poniedziałek, 4 listopada 2013

Blizna, cz. I.

Słońce wędrowało wolno po nieboskłonie, oświetlając rozległe tereny stada. Jak zwykle Samka owczarka niemieckiego wędrowała samotnie, zatopiona w swych własnych, pokręconych myślach. Mijały minuty, a łapy masywnej owczarki dotykały coraz bardziej obcej  jej ziemi. Gdy przystanęła, jej ślepia napotkały przed sobą, ścianę gęstego lasu. Wewnętrzny głos, wręcz krzyczał, by tam nie wchodziła, jednak wszechogarniająca ciekawość, nakazywała jej przestąpić zakazaną granicę. Przełknęła ślinę i ruszyła przed siebie, niknąc w ciemnym lesie. Minęła dobra minuta, nim oczy Volturi przyzwyczaiły się, do mrocznej szaty wywyższającego się drzewostanu. Wysoko nad jej głową, głośne nawoływania kruków, wypełniały korony drzew. Rozglądała się bacznie, wypatrując końca tego mroku, jednak nie widząc najmniejszej szparki między pniami, zagłębiała się coraz bardziej, w nieznane. Nie należała do bojaźliwych zwierząt, jednak struchlała, gdy tuż obok niej przebiegł rosły jeleń. Ruszyła co koń wyskoczy, pędząc na oślep przed siebie. Potknęła się o wystający konar, o mało nie straciwszy równowagi. Zatrzymała się przed skałą, która wyłoniła się z mroku, blokując jej drogę. Głośno dysząc, walczyła o każdy oddech, gdy wtem usłyszała głuchy warkot. Postawiła uszy i wolno obróciła łeb. Z przerażeniem w oczach cofnęła się, opierając się o skałę. Widząc trzy wilki, które wyrosły przed nią, miała ochotę zjednać się ze skałą. Jednak musiała walczyć o swoje życie. Stanęła mocniej na łapach i ukazała kły w obronnym geście. Zniżyła łeb i napięła mięśnie. Troje obcych jej osobników, uczyniło tak samo, jednak Oni nie czekali. Jeden z nich, doskoczył do Samki i kłapnął zębiskami. Machnął wielką łapą, uderzając ją w łeb. Suczka zaskamlała i potoczyła się na bok. Szybko wstała potrząsając łbem, chcąc pozbyć się natarczywego szumu w uszach. Skoczyła ku przeciwnikowi i ugryzła go w kark tuż za uszami. Ten zawył i jął się szamotać z suczką na grzbiecie. Jednak nie dane jej było długo gryźć wilka, gdyż drugi z napastników, uderzył ją mocno w żebra. Przeturlała się pod skałę, z głośnym skowytem. Z trudem uniosła ciało, wtem ostatni z nich machnął łapą, a jego pazury spoczęły na pysku owczarki, pozostawiając na nim głęboką ranę. Przeraźliwy skowyt bólu, rozniósł się po ciemnym lesie. Wilki podeszły na tyle blisko, by Samka czuła ich cuchnące oddechy. Jeden z nich poczuł się na tyle pewny siebie, że postawił nierozważnie łapę, tuż obok pyska suczki. Ta korzystając z okazji wczepiła się na tyle mocno w jego łapę zębiskami, by mu ją połamać i porządnie ją pokaleczyć. Reszta kompanów zaczęła się śmiać z nierozważnego młodzieniaszka, po czym najstarszy z nich, nadepnął na krwawiącą ranę na pysku leżącej przeciwniczki. - Czego ode mnie chcecie? - Z trudem wydusiła z siebie słowa, cedząc je przez zaciśnięte zęby. - Twego mięsa. - Największy z wilków, uniósł łeb i głośno zawył, zwiastując wszem i wobec, że upolowano smakowity kąsek mięsa. Przed oczyma Volturi, stanęli wszyscy jej bliscy. Myślała jedynie, o tym, że już nigdy więcej się z nimi nie zobaczy. Pogodzona ze swą śmiercią, ostatni raz spojrzała na oprawców, by po chwili zamknąć ślepia i wziąć ostatni oddech.
 CDN.