wtorek, 25 lutego 2014

Walentynkowa historia [Luffiera]

Dzieńdoberek. Stwierdziłam, że skoro zaczynają mi się ferie, mam teraz wolną chwilę, a poza tym dziś są Walentynki, to pojawię się z opowiadaniem, coby wprawić troszkę stado w nastrój miłości i tych spraw. Mam nadzieję, że się spodoba, chociaż wspaniałe na pewno nie jest ^^
______________________
Walentynki. Co kojarzy się nam z tym słowem? Z tym świętem? Zapewne słysząc ten jeden wyraz, na myśl przychodzi nam dzień, w którym wszyscy czujemy wszechobecną miłość, obdarzamy uczuciem naszą drugą połówkę, lub dopiero dajemy jej znać, że chcemy, by nią się stała. To przepiękny dzień, wypełniony radością. Niestety, nie dla wszystkich Walentynki są jedynie wesołym świętem.
http://www.dailydogblog.org/storage/valentinesdog.jpg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1328212653719W pewnej krainie mieszkała pewna suczka. Można było stwierdzić, że była po prostu jedną z wielu innych, które uznawały ową krainę za swój dom. Ona była jednak zupełnie inna. Miała w sobie coś tak wyjątkowego, że każdy pies chciał zdobyć jej serce. Owa suczka miała na imię Eileen. Jej futro było złociste, lśniące, długie i miękkie. Powiewało z gracją na wietrze, z każdym jej krokiem. Oczy jej zaś były błyszczące i pięknie zabarwione, kolorem przypominające najsłodszą czekoladę. Wielu psich kawalerów oddałoby wiele, by ich wzrok choć na chwilę na nich spoczął. Nie tylko wygląd był jednak atutem Eileen. Anioł, nie pies - tak o niej mawiali. Miała dobre serce, zawsze była gotowa pomóc słabszym, wykazać się wyobraźnią i chęcią do wprowadzania pomysłów w życie. Przede wszystkim kochała jednak przyrodę, naturę. Wszystko, co ją otaczało, było dla niej ogromną, piękną tajemnicą, wartą odkrycia i bliższego poznania. Wielu bez zawahania stwierdziłoby, że Eileen jest osóbką zupełnie bez wad, wręcz idealną. Mimo wszystko, mylili się. Samica bowiem miała jedną wadę, której bardzo nie lubiła. Była nią nieśmiałość. Bywały dni, kiedy ta cecha bardzo utrudniała jej życie. Starała się jednak z nią walczyć i wierzyła, że każdy może przezwyciężyć swój strach, jeśli tylko bardzo tego zapragnie.
W końcu nadszedł dzień Walentynek. Cała kraina wypełniona była miłością, nie tylko jako niewidocznym uczuciem, lecz także w postaci ozdób, które wisiały na drzewach. krzewach, psich grotach i w innych zakątkach. Gdzie by nie spojrzeć - miłość nie dawała o sobie zapomnieć i była prawie wszędzie. Jak pewnie można się domyślić, po łąkach i polanach biegało mnóstwo młodych zakochanych, wyznających swe uczucia wybrankom serca, jak i starych wyg, po wielu latach zdecydowanych na poczucie miłości. Widok był przewspaniały, kraina od dawna nie tętniła życiem tak, jak właśnie w dzień Walentynek. Tymczasem, Eileen przesiadywała w swej jaskini. Otulona czerwonym kocem przyozdobionym serduszkami, czytała listy, które zostały już przyniesione przez stadnego listonosza. Karteczek była już całkiem spora gromada, a co jakiś czas znów dochodziło ich więcej. W trakcie tego zajęcia, suczka popijała gorącą czekoladę, którą zrobiła dlań jej przyjaciółka, która swoją drogą od dobrych kilku godzin towarzyszyła jej w czytaniu.
Podasz mi proszę następny list, Senaya? - Eileen poprosiła towarzyszkę, odkładając przeczytaną już kartkę na bok. Wyraz jej pyszczka był dość niepewny, wręcz zakłopotany zaistniałą sytuacją.
Oczywiście, moja droga, proszę! Ten jest od wielbiciela imieniem... Dante - powiedziała psina, uśmiechając się znacząco i podając jej list. Dobrze wiedziała, kim był ten pies. Już od kilku lat, rok w rok próbował zdobyć serce złotowłosej suczki. Ta jednak nie odwzajemniała jego uczuć, podobnie jak i wszystkich wielbicieli, od których dostawała listy i przeróżne prezenty.
Och, on chyba nigdy nie zrozumie, że ja zupełnie nic do niego nie czuję - stwierdziła Eileen, pazurem otwierając kopertę, z której od razu wypadł naszyjnik zrobiony z pereł. Mnóstwo listów zawierało w sobie tego typu podarunki. Wszystko, by przypodobać się suczce. - Droga Eileen. Co roku wyznaję Ci me najszczersze uczucia. Chcę, byś wiedziała, że każde słowo, które kieruję do Ciebie w tym liście, płynie prosto z mego serca - przeczytała pierwsze zdania listu, po czym westchnęła cicho.
Zakochanemu nic nie wytłumaczysz! A zwłaszcza Dantemu, kiedy się przy czymś uprze, nie odpuści za nic! - Senaya powiedziała z rozbawieniem, po czym przysunęła bliżej siebie kubek ze swoją porcją gorącej czekolady, dmuchając nań, by trochę ostygła. 
Wiem, wiem. Po prostu trochę męczy mnie to wszystko, dostaję tyle listów, nie wiem już sama, co mam zrobić - Eileen odłożyła na bok list, zaś naszyjnik położyła na drewnianym stoliku, gdzie leżało już wiele innych, drogocennych prezentów.
Nagle, w jaskini rozległ się dźwięk czyichś kroków. Ktoś wyraźnie zbliżał się do wejścia, które zasłonięte było drewnianą belką, mającą służyć jako drzwi. Tuż po chwili, ktoś zapukał kilkakrotnie.
Ciekawe, kto ma zamiar wpaść do nas z wizytą - Senaya zastanowiła się przez chwilę. Była pewna, że to znów listonosz, niosący dziesiątki listów miłosnych. Jak się jednak po chwili okazało, myliła się. 
Eileen podeszła do drzwi, uchylając je lekko i spoglądając na stojącego przed nią psa. Nie był wysoki, może jedynie kilka centymetrów wyższy od niej samej. Jego futro było szarawe, oczy zaś jakby smutne. Pies trzymał w pysku jedną, czerwoną różę. Suczka zdziwiła się tym widokiem. Nie widziała jeszcze dzisiaj nikogo, kto przyszedłby do niej osobiście. Każdy wyręczał się kimś, kto przekazywał jej listy i upominki.
http://www.puppybandana.co.uk/blog/wp-content/uploads/2014/01/valentines-day-dog-bandanas-300x300.jpgWitaj, co Cię tu sprowadza? - spytała, po czym uśmiechnęła się ciepło do widocznie zmachanego spacerem nieznajomego samca. Nie widziała go wcześniej, być może po prostu go nie zauważała. A może chciał, żeby tak właśnie było?
Witam, pani. Przyszedłem dać pani tę piękną różę, w ramach Walentynkowego prezentu. Nie mam niestety nic więcej, lecz mam nadzieję, że wystarczy - kundel odezwał się po czym ułożył różę tuż przed łapami wciąż zdziwionej całą sytuacją suczki. Eileen była wręcz zachwycona tym maleńkim prezentem. Nie było to nic wielkiego, lecz właśnie to jej zaimponowało. Odwaga nieznajomego. Nie tylko przyszedł do niej we własnej osobie, lecz również nie bał się wręczyć jej jedynie kwiat, podczas, gdy wszyscy inni obdarowywali ją wartościowymi skarbami.
Ależ to najpiękniejszy podarunek jaki dziś dostałam! Mów mi Eileen, a Tobie jak na imię? - psina spytała, przyglądając się mu. Był widocznie zdziwiony jej reakcją, nie spodziewał się, że jego sympatia zareaguje tak pozytywnie na ten gest.
Jake - odpowiedział pies, uśmiechając się i wesoło wymachując puchatym ogonem we wszystkie strony.
A więc, Jake, co powiesz na mały spacer? - suczka o złotej sierści spytała z uśmiechem, po czym podniosła różę, wplatając ją w długie futro. 
Z miłą chęcią się z Tobą wybiorę, Eileen. Czy wodospad to dobry pomysł? - zaproponował, próbując zachować spokój. Wewnątrz jednak był bardzo podekscytowany i szczęśliwy. Dobrze wiedział, że wielu chciałoby teraz być na jego miejscu. W końcu ona zawsze odrzucała propozycje innych, a jemu sama zaproponowała spacer. Coś niesamowitego!
Tuż po tym, pies ruszył przed siebie. Eileen odwróciła się ostatni raz, by zerknąć z szerokim uśmiechem na pysku na zdziwioną Senayę, po czym od razu podążyła przed siebie, by dorównać kroku Jake'owi.
Jak widać, nie liczy się wartość prezentów, które komuś dajemy. Nie liczą się błyskotki, perły, czy poetyckie wyznania. Najważniejsze, to być ze swoją ukochaną osobą, towarzyszyć jej, kiedy tego właśnie potrzebuje najbardziej.

KONIEC.
________________________
No, to by było na tyle. Tym samym pokazuję, że cały czas tutaj jestem, zaglądam i staram się jakoś wykazać.


Wesołych Walentynek!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz