czwartek, 16 sierpnia 2012

Takie cóś. :3 | Nr. II cz. 4

"To samo i was spotka, jeśli się nie wyniesiecie!" - głosił napis przy ciałach dzieci, napisany ich krwią. Po tym Bueno przez kilka tygodni siedziała zamknięta w pokoju. Luffiera i Gerard martwili się o nią, niczym o własne dziecko. Przynajmniej jej nie chcieli stracić... po miesiącu zdecydowali się wyprowadzić. Zaczęli się pakować... 22:30, piątek 13 dnia miesiąca.
Wszyscy byli jacyś spięci. Była późna godzina i ostatnia noc w tym domu... Bueno nie mogła zasnąć. Przed oczami miała krew, martwe, zmasakrowane ciała. Była wstrząśnięta. Tej nocy była burza... Zapaliło się kilka drzew wokół domu. Księżyc świecił jasnym blaskiem. Rudowłosa była bliska obłędu... krew, śmierć przed oczami... ogień odbijający się w oknach... nagle burza ucichła, ogień zgasł, powiał silny wiatr... I nagle wszystko ucichło... prócz skrzypienia na schodach. Były coraz to głośniejsze... jednak Bueno była niczym w transie... widziała tylko krew, czuła odór śmierci... klamka się obróciła... dziewczynę owiał lodowaty powiew... drzwi się uchyliły, jednak w progu nikogo nie było.
-Hę?...
Dziewczyna nagle się ocknęła... wystraszyła się, widząc otwarte drzwi. Wstała z łóżka i ruszyła ku nim, gdy nagle usłyszała krzyki z dołu... Luffiera i Gerard... coś ją uderzyło mocno w tył głowy...
Ocknęła się kilka godzin później. Powoli nastał świt, kręciło jej się w głowie. Z tyłu jej głowy skapywała krew i jakaś czarna maź. Miała jakieś plamki przed oczami. Gdy one zaczęły znikać, zauważyła siekierę i już więcej nic... ktoś odrąbał jej głowę.

Nikt już więcej nie przybył do tegoż domostwa, gdyż dom i plac zabaw otoczony był martwymi ciałami i ich głowami wbitymi na pale...

Tak, wiem, mało straszne te moje opowiastki,ale chociaż wymyślam je sama i coś piszę. ^^'
Ostatni dzień, uff, zdążyłam jeszcze napisać ostatnią część. xD'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz