wtorek, 30 lipca 2013

Pamiętniki z wakcji. Odcinek 1.

Na Grankanarię przylecieli dwaj przyjaciele. Shadow i Ravel postanowili zabawić się i wypocząć. Koledzy mają nadzieję, że poznają fajne dziewczyny. Od razu poszli do hotelu, by rozpakować się. Włożyli krótkie spodenki i wyruszyli na plażę, by rozejrzeć się po okolicy.
Shadow wypowiadający się do kamery: "Od kiedy tu przyjechałem nie mogę opędzić się od pięknych laseczek. Na pewno jakąś tu znajdę!"
Ravel wypowiadający się do kamery: "Takiej okazji nie mogę przegapić! W końcu trzeba się zabawić"
Na plaży Shadow od razu zauważył dwie dziewczyny grające w siatkówkę. Postanowili do nich podejść.
-Eem. Hello girls, how are you? -Spytał Shadow.
-Popatrz Anglicy!. -Dziewczyny zaśmiały się.
-Jacy tam Anglicy, jesteśmy Polakami! -Orzekł Ravel.
Chłopacy od razu znaleźli wspólny język z dziewczynami i Shadow udał się po drinki do pobliskiego baru, a Ravel został z nimi.
-Ravel jestem, zapomniałem się przedstawić.
-Lena. -Podała rękę.
-Havran. - Brunetka uśmiechnęła się.
Dziewczyna o kruczo-czarnych włosach od razu wpadła Ravel'owi w oko. Chłopak od razu zaczął zagadywać do niej, wnet kiedy wrócił Shadow.
Ravel wypowiadający się do kamery: "Havran od samego początku spodobała mi się i ten jej uśmiech! Nie no zwaliła mnie z nóg."
-No no wróciłem dziewczyny! Ravel patrzę, że ty już zacząłeś podrywać. -Zaśmiał się ironicznie.
-No a jak! czasem trzeba!
Ravel wziął drinka i podał Havran. Dziewczyna uśmiechała się cały czas do Ravel'a. Widać, że spodobali się sobie.
-Jak dwie niewiasty mają na imię? Nazywam się Shadow.
-Lena. -Brązowowłosa dziewczyna podała mu rękę.
-Bardzo miło mi poznać. -Ujął Leny rękę w swoją i pocałował lekko w dłoń.
Lena wypowiadająca się do kamery: "Jeszcze nigdy nie widziałam tak czarującego chłopaka jak Shadow."
Shadow wypowiadający się do kamery: "Lena zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, te jej wielkie oczy to było dopiero coś!"
Wszyscy po wypiciu drinka zagrali w siatkówkę. Shadow był w drużynie z Leną, a Ravel z Havran. Po skończonej grze wszyscy pobiegli w stronę wody, by popływać, nie obeszło się bez oblewania wodą i  przewalania w wodzie. Kiedy już wyszli usiedli na piasku. Wtem Ravel coś zaproponował.
-Słyszałem, że dzisiaj wieczorem jest impreza, może wpadniecie? Z Shad'em na pewno wybieramy się. -Zerknął wpierw na Havran, a później na Lenę siedzącą obok Shadow'a.
-Z miłą chęcią, co nie Lena? -Havran od razu zgodziła się.
-To spoko. -Ravel wyszczerzył się obejmując ręką Havran.
Havran wypowiadająca się do kamery: "Ravel był taki słodki! Nie dość że był ciemnym brunetem to jeszcze był taki romantyczny! Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia."
Wszyscy rozeszli się, koledzy wrócili do hotelu by przebrać się na imprezę. Shadow rozmawia z Ravel'em.
-Ty słuchaj ja mam nadzieję, że nie spotkam tu Szelmy. -Uśmiech z twarzy Ravel'a znikł.
-Brachu coś ty! Co niby miałaby robić tu twoja była? Daj spokój, wyluzuj. -Shadow poklepał go po barku.
Nastał wieczór, kumple wybrali się do Night Clubu, gdzie umówili się z dziewczynami. Ravel od razu zauważył swoją wybrankę siedzącą przy stole, lecz Leny nie było. Shadow podszedł z Ravel'em do Havran.
-Siemka! -Ravel dał buziaka w policzek.
-Hej! -Havran odłożyła kieliszek.
Shadow wypowiadający się do kamery: "Leny nie było! Czułem się jak piąte koło u wozu. Nie wiedziałem co mam robić. Nawet nie mam jej numeru telefonu."
Zdołowany Shadow wyszedł z klubu, bowiem nie chciał przeszkadzać zakochanym. W drodze do hotelu zauważył Lenę, szybko do niej podbiegł.
-Cześć! -Powiedział lekko zdyszany.
-Hej, przepraszam, że nie przyszłam, ale wypadło mi spotkanie z koleżanką, dopiero teraz wracam i miałam przebrać się oraz wpaść do klubu. Wybacz. -Lena odwróciła wzrok.
-Nie ma sprawy, może przejdziemy się po plaży? -Zaproponował Shadow.
-Chętnie. -Powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Udali się w stronę plaży. W tym samym czasie Ravel bawi się w najlepsze z Havran. Tańczą na parkiecie, świetnie dogadują się, czego chcieć więcej? Ravel będąc przytulony do Havran zauważył znajomą dziewczynę. To była Szelma.
-O fuck. -Powiedział.
-Hm? -Havran spojrzała na niego ze zdziwieniem.
Ravel wypowiadający się do kamery: "O nie! Szelma jest tu, czyli musiała też przyjechać! Nie mogę tu dłużej zostać!"
Zmieszany Ravel pociągnął Havran za rękę wychodząc z klubu. Nie mógł dłużej znieść tego, że Szelma tu przyjechała.
- O co chodzi Rav? -Dziewczyna zdezorientowana tą całą sytuacją puściła jego rękę stając na środku chodnika.
-Później ci to wytłumaczę, a teraz chodź! -Powiedział nieco głośniej.
Nagle z klubu wyszła blondynka z długimi włosami i mocnym makijażem, to była Szelma. Podeszła do Ravel'a próbując go wpierw pocałować a potem przytulić.
-Hej kochanie, po raz kolejny spotykamy się! -Pogładziła Ravel'a po głowie.
-Czy ktoś mi może coś tu wytłumaczyć? Ravel, mówiłeś, że nie masz dziewczyny. Jesteś okropny! -Havran wkurzyła się.
-To nie tak jak myślisz, to moja była. -Zaczął tlumaczyć się, lecz przerwała mu w tym Szelma.
-Ravel nie pamiętasz jak przysięgałeś mi wieczną miłość? -Spytała Szelma.
Havran widząc, że Szelma odłożyła drinka, wzięła go i wylała prosto na Rav'a odbiegając. Szelma śmiała się z całej tej sytuacji, a Ravel poczuł się okropnie.
Havran wypoiwadająca się do kamery: "Okłamał mnie, jak mógł!"
Szelma wypowiadająca się do kamery: "Skoro już go tu spotkałam, to wiedziałam jak zemścić się! I dobrze mu tak, skoro mnie tak traktwał."
Ravel wypowiadający się do kamery: "Jak ta debilka mogła! Śledziła mnie czy co? A Havran? Nie dała mi dojść nawet do słowa"
Przez kilka minut Ravel kłócił się z Havran, lecz w pewnym momencie machnął ręką i poszedł do hotelu. Shadow i Lena spędzają czas chodząc po plaży. Nagle dzwoni telefon Shadow'a, to był Ravel.
-Przepraszam muszę odebrać, Ravel dzwoni. -Wyjął komórkę z kieszeni.
Lena wypowiadająca się do kamery: "Shadow wydaje się miłym chłopakiem, chciałabym go poznać lepiej!"
-Halo? Co jest? -Spytał.
-Siema, słuchaj ona tu jest, tak ona! -Ravel krzyczał do słuchawki.
-Przestań się drzeć! Szelma?! Co Ty gadasz. -Zdziwił się nieco Shadow.
-Pogadamy jak wrócisz, cze. -Ravel rozłączył się.
Shadow wypowiadający się do kamery: "Ravel zadzwonił w nieodpowiednim momencie! Rozumiem, że to mój kumpel, ale mógłby wstrzymać się z tym. Wstyd mi za niego, a Lena zapewne wszystko słyszała."
Shadow pokręcił tylko głową i dalej spacerował z Leną tłumacząc jej zachowanie Rav'a. Stwierdził iż kolega jest często dziwny. Zrobiło się nieco zimniej. Shadow nałożył swoją bluzę Lenie, a następnie przytulił się do niej. Oboje spoglądali w wielki oświetlający ich księżyc. Później Shadow odprowadził Lenę, a sam poszedł do hotelu, gdzie zastał śpiącego Ravel'a.
******
Hah, w końcu coś naskrobałem <D Serek napisze kolejną część odcinka. Jak wam podobało się? Śmieszne czy nie? xD Chcecie więcej? Pisać!

piątek, 12 lipca 2013

Nowe pokolenie, zaspokaja pragnienie natury


Ogromna płonąca kula wychodząca za choryzontu pobudziła wszelkie organizmy nastających terenów Stada Psów. Tego dnia Amstaffka obudziła się wraz z śpiewającymi ptakami budący las do pobudki. Wstała z posłania rozprostowala nogi i ziewneła leniwie. Wyszła przed jaskinie i spojrzała na wschód słońca. Ciemno niebieskie niebo rozdzierały długie promienie słoneczne przybierajac niebu coraz błęktniejszego koloru. Paleta barw zimnych lecz nie wszystkich pojawily sie niedaleko wschodzacego slonca. Suczka uśmiechneła się w duchu i ruszyła po kamiennych " schodach" ku małej rzczce. Gdy doszła spojrzała w odbicie lustrzane w tafli wody. Chwile sie patrzyła po czym westchneła i weszłapowoli do jeszcze zimnej wody gdzie odświeżyła swoje cienkie wlosy. Wychodząc z wody słońce zaczeło promieniowac pełną mocą. Wyskoczyla ma brzeg gdzie sie wytrzepala i szybko wyschla.

Po porannym śniadaniu miała zamiar przybyć na polane lecz instynkt pokierowal ją ku lasu. Szła wolnym krokiem nasłuchując ćwiergot ptaków pisk wiewiórek ryk niedzwiedzi. Przeszła jeszcze pare metrów i usłyszała ciche szczekanie. Zdziwiona nagłym zjawiskiem zaczeła nasłuchiwać gdzie znajduje się źródło cichego szczegania. Wskoczyła w prawno na krzaki pozniej oddalila sie z okolo 3 metry i usłszała że głos się oddalił. To stwierdzając wyskoczyla znów na ścieszke nasłuchiwając. Zdenerwowana tym że nie zna kierunku, a raczej zgubiona tym, że w tej chwili jest cisza i roznosi się straszliwe echo podążyła prosto. Okazało to się dobrą stroną ponieważ gdy zaszła w zakręt zobaczyła szczenię około 2 miesięcy które się wręcz czołgało. Suczka odrazu podbiegła do szczeniaka. Odrazu wyczuła zapach krwi. Wzieła szczenie w 
Rico
pysk i weszla w krzaki uwarzajac na szczenie i byc ostrozna. Nie opodal jej ujzala niedzwiedzia rozrywajacego cialo dosc dużego psa. Żal jej sie zrobilo szczeniecia. Szybko wylazla z krzaków i ruszyla wielkim pędem do swej jaskini. Widząc że szczenie ledwo co otwiera oczy do malutkiej miseczki nalała mleko, a do drugiej dała mieso. Bojąc się o szczenie wsadzila jego maly pyszczek by zaczeło pić. Kamień z serca spadł jej gdy zobaczyla że szczeniak zaczną pić mleko. Ucieszona podsunela mu kawalki mięsa który pożarł jak by nie jadł nic od 2 dni. Suka właśnie tak przypuszczała. Że jego matka ruszyła zdala od stada by znaleść pożywienie, a małe szczenie za nią podążyło w ukryciu. Długą wędrówką było zmęczone po czym ujrzało, niedzwiedzia który chcią go zaatakowaćale matka spojrzała szczenie zanim zostalo przytloczone łapoł żuciła się na niedzwiedzia a ten okazałbyć za silny lub suka juz byla za slaba. Przegrała tą walke zdychając. Niedzwieć rozszarpał sunie gdy ujżał że szczenie ucieklo. Usłyszała głosy ziewania co ją wyrwało z zamyślenia. Widząc szczenie które po zjedzeniu całego mięsa ziewneło i ułożyło sie spać. Amstaffka uśmiechneła się w duchu. Wziela szczenie do pyska i położyła je na jej posłaniu. Uśmiechneła się po czym położyła się koło niego. 

Nadeszła noc. Jaskrawe białe gwiazdy dawały tajemniczą osłone niebu, a tarcza księżyca oświetlała droge. Sunia wstała z posłania i szuszłana "balkonik" tam przysiadla i spojrzała na słodko śpiące szczenie. Uśmiechneła się w duchu po czym spojrzała w gwiazdy. - Tylko powiedz mi.- powiedziała w myślach- Co mam twojemu synowi powiedzieć jeśli zapyta o ciebie. - wtem promień odbity od księzyca runa prosto na droge w kierunku lasu. - Dobrze, jak sobie życzysz tak poczynie- szeptneła po czym ruszyła ku śpiącemu szczeniakowi. Ostrożnie sie położyła i zasneła. Następnego przedwczesnego ranka suka się obudzila. Widząc że mały jeszcze śpi poleciałą szybko się wykąpaći złowić jakąś zwierzyne. Poszczęściło się jej. Zapolowała udanie na jelenia. Gdy przyszła szczenie już powoli otwierało oczy. Uśmiechnięta ze jej się udało  przyjść z jedzeniem zanim się mały obudzi szybko podeszła do niego i oczekiwała jak wstanie. Nie musiała długo czekać. Szczenie otwarło oczy.
- Cześć - Uśmiechneła się sunia - Wreście wstałeś. Dobrze, że zdązyłeś coś zjeść inaczejbyś padł. - powiedziała przyjaznie.
Szczenie bylo lekko przestraszone.
-Nie bój sie mnie. Nic ci nie zrobie. Znalazłam cię wczoraj w lesie. Nie mogłam cię tak zostawić. Zaufasz mi ? - spojrzała na szczeniaka pytająco oraz i przyjaznie.
Szczenie przełkneło ślinie i powiedziało
-Tak zaufam pani. Ale czy pani wie gdzie jest moja mama? - rzekł idąc za suczką ku mięsu.
-Niestety... - powiedziała cicho i smutno- Twoja mama nie żyje .... - powiedziała powoli i widząc ze szczenie zaczeło płakać przytuliła je do siebie.- No już już nie płacz. Wszystko będzie dobrze.- spojrzała na szczenie które wtulało się w jej ciepło-zimną skóre i gorzko szlochało. Gdy wreszcie przestało ta z żalem się zapytałą. - - A powiesz mi jak masz na imie ? -
Szczenie z szlochem odpowiedział - Diskrot Ricorina de Lefir
Ładne imie. Jak będę mogła to bd na cb nazywać Rico. A teraz już nie płacz.- uśmiechneła się delikatnie - Ja Jestem Allex. Może głodny jesteś?- spytałą dajac miske z miesem jelenim.
- Tak... - powiedział smutnie .
Suka posmutniała tak samo. Szczenie nie za chętnie jadło.
------------------------------------------------------------
Od Autora
No nudziło mi sie wiec napisałam małę opowiadanie rozpoczynajace przygode z małym Rico.
Dalej mam częściową nie obecnoć bo ja nie wiem kiedy następnym razem wbije na czat ;lub cos napisze na blogu.
Ort itp nie zwracajcie uwagi lub na brak przecinków i spacji . Mam dziwną klawiature.

Your voice feels like home

Wszystko może się zdarzyć.
Co to takiego?
Z jaskini wyłoniła się szczupła, obdarzona karmelowym futrem suczka, orzechowymi ślepiami lustrując krajobraz, jaki się przedeń malował. Nadeszło lato, natura w pełni obudziła się do życia, gotowa zaskakiwać swym pięknem. Coś jednak nie grało. Wszystko było takie... zwyczajne. Przeciętne, znane, aż wreszcie, nudne. Samica wychodziła ze swej groty co dzień, widując to samo miejsce, zmieniające się tylko pod wpływem warunków pogodowych, czy pory roku. Jak ona nienawidziła swojego życia, które było równie ciekawe, co oglądanie ślimaka próbującego przedostać się z jednej strony ścieżki, na drugą. Każdego dnia spotykało ją to samo: Musiała wpierw się obudzić, wstać, wyjść ze swej kryjówki, udać się nad jezioro w celu zaspokojenia pragnienia, następnie zapolować, by nasycić swój głód, jak i znaleźć do jedzenia coś, co będzie tolerować i lubić jej córka. Tak, została sama. Niegdyś miała partnera, lecz jakim partnerem śmie się nazwać samiec, który obiecuje miłość, wierność i zadbanie o rodzinę, a w chwili trudności odchodzi, nie starając się nawet załagodzić sytuacji i zawalczyć o własną rodzinę, której mydlił oczy swym obiecaniem? Suczka nauczyła się więc żyć sama, a radzenie sobie w życiu było dla niej niewielką trudnością. Lecz zależało to od sytuacji, bowiem każdy miewa dni, w których poza poddaniem się nie ma lepszego rozwiązania. 
Znów przechodziła wzdłuż bujnych zarośli, które w letnią porę zdążyły przybrać kilku centymetrów. Jak zwykle przeciskała się pod powalonym konarem masywnego drzewa, a następnie przeskakiwała przez rwący strumyk, by wreszcie dotrzeć nad jezioro, gdzie zaś jej język posmakować miał wody, która z dnia na dzień smakowała coraz nudniej. 
W każdej chwili mogę zmienić bieg swego życia. Odejść gdzieś daleko, poznać nowe miejsca, może nawet ujrzeć swe lico w oczach śmierci?
Oderwała teraz ukojony przypływem wody pysk od zbiornika, oblizując wargi, by zapobiec ucieknięciu najmniejszych chociażby kropelek, które zazwyczaj spływały wzdłuż jej szyi, powodując niemiłe uczucie, które zmuszało ją do otrzepania się. Teraz powinna iść w kierunku polany, by zapolować. Lecz tak się nie stało, bowiem w dziwny sposób jej łapy poczęły pracować szybciej niż sam umysł i zdrowy rozsądek. Ruszyła w stronę lasu, przedzierając się przez rzędy stojących jak mur drzew. Po godzinie, ujrzała drzewa, których jej oczy jeszcze nie widziały. Wiewiórki, które skakały po ścieżynach, na których jej łapa jeszcze nigdy nie postała. Aż w końcu, wydostała się, znajdując się w miejscu, którego prawdopodobnie nigdy by nie ujrzała, gdyby nie jej ciekawość, jak i znudzenie własnym życiem. Była bowiem nad wodospadem, na skale, z której skok uśmierciłby nawet najsilniejsze zwierze na świecie. Samka podeszła bliżej, łypiąc na obce miejsce błyszczącymi oczyma. 
Mogłam tutaj zawitać wieki temu. Przerwać pasmo przewidywalności i wciąż tych samych zdarzeń w moim życiu.
Wtedy usłyszała czyjeś kroki. Były one wolne, jednak jakby każdy z nich był przemyślany. Postać, która wyraźnie zbliżała się do niej od tyłu, dokładnie wiedziała, gdzie i w jakim celu przybyła. Suczka odwróciła się, a widok jaki zastała, nie znajdował się nawet w jej najśmielszych snach.
- T-tata? - odezwała się niepewnie, widząc przed sobą rosłego basiora o widocznie dawno posiwiałej kufie. Wiedziała, że nie widzi go po raz pierwszy. Znała go doskonale, a zawdzięczała mu więcej, niż potrafiłaby sama dać. 
- Witaj, skarbie - odezwał się pies głębokim barytonem, przyglądając się suczce, która ledwie trzymała się na własnych łapach, widząc go przed sobą. - Dokąd Ci tak spieszno?
- Sama nie mam pojęcia. Musiałam uciec na moment od swojego życia. Czasem... czasem ma go dość - odrzekła, po czym bez zawahania podeszła do samca, wtulając pysk w jego miękką szyję. W zamian oczywiście otrzymała trochę czułości w formie uścisku od kochanego staruszka. 
Benjamin - bowiem tak zwał się jej ojciec - był dla niej najważniejszą osobą w życiu. Jej jedynym wsparciem, jak i zawsze najlepszym przyjacielem. Dlatego też tak za nim tęskniła.
http://images03.olx.pl/ui/7/78/05/1369994687_514657305_1-Zdjecia--Nestea-czekoladowe-cudo-sunia-w-typie-red-border-collie.jpg- Nie masz się o co martwić. Wiesz, że zawsze jestem dla Ciebie i wkładam wszystkie swe siły, byś miała jak najlepsze życie. Czasami jednak to nie wychodzi, lecz to już wiesz sama - pies odpowiedział na słowa córki, nie puszczając jej z uścisku. Nie miał z nią kontaktu przez wiele lat. - Nikt nie może żyć w sposób idealny.
- Osoby po przejściach bardziej doceniają to, co mają - odrzekła, pociągając nosem. Nie mogła powstrzymać się od uronienia łzy. Któż bowiem przy takim spotkaniu po latach, odmawiał by sobie wzruszeń? Niecodziennie spotyka się swojego ojca, z którym straciło się kontakt lata temu.
- Otóż to. Zaś jak miewa się Twoja rodzina? - padło kolejne pytanie, na które suczkę dopadło nieznane uczucie, malujące się w środku.
- Nie do końca tak, jak to sobie wyobrażałam za młodu. Mam jednak córkę, Ruby. Partner niestety odszedł, wciąż nie wiem dlaczego tak łatwo zdecydował się nas zostawić. Było... wciąż jest mi trudno, lecz staram się nie żyć przeszłością - odpowiedziała, czując jak słone łzy spływają po jej pysku, roztrzaskując się o ziemię na miliony kawałeczków. - Stado ma się dobrze. Ale... co z mamą?
- Nie powinnaś o nią pytać. Wiesz, jak Cię traktowała. Niech nas nie interesuje, co teraz się z nią dzieje. Ale na pewno powinna żałować, że wyrzekała się tak wspaniałej córki - samiec powiedział, pocieszając samicę. Zaraz po tym, zdjął swą łapę z jej karku, po czym ujął drugą jej pysk, patrząc prosto w jej zapełnione łzami ślepia.
- Tato.. chcę, żebyś został. Poznasz Ruby, ona.. tak by się cieszyła - wydukała, nie przestając patrzeć w oczy ojca, który uśmiechnął się doń ciepło.
- Nie mogę z Tobą pójść. Ja muszę bowiem wracać tam- powiedział, wskazując na niebo. - A Wasze miejsce jest tutaj - dodał, głaszcząc delikatnie łeb samicy, po czym złożył na nim pocałunek. Zaraz po tym, już go nie było. Zniknął, zostawiając po sobie jedynie znajomy zapach, jak i unoszący się w głowie suczki głos, który zdawał się nie odchodzić przez długi czas.
___________________________________________________________
Tak więc, hura! Zebrałam się i skleciłam opowiadanie! W ten sposób pragnę pokazać, iż wciąż żyję, lecz pisać widocznie nie umiem, również w dalszym ciągu. Wszystkim, którzy przeczytali nie tylko dziękuję, ale też gratuluję wytrwania do końca. Miło by było zobaczyć kilka komentarzy, abym wiedziała, że kogoś w ogóle obchodzi to, co z siebie daję.
Tak więc, dziękuję, a i na zdjęciu znajduje się oczywiście ojciec Luffiery, w sensie, tak wyglądał.