niedziela, 16 marca 2014

Witamy w Krainie Czarów. cz.l [Leiko]

Sathana - Alicja
Zeus - Chłopak Sathany
Nack - Kapelusznik
Sauron - Gąsienica
Leiko - Biały Królik

OPOWIADANIE NIE MA NA CELU OBRAŻENIA KOGOKOLWIEK
jest to tylko efekt mojej nudy.
I ma pokazać Wam, że jeszcze żyję.

- Kochanie, tylko za bardzo się nie oddalaj i wróć szybko! - w domu rozbrzmiał głos Zeusa. Widać było, że nie za bardzo podobał mu się pomysł Sathany, bo któż o zdrowych zmysłach idzie zerwać kwiaty na łące w taką pogodę?
Wrócę za godzinę. - westchnęła z uśmiechem na ustach, założyła na głowę kaptur i pożegnała się z Nim poprzez krótki uścisk.
Pogoda zdecydowanie nie dopisywała, co dało się zauważyć już na pierwszy rzut oka; szare niebo, lekki deszcz i irytujący wiatr, niszczący każde uczesanie. Jednakże brunetka musiała nazrywać kwiatów, jakby od tego zależało Jej życie. Doprawdy, czy nie mogłaby wygodnie rozłożyć się na kanapie, włączyć polsat i rozkoszować się dniem wolnym. Nawet Zeus, Jej chłopak który kochał dziewczynę nad życie, nie potrafił Jej zrozumieć. Ale czego nie robi się z miłości do drugiej osoby?
Droga na łąkę nie zabrała Jej więcej niż kilku minut. Z uśmiechem na ustach (Który nawiasem mówiąc, kompletnie nie pasował do dzisiejszego poranka) kroczyła przed siebie, rozglądając się z niebywałym zainteresowaniem na boki. Miała dziwne wrażenie, że kolor kwiatów jakoś wyblakł.
Spóźnie się, spóźnie się! - usłyszała za sobą głos, przez co się odwróciła, szukając domniemanego źródła. Kto to był? Może się przesłyszała? Westchnęła. Powinna lepiej się wysypiać.
Nagle, ni stąd ni zowąd, drogie przecięła Jej jakaś postać; chuda, o długich blond włosach, trzymająca w dłoni zegarek. Nie zdziwiłoby Ją to tak bardzo jak nie fakt, że nieznajoma posiadała królicze uszy. Sathana przetarła oczy. Czyżby się przywidziała? Widząc, że dziewczyna skoczyła do nory pod drzewem, zachłysnęła się powietrzem. Co się właśnie stało?
Ruszyła. Być może to był jeden z pacjentów z ośrodka psychiatrzycznego? Słyszała, że wielokrotnie uciekali z zakładu, ale nigdy, że skakali do dziur! Chyba te tabletki które dostawali działały odwrotnie, aniżeli powinny. Nachyliła się nad norką.
Halo? Czy wszystko w porządku? - jednakże brunetce odpowiedziała jedynie cisza. Gdy już sięgała po telefon żeby zadzwonić na policję i pogotowię, poczuła jak ziemia pod Jej nogami się zapada i wbrew własnej woli zaczęła spadać, drząc się przy tym niemiłosiernie. Poczuła jak coś uderza Ją w głowę i zamknęła oczy.

To nie jest Alicja. Czy ona Ci wygląda na Alicję? Naprawdę, Kapeluszniku, oszalałeś do reszty. Straciłam na Ciebie tylko mój cenny czas! - fuknięcie.
Ależ Króliczku, spokojnie. Alicję rozpoznam wszędzie. - śmiech.
Co tu się...? - Sathana powoli zaczynała się budzić. Tocząca się rozmowa była na tyle głośna, żeby w oka mgnieniu wróciła do otaczającej Ją rzeczywistości. Ku swojemu zdziwieniu leżała na miękkim, podwójnym łóżku. Przetarła oczy. Gdzie ona się znajdowała?
Alicjo! - niemalże wykrzyknął uradowany Kapelusznik.
Jaka Alicja? Gdzie ja jestem? - pisnęła ze strachu.
Mówiłam, że to nie Alicja. Ale czy ktoś mnie słuchał? Nie, oczywiście, że nie. - dziewczyna wywróciła oczami, spoglądając kątem oka na tykający zegarek.
Zajączku, zachowuj się. - westchnął. - W Krainie Czarów, Alicjo. - uśmiechnął się do dziewczyny.
Nie Zajączek, tylko Biały Królik! Naucz się ty stary, obłąkany perwersie. - puknęła go w czoło. - Widziałeś gdzieś Gąsienice? Nigdzie nie potrafię go znaleźć a jest mi winny przysługę, stary zgred.
Pewnie się gdzieś zaszył i znowu pali wmawiając komuś, że nie jest tym kim jest. - chwycił za jedno z Jej króliczych uszek, na co blondynka odskoczyła.
Moment, co się tu dzieje? - Sathana była nawet bardziej, niż skołowana.
- A więc. - Kapelusznik poprawił swój kapelusz. - Jesteś w Krainie Czarów, Alicjo. Pomożesz Nam pokonać Czerwoną Królową.
Gdzie ja wylądowałam? - jęknęła.

Drugiej części nie będzie,
albo będzie, ale nic mi o tym nie wiadomo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz