[ - Z racji tego iż na początku
sierpnia wyjeżdżam na parę dni, chciałbym teraz napisać opowiadanie i
oddać je w czasie, gdyż później nie będę miał na to zbytnio czasu. ]
Treść zadania:
Elektrika
wraca z bardzo ważnymi wieściami. Musisz uważnie jej wysłuchać i jako
stróż dopilnować by nikt z wrogiego stada nie wkroczył na Główną Polanę
Stada Psich Serc. Niestety nie masz teraz czasu na nic innego i uważnie
patrolujesz każdy teren stada oraz każdy zakamarek. Będąc obok
wodospadu, spotykasz nieznanego Ci psa, który sam zagaduje do Ciebie,
jednak nie jesteś mile nastawiony wobec Niego. Ten opowiada Ci co
planuje zrobić wrogie stado, najwidoczniej pies, którego spotykasz jest
zwiadowcą czy też szpiegiem, jednak wygaduje się zdradzając Stado Psów
Nocy. Idziesz wszystko powiedzieć stadu.
~*~
-Dzięki El, już się biorę do roboty. -Choco skinął łbem ruszając na patrol.
Border
Collie bardzo lubił robić za Stróża, miał to bowiem już we krwi, więc
nie było dla niego to jakąś tam nowością. Podszedł do przedstawicielki
rasy Husky, muskając ją czule w pyszczek, chciał się z nią pożegnać,
gdyż wiedział, że parę godzin go tu nie będzie. Tereny Stada Psich Serc
nie są wcale takie małe, więc trzeba przeszukiwać każdy zakamarek.
-Do zobaczenia Kochanie! -Bella przytuliła Choca na pożegnanie.
Choco
machnął tylko dwukolorową kitą i rozpoczął patrolowanie zaczynając od
głównego wejścia na polanę, które zaczynało się tuż przy jaskiniach
Alphy i Bethy. Pogoda była umiarkowana, chociaż sam Choco wolałby, aby
było nieco chłodniej. Nie lubi upałów, aczkolwiek woli jak ,świeci
słońce niż pada deszcz. Pies szedł z dumnie podniesionym łbem omijając
co jakiś czas jaskinie. Wprawdzie nie było do kogo odezwać się, jednak
samiec nie narzekał zbytnio na to. Wiatr czule muskał sierść Bordera,
tym samym ochładzając go. Cały czas myślał o tym co powiedziała
Elektrika. Victor, owy pies który ma przyjść dzisiaj był tej samej rasy
co Choco, czyli Border Collie. Gdyby miało dojść do jakiejkolwiek bójki
to Choco raczej dałby sobie radę z wrogiem. Chociaż... nigdy nic nie
wiadomo. Omijając ostatnią jaskinię i tym samym kończąc patrolowanie
jaskiń, skręcił w prawo idąc teraz wzdłuż Głównej Polany. Na polanie
zbierało się coraz to więcej psów, jednak Choco nie mógł zrobić sobie
przerwy i porozmawiać z przyjaciółmi, tylko musiał dalej pilnować by
wróg nie wkroczył na tereny stada. Co chwilę schylał głowę lub machał
łapą witając się tym samym z innymi członkami stada, którzy sobie
wypoczywali. Dla niektórych może się to wszystko wydawać nudne co
aktualnie robi Border Collie, jednak dla Choca to była przyjemność
patrolować tereny Stada Psich Serc. Takie przechadzki samiec robił co
kilka dni, więc był już przyzwyczajony do samotnych, długich spacerów.
Owszem, chciałby, aby Bella tutaj była i towarzyszyła mu, jednak skoro
wiedział o planach wrogiego stada, to nie mógł narażać swoją Ukochaną na
niebezpieczeństwo. Poza tym Bella nie lubi wojen i kłótni, także
również i z tego powodu Jej ze sobą nie wziął.
-Ciekawo, gdzie i o której godzinie spotkam tego Victora. -Powiedział sam do siebie rozmyślając.
Border
Collie musiał mieć oczy dookoła głowy, gdyż w każdej godzinie, w każdej
minucie czy też w każdej sekundzie mógł nagle ktoś wyskoczyć i
zaatakować. Właśnie przechodził obok największego i najbardziej
rozłożystego drzewa na polanie, a była to wierzba. Tuż za nią znajdowało
się wejście na łąkę. Samiec wiedział, że paręnaście metrów stąd
osiedliło się niejakie Stado Psów Nocy oraz zajęli większą część gór.
Border przez chwilę zastanowił się, jednak wolał nie ryzykować i nie
skręcił na łąkę, tylko poszedł dalej w stronę jeziora. Gdyby skręcił na
łąkę, to od razu wyczuliby, że jest ze Stada Psich Serc i mogłoby to się
skończyć nieprzyjemnie dla samego Choca. Wolał trzymać się z daleka od
terenów, które zajęli wrogowie, gdyż wierzył w to, że Stado Psich Serc
wygra wojnę, chociażby dlatego, że ma przewagę liczebną jak i silnych
wojowników. Wiedział, że nie będzie łatwo, jednak nie chciał poddać się.
Powoli
dochodził do jeziora, w którym pływało mnóstwo ryb jak i kaczek. Choco
uwielbiał uganiać się za kaczkami, jednak nie mógł dzisiejszego dnia
zrobić, a szkoda. Obszedł jezioro dookoła i przystanął gdzieś na drugim
końcu by spokojnie ugasić pragnienie. Nie chciał wystraszyć kaczek.
Oblizał swoją biało-czarną kufę idąc powoli dalej. Uważnie zaglądał w
każdy zakamarek, nawet sprawdzał za drzewami, czy też większymi skałami.
Szedł sobie cały czas prosto, aż w końcu natknął się na drzewa, które
prowadziły do lasu i były położone obok siebie tym samym zataczając łuk
aż do początku jaskiń Alphy i Bethy.
-Huh, jaki wielki ten las. No to w drogę Choco! -Przetarł łapą pysk otwierając nieco szerzej oczy.
Pies
co jakiś czas zerkał w niebo, jednak nie ujrzał na nim żadnych chmurek.
Zapowiadało się, że taka pogoda będzie trzymać się przez cały dzień.
Ptaki na drzewach wesoło śpiewały, kolorowe motyle latały obok
niewielkich krzaczków, a owadów było sporo, poczynając od niewielkich
pasikoników, a kończąc na latających osach i muchach. Border Collie
robiąc obchód, podziwiał tereny Stada Psich Serc. Nigdy jakoś zbytnio
nie przyglądał się owym zjawiskom i innym zwierzętom, gdyż zawsze
okrążał po parę razy tereny i tyle, chciał jak najszybciej odpocząć, a
teraz patrolował nieco dokładniej. W końcu doszedł do wydeptanej
ścieżki, która prowadziła nad wodospad. Choco był już nieco zmęczony,
więc postanowił pójść nad wodospad by zrobić sobie chwilę przerwy. W
końcu minął ostatnie krzaki i z oddali było już widać jak i słychać
spływającą wodę. Pies radośnie potruchtał do wody, by zaraz się w niej
cały zamoczyć. Rozchlapywał wodę na wszystkie możliwe strony bawiąc się
jak szczeniak. Zupełnie zapomniał o tym, że miało to trwać chwilę.
Zanurzył pysk w wodzie ponownie ją pijąc. Nagle usłyszał czyjeś kroki i
szeleszczące liście. Od razu podniósł uszy na sztorc i uniósł pysk
warcząc cicho. Słyszał, że ktoś zbliża się do niego, więc szybko
wyskoczył z wody i zrobił parę kroków do tyłu uważnie obserwując
miejsce, skąd dochodziły szelesty. Zza drzewa wyłoniła się postać psa,
który wyglądał niemalże identycznie jak Choco. Stróż Stada Psich Serc
powarkiwał głośno przygotowując się do ataku. Wyraźnie widział, że pies
nie jest ze stada, bo przecież by poznał.
-Kim jesteś i czego chcesz? -Choco wyszczerzył swoje kły szczekając.
Obcy
pokręcił tylko głową siadając naprzeciwko Choca, jednak w nieco dalszej
odległości. Zniżył łeb witając się tym samym ze Stróżem.
-Witaj. Nazywam się Victor. -Na Jego pysku wyraźnie namalował się ciepły uśmiech.
Choco
nie przestawał warczeć, jednak nie dał po sobie poznać iż słyszał już
gdzieś owe imię. W końcu uspokoił się i przysiadł na tylnych łapach nie
spuszczając wzroku z wroga. Widać, że Victor nie miał Go zaatakować,
jednak Choco nie rozumiał jednego. Jest przecież szpiegiem, wysłanym ze
Stada Nocy, a nie atakuje Bordera? Coś tu jest nie tak. Choco westchnął
cicho.
-Dobra, więc co Cię tu
sprowadza? -Zapytał przekręcając łeb. Nie ufał wrogowi, ale chciał
wiedzieć wszystko. Gdyby chciał to by zaatakował już dawno, ale miał
teraz świetną okazję by dowiedzieć się czegoś nieco więcej.
-Słuchaj,
ja przybyłem by ostrzec Was przed niespodziewanym atakiem. Nie chcę z
Wami walczyć. Jestem posłańcem w tamtym stadzie, ciągle mi mówią co mam
robić. Życie w Stadzie Nocy nie jest takie kolorowe, tam jest ostry
rygor i jeśli powiesz coś złego to można wylecieć. Wiem, że Wasze stado
jest zupełnym przeciwieństwem do Naszego, jednak radzę Wam uważać.
-Victor próbował złapać oddech.
-To
w takim razie dlaczego Nam wszystko mówisz? Przecież tym samym
zdradzasz swoje stado. I dlaczego tam należysz? -Choco nie uwierzył
zbytnio w słowa basiora.
-Posłuchaj...
Przekaż swoim, że Stado Nocy wymyśla teraz niezłą taktykę jak
zaatakować stado. Aktualnie nie wiem zbytnio jaką, gdyż jestem teraz
szpiegiem tak jakby u Was, więc mogę powiedzieć Tobie, że nigdy nie
atakujemy pojedynczo. Zawsze jest góra dwa, ewentualnie cztery psy. Mogą
podejść Was z różnych stron, także radzę pilnować każde wejście na
Waszą polanę. Nie wiem czy będę brać udział w wojnie, ale raczej nie,
dlatego zdradzam Ci początkowy plan działania ze strony Stada Psów Nocy.
Muszę już iść, może kiedyś zobaczymy się! Żegnaj! -Victor odbiegł
znikając za drzewami.
Border
Collie natychmiast ruszył ku wyjścia z miejsca, w którym aktualnie
znajdował się. Musiał jak najszybciej powiadomić stado, więc bez
większego wahania pobiegł jak najszybciej do psów.
-Wróciłem.
-Choco powiedział nieco zdyszany. Szczeknął głośno, by wszyscy zebrali
się i tak też właśnie było. Wszystkie psy zebrały się wokół Stróża.
-Chciałem
powiedzieć, że spotkałem Victora, o którym mówiła Elektrika. Faktycznie
przyszedł o danej porze i zdradził mi kilka szczegółów. -Border
Rozejrzał się dookoła patrząc na każdego z osobna.
-Co takiego? -Wtem odezwała się Nukri.
-Powiedział
tylko tyle, że Stado Nocy obmyśla właśnie taktykę i plan działania
ataku na Nas i bardzo możliwe iż będą atakować od głównej strony, czyli
od łąki, tam gdzie teraz przybywają. Nie lubią zbytnio ukrywać się,
jednak z nimi nigdy nic nie wiadomo. Zawsze atakują parami lub
czwórkami, także tego..
-A kiedy możemy spodziewać się tego ataku? -Zapytał Chaps.
-Możliwe,
że jutro. Więc Black Hollow mam dla Ciebie zadanie. Musisz ukryć się na
łące i uważnie obserwować z daleka Stado Nocy, jeśli zaczną zbliżać się
do Nas to cofnij się i zawiadom o tym wojowników, jeśli jedna osoba
zaatakuje Cię chociażby z ukrycia to musisz walczyć.
Border Collie wyłapał wzrokiem swoją Ukochaną Bellę, przy której usiadł obserwując Czarnego Psa- Hollow'a.
~*~
[
-Skończyłem, nie wiem czy w pełni wykonałem to co miałem zrobić, ale
starałem się. Przekazuję pałeczkę Black Hollow'i życząc powodzenia. Być
może notka wydaje się krótka, ale zawarłem w Niej więcej opisów niż
dialogów, a przynajmniej tak jest do chwili, kiedy Choco spotyka
Victor'a. ]





