Wyprawa
w poszukiwaniu słodkości nabrała szybszego tempa, gdy Ash i Raven tylko
wyszli ze swojej jaskini i ich łapy stanęły na pożółkłej winą jesieni
trawie, pokrytej odpowiednią ilością rosy. Dzień dzisiejszy był idealny,
by zostać mianowanym dniem święta Halloween. To tak, jakby cząstka
świata zaplanowała dać akurat tak dobrą atmosferę w ten wyjąykowy dzień
akurat w tym miejscu. Obaj przyjaciele cieszyli się, a radości ich nie
dało się opisać słowami. Aby to rozumieć, należało spojrzeć na same
pyski, przywdziane w szczere uśmiechy, bądź sposób w jaki się poruszali,
entuzjastycznie i niedbale. Wokół nich kręciły się inne szczenięta,
ubrane w przeróżne stroje, stworzone z jeszcze różniejszych przedmiotów.
Im jednak obydwaj bardziej się oddalali, tym mniej widać było młodych
psiaków wybierających się na poszukiwania. Podejrzenia Ash'a się
sprawdziły. Oboje szli w ciszy, rozglądając się we wszystkie strony. Ich
plusem była różnica wzrostu, bowiem dzięki niej mogli podzielić się
poszukiwaniami - na górze i tuż nad ziemią. Wraz z przemieszczaniem się
obu psów, zaczęło robić się coraz chłodniej. Z początku Raven
przypuszczał, że mogła być to zwyczajna zmiana pogody, jednak chłód
uderzył tak niespodziewanie, że wywował u niego spory niepokój. Nie
odzywał się jednak, nie chcąc nastraszyć młodszego.
-
Raven! - szczeniak krzyknął niespodziewanie przerażonym głosem,
zatrzymując się momentalnie. Owczarek niemalże nie podskoczył z
przestrachu.
- Co się dzieje, co, co? - pytał nerwowo, stając tuż obok niego i przyglądając mu się.
- Moje łapy! Zniknęły, nie ma ich! Wciąż je czuję, ale zniknęły!
O
czym ten szarak mówił? Łapy przecież nie znikają same z siebie, ot tak.
Poza tym, gdyby ich nie było, to nie czułby ich. Było to dziwne, przez
co Raven jeszcze bardziej się przestraszył. Z początku myślał, że Ash
chce go nastraszyć, jak zwykle miał w zwyczaju w dzień Halloween, jednak
coś wydawało się brzmieć inaczej. Być inne.
-
O czym ty mówisz, przecież są gdzie trzeba! - stwierdził panicznie
czarny, podchodząc do młodziaka, który był równie ogarnięty uczuciem
strachu. Aby mu udowodnić, że wszystkie kończyny ma na miejscu, złapał
jedną z jego łap i uniósł do góry, ujawniając ją, normalnie
wyglądającą.
- To dziwne... kiedy stoję na ziemi, to ich nie ma. Zupełnie, jakby znikały!
Teraz
Raven zrozumiał o co chodzi. Mgła. Całe to zajście było jej sprawką.
Pies dziwił się jedynie, że Ash nie spotkał się jeszcze z tym zjawiskiem
pogodowym. Zaśmiał się krótko, klepiąc przyjaciela po łebku z
politowaniem.
- To, młody,
nazywa się mgła. I gwarantuję ci, że nie pozbawi cię żadnej kończyny. A
teraz chodźmy, mam ochotę na cukierki - powiedział Raven, od razu
ruszając przed siebie. Szczeniak nie zrozumiał do końca, co miał na
myśli poprzez to określenie jego przyjaciel, jednak ufał mu na tyle, by
nie zadawać więcej pytań. Ruszył tuż za nim, dorównując mu kroku, by nie
zgubić się w tyle. Od jeziora nie dzieliła ich już zbyt wielka
odległość. W gruncie rzeczy nie było ono oddalone przesadnie od głównej
polany. Dlatego też oboje dziwili się, dlaczego inne szczenięta nie
mogły się nad nie wybierać bez opieki. Taka była jednak decyzja Alphy i
nie mogli się jej sprzeciwiać. Po kilku, góra trzydziestu następnych
sekundach, z oddali dało się słyszeć szum. Szum? Nigdy nie słyszęli
żadnego szumu zbliżając się do tych terenów. To było coś, co niezwykle
ich zdziwiło, jak i zmyliło. Może zabłądzili?
-
Słyszysz to? Ten szum? - spytał Raven, unosąc łeb wyżej, by odnaleźć
źródło tego dźwięku. Ash pokiwał potwierdzająco łebkiem, co nieco
uspokoiło starszego psa. Wiedział chociaż, że nie zwariował. - Jest
coraz głośniejszy, jakbyśmy-
Raven
nie zdołał dokończyć zdania, które rozpoczął, gdy niespodziewanie
poczuł, że grunt pod jego łapami gwałtownie spada w dół. Czym prędzej
odsunął Ash'a łapą w przeciwną stronę, omal nie otwierając pyska ze
zdziwienia i przerażenia. Oboje zaś znaleźli się na szczycie wielkiego,
spadzistego klifu, który prowadził wprost do rwących wód morza. Nie
przeraziłoby ich to gdyby nie fakt, że przechodzili tę drogę mnóstwo
razy i nigdy wcześniej nie natrafili na klif, a tym bardziej na morze.
-
R-raven, gdzie my jesteśmy? Czy myśmy się przypadkiem nie zgubili? -
spytał Ash, wpatrując się ze strachem w ogromną taflę wściekle bijącej
falami o podnóże klifu wody.
- Obawiam się, że idziemy w dobrym kierunku.
Tuż
po tych słowach, zza obydwu stojących nad klifem przyjaciół rozległ się
przeraźliwy krzyk, podobny do tych, które wydaje z siebie ktoś, kto
właśnie został zamordowany. Raven otrząsnął się i odgonił od siebie tę
możliwość. Nie miał jednak pojęcia, co robić. Ash ukrył się między
łapami owczarka, a okropna mgła niespodziewanie zgęstniała, niemalże
zupełnie pozbawiając ich jakiejkolwiek widoczności. Raven czuł jak młody
trzęsie się z przerażenia, lecz nie mógł nic na to poradzić. Stał wryty
w ziemię, jakby nagle stracił jakiekolwiek możliwości do poruszania
się. Tuż po chwili, rozległ się wokół nich niski, ochrypły śmiech.
Brzmiał jeszcze przeraźliwiej od krzyku i był z pewnością głośniejszy, a
na jego nadejście jakby ucichły wszystkie inne hałasy, ustępując mu.
-
Myślicie, że Halloween to tylko niewinna zabawa? Zbieranie jakichś
marnych słodyczy, bo dowiedzieliście się gdzieś, że to na takich
bzdurach polega?! Mylicie się. Miliony grobów zostało zapomnianych przez
młodsze pokolenia swoich krewnych, tylko dlatego, że zaczęli uznawać to
święto za okazję do zabaw! - powiedział okropny głos, dobiegający
niemalże z każdej strony. Nie dało rady zobaczyć jednak, kto wypowiadał
owe słowa. - To wina takich jak wy dwaj. Dziś za to zapłacicie.
Ash
poczuł, jakby ktoś ciągnął go w swoją stronę, za ogon. Chciał się temu
sprzeciwić, jednak nawet złapanie łapy owczarka, pod którego cielskiem
się skrywał, nie pomogło mu. Tuż po chwili został wyciągnięty spod
Raven'a i wciąż ciągnięty w tył, mimo wbijanych w ziemię pazurów.
Krzyczał, próbując się wydostać, a owczarek wciąż stał w tym samym
miejscu, wryty w ziemię. Chciał się ruszyć, biec na pomoc, by uwolnić
niewinnego szczeniaka. Wiedział dobrze, że to on wciągnął go w to całe
szaleństwo święta zmarłych. Gdyby nie on, z pewnością nic złego nie
działoby się teraz. Po chwili, Ash pojawił się znowu, tuż przed nim,
trzymany w powietrzu, do góry nogami. Wyglądał, jakby jedną łapą był na
tamtym świecie.
- Skoro
tak uwielbiasz święto zmarłych, chyba nie będziesz miał nic przeciwko,
bym zrobił z twojego małego kolegi ducha, hm? - spytał głos, a szczeniak
wydał z siebie zbolały pisk, jakby głos wyrządził mu jakiś okropny ból.
Po chwili szczenię wzbiło się wyżej w powietrze, po czym rozpadło się
na tysiące kawałków, przypominających kawałki zbitego szkła, które
prędko zostały rozwiane przez wiatr.
- Ash! Ash! - krzyczał Raven, dopiero teraz mogąc się poruszyć. Było już jednak za późno.
***
-
Ash! - krzyknął owczarek, potrząsając ponownie przyjacielem, który
dopiero teraz zaczął się rozbudzać. Byli w jaskini, swojej własnej,
zdala od tajemniczego klifu, od morza, które pojawiło się równie szybko,
jak i zniknęło. Młodziak, nieświadomy, nic z tego nie rozumiał. Jeszcze
przed chwilą oboje znajdowali się zupełnie gdzie indziej. W ten sposób
zroumiał, że odkrył istnienie snów, o których nie miał wcześniej
pojęcia. Był jednak pewien, że przez kilka następnych lat nie wybierze
się na Halloweenowe poszukiwania słodyczy. Rozmyślał nad słowami, które
tajemniczy głos przekazał mu we śnie. Czy powinien powiedzieć o nich
Raven'owi?
___________________________________
Co
prawda po czasie, ale jest! Wybaczcie ewentualne błędy, pisane na
telefonie, więc nie miałam zbytnio jak tego zanalizować. Nie jestem do
końca zadowolona, bo i tematyka nie w moim stylu, no ale... ważne że coś
jest! Opinie mile widziane, nie śmiejcie się za głośno pls.








