sobota, 9 sierpnia 2014

Wojna cz. V. - Nukri [Nukri]

Treść zadania:
Na wieść o zaczynającej się wojnie postanawiasz wkroczyć do akcji. Wojownicy ze Stada Psich Serc ruszyli naprzód, a Ty chcesz zakraść się i idziesz boczną ścieżką chowając się za drzewami. Wszyscy pobiegli w stronę łąki i rozpoczyna się wojna. Musisz być bardzo czujna, gdyż nie wiesz co Cię może spotkać. Widząc zakłopotaną suczkę ze Stada Nocy, postanawiasz rzucić się w Jej stronę. To najzwyczajniej Alpha Stada Nocy, jednak nie interesuje Cię to zbytnio. Wyskakujesz zza drzew i toczysz z nią walkę. Już prawie zabijasz, aż tu nagle rzucają się na Ciebie dwa potężne psy w obronie tamtej. Doznajesz niezłego urazu łapy, więc Ragnar który to zauważył zanosi Cię do Cheese’a.


Samka wiedziała, że podczas wojny jedną z ważniejszych rzeczy jest rozpoznanie wroga. Trzeba wiedzieć w jakiej są kondycji wrodzy wojownicy, zbadać ich zapał do walki i wrócić niosąc wieści swoim przyjaciołom. Tym razem jednak jej rola jest nieco inna. Atak z zaskoczenia. Skrytobójca działa na wlasną rękę i potajemnie wyżyna armię przeciwnika. Nukri była indywidualistką więc zaraz po tym jak Wojownicy ruszyli głowną trasą w prost na wroga weszła w gąszcz i bezszelestnie poruszała się w odległości kilkunastu metrów za "plutonem" ze Stada Psich Serc. Gdy reszta wkroczyła na pole bitwy zaczęła się zajadła walka. Samka okrążyła teren walk słońce wisiało zgrabnie nad drzewami i przypiekało spękaną ziemię którą rosiła krew bitewna. Jedno wciągnięcie powietrza nozdrzami wystarczyło, żeby samica zorientowała się, że nie jest sama. Przypadła do ziemi i czujnie nastawiła uszy. Nic nie ujdzie uwagi tak skupionemu psu, który gotowy jest w każdej chwili ruszyć do ataku. Pozycja którą przybrała pozwoliła jej obserwować otoczenie, nie rzucając się w oczy i narażając na zdemaskowanie. Oblizała pysk mokrym językiem i powoli wciąż czołgając się przy ziemi podeszła do źródła zapachu. Wychyliła się zza ogromnego krzaka dzikiego bzu i ku jej zaskoczeniu oczom ukazała się sama Alpha stada Nocy. Spojrzała z politowaniem na zdezorientowaną i zagubioną sukę. Zastrzygła uchem i przyczaiła się w wygodnej pozycji. Nie była jeszcze gotowa na atak. Coś jej nie do końca pasowało. "Czemu alpha nie walczy? Chce uciec? Czy na pewno jesteśmy tu same i odpowiednio daleko od walk by nie zdołała wezwać pomocy? " Miała dużo pytań a bardzo mało czasu na działanie. Mimo wszystko postanowiła ją na razie obserwować. Po chwili przybiegł do niej kundel, średniej wielkości. Wyglądało na to że meldował jej o losach wojny. Zjeżyła sierść i podkuliła ogon gdy usłyszała co miał jej do powiedzenia. Odesłała go na pozycję cichym warknięciem i zaczęła nerwowo rozglądać się po krzakach. Teraz już na pewno chce uciec. Nukri wyszczerzyła kły i po upewnieniu się że pies odszedł. Wynurzyła się z krzaków warcząc jak stary silnik z malucha i jeżąc futro na karku. Tamta obrzuciła ją przerażonym spojrzeniem i zaszczekała jakby chcąc wezwać pomoc. Pisk był jednak zdławiony przez szczęki białej ostro zaciskające się na szyi ofiary. "To będzie prostsze niż myślałam" przeszło przez głowę atakującej. Alpha miała ciemniejszą sierść, parę białych plam zdobiło jej grzbiet. Wierzgała jak ranne ciele, Nukri śmiała się z niej w duchu. Bo jak taki ktoś może być Alphą stada? 
Jednak ta jakimś cudem wyśliznęła się z jej szczęk i drasnęła ją zębami w kark, lecz nie trafiła i upadła na więdnącą trawę. Krew z jej szyi kapała na stokrotki a ona sama dyszała z bólu i strachu nie mogąc wydusić słowa. Biała otrzepała się, miała sporo drobnych ran zadanych przez broniące się pazury alphy. W oczach puchatej skrzyła się żądza mordu, ale nie tylko, przyćmiewała ją troska o stado i swoje młode. Gdzie jej partner? Walczy już czy dostał inne zadanie? Nie miała czasu by się zastanawiać, przed soba miała wrogą alphę, która płaszczyła się i błagała o litość. Żadna samica przy władzy nie powinna tak się hańbić, rozzłościło ją to jeszcze bardziej. Ostatni cios, ten szczególny odbierający życie. Była zdecydowana zadać ten cios, wiedziała czym jest śmierć. Na tę sukę przed nią nadszedł czas. 
Zrobiła zamach i zacisnęła kły na tchawicy ciemnej. Powoli zaciskała szczęki czekając na ten wspaniały dźwięk kruszonych chrząstek i ostatni łyk powietrza przed śmiercią jej ofiary. 
Niespodziewanie zza krzaków wyskoczyły dwa potężne psy, zębiska jednego zacisnęły się na ogonie puchatej i szarpnięciem próbowały oderwać ją od ich przywódczyni. Drugi odrobinę mniejszy pies chwycił alphe i próbował ją odciągnąć łapą uderzając w pysk Nukri. Co to za metody? Oczy skrytobójcy błysnęły czerwienią. Nie zgadzała się na przerywanie jej w pracy. Puściła alphę i odepchnęła ją od siebie na tyle silnie że jej ciało upadło przyduszając mniejszego obrońcę. Ona zaś wpadła w szał atakując psa który trzymał ją za ogon dziesiątkami ciosów jej ostrych kłów. 
Pies zdezorientowany puścił ogon a samka cicho odetchnęła z ulgą. Sielanka nie trwała jednak długo bo olbrzym rzucił się na nią ponownie, ta z gracją odpierała jego ciosy do momentu aż nie uwolnił się drugi i nie chwycił jej za nogę w momencie gdy chciała posmakować krwi wielkiego czarnego psa.Usłyszała tylko przygłuszony trzask kości i runęła na ziemię jak kłoda. Broniła się mimo to lecz nie wszystkie ciosy była w stanie odeprzeć. Oba psy atakowały ją jednocześnie, biała bała się że to już koniec. Jedynym ratunkiem było wezwanie pomocy. Ostatkiem sił rzuciła w niebo swój oddech wraz z błagalnym wyciem. 
Straciła przytomność z wyczerpania, podczas jej nieobecności w ciele widziała spacerującego po ogromnej polanie wysoko w górach swojego mentora Białego Wilka. Podszedł do niej i pomógł wstać, nie czuła przenikającego jej ciało bólu. Ale wilk wydawał jej się dziwnie milczący. Usiadł na skraju przepaści i pokazał jej płynącą w dole rzekę. Biała czuła wewnętrzną radość, ciepło płynące od ziemi przez jej ciało. Chciała zadać mu pytanie ale nie zdołała wydobyć z siebie głosu. Kazał jej wracać, ona zaskoczona spojrzała w jego oczy, nagle poczuła okropny ból w tylnej łapie i cały piękny pejzaż rozmazał jej się przed oczami. Wróciła. 
Nad nią stał Ragnar, po złowrogich olbrzymach nie było śladu. Pomógł jej wstać i powoli pokuśtykali w stronę Cheesego, który miał opatrzyć jej złamaną kończynę. Spojrzała na siebie w sadzawce którą mijali, cała obdrapana, białe futro poplamione krwią. Zacisnęła szczęki żeby nie wrzasnąć ze złości. Cała jej rola na nic. Fuknęła tylko cicho na co Ragnar posłal jej pocieszające słowa o odwadze i takich innych nie ważnych już dla niej w tym momencie rzeczach.

____________________________________________
Przepraszam że tak długo musieliście czekać ;)

Zadanie na obrońcę pary Deltha. [Ragnar]

Dzień był odrobinę inny. Ostatnio ciągle świeciło słońce i było gorąco, duszno, a dzisiaj.. Dzisiaj od rana padał deszcz. Ulewa trwała już od kilku godzin i wszelkie dziury na polanie zamieniały się w kałuże, co prawdopodobnie ucieszy szczenięta, gdy tylko deszcz ustanie: nie będą musiały iść nad jezioro, żeby się pochlapać. Póki co jednak nic nie wskazywało na to, aby miało przestać padać.

Ragnar najchętniej nie wychodziłby z jaskini. Leżał spokojnie, a u jego boku znajdowała się Desiree. Ich dwójka synów, Bjorn i Eilert, jak zwykle dogryzała sobie i widać było jak na przysłowiowej dłoni, który jakie stanowisko w hierarchii wybierze jako dorosły. Dog zaśmiał się cicho, przyglądając się swoim dzieciom, po czym spojrzał na ukochaną i lizął bok jej ślicznego pyszczka. Kochał całą swoją rodzinę i nie potrafiłby sobie teraz wyobrazić życia bez nich. No, przynajmniej większości, bo o niektórych członkach rodziny nie miał nawet pojęcia. Skupiał się na ojcu, matce, rodzeństwie, ukochanej, dzieciach rodzeństwa i swoich.

Desiree parsknęła śmiechem, widząc 'bójkę' ich synów. Nie zabraniała im takich zabaw, podobnie jak i Ragnar. Oboje twierdzili, że w ten sposób przynajmniej nie wychowają maminsynków. Dog przeciągnął się i wstał, podchodząc do dzieciaków. Przez chwilę tłumaczył Bjornowi, jak powinien atakować, a Eilertowi, jak powinien się bronić. Odsunął się odrobinę od nich i obserwował na powrót ich poczynania, kiedy do środka wpadł jego szwagier, widocznie zdenerwowany. Rangar posłał spojrzenie ukochanej, a ta kiwnęła pyskiem i podeszła bliżej szczeniąt, a samiec, nim Chaps zdążył zareagować, wypchnął go z jaskini. Wilczak nie zrozumiał jego intencji i skoczył w jego kierunku, powodowany nerwami i szarpali się przez krótką chwilę, póki dog niemiecki nie przygniótł go do ziemi.
- Nie przy dzieciach, cokolwiek by się nie działo. Są za młodzi. - Mruknął i odsunął się od partnera swojej siostry. Spojrzał na niego.
- Przepraszam. Nie chciałem być wobec Ciebie agresywny, ale to był najszybszy sposób, żeby wyjść na zewnątrz. - Dodał po chwili, ciągle patrząc na niego. Chaps pokręcił łbem.
- Musiałeś, okej, rozumiem. Ragnar, musisz nam pomóc..!
Dog przechylił łeb, wpatrując się w niego z cierpliwością na wielkiej mordzie.
- Właśnie od tego jestem, Chaps, żeby pomagać rodzinie. Co się stało..?
- Nilay i Chacha.. Zniknęli w nocy.. - Odezwał się cicho pies, a Ragnar znieruchomiał.
- Jak to zniknęli? Może poszli gdzieś się pobawić? Szukałeś ich? Dużo mamy szczeniąt w stadzie, pewnie bawią się z kimś i..
- Nie, Ragnar, nie poszli! Wszystkich, dosłownie wszystkich poza Wami już pytałem.. Po prostu zniknęli i tyle! Nie ma ich nigdzie! Nukri odchodzi od zmysłów.. - Dog popatrzył na szwagra ze współczuciem. W życiu nie chciałby stracić któregokolwiek z dzieciaków, a co dopiero obu synów.. Potrząsnął mocno łbem.
- Nie łam się, Chaps. Znajdziemy ich. Chodźmy do Waszej jaskini, muszę sprawdzić, czy nie ma jakichś śladów..
Pies kiwnął łbem i bez słowa poprowadził doga do jaskini swojej i Nukri. Szary spojrzał ze współczuciem na siostrę, która leżała bezranie w kącie , uspokajana przez Sathanę. Skinął do matki łbem i zaczął rozglądać się po okolicy.
Nie było tu widać niczego niezwykłego - żadnych śladów pazurów czy kłów, nie polała się nigdzie krew, wszystko wyglądało tak, jakby dzieci po prostu sobie wyszły, żeby się pobawić. Nukri i Chaps wyglądali jednak na zbyt przerażonych całą sytuacją, żeby bagatelizować sprawę i choć skrycie Ragnar wierzył, że dzieci po prostu dobrze się ukryły, szukał dalej jakichkolwiek poszlak. Po jakimś czasie okazało się, że dobrze, że to zrobił - znalazł odrobinę długiego, rudego włosia, którego nie potrafił skojarzyć z nikim ze stada; ani nie wyglądało jak sierść kogoś znajomego, ani nie pachniało nikim, kogo by znał. Podciągnął kąciki pyska w górę w triumfalnym uśmiechu, wiedząc, że to ważny ślad.
- Znajdę ich. - Rzucił do rodziny i wybiegł z jaskini siostry. Węszył, szukając, gdzie mogła znaleźć się nieznana mu osoba, ale nie było to zbyt łatwe zadanie, kiedy aż tak bardzo rwał się, by biec. Ciągle padający deszcz też nie ułatwiał mu zadania. W końcu jednak odnalazł trop i domyślił się, dokąd poszedł porywacz młodych Nukri i Chapsa. Ruszył biegiem w określonym przez siebie kierunku.
Dużo czasu minęło. Musiał pokonać długą trasę, dotrzeć aż na sam skraj terenów Stada Psich Serc, żeby zobaczyć ją. Na długich łapach, smukła, o lśniącej sierści kasztanowej barwy. Kryła się w niewielkiej jaskini, rozglądając się nerwowo i co jakiś czas cichym warknięciem uciszając dwa szczeniaki, które ciągle próbowały wyjść na zewnątrz. Od razu rozpoznał w nich Nilay'a i Chachę. Spokojnym krokiem podszedł bliżej jaskini, kryjąc swoją obecność i przyglądając się jej. Dopiero znalazłszy się tuż przy wejściu, odezwał się cicho.
- Nilay, Chacha, Wasi rodzice się martwią.
Suczka spojrzała na niego, a wyraz jej pyska jasno wyrażał, że go nie zauważyła. Szczeniaki ucieszyły się, że ktoś po nie przyszedł, ale ruda nie. Warknęła głośno i rzuciła się w jego kierunku, jednak dog był przygotowany; zaparłszy się łapami w ziemi, nie pozwolił się przewrócić. Warknął głośno, sprawiając, że szczenięta, które jeszcze nie widziały go warczącego, wycofały się w głąb jaskini.
- Nie zabierzesz mi dzieci! - Wysyczała w jego stronę, mrużąc ładne, ciemne oczy. Ragnar uśmiechnął się lekko, ale nie był to raczej przyjemny uśmiech. Wyglądał paskudnie. Sprawiał wrażenie, jakby samiec gardził rudą suczką, jakby miał zamiar rozgnieść ją jak robaka. Był zimny, naprawdę zimny.
- Oczywiście, że nie zabiorę Ci dzieci. Głównie dlatego, że to nie są Twoje dzieci. To córka i syn mojej siostry i jej partnera, a Ty jesteś zwykłą porywaczką. Takich jak Ty powinno się od razu pozabijać. Nie wnosicie nic do życia nikogo poza niepotrzebnym strachem i stresem.. - Wywarczał, patrząc na nią uważnie. To było chyba dla niej za dużo, bo cofnęła się i znów skoczyła w jego kierunku z rozdziawionym pyskiem. W porównaniu do niego była mała. Odsunął się na bok i pozwolił, by ta upadła na ziemię. Nie wyglądała na zwrotną ani szybką.
Zszokowana tym, co się stało, potrzebowała dłuższej chwili, żeby się podnieść, ale nie została jej ona dana. Dog niemiecki skoczył w jej kierunku i przygniótł ją do ziemi. Patrzył na nią z lodem w spojrzeniu.
- Masz dwie opcje do wyboru. Pierwsza jest taka, że zabieram dzieciaki, Ciebie puszczam wolno, ale nie wracasz nigdy więcej na te tereny. Druga jest taka, że walczymy o szczeniaki, ale dobrze wiesz, że nie masz szans. - Mruknął, zbliżając pysk do jej zwisającego ucha. Suczka potrząsnęła łbem i popatrzyła na niego, przerażona. Przez długi czas milczała, myśląc najwyraźniej. Logiczne było to, że ona, nigdy nie szkolona w walce nie miała szans z dużo większym od siebie psem, który zdawał się znać na swojej robocie. W końcu odpuściła.
- Zabieraj ich.. Tylko puść mnie.. Nie wrócę.. - Mruknęła, a szary dog spokojnie zabrał ciężkie łapska z jej rudego ciała. Zerwała się na równe łapy, ostatni raz spojrzała w stronę jaskini i uciekła zaraz. Ragnar sprawdzał jeszcze, czy na pewno oddala się z tego miejsca, a kiedy miał już pewność, wszedł do środka.
- Nilay, Chacha, możecie już wyjść. Uciekła, a ja Was zaprowadzę do domu.. - Powiedział cichym, pozornie spokojnym głosem. Ciągle był zdenerwowany całą tą sytuacją, ale panował nad sobą. Dwa małe wilczaki czechosłowackie podeszły do niego niepewnie. Po chwili namysłu złapał Chachę za sierść na karku i ruszył w drogę powrotną. Nilay dzielnie dotrzymywał mu kroku.

Ze szczeniakami wędrówka była dużo wolniejsza. Minęło wiele godzin od porannych wydarzeń, ale w końcu wrócili. Tuż przed jaskinią Nukri i Chapsa dog postawił na ziemi Chachę. Puścił szczeniaki przodem, a sam wszedł za nimi.
- Nukri, Chaps, macie swoje pociechy. - Odezwał się, patrząc na siostrę.

______________________
Przepraszam, że takie krótkie. Wygląda marnie w porównaniu do tamtego, aczkolwiek chciałem je szybko zakończyć, gdyż już niedługo przecież powinniśmy spodziewać się opowiadania Nukri, a następnie moja kolej uczestnictwa w wojnie. Nie chciałbym wrzucać czegoś nieinteresującego w porównaniu do wojny. Zdaję sobie sprawę, że to jest nic, gdyby to przyrównać do tamtych opowiadań, ale przynajmniej nie zasłonię tym innych opowiadań.

Wojna cz. IV - Black Hollow [Hollow]

Treść zadania:
Nie możemy odpuścić ani chwili wrogowi, a więc z ukrycia kontroluj sytuację u Psów Nocy i na bieżąco informuj o jakichkolwiek zmianach. Gdyby ktoś niepożądany usiłował wedrzeć się na dalsze tereny stada, atakuj. Jeśli będzie to większa grupa, natychmiastowo wszczynaj alarm. W czasie twoich przeszpiegów, stado będzie szykować się do nadchodzącej bitwy. Niby wiemy czego się spodziewać - ale pojedyncze jednostki lubią czasem narozrabiać. Widząc ostateczny rozruch na skradzionym nam terenie, czym prędzej cofasz się i powiadamiasz naszą sforę, która bez wahania stawi opór wrogowi.

"Musisz ukryć się na łące i uważnie obserwować z daleka Stado Nocy, jeśli zaczną zbliżać się do Nas to cofnij się i zawiadom o tym wojowników, jeśli jedna osoba zaatakuje Cię chociażby z ukrycia to musisz walczyć." powtórzył sobie jeszcze raz słowa Choco w głowie i skinął głową.
-Zrozumiałem. - odpowiedział i nie zwlekając podniósł się z miejsca. Ruszył w las spokojnym spacerem, węsząc i uważnie się wokół rozglądając czy aby kogoś podejrzanego w pobliżu nie ma. Aby dotrzeć na do niedawna ich łąkę zdecydował się przejść lasem.Obawiał się, że ktoś ze Stada Psów Nocy mógł pilnować głównej drogi z polany na łąkę, a ryzykować wykryciem wcale nie chciał. Obszedł las otaczający łąkę aby znaleźć jak najlepsze miejsce do obserwacji. Schowany w zaroślach przyglądał się uważnie wrogowi, który mimo późnej pory był na nogach. Czyli już się przygotowywali. Może jednak zmienili zdanie i wolą zaatakować w nocy lub nad ranem?Chociaż to by było trochę dla nich niebezpieczne. Stado Psich Serc też jest gotowe do wojny i tak łatwo się nie da. Jest nas przecież więcej, a zwiadowcy i stróże wciąż stoją na warcie - pomyślał. Jednak spora część stada spała i wypoczywała. Byli prawie pewni, że atak nastąpi jutro.A gdyby nawet zostali wszyscy zbudzeni to nie każdy byłby w stanie od razu walczyć. Patrzył jak Stado Psów Nocy przygotowuje się do ataku na SPS. Zbyt zajęci nie zauważyli,że ktoś obcy był w pobliżu. A powinni.
-Nieostrożni.- szepnął do siebie. Znalazł wzrokiem wśród psów czarną suczkę i kasztanowego basiora o których wcześniej mówiła Elektrika, że są to Alphy stada. Tak jak mówiła,trzymali się razem i razem wydawali rozkazy, które członkowie stada potulnie wykonywali. Znalazł też dobermana - suczkę, która według słów Elektriki jest przywódcą wojowników. Nie słyszał ze swojego miejsca zbyt dobrze co cała trójka mówiła, więc zbliżył się jeszcze bardziej do stada na ile tylko mógł to zrobić. Wciąż musiał mocno się skupiać,by coś usłyszeć ale jednak coś wyłapać mu się udało.
- ...co z tego, że są już zmęczeni. Będą mieli jeszcze kilka godzin żeby odpocząć.To całe Stado Psich Serc nie zaatakuje przed nami, zresztą nie wiedzą kiedy my zaatakujemy ich. Mamy w takim razie jeszcze dużo czasu.-usłyszał surowy głos czarnej suczki, która jak go pamięć nie myliła, na imię miała Ellen.
-Jesteś tego pewna? A ta co tutaj była, Sonny. Zniknęła tak nagle. Skąd mamy wiedzieć, że to nie był szpieg? Na pewno nie jest jedyną,która nas obserwowała i obserwuje. - odezwał się samiec stojący obok niej. Omen jeśli dobrze zapamiętał. Zanim zdążyła mu odpowiedzieć suczka rasy doberman wtrąciła się w ich wymianę zdań.
-Nie ma nikogo podejrzanego w pobliżu a Stado Psich Serc smacznie śpi na swojej polance. Tak przynajmniej mówią zwiadowcy. Nie wydaje mi się,aby się spodziewali ataku.- powiedziała.
-A nie mówiłam? - Zatriumfowała Ellen obserwując swojego partnera.  Więc my też możemy spokojnie odpocząć. Karen,przekaż stadu, że atakujemy o świcie. Wszyscy mają być zwarci i gotowi.
Po słowach Alphy wszyscy się rozeszli w swoje strony. Po cichu zdecydował się opuścić okolice łąki i zbliżyć do polany. Chciał przekazać komuś informacje,kiedy nastąpi atak. Stado musiało być przygotowane aby móc się obronić i wywalczyć z powrotem swoje tereny. Dla Hollow'a wydawało sie to absurdalne,że musieli walczyć o swoje własne tereny tylko dlatego, że jakieś tam stado sobie je zajęło. Był już w połowie drogi do jeziora, gdy usłyszał tuż obok szelest i wark.Odskoczył na bok. Uniknął dzięki temu odruchowi obrażeń ze strony wilka, który zaraz znów zaatakował i skoczył na Hollow'a kłapiąc zębami w stronę jego szyi.Warknął.
-Wiedziałem, że jesteście cos za spokojni.Jesteś szpiegiem, prawda? I to nie pierwszym, wiem o tym dobrze. Ale nikt nie chce uwierzyć i wszyscy są pewni że nie znacie w ogóle naszych planów!- odwarknął i uniósł pysk, żeby zawyć i zaalarmować swoje stado. Tak, musiał być członkiem Stada Psów Nocy. Czarny rzucił się na niego zanim zdążył wydać z siebie jakiś dźwięk i wgryzł się w przednią łapę nieprzyjaciela, która zaczęła obficie krwawić.Ten jednak odepchnął Hollow'a,którego odrzuciło na kilka metrów. Szybko jednak się ogarnął i przygotował się do obrony albo ponownego ataku.Samiec z którym walczył był zdecydowanie lepszej budowy i był większy, ale czarny nie miał zamiaru się poddać nawet jeśli miał nieduże szanse na wygraną. Odskoczył na bok,kiedy basior na trzech łapach rzucił się w jego kierunku i od razu z powrotem do niego doskoczył i wgryzł się w jego drugą łapę, tak samo doprowadzając do tego aby nie był w pełni zdolny,żeby z niej korzystać. Tamten zaskomlał z bólu i upadł przodem na ziemię,a Hollow wgryzł mu się w szyję i przebił tętnicę. Odszedł na kilka kroków, bo przeciwnik zaczął wierzgać tylnymi łapami,wyjąc w agonii. Czarny zaczął iść dalej przez las,zmienił jednak kierunek nad rzekę, która była bliżej niż jezioro. Tam zaspokoił pragnienie i odpoczął przez kilka minut.
Obserwował Stado Psów Nocy aż do świtu.Sam zdążył się wyspać i zbudzić jeszcze zanim ktoś ze stada wroga się podniósł. Zapolował na jakiegoś zająca. Po śniadaniu wrócił na swoje miejsce obserwacji. Przez kilka minut obserwował jak Alphy wychodzą z jaskini wraz z dowódcą wojowników i budzą resztę stada. Uznał to za najlepszy moment,by ostrzec swoich, więc jak najszybciej pobiegł w stronę polany. Na swojej drodze jednak napotkał jeszcze Samicę Deltha.
-Witaj, Nukri. - powitał ją,ale nie zwlekał i nie czekał na jej odpowiedź. - Stado Psów Nocy zbiera się właśnie do ataku.
- Witaj. - Odpowiedziała.- Już? Tak coś czułam.Biegnij i powiadom stado. - poleciła czarnemu a ten skinął i ruszył dalej,by pobudzić ich stado do działania.

--
Opowiadanie nie jest zbył długie, przepraszam. Przekazuję pałeczkę Nukri.