niedziela, 11 maja 2014

Coura­ge is to re­sist fear, mas­te­ry of fear - not ab­sence of fear. - I ZADANIE NA STANOWISKO DELTHY [Nukri]

U stóp mych dzika przepaść. W ciemnym niebie blady 
świeci księżyc, podobny wodnej białej lilii, 
co kielich swój nad ciemne głębiny wychyli. 
Cicho - grzmot słychać tylko huczącej kaskady.


Biała wadera długie miesiące spędzała z dala od rodzinnego stada. Szkoliła się u białego wilka. Chciała w jak największym stopniu móc poradzić sobie z kłodami jakie los mógł w każdej chwili rzucić pod nogi nie tylko jej jednej ale i całemu stadu. Po pewnym czasie stała się świetną wojowniczką, umiała też znaleźć odpowiednie wyjście z prawie każdej sytuacji. Jej mentor wlewał w nią wiedzę jak w myślące naczynie a ona z ciekawością i pełnym zaangażowaniem przyjmowała ją. Wilk zawsze opowiadał jej ciekawe historie obrane w jaskrawe metafory, których z początku suczka nie rozumiała ale zawsze podejmowała żywą dyskusję dzięki której coraz więcej do niej docierało. Pozwalała białemu malować na jej futrze nieznane dotąd symbole. Trenowała nie tylko swoją moc fizyczną po przez długie walki z najróżniejszymi zwierzętami albo niebezpieczne samotne wyprawy, rozwijał się również jej duch. Żyła w harmonii z otoczeniem, dzięki czemu jej zmysły się wyostrzyły i rozumiała więcej niż przeciętna żywa istota. Wiedziała, że nigdy nie przewyższy swojego nauczyciela, ale miała nadzieję, że przynajmniej dorówna mu.
Jedynym jej łącznikiem z ukochanym stadem był czarny pies, jej przyjaciel, Elros. Świetnie dogadywał się również z mędrcem. Podczas gdy suczka oddawała się ćwiczeniom oni rozprawiali długimi godzinami o tylko im znanych rzeczach. Nukri nie miała im tego za złe. Przepełniona nową wiedzą często opowiadała o swoich przeżyciach czarnemu basiorowi, który z przyjacielskim błyskiem w oku wysłuchiwał jej.
Pewnego razu nie zjawił się jednak o wyznaczonej porze. Samka czuła niepokój w sercu. Wiedziała, że tak punktualny zazwyczaj pies nie spóźnił by się gdyby nie zatrzymało go coś ważnego.
Próbowała medytować ale po jej głowie chodziły same czarne scenariusze, jej szósty zmysł jej nie zawodził.
Wypadł zdyszany z lasu zatrzymując się tuż przed suczką, która leżała właśnie przed grotą Viisausa i odpoczywała po wyczerpującym zadaniu. Poderwała się na równe nogi i z pytaniem w oczach spojrzała w stronę jej bratniej duszy. Elros długo nie mógł się uspokoić, widocznie coś bardzo go zdenerwowało.
-Ystävä! Co się stało? - Mentor wyszedł z  jaskini i podszedł do przerażonego psa. - Weź głęboki oddech i uspokój się.
Basior kiwnął głową i uczynił co mu nakazano.
- Co się stało? - powtórzyła ponaglająco wadera.
To co usłyszała sprawiło, że jej wnętrzności niebezpiecznie fiknęły koziołka z nerwów.
- Jak to wszystkie szczeniaki zniknęły? - pisnęła ledwo mogąc cokolwiek wykrztusić.
- Wczoraj w nocy ktoś porwał w s z y s t k i e szczeniaki. Suczki są zrozpaczone, nie wiemy co mamy robić. Jesteś potrzebna stadu, Twoje nowe umiejętności są potrzebne w odnalezieniu maluchów. - Powiedział czarny opuszczając nisko łeb i patrząc pogrążonym w żalu wzrokiem na swoją przyjaciółkę.
- A więc to już. - Powiedział zamyślony wilk. - Sądzę, że jesteś gotowa, czas na ostateczną rozgrywkę tyle , że tym razem stawką jest życie niewinnych istot.
Przez grzbiet białej przeszedł zimny dreszcz.
- zebrała się  grupa poszukiwawcza ale wątpię, żeby coś wskórali.- dodał cicho pies.
Nie było na co czekać, Nukri kochała szczeniaki i nie mogła pozwolić, żeby coś im się stało. Dlatego postanowiła wybrać się na tą misję ocalenia piesków.
Po paru godzinach biegu dotarli w końcu na tereny stada. Na granicy przywitał ich zniecierpliwiony Rav i Lena. W paru słowach opisali białej całą sytuację. Urządzili dla szczeniaków nocną zabawię w podchody jednak coś poszło nie tak, ktoś zdołał ominąć strażników i porwać bawiące się młode.
- Pokażcie mi gdzie widzieliście szczeniaki po raz pierwszy. - Powiedziała stanowczo samka.
- Nie ma po co, już przeszukaliśmy ten teren, żadnych specjalnych śladów. - Powiedział Lorens wyłaniając swoje żółte ślepia z mroku. Za nim stała Sathana widocznie przybita całą sytuacją.
- Zniknęły! - powiedziała a na jej pysku pojawił się grymas złości.
- Po prostu zaprowadźcie ją na tamto miejsce. - Powiedział Elros dominującym tonem nie spuszczając wzroku ze złotych ślepi czarnego wilka. Lena kiwnęła na białą i omijając całą resztę zaprowadziła ją na miejsce zaginięcia. Była bardzo zmartwiona, wręcz roztrzęsiona całą sytuacją. Nie m co się dziwić to również jej szczeniaki zaginęły.
- Zaginęło 14 szczeniąt. Nikt nie widział tu nikogo podejrzanego? Nie ma żadnych śladów? To absurdalne i niemożliwe! - Oburzyła się biała.
- Nad ranem bardzo padało, zapewne deszcz zmył większość śladów i zabił wszelkie unoszące się tu zapachy.
Samka otworzyła pysk, żeby coś powiedzieć ale nie było po co. Marnowała tylko czas na zbędne paplaniny. Pocieszyła Alphę ciepłym słowem i poprosiła o chwilę samotności.
Słońce już zachodziło, wiatr delikatnie poruszał gałęziami drzew. No właśnie... drzewa. Jedynie one widziały co zaszło tu poprzedniej nocy. Te stojące tu od wieków rzeźby natury mogły pomóc odnaleźć młode. Gdyby jedynie potrafiły mówić. Samka podbiegała do każdego z drzew dokładnie je oglądając, mruczała pod nosem jakąś melodię znaną tylko nielicznym starożytnym stworom...i drzewom. Nagle gałęzie zaczęły poruszać się gwałtowniej jakby niewidzialna siła chciała je połamać, zamienić w zapałki, uciszyć albo zmusić do mówienia. Wadera siedziała na środku z zamkniętymi oczami. Wsłuchiwała się w to co ją otacza. Ziemia przemawiała do niej, chciała jej pomóc ale nie wszystkie znaki docierały do tak świeżego umysłu. Postanowiła skupić się jeszcze mocniej. Wtem coś połaskotało ją po uchu. Otworzyła nagle oczy. Wiatr wiał już z dużo potężniejszą siłą niż w momencie gdy je zamykała. Wokół niej tańczyły zeschłe liście...i świeże płatki kwiatów, które zerwał silny powiew. Westchnęła jakby sama zadziwiona tym co widzi. Usłyszała cichy szept. Głos, którego nie znała obiecywał jej pomoc. Samka wstała i już chciała ruszyć za głosem gdy niebo przeszyła potężna błyskawica. Światło uciszyło wszystko. Także puchatą, która oszołomiona blaskiem wpadła w pobliskie krzaki. Nagle otoczyły ją zapachy szczeniąt i ich radosne poszczekiwania zajęte zabawą. Później jakby wszystko się zmieniło w szum i żałosne skomlenie. Było tam coś jeszcze, dziwny głos w oddali, tak mało zwierzęcy, tak bardzo ludzki. Psina poczuła ból na wskroś przeszywający jej wnętrze. Już wiedziała co się stało. To ludzie! Ludzie porwali szczeniaki! Poczuła na nosie chłodne krople wiosennego deszczu. Gdy się ocknęła było już całkiem ciemno a ona była zbolała i wyczerpana. Nie marnowała jednak ani chwili na przejmowania się swoim fizycznym stanem. Ruszyła z miejsca. Miała w głowie jakby pourywane obrazy, po jednym z każdej mięciutkiej główki. To jej musiało wystarczyć. Ostatni jaki zapamiętała z tak krótkiej wizji była szosa przy lesie, daleko od spokojnych terenów stada, daleko od domu. Wpadła jeszcze na chwilę na polanę, żeby powiedzieć czego się dowiedziała Elrosowi, nakazała mu za wszelką cenę wspierać suczki w tych ciężkich dla nich chwilach.
Biegła sama, przez ciemny, mokry świat, tak niebezpieczny dla psiaków. Nie wiedziała co ludzie chcą z nimi zrobić ale na pewno to nie było coś dla nich dobrego.
Dotarła do drogi dopiero następnego dnia przed południem i nie zastanawiając się długo ruszyła za węchem w stronę najbliższego miasta. Przerażały ją wielkie, ciężkie maszyny pędzące po szarej, śmierdzącej ulicy. Ważne jest pokonać lęk. Zatrzymała się gdy na horyzoncie zobaczyła pierwsze miejskie zabudowania. Drzewa widocznie się rozrzedziły a ostre zapachy jakby nakłębiły w tym obrzydliwym miejscu. Zboczyła z głównej trasy i próbowała znaleźć jakieś stworzenie, z którym potrafiłaby nawiązać kontakt werbalny. Już po chwili znalazła się na podwórku przy jednym z domów zwabiona zapachem jednego ze swoich krewnych psowatych. Ujrzała wilczura, który od razu przywiódł jej na myśl swojego ojca. Zawarczał na nią, ukazując ostre kły. Ta jednak przeprosiła cicho za zamieszanie i poprosiła o pomoc. On jednak rzucił się na nią z zębami jak sztylety. Powstrzymał go na szczęście srebrny stalowy łańcuch przywiązany do jego obroży. Samka zapiszczała i oddaliła się z podkulonym ogonem, szukając pomocy gdzieś indziej. Przy dużym kontenerze spotkała dwa kundle walczące dla zabawy. Podeszła bliżej i nieśmiało zaczęła.
- Przepraszam panów bardzo! Jestem Nukri, mam do was pewne pytanie.
- No. no, no. - Psy od razu przerwały i ruszyły w stronę samki. - A czego Ty tu szukasz panienko? Problemów?
- Nie, nie. - Pokiwała przecząco głową. Nie czuła lęku przed psami. - Szukam pomocy.
Kundle zerknęły na siebie i zaczęły okrążać białą lecz widząc jej zdeterminowaną postawę, spasowały.
- W czym możemy C I pomóc? - jeden z nich uniósł pytająco brew a drugi oblizał pysk.
- Nie widzieliście może 14 szczeniaków?
- Co za głupie pytanie! Skąd by się tu wzięło tyle szczeniaków?
- Nie na wolności. - Syknęła lekko rozdrażniona. - Ktoś uprowadził z mojego stada szczenięta! Jestem tu by je odnaleźć i sprowadzić do domu całe i zdrowe!
- I wysłali na odsiecz jedną sukę? - zaśmiali się drwiąco.
- Z łatwością bym was zabiła. - W jej oczach błysnęła dzika żądza mordu. To właśnie jej się zapewne przestraszyli bo spokornieli.
- Myśmy nie widzieli, ale może któryś z naszych znajomych...coś wie.
- Zapytajcie.
I w ten o to sposób po niecałych 3 minutach całe miasteczko zaniosło się szczekaniem tysięcy mieszkających w nim psów. Wkrótce biała znała dokładne położenie szczeniąt i była w drodze. Jednak dopiero po dotarciu na miejsce okazało się, że misja odbicia piesków nie kończy się na ich odnalezieniu.
- Co to za budynek? - zapytała psa, który obiecał ją odprowadzić.
- To centrum badań genetycznych... - Powiedział cicho czarny kundel.
- Co takiego? Będą na nich przeprowadzać badania?
- Zapewne tak.
Sierść na karku suczki zjeżyła się z przerażenia. Trzeba ratować szczeniaki, tylko jak ominąć wszystkich wartowników i dostać się do pilnie strzeżonego laboratorium w samym środku ogromnego budynku? Nim się obejrzała opuścił ją bezdomny towarzysz została sama bez jakiegokolwiek planu. Oglądała budynek z różnych stron. W pewnym momencie poczuła bardzo wyraźny zapach jednego ze szczeniąt. Instynktownie rzuciła się biegiem w tamtą stronę, nie zobaczyła jednak żadnego z malców, jedynie szczura obgryzającego kokardkę, którą nosiła na szyi Milka. Dopadła do gryzonia i złapała go w zęby.
- Skąd wziąłeś tę wstążkę?! - Warknęła zdenerwowana trzymając szkodnika w śmiertelnym uścisku ostrych kłów.
- Niech mnie pani puści! Litości! Znalazłem ją!
Samka uniosła brew:
- A więc pokażesz mi miejsce, w którym ją znalazłeś to daruję Ci życie.
- Dostałem ją od psa! - pisnął. - Jest ich dużo, siedzą w klatkach w laboratorium.
Puchata wypluła szczura i spojrzała na niego podejrzanie.
- Jak się tam dostałeś?
Szczur podszedł do szybu wentylacyjnego i kiwnął na niego głową po czym zniknął w jego ciemności. Nie zastanawiając się biała bohaterka ruszyła za nim. Chłodny, ciasny szyb przyprawiał ją o mdłości mimo wszystko zachowała zimną krew i bezszelestnie szła za brudnym szczurem. Zatrzymało ją jednak przewężenie ciasnego tunelu.
- Dalej nie dam rady.- powiedziała poirytowana.
- Ojć - stęknął szkodnik i rozłożył ramiona.
"Pomóż mi uwolnić te małe istotki" - z naciskiem przemówiła do podświadomości gryzonia wbijając w niego swoje ostre spojrzenie.
- Może pomóc Ci uwolnić te szczeniaki? - Spojrzenie suki zelżało wraz z rozluźnieniem mięśni i nerwów. " Już niedaleko" powtarzała sobie w duchu "...jeszcze chwilę i będą wolne, bezpieczne".
 Po uzgodnieniu planu szczur ruszył w stronę kratki znajdującej się w laboratorium a suczka wycofała się i opuściła tunel na korytarzu. Ukryła się pod wózkiem z instrumentami chirurgicznymi, bóg jeden wie do czego one mogły służyć w takim miejscu. Nagle coś sprawiło, że wózek zaczął toczyć się w kierunku laboratorium, samka wystawiła nos spod białego prześcieradła i widziała jak kobieta w niebieskim kitlu wpisuje kod na klawiaturce i otwiera drzwi czerwonym guzikiem. Biała bezszelestnie wysunęła pęk kluczy, które kobieta miała w tylnej kieszeni spodni. Drzwi automatycznie się otworzyły a oczom puchatej ukazał się niezwykły obraz. Pomieszczenia pełne było stołów z próbówkami, nieznanych jej maszyn, za to jedna ze ścian była przeznaczona na klatki dla małych czworonożnych więźniów. Za kratkami widać było smutne pyszczki naszych zgub. Jednak w laboratorium był jeszcze jeden człekokształtny. Mieszał coś dokładnie w swojej zlewce i napierał do strzykawek.
- Dawaj jednego kundla, sprawdzimy czy ta mieszanka działa.
Samica położyła uszy po sobie i wyszczerzyła zęby, nadal jednak zostawała w ukryciu. Laborantka natomiast sięgnęła do spodni ale nie znalazła tam kluczy, odwróciła się i westchnęła.
- Zostawiłam klucze w socjalnym, zaraz je przyniose. - I oddaliła się.
To był dobry moment aby ze swojej kryjówki wyszła Nukri. Z błyszczącymi gniewem ślepiami i warkotem piły motorowej wysunęła się spod narzuty. Mężczyzna podskoczył ze strachu i cofnął się.
- Kto tu wpuścił tą bestię! - krzyknął i wcisnął pięścią alarm. Samoyed skoczył ku niemu i zanurzył zębiska w ramieniu faceta. Smak krwi ożywił samkę i połechtał jej dziki  instynkt tak dobrze ćwiczony ostatnimi czasy. Po chwili mężczyzna leżał martwy, zakrwawiony na marmurowej posadce. Szczur w mgnieniu oka złapał klucze i uwalniał szczeniaki. Te zaś kierowały się w stronę wejścia do układu wentylacyjnego. Biała wydała gryzoniowi ostatnie polecenia i wybiegła na korytarz ledwo mieszcząc się w zamykanych powoli drzwiach. Wiedziała, że musi znaleźć inne wyjście niż cała reszta. Krew kapała jej po pysku a ta w morderczym biegu przemierzała korytarze. Na ostatniej prostej zagrodziły jej drogę jednak dwa rosłe dobermany. Zatrzymała się nagle, zadyszana. Jedyne co miała w głowie to aby się stąd wydostać. Warknęła i wypuściła nozdrzami powietrze, dość głośno. Psy naprzeciwko niej oblizały złowieszczo pyski i podeszły o krok. Biała szczeknęła i rzuciła się na psa, który stał bliżej, rozszarpując mu kark i zajadle dobierając się do gardła. Natarł jednak drugi doberman i łapiąc puchatą za ogon oderwał ją od partnera. Rzucił nią w kąt i teraz podchodził do niej, oddychała szybko próbując pozbierać się z ziemi. Nie przyznała się samej sobie, że ten cios lekko ją zamroczył. Skoczyła na napastnika jakby znów odzyskała energię i po paru wytrenowanych ruchach dwa dużo większe od niej psy leżały nieprzytomne. Wcisnąć czerwony przycisk przy ogromnych metalowych drzwiach, przy tym co dopiero przeszła to pestka. Wyszła na ulicę i zaczęła biec w miejsce w którym umówiła się ze szczurem. Opadała z sił ale wiedziała, że dzięki silnej woli może osiągnąć wszystko. Oparła się o chłodny budynek tuż przed grupką wystraszonych szczeniąt. Na ścianie zostawiła po sobie czerwony ślad.
- Ciocia Nukri! Ciociu uratowałaś nas! - krzyczały szczeniaki ale samka słyszała to jakby za mgłą, uśmiechnęła się tylko nikle i odpowiedziała, że czas wracać do domu. Powrotu do domu nie pamiętała prawie wcale, wiedziała tylko, że w drodze spotkała Elrosa,który wyszedł jej na spotkanie. Zaopiekował się szczeniętami i bezpiecznie sprowadził całą grupę do stada. Jej myśli się rozjaśniły dopiero po dniu snu. Otworzyła zaspane oczy i ujrzała zebrane przed nią stado. Wszyscy już radośni i spokojni bo szczeniaki bezpiecznie wróciły do swoich rodzin.
______________________________________________________________________
Mam nadzieję, że tym razem nie zrobiłam jakichś błędów. :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz