Był
to 25 kwietnia, gdy na świat przyszło sześciorga małych kuleczek,
rodzeństwa. Słońce właśnie wschodziło zza horyzontu, ocieplając
różnorodne tereny. Słoneczne światło wdarło się do nory, zaświeciło na
świeżo upieczoną mamusię i jej sześcioro młodych. Maluszki kłębiły i
przepychały się przy brzuchu mamy, popijając nieraz mleko. Urocze
lisiątka! Ich mama patrzała na nie z czułością, a uszy położone były na
sztorc aby usłyszeć chociażby najcichszy szmer. Bardzo troszczyła się o
swoje dzieciaczki, była pierwszy raz mamą. Nagle, w norze znalazł się
kolejny lis. Większy od samicy, ogon bardziej puchaty, a i miał niezbyt
wielkie mięśnie. Pysk cały od krwi, a w nim trzymał za szyję martwego
bażanta. Na jego pysku pojawiło się coś w rodzaju uśmiechu, a ogon
zamachał szczęśliwy. Był dumny ze swej partnerki. Ptaszora odłożył obok
niej, aby mogła się najeść. Usadowił się gdzieś w kącie, przyglądał się
raz to samicy, a raz młodym. Nagle usłyszeli huk. Maluchy zadrżały ze
strachu i przytuliły się jeszcze bardziej do futra swej mamy. Dwa
dorosłe lisy spojrzały na wyjście z nory. Samiec, jednak odwrócił swój
wzrok i popatrzał na partnerkę. Skinął do niej łbem, co miało oznaczyć "
Zaraz wracam, zobaczę co się dzieje ". Niepewny wyszedł z nory i
skierował się na północ, gdyż stamtąd wywodził się ten dźwięk. Inne lisy
pewnie zostałby w bezpiecznej norze, lecz ten rudy nie znał znaczenia
"strach". Wiatr wiał mocno w południe, tak jakby chciał odgonić zwierzę.
Na początku słychać było wesołe śpiewy ptaków, co dawało więcej odwagi
nowemu ojcu, lecz po chwili śpiew ucichł. Leśne stworzenie zwolniło
trochę kroku, stało się mniej pewne czy to dobry pomysł. Stanął. Poczuł
że ktoś go obserwuje. Serce zaczęło mu mocno walić. Przestraszył się
bardziej, gdy to coś go dotknęło w ogon. Skokiem, odwrócił się przodem
do stworzenie. Uf...To tylko jego partnerka. Nieodpowiedzialne z jej
strony. Zostawiła nowo narodzone szczenięta same. Samiec przytulił się
do niej, polizał jej pysk. Nawet i zapomniał o młodych! Postanowili
razem poszukać to co wydało ten huk. Szukali przez 10 minut, nic nie
znaleźli....Nie! Znaleźli... Samiec lisa zobaczył mięso przywieszone
sznurkiem do nisko położonej gałązki drzewa. Jego partnerka była trochę
dalej, on był głodny...No więc szybko ją zjadł. Zaczął iść do swojej
------------
Nom, postanowiłem i ja napisać jakieś opowiadanie xd
Tak wiem, opko nie najlepsze, no ale to początek. Później będzie lepiej i ciekawiej :3 Historia będzie ciupkę ściągnięta z filmu "Mój przyjaciel Lis" ( film warty uwagi, choć jest dla młodszych xd ) No nic, następna część już niedługo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz