środa, 30 stycznia 2013

Nieśmiertelnik

Śnieg chrzęścił pod łapami Chantell, gdy ta truchtała z uśmiechem na pysku polaną. Lubiła to miejsce, czuła do niego sentyment, ale to nie tutaj podążała. Niedawno odkryła pewną grotę za lasem, ale było już zbyt ciemno, aby sprawdzić co kryje; postanowiła więc wybrać się doń teraz, bo wcześniej czasu nie miała. W końcu, jako Nauczycielka szczeniąt musi się nimi zajmować-a trzeba przyznać że zal było jej opuszczać te przeurocze istoty. Teraz jednak suczka znalazła chwilę czasu, i wybrała się w owe miejsce. Przez cały czas nuciła świąteczną piosenkę, choć ten okres minął już dawno. Cóż, taka już była. 
 Ani się spostrzegła, a dotarła na miejsce. Rozejrzała się dokoła, czy nikogo nie ma w pobliżu, i przyjrzała się wejściu. Był to owalny kształt w ziemi, o postrzępionych, kamiennych brzegach. Do środka prowadziły marnie wyglądające schodki, dość koślawe. Nie byłoby się więc czym zachwycać, gdyby się nie było Chantell. Jej reakcji można się domyślić. Jeszcze raz rozejrzała się, i wskoczyła do środka, jak się spodziewała, w kompletną ciemność. W środku było mokro, jej łapy więc wydawały charakterystyczny "ciapowaty" odgłos. Suczka kroczyła więc w rytm piosenki, która wciąż jej towarzyszyła.
 Wkrótce Chantell dotarła do pierwszego rozwidlenia. Płonęły tam dwie pochodnie, oświetlające tabliczkę. 

Gdy tutaj wkroczysz,
Oj, biada tobie,
Bo wkrótce spoczniesz
W zimnym, mokrym grobie.
Odejdź więc prędko, 
Zapomnij już,
Gdyż śmierć nadchodzi,
I jest tuż-tuż. 

Sunia przestraszyła się, i chciała odejść, lecz coś ją od tego wstrzymało. Niejasne wrażenie, ze jednak musi iść dalej. Nie mogła się sprzeciwić, ruszyła więc dalej, skręcając w prawo. Ten korytarz różnił się od poprzedniego; ściany i podłoże były również kamienne, lecz gładkie i śliskie. Marmurowe. Po kilku minutach suczka dotarła do kolejnego rozwidlenia. Tak samo jak poprzednio na ścianie wisiała tabliczka.

A więc wybrałeś
Drogę zatracenia.
Zapomniałeś teraz,
Wszystkie swe wspomnienia.
Już nie ma odwrotu,
Dalej musisz iść,
By odzyskać to,
Co straciłeś dziś. 

Chantell nie poczuła jakiejś specjalnej zmiany, ale postanowiła już jednak wrócić. Jednak kiedy się odwróciła, nie zobaczyła już korytarza którym przed chwilą szła. Byłą tam ściana. To już się jej zupełnie nie podobało. Jednak nie miała już innego wyjścia. Ruszyła na lewo.
Tym razem wszystko było zrobione z żelaza. Gdzieniegdzie padało blade światło pochodni, i dopiero teraz suczka mogła zobaczyć, gdzie jest. Ze ścian wystawały haki, wszystkie zardzewiałe. Do ścian przytwierdzone były łańcuchy. Wtedy jednak korytarz znów się skończył. Suczka uniosła głowę, by przeczytać kolejną tabliczkę.

Teraz wybieraj,
Czy walczyć wolisz,
Czy jak tchórz,
Uciekać powoli.
Albo tu zginiesz,
W męczarniach, głodzie,
Albo się śmierci,
Sprytnie wywiniesz.

 Sunia podkuliła ogon. Chciała jeszcze trochę pożyć, ale który korytarz wybrać? Do tej pory jej wybory były przypadkowe, ale gdyby wybrała inną drogę, nie dotarłaby tutaj? Zwiesiła łeb i rozejrzała się dokładnie. Po raz kolejny wybrała lewy korytarz, był on bowiem srebrny.
Tym razem biegła, gdyż za sobą słyszała jęki. W co też ona się wpakowała! Odwróciła głowę i wpadła na ścianę. Oto na górze widniał kolejny napis. Chan przeczytała go. 

Teraz wybieraj,
Czy prawo, czy lewo.
Myśli pozbieraj,
I ruszaj w dalszą drogę,
Tylko uważaj,
Gdzie stawiasz swą nogę.

Gdzie stawiasz swą nogę? Suczka nie wiedziała co to znaczy. Usiadła na chwilę, jednak nieprzyjemny dreszcz na plecach kazał jej iść dalej. Tym razem wybrała prawo korytarz.
Kiedy weń skręciła, okazało się że jest jasno-niebieski. W ścianach było mnóstwo zagłębień, w każdym leżały diamenty, złoto, biżuteria... Chantell chciała przyjrzeć się jednemu wisiorkowi, gdyż wyglądał znajomo, ale w tym samem momencie coś owinęło się wokół jej łapy. Po chwili uciskowi zawtórowało bolesne ukłucie. Odwróciła wzrok. Na jej kończynie był... wąż! Wyglądał jak zrobiony z czystego złota, z rubinowymi oczyma, jednak syczenie kazało suczce sądzić, że jest jednak prawdziwy. Chwyciła go zębami, te jednak zgrzytnęły nieprzyjemnie. Był jak figura, ruszająca się figura! Sunia chciała go strząsnąć, trzymał się jednak mocno. Musiała iść dalej, z nim. Nie miała wyboru. Co chwila natykała się na jakąś zapadnię, wahadło, czy choćby pułapki jakie myśliwi zastawiają na zwierzynę. Coraz trudniej przychodziło jej omijanie przeszkód, ale w końco dotarła do kolejnego rozwidlenia korytarzy.


Na troski odtrutkę,
Znajdziesz jedynie,
Gdy sama przyczyna
Sprawi ci pobudkę.

-To przecież bez sensu!-szczeknęła Chantell-Ten napis nie ma najmniejszego, choćby tyciego sensu!
Suczka warknęła, a jej głos odbijał się od ścian. Teraz nie miała już nic do stracenia, ruszyła dalej, skręcając w lewo. Lewy korytarz był bowiem oświetlony intensywniej. Co chwila natykała się na drewniane tabliczki lub złote napisy, nie czytała ich jednak. Robiło jej się słabo, miała mroczki przed oczami. Szła jednak uparcie naprzód, mając nadzieję, że jednak wyjdzie na zewnątrz. Wąż uparcie tkwił na jej łapie. Chantell raptownie padła na ziemię, a przed jej oczami pojawił się rubinowy napis.

Tyś swym wrogiem,
Nikt z  nas.
Śmierć przyniosła tobie,
Głupota twa.
Jest jednak iskra nadziei,
Ratunek życia twego.
Przodkowie twi wiedzieli,
Ty wiedzieć będziesz też;
Duszę swą sprzedaj,
W ręce me.

 Chantell zatrzęsła się, i zamknęła oczy. Zaczęła płakać, płakać jak dziecko. Czuła się strasznie, bo rzeczywiscie jej winą było to, że tutaj spocznie jej ciało. Łkała żałośnie nad swym losem, a kiedy brakło jej już łez, uniosła łeb do góry, i wymamrotała:
-Zgadzam się na twoje warunki, na wszystko się godzę, tylko daj mi wyjść stąd żywą!
 Wtedy z jej łapy spełznął połyskujący wąż, i zwinął się w przed nią w koło. Jego złota skóra połskiwała blado, a gdy suczka próbowała go dotknąć, z jego rubinowych oczy buchnął ogień. A z płomieni wyłonił się cień. 

Póki przy sercu,
Nosić go będziesz,
Życie twe,
Będzie trwać.
Lecz gdy go zdejmiesz,
Gdy zagubisz,
Marne chwile będą twe.
Zapamiętaj słowa me,
Nie powtórzę bowiem raz drugi;
Strzeż go jak możesz,
Tylko to wiedz.

Chantell spojrzała w dół. Między łapami położony miała wisior. Wyglądał jak wierna kopia węża, który przed chwilą przed nią był. A może istotnie, to był on? Suczka wstała i założyła nieśmiertelnik na szyję. łapy się jej trzęsły, ledwo łapała oddech. Nagle oświetliło ją jasne światło, i zobaczyła... wyjście! Pognała w jego kierunku, i nim się spostrzegła, pędziła przez las, łapiac w płuca zimowe powietrze.
A wejście do pieczary zniknęło.
*******
Można to chyba zaliczyć do opo na Lo, hm? Przy okazji dołożyłam kilka moich bezsensownych wierszyków, do zestawu z bezsensowną notką. Ale tak, jako ze jestem nienormalna, cała ta przygoda miała miejsce. Nieśmiertelnik ze złotym wężem z diamentowymi oczami... ciekawe. 
Pszypay Chantell ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz