niedziela, 24 marca 2013

Przez ciernie do gwiazd .III `` Historia Sathany cz. III

Wiara w siebie to priorytet.

Wpatrywała się w dwukolorowe ślepia ojczyma. Tak, to z pewnością był On. Wszędzie poznałaby te błękitno-brązowe tęczówki, które były od zawsze jedynymi, które darzyły kundelkę ciepłem.
- ...ojcze... - powtórzyła łamiącym sie, zachrypniętym, lecz i pełnym nieskrywanej radości głosem. Oderwała spojrzenie od ślep psa i zlustrowała Jego posturę. Radość w Niej wnet prysła na ten widok. Źrenice zwężyły się. To dawne cieplutkie, śnieżnobiałe futro Alvarona stało się szorstkie, oblepione zaschniętym błotem, krwią. Tudzież brakło futra, spomiędzy łopatek po podbrzusze ciągnęła się szeroka i głęboka rana. Wilczur trwał jedynie w bezruchu i wpatrywał się w córę spojrzeniem pełnym bólu. Gdzieś za Nimi, w oddalonym lesie rozległ się dosć bliski wystrzał z pistoletu. Pies nawet tam nie spojrzał. Cofnął sie o krok od kundelki, która wyciągnęła w Jego kierunku lewą, zdrową łapę. - ...ojcze... - jęknęła z rozpaczą. Nic innego nie potrafiłą z siebie w tym momencie wykrztusić. Pies obserwował Ją jeszcze przez chwilę. Następnie uniósł kufy i zawył w stronę atramentowego nieboskłonu. Nie przypominało to w pełni wilczego zewu, jednakże miało w sobie wiele podobieństwa. Skierował spojrzenie jeszcze na kundelkę. Rozległo sie szczekanie psów i ludzkie głosy. Byli coraz blizej. Basior cofnął sie jeszcze o krok, gdy Sathana ponownie wysunęłą w Jego strone zdrową łapę.
- ...wybacz, Sathano. - szepnął swym aksamitnym, lecz zrozpaczonym i zbolałym tonem. Odwrócił się i znikł po krótkiej chwili za horyzontem.
- ...ojcze! - wykrzyknęła za Nim, lecz nie zdołałby tego usłyszeć z takiej odległości. Była słaba. Nie minęło kilka minut, a usłyszała nad sobą ludzi. Nei rozpoznała, co mówią, jednakże poznała ich zapach. To byli Oni. Ci, co zmietli Jej Stado, Jej rodzinę z powierzchni ziemi. Wokół kręciły się dwa psy, które zewsząd obwąchiwały suczkę. Kundelka nie wytrzymała więcej. Jej łeb osunął się na glebę, a powieki opadły ciężko na ślepia.
Zdawałoby się, iż leżała tak już przez wieczność. Umarła? Nie. Odczuwała palący ból w prawej łapie. Bynajmniej to dlatego, iż poruszyła Nią. Zamrugała powieką, wodząc wokół półprzytomnym spojrzeniem. Widziała przed sobą... kraty... obok małą miske z wodą i chyba nieświeżą karmą. Za kratami dostrzegła skryte w ciemności pomieszczenie. Przy podniszczonych ścianach stały klatki z drzemiącymi psami. Czyżby... schronisko? Skuliła się pod boczną ścianą swojego "więzienia", pozostawiając prawą łapę luźno. Zacisnęła powiek i ułożyła kufę na chłodnej, kamiennej posadzce pogrążając się we śnie.

"Widziała wokół siebie jedynie nieprzeniknioną ciemność. Mrok otaczał suczkę z każdej strony. Nie wiedziała... gdzie iść? Jak stąd uciec? Co zrobić...? Uniosła kufę ku niebu i szczeknęła przeciągle, z całych płuc. Ktos usłyszy...? Rozejrzała się wokół. Cisza napierała na Jej bębenki niemiłosiernie. Wtem ciemność przecięła srebrzysta wstęga. Przez atramentowe sklepienie przebiegła... gwiazda? Spadajaca gwiazda? Kundelka przymknęła ślep. Jej marzenie..."
 
...uwolnić się od samotności i dążyć do szczęścia. Brązowe ślepia suczki powoli wychynęły za wachlarza rzęs. Zamrugała powieką, spostrzegłszy, iz Jej klatka sie porusza. I jest inna. Ciaśniejsza. Po chwili spostrzegła, iż pomimo tego, że na niej leży, prawa łapa nie boli już tak bardzo jak uprzednio. Była usztywniona. Ledwie mogła nią poruszyć. Odetchnęła głęboko i wyjrzała zza kraty klatki. Była w jakimś aucie. Jechała nieznanymi drogami, ulicami ludzkiego miasta, zaś na siedzeniach przed Nią siedzieli ludzie. A właśnie. Była wcześniej chyba w schronisku... osoby, które tu siedziały nie były tymi, którzy Ją wtedy odnaleźli... została adoptowana?
Nowa rodzina już z samego początku się Nią troskliwie zajęła. Miała wspaniałych właścicieli... w ekstremalnym tempie Jej łapa i inne rany ozdrowiały, dzięki czemu mogła wreszcie trochę się ruszyć. Dopóki nie nastała jesień i zabroniono im tego, suczka wraz z sześcioletnią dziewczynką, do której się przywiązała, całe dnie spędzały na dworzu, w ogrodzie, w parku, gdzie popadnie. Całe dnie z radością spędzały czas na zabawie. Jednakże, pewnego dnia... nastała zima. Kolejna mroźna zima, która przeszyła serce suczki na wylot. Dziewczynka była kilka dni po swoich siódmych urodzinach, wraz z kundelką, która zarówno przekroczyła już pewien wiek - dokładniej zaś 2 lata - za pozwoleniem rodziców, bowiem nie padał w ten dzień śnieg, wyszły pobawić się w parku.
Zabawa ciągnęła się w najlepsze - wpierw ulepiły razem - jakoś - bałwana, następnei obrzucały się śniegiem, bawił w chowanego... teraz przeszły do berka. Suczka goniła za swoją małą ukochaną panią, jednakże wkrótce jęło zmierzchać. Dotąd śnieżnobiałe sklepienie niebios, pokrywało się w szybkim tempie atramentową barwą. Dziewczynka krzyknęła coś do kundelki, że powinny wracać, Sathana zaś szczeknęła w odpowiedzi, na zgodę. Jednakowoż... droga, na którą wbiegły, nim zdążyły się zatrzymać, była pokryta lodem, zero piachu czy chociaż śniegu. Mała Amelia - bo tak miała na imię młoda właścicielka Sath - poślizgnęła się, nie zdążywszy wstrzymać kroku, i... wyleciała za barierkę, w dół kilkumetrowego... urwiska, można to tak nazwać, gdzie znajdował się tylko kawałek zalesionej ziemi, a dalej skute lodem, ogromne jezioro. Przerażona kundelka szczeknęła i przyspieszyła kroku, ile sił w łapach. Zdołała sama się nei poślizgnąć, dzięki pazurom, które za każdym stąpnięciem wbijały się w lód, dzięki czemu mogła wykonywać kolejne kroki. W ostatniej chwili wychyliła kufy pod barierką, łapiąc kłami kurteczkę dziewczynki, która wpierw pisnęła, teraz zaś płakała z szoku i przerażenia. Suczka odetchnęła i jęła wciągać Amelię, jednak... tuż za Nią ktoś, prawdopodobnie jakieś dziecko, które nie widziało kundelki ani tego, iż próbuje ocalić dziewczynkę, ślizgajac się na lodzie w śmiechu, popchnął Sathanę.
I spadły w dół...

Życie to najcenniejszy dar - nie zmarnuj go.
 ~*~
Trochę zajęło mi, nim to dodałam. Czemu? Meeh, zapomniało się. Skleroza. Sathu się starzeje. *we wczesnym wieku, ale kij.*
Raczej niewiele mam do powiedzenia. Już 3 część historii Sath - napisana jakiś czas temu. Wkrótce, o ile szybko najdzie mię wena, będzie 4. Całe opowiadanie powinno zakończyć się na 5, maksymalnie 6 części o :
Pozdrawiaam. ~
Sath.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz