy, a jestem od kilku dni.
- Ja tu przychodzę tylko w piątki!
- Ona jeszcze bardziej się roześmiała, byłem oburzony! Jak ktoś mógł się śmiać ze mnie? Może i byłem szczenięciem, ale to nie znaczyło że można się ze mnie śmiać.
- A ja tutaj na zawsze. Kupili mnie w schronisku.
- Oh..
- Przysiadłem i zlustrowałem ją wzrokiem.
- Są bardzo mili, wiec mnie wzięli. Jestem tylko szczeniakiem, jeszcze! Ale zaniedługo będę im pomagać.
- Eee.. Jak sobie chcesz.
- Mruknąłem tak jak do Niff'a - Kiedy jedzenie? Zgłodniałem. - Głodny to ja byłem, ale nawet się nie przedstawiłem...
- Może byś się przywitał. - Odpowiedziała radośnie.
- Eee.. Siema? - Przechyliłem łeb i po chwili nim potrząsłem.
- Imię?
- Finn.
- Warknąłem zniecierpliwiony.
- Cześć Finn!
- Witałaś się ze mną!
- warknąłem jeszcze głośniej, aż ludzie przyszli. Od razu ucieszyli się na mój widok i właścicielka podniosła mnie i przytuliła na przywitanie. Od razu wiedziała po co tam przyszedłem. Ta labradorka działa mi na nerwy. Musiała popsuć mi dzień! Ach.. Szkoda gadać. Wreszcie dali jedzenie, więc mój brzuch został napełniony i trochę nerwy mi przeszły. Ale.. Nie na długo.
- Finn! Chcesz się bawić? Chcesz? - Przybrała posturę do zabawy i energicznie machała ogonem, czemu jako jedyny labrador byłem inny? Taki normalny i wyjątkowy. Chyba każdemu się wydaję, że jest wyjątkowy.
- Nie chce mi się. - Burknąłem i wyszedłem z domu, tak po prostu. Jednak ta baba nie odpuszczała!
- Co Ci? Czemu sobie poszedłeś?
- Bo to jest mój dom i mogę robić co chce!
- Warknąłem w jej stronę i odbiegłem jak najszybciej, tego dnia już jej więcej nie widziałem. Nawet się cieszyłem, bo przynajmniej miałem spokój.
Klika dni później znów odwiedziłem Niff'a.
- Witam ponownie młodego i niekulturalnego przedstawiciela rasy labrador. - Zaśmiał się i spojrzał na mnie ciemnymi oczami.

 
- Siemka! - Machnąłem ogonem i usiadłem przy boksie.
- Mówiłem, że nie kulturalny. - Obdarzył mnie swoim wesołym uśmiechem, parsknął i spojrzał w stronę drzwi. - Oho!  Biorą mnie na pastwisko, schowaj się niekulturalny labradorze. - Warknąłem coś pod nosem, byłem kulturalny! Ale jednak on miał racje, trzeba było się ukryć.Nie chciałem być jakoś wyrzucony czy co... więc grzecznie poczekałem, aż go wyprowadzą, a ja pobrykam za nimi. Tak będzie najlepiej jak zostanę niezauważony.

                                                               C.D.N  

I tak, będę pisać takie opowiadania o pewnych rasach psów. więc pod tym opowiadaniem możecie mi napisać, albo wygłosować jaka rasa. To dokończę, będą zwykle dwie części. C:
Mam nadzieje, że się spodoba. A i jeszvze co do koloru, musiałam dać pomarańczowy ponieważ jak dawałam domyślny to mi od razu na czarno... Tak więc proszę się o to nie gniewać. :3 I będę dawać jakieś zdjęcia związane z rasą i nawiąże to do osób z bloga, znalazłam tylko takie fajne:
Lena i Lidziag >:3

Lenuch i Lid
Miłego czytania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz