poniedziałek, 21 kwietnia 2014

"...Nikt zawzięty nie może zostać pozbawiony życia!" [Kanade]

Wiatr delikatnie poruszał koronami drzew i wzniecał do góry zielone liście.
Wiosna.
Biała wadera rasy Wolamute powolnie przechadzała się jak co dnia po poznawanych jej dopiero co terenach. Nie wiedziała czemu, ale zawsze, gdy widywała jakiegoś psa, miał on przy sobie towarzysza.
I to najczęściej był samiec i samica. Czyż to nie bolesne? Wszędzie tyle miłości, bo nadeszła ta "magiczna" pora roku, ale dlaczego nie każdemu jest to dane? Czemu tak musi być?
Wspomnienie jej pierwszej miłości doprowadzało jej serce do rozpaczy i wolniejszego bicia. Z jej gardzieli wydobył się dziwny, smutny pomruk. Dopiero niedawno powróciła do tego stada, a już czuła się samotna mimo, że w okolicy było tyle jej podobnych zwierząt. Zwilżyła nos, różowawym jęzorem i podreptała w stronę jeziora. Po pewnym czasie poczuła chłodną wodę muskającą jej silne łapy. Wpatrzyła się w przepiękną teraz taflę wody, połyskującą w promieniach słońca. Wokół niej pływały nic nie spodziewające się rybki. Westchnęła ponownie i wskoczyła na głaz do połowy znajdujący się na brzegu, do połowy w wodzie. Posadziła zad na jego szczycie i ponownie pozostawiła swój wzrok na otaczającej ją przyrodzie. Machnęła leniwie ogonem i zastrzygła uszami. Ten nastrój, który panował wokół doprowadził ją do niezwykłej chęci ukazaniu światu jej jednego, a może jedynego naprawdę wartego usłyszenia talentu. Albowiem samka ta potrafiła przepięknie.. śpiewać. Rozchyliła pysk, a po chwili rozpoczęła.
- Wewnętrzne światło istot jest, jak światło kolorowe, przez barwne szkła świecące. Przyjemne codzienne życie jest, jak ciepłe światło świec! - jej głos rozniósł się po okolicy. - Bardzo szeroką, zieloną ziemię i bogate piękne wody, wspaniała natura wciąż zapewnia swoim dzieciom.
Aż się podniosła pozostając w stanie podekscytowania i przyjmowania słów nowej piosenki.
- Mam nadzieję, że kiedyś w końcu zrozumiemy, że idziemy w drugą stronę horyzontu! Mam nadzieję, że kiedyś w końcu zrozumiemy, że stawiamy uświęcone kroki! - robiła to coraz głośniej, nie obchodząc się w tym momencie niczym, ignorując cały świat, jakby istniała tylko ona i ten utwór. - Wszelkie życie pewnego dnia zginie, czy jesteśmy na to przygotowani, czy nie, ten dzień nadejdzie na pewno! Czy to anioł, co o zmierzchu sfrunął z nieba? Czy to diabeł, co wyczołgał się ze szczelin skalnych?
Spojrzała w niebo, to bezchmurne, błękitne z wielkim słońcem na środku. Jej głos stał się smutny, mroczny.
-  Łzy, gniew, litość, okrucieństwo, pokój, chaos, wiara, zdrada, będziemy walczyć z przeznaczeniem, nie możemy mu się poddać! Ze smutkiem i postanowieniem w naszych sercach, pokażemy siłę, by iść naprzód! Nikt zawzięty nie może zostać pozbawiony życia!
Lecz wtedy coś się stało. Nie spodziewała się tego, ani trochę. Poczuła tylko lekkie uderzenie w tył. Ta piosenka tak ją zaślepiła, że nie słyszała o tym, że ktoś się do niej zakradł z złymi zamiarami.
Wpadła pod wodę.
Przez moment była zszokowana, nie mogła się poruszyć, opadając w dół tej zimnej pustki. Otworzyła
szerzej ślepia. Zaczęła przebierać łapami najszybciej jak się dało, ale to było zbyt gwałtowne, tylko szybciej spadała.
- Kha! - rozwarła pysk, a wtedy woda nalała się do niego, dusząc ją już całkowicie.
Strach ścisnął jej gardło i serce, czuła potworny ból. Wyciągnęła rozpaczliwie łapę do góry, a jej oczy powoli zachodziły mgłą. W końcu pokryła je czerń.
Nikt zawzięty, nie może zostać pozbawiony życia.

C.D.N
Wybaczcie, że krótka, ktoś chętny do ratowania biednej Kanade? D: *status: potrzebuje weny.*
Edit: Chętna na grupowe notki, amen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz