sobota, 22 czerwca 2013

Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. VI.

Nastał piątek. Dzień zaczął się od tego, że nie poszłam do szkoły. A to dlaczego? Gdyż najdzwyczajniej w świecie nie chciało mi się tam iść. Dzisiaj impreza, o nie! Niezbyt mi się chciało na nią iść, ale skoro Sara nalega, to specjalnie dla niej pójdę. Nie rozumiem czemu tak bardzo chce bym poszła na tą imprezę, przecież będzie tam ze swoim chłopakiem Andre. A ja co? Mam robić za przyzwoitkę?
Wstałam w samo południe, spałabym dłużej, gdyby nie to, że zadzwonił do mnie telefon. Mogłam spodziewać się, że to Sara, przecież ona uwielbia wydzwaniać do mnie w najmniej odpowiednich momentach.
-Halo?
-Jakie halo?! Siema, szykujesz się tam na imprezę? -Spytała.
Słychać było, że Sara ma dobry humor, jej ekscytacja tą imprezą zaczęła mnie coraz bardziej denerwować.
-Nie szykuję się. Dopiero zaczyna się o dwudziestej to dlaczego mam stroić się już o dwunastej w południe? -Spytałam z lekkim oburzeniem.
Zapomniałam, Sara zawsze szykowała się z sześć godzin przed imprezą, ale mi naprawdę wystarczy półtorej godziny by móc pomalować się, ubrać i uczesać. Z resztą nie mam po co stroić się. Porozmawiałyśmy tak z pół godziny i w końcu powiedziałam jej, że kończę wymyślając, że muszę iść do sklepu i posprzątać w domu. Naprawdę nie chciało mi się już słuchać jej jaka to ona szczęśliwa. Mimo wszystko cieszę się, że układa się w jej życiu, ale nie lubię jak cały czas mówi o tym swoim Andre. Zastanawiało mnie jedno, czy Martin też zjawi się w szkole wieczorem. Wiedziałam, że Katia i Sylvia nie idą na tą imprezę, a szkoda. Sara będzie zajęta chłopakiem, a ja nie będę miała nawet do kogo odezwać się. Miło by było gdyby wpadł, może byłaby szansa porozmawiać w końcu sam na sam i dowiedziałabym się kim jest tajemnicza Mery?
Właśnie Fabian wrócił ze szkoły bardzo zdenerwowany. Rzucił plecakiem i trzasnął drzwiami zamykając się w swoim pokoju. Musiało coś się stać, a to że mój brat to tym bardziej musiałam dowiedzieć się czemu jest taki wkurzony i co się stało. Zapukałam do jego pokoju, a kiedy pozwolił mi wejść weszłam widząc jak leży na łóżku. Niemalże miał łzyw oczach. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Jeszcze niedawno był taki wesoły, weselszy ode mnie, a dzisiaj okazuje się, że to ja mam lepszy humor niż on. Cóż, spojrzałam na Niego.
-Co się stało? -Spytałam.
-Nic. Powiedz mi dlaczego dziewczyny są...
Wiedziałam, że chciał zakląć, temu szybko przerwałam mu dalej nie wiedząc o co chodzi.
-Fabian, dlaczego jesteś taki wkurzony? Wiesz, że siostrze możesz zawsze powiedzieć.
-Zdradziła mnie. Wystarczy. -Walnął pięścią w poduszkę.
-Olej ją i tyle. -Probowałam go uspokoić.
Fabian dalej przeklinał, nie mogłam tego sluchać. Wyszłam z pokoju mówiąc, żeby uspokoił się i zapewniłam mu, że nie ma co przejmować się dziewczyną. Z drugiej strony, czy mój brat dojrzewa? Nigdy nie widziałam go w takim stanie, ani nie mogłam sobie wyobrazić że miał dziewczynę.
Rodzice wrócili z pracy i mama zrobiła obiad, Fabian jak zwykle nie miał ochoty jeść obiadu. Mama zaczęła wypytywać mnie o Niego. Nie mogłam wydać brata, więc powiedziałam, że jest wkurzony i że dojrzewa. Mama uśmiechnęła się do mnie lekko, a ja gdy zjadłam obiad poszłam malować się i ubierać. Końcówki włosów podkręciłam lokówką, które fajnie opadały mi na ramiona, ubrałam bluzkę, spodnie i wzięłam czarny sweterek, gdybym miała późnym wieczorem wracać. Z Sarą umówiłam się pod moją szkołą.
Wyszłam z domu parę minut po 19 idąc w kierunku mojej szkoły. Piechotą idę z czterdzieści minut, dlatego też nie pojechałam dziś autobusem. Słuchałam sobie mojej ulubionej piosenki, gdy nagle zauważyłam dziewczynę o blond, kręconych włosach. Ubrana była w czerwoną sukienkę i miała buty na obsasach. Wydawało mi się, że skądś znam tą dziewczynę i nie myliłam się. To była Mery, ale gdy zauważyłam to co po chwili się działo normalnie zdziwiłam się. Stała obok jakiegoś domu, po chwili wyszedł wysoki chłopak i pocałowali się na przywitanie. Chwilę przyjrzałam się im i poszłam dalej. Wiedziałam, że to nie był Martin, bo ten chłopak miał brązowe włosy.
Po kilkunastu minutach byłam już pod szkołą. Wielki tłok przeraził mnie, wiedziałam, że w nim nie znajdę Sary i chłopaka. Wzięłam komórkę i zadzwoniłam do niej.
-Hej, gdzie jesteś? Ja już pod szkołą.
-Chodź pod palarnię, my tam stoimy. -Powiedziała rozłączając się.
Palarnię? Czy ja dobrze słyszę? Przecież Sara nigdy nie paliła i nie pali, poszłam w tamtym kierunku. Machnęła do mnie ręką. Jej chłopak Andre palił, a ona tylko stała obok. Jeszcze tego brakowało, by i ona zaczęła palić, chociaż z nią nigdy nic niewiadomo. Kiedy już skończył palić weszliśmy w końcu do szkoły. Na głównym korytarzu był tłum ludzi, lecz nie widziałam nikogo znajomego, chociażby z pierwszych klas. Wszyscy byli ze starszych i czułam się trochę młodo przy nich, już nie wspomnę o Sarze, która jest rok młodsza ode mnie, ale była z chlopakiem z drugiej klasy, to jakoś mnie to nie dziwi. Na ścianach były porozwieszane balony i jakieś plakaty, muzyka grała głośno, było dosyć ciemno, tylko świeciło się od kolorowyh reflektorów. Widziałam już w oddali tańczących chłopaków z dziewczynami. Coraz bardziej chciałam stamtąd wyjść, nie dość, że nie bylo nikogo znajomego to jeszcze po chwili Sara nagle zniknęła gdzieś z tym chłopakiem. Pomyślałam sobie, że nie będę im przeszkadzać i podeszłam do jakiegoś okna patrząc przez nie.
Odwróciłam się tyłem do okna i zauważyłam Martina idącego po korytarzu. Serce zaczęło mi bić szybciej, nie odrywałam od Niego spojrzenia. Podszedł do mnie i zagadał.
-Witaj, a Ty co tu tak sama stoisz? -Zapytał zerkając na mnie.
-Hej, o to samo mogłabym Ciebie spytać. -Szybko odwróciłam wzrok.
-A tak wpadłem, myślałem że kogoś znajomego spotkam i spotkałem Ciebie. -Uśmiechnął się do mnie.
Myślałam, że spalę się ze wstydu. Cały czas patrzył się na mnie, a ja bałam się mu spojrzeć prosto w oczy.
-O widzisz, ja tak samo. W sumie przyszłam tu z koleżanką i jej chłopakiem, ale ulotnili się gdzieś i tak oto zostałam sama, miałam zamiar wracać zaraz do domu. -Powiedziałam spokojnie.
-Ciekawie, ale jest już dosyć późna pora, mógłbym Ci potowarzyszyć jeśli byś chciała. -Zaproponował.
Byłam w szoku, że chciał mnie odprowadzić do domu. Nawet to było miłe z Jego strony, był taki słodki i mielibyśmy okazję porozmawiać.
-W porządku, zgadzam się. -Uśmiechnęłam się rumieniąc.
Musieliśmy przez ten tłum przeciskać się, a kiedy szliśmy korytarzem nie wiedziałam co mam powiedzieć, więc wyskoczyłam z niejaką Mery.
-Widziałam Mery z jakimś chlopakiem jak szłam do szkoły. -Powiedziałam zerkając na Niego.
-Mery z chłopakiem? -Zdziwił się.
-Tak, a coś się stało? -Zapytałam zaniepokojona.
-Nie nic.
Przeniósł wzrok na podłogę i szedł zamyślony. Byliśmy już przy wyjściu, lecz nagle usłyszeliśmy jakieś stuknięcie, a inni zaczęli krzyczeć i pogwizdywać. Zawróciliśmy się, by zobaczyć co się stało. To co tam ujrzałam przeraziło mnie. Fabian zaczął bić się z jakimś chłopakiem z trzeciej klasy. Zupełnie nie wiedziałam jak on tam się znalazł, skoro nie chodzi do tej szkoły, a impreza była tylko dla uczniów naszej szkoły i ich osób. Sara weszła z Andre, gdyż pozwolili jej ze względu na to, że Andre przyjaźni się z organizatorem tej imprezy to mu pozwolił by przyszedł z nią.
-Fabian! -Krzyknęłam przeciskając się przez ten tłum.
Odciągnęłam go od tamtego chłopaka. Tak myślałam, że chodziło mu o to, by nakopać tamtemu za to, że jego dziewczyna zdradziła Fabiana.
-Puść mnie! -Zaczął wyrywać się.
-Oszalałeś? -Krzyknęłam szarpiąc go jeszcze mocniej.
Poszliśmy w stronę wyjścia ze szkoły. Martin szedł obok Nas. Tak mi glupio było za mojego brata, ośmieszył się nie dość że przy całej mojej szkole to jeszcze mnie w to wciągnął. Miałam pozwolić mu bić się z tamtym? Stanęliśmy przed szkołą na schodach.
-Idziemy do domu! -Powiedziałam uniesionym głosem.
-Może pomóc? -Wtem odezwał się Martin.
-Nie, dzięki. Musimy iść, cześć. -Poszłam z Fabianem.
Przegapiłam okazję tylko i wyłącznie przez tego głupka! Byłam wściekła na siebie i przede wszystkim na Fabiana. I co ja teraz powiem Martinowi? Wybacz za mojego brata? To byłoby kompletnie głupie. Nawet nie miałam czasu zastanowić się, dlaczego Martin tak dziwnie zareagował, gdy powiedziałam mu, że widziałam Mery z innym.
Wróciliśmy do domu, rodzice na szczęście już spali. Fabian poszedł do swojego pokoju, a ja do toalety. Byłam tak wkurzona, że gdy poszlam już do swojego pokoju od razu zasnęłam.


Ciąg dalszy nastąpi:
-Co odkryje Kate?
-Czy Martin coś ukrywa?
-Jak dalej się to wszystko potoczy?

[ Tą część opowiadania chciałabym zgłosić do konkursu. :3 i jak podobało się Wam? Mówiłam, że w tej części będzie się działo. :D Ciekawi co będzie dalej? A może domyślacie się co będzie w kolejnej części? Piszcie swoje opinie i komentarze :D To wszystko już niedługo. ]

środa, 12 czerwca 2013

To szereg blasków i cieni... Cz. I

   Koń postukiwał rytmicznie kopytami o kocie łby, ciagnac powóz, w którym siedziała dziewczyna. Zmierzali właśnie do pewniej szkoły, w której miała przyjmować kształcenie. Kolorowe kamienice migały przed jej piwnymi oczyma.
   W końcu po uliczce poniosło się ciche 'Prrr', co oznaczało dojazd do celu. Z karety wysiadła dziewczyna i jej ojciec. Staneli przed sporym budynkiem, w którym paliły się jeszcze światła. Z cichym westchnieniem spojrzała na budynek i ruszyła wolno ku przerdzewiałej furtce.
   Gdy drzwi się otworzyły i mogła wejsć do środka rozejrzała się uważnie. SZkałą teraz tabliczki na drzwiach, która informowałaby o miejsu, gdzie mogą spotkać dyrektora, lub dyrektorkę. Nie całe 5 min. potem stała już w gabinecie, spoglądajac nerwowo na swojego ojca, który siedział na krześle.   
    Za biurkiem siedziała jakaś kobieta o powściagliwej, surowej twarzy, obserwująca ją uważnie.
   -Przedstaw się, dziecko. -Powiedziała chłodno, patrząc na nią podejrzliwie. Już wtedy wiedziała, że jej nie polubi.
   -Nazywam się Liv Keved. -odpowiedziała dziewczyna, przy tym kłaniając się lekko. Ona także miała wrażenie, że nowa dyrektorka nie specjalnie bedzie za nia przepadała.
   -Dobrze. Ile masz lat? -zapytała jeszcze raz kobieta, patrzac na nią wzrokiem, który tylko wyczekiwał jej wpadki.
   -Urodziłam się piętnaśnie tal temu w Indiach, dokładnie siódmego lipca o piętnastej czterdzieści trzy. -Odpowiedziała grzecznie.
   Dyrektorka nie odezwałą się już słowem, tylko podniosła się z miejsca i ze sztucznym uśmiechem podeszła do Liv.
   -Chodź, pokażę Ci Twój pokój. -Odpowiedziała dziwnie przymilnie, bowiem dopiero teraz dotarlo do niej, ile jej kochający ojciec jest w stanie zapłącić, byleby tylko była zadowolona.
   Po chwili już wszyscy wchodzili po schodach w górę, aby potem stanać przed drzwiami jednego z pokoi, który jako jedyny o tej porze był otwarty. Z pewnościa był on większy i wygodniejzy od reszty pomieszczeń. Ogień trzaskał w kominku, przed którym stał jeden z dwóch foteli. Na podłodze leżał miękki dywan, a pod ściana stało miękkie łózko nakryte aksamitna kołderką. Na prawej ścienie znajdowało się okno, po którego prawej stronie stał regał z mnóstwem nowych książek. Spełniał on wszystkie wymagania  warunki, jakie postawił jej ojciec tej szkole.
   Liv aż wytrzeszczyłą oczy z wrażenia, po chwili spoglądajac na ojca. Powoli weszła do środka, aby usiąść na miękkim łóżku.
   -Czy... Czy wszystkie pokoje tutaj są tak świetnie wyposarzone? -zapytała cicho, nieśmiało. Czułą sie tutaj zagubiona...
   -Nie, tylko ten, na prośbę twojego ojca. Powinnaś mu podziękować. -Odpowiedziała chłodno dyrektorka, patrząc na dziewczynę badawczo.
   -Proszę Pani, ja mu już a tyle rzeczy dziękowała, za przyjazd tutaj i zapisanie mnie do szkoły, więc nie będzie dla niego zdziwieniem, gdy zrobię to jeszcze raz. -Odparła brunetka, patrząc na swego ojca z uśmiechem.
   Wraz z wybiciem godziny dwudziestej trzeciej jej kochajacy ojciec wsiadl do powozu, wcześniej obiecujac pisać i przysyłać nowe książki. Gdy LIv wróciła na górę i połozyła się do swojego łóżka, wcześniej rozglądając się po pokoju i zasnęła, nie zdajac sobie nawet sprawy, że na parterze, w gabinecie dyrektorki właśnie trwałą dyskusja na jej temat...

---

<Pierwsza część opowiadania, które będę pisać z Leną :33. Druga część napisze Lena, trzecia ja i tak dalej... Ciekawosć was zżera, czy raczej wypluła i odeszła gdzieś? xd>

wtorek, 11 czerwca 2013

Lullaby cz. IV

   W pomieszczeniu było jasno, ciepło, a wokół siedzieli jacyś ludzie, przyglądajac się dziecku. CZuła sie jak eksponat za szybką, której rzadna siła nie potrafiłą rozbić. Taki eksponat, którego nawet najchciwszy złodziej nie chciałby posiadać...
   Przetarła dziko zielone oczy, stawiając stopy na ziemi. Zraz potem ujrzała na stoliku obok łóżka ciepłą herbatę z grzankami. Nie łatwo było sie dziwić, że zaraz zjadła wszystko. Ten rok, cały, długi, trudny do wytrzymania rok nauczył ją, że kiedy jest coś do zjedzenia trzeba brać od razu.
   Tak było jeszcze przed nie całą godzinę, potem wszyscy sie rozeszli. Dziewczyna położyła się na łóżku, przykrywając aksamitna kołdrą. Już nie pamietała, kiedy leżała tak wygodnie. Przyzwyczaiła sie już do twardych, często mokrych leśnych chaszczy, w których kryły się również zwierzęta i robactwo.
   -Gdzie jest światło? Nie zdziwiłabym się, gdyby gdzieś płakało... -Wyszeptałą jeszcze przed snem, po czym dała sie ponieść snom i marzeniom. Pierwszy raz, od czasu, keidy została pozbawiona dachu nad głową na jej drobnej twarzyczce zawitał uśmiech. I to nie taki wymuszony, za którym krył się ból i gorycz. Szczery, ciepły. Taki dziecięcy...
   Gdy słońce zabłysło na niebie, budząc ptaki, które rozpoczęły swój śpiew, dziewczynka podniosła się z łóżka, ruszając na swoich trzesących się, chudych nóżkach w stronę drzwi. Trudno było opisać, co czuła w tej chwili. Odczuwała swoją słabosc, jaki wewnętrzną siłę, która dawała jej nadziejęna lepsze życie.

<Tak, długo nie pisałam. Ale nie miałąm kiedy. Zadowoleni? Przypuszczam, że nie...  ;_;>

Jedno spojrzenie a setki myśli w głowie. Cz. V

Kolejny fatalny dzień. Już na pierwszy rzut oka wiedziałam, że to nie będzie dzień z tych lepszych. Zeszłam na dół by zjeść śniadanie z mamą i bratem. Mój tata był już dawno w pracy. Fabian już z samego rana był pełen energii, zadowolony i w ogóle. Też bym tak chciała jak on. Czemu to wszystko musi być takie trudne? Czasami chciałabym wygadać się bratu, ale wiem że nie mogę. Po śniadaniu poszłam do toalety, przebrać się, uczesać i jak zwykle musiałam biec na autobus na który ledwo co zdążyłam.
Wtorek na szczęście był dniem luźniejszym od pozostałych, gdyż miałąm tylko cztery lekcje i o dwunastej praktycznie jestem zawsze w domu. Dzisiaj było inaczej, bo nie dość że w szkole nie było Martin'a i Alexandry to po szkole Katia i Sylvia wyciągnęły mnie na zakupy. Nie miałam najmniejszej ochoty iść z nimi, ale nie mogłam odmówić. Musiałam jak zwykle udawać tą wesołą, pełną życia dziewczynkę.
Zaszłyśmy do pobliskiego centrum handlowego, w którym było pełno sklepów z ubraniami. Katia od razu wyprzedziła i zaszła do H&M a Sylvia za nią, ja byłam jak zwykle na końcu.
-Którą bluzkę przymierzyć? Białą czy czarną? -Spytała Katia trzymając w obu rękach koszulki.
-Przymierz dwie. -Powiedziała Sylvia rozglądając się za spodniami.
-Tak, Sylvia ma rację. -Przytaknęłam, żeby nie było.
Katia poszła do przymierzalni, Sylvia wzięła dwie pary spodni, a ja czekałam na nie przed przymierzalnią patrząc smętnie w wielkie lustro, które wisiało na ścianie obok. Patrzyłam cały czas na komórkę i usuwałam smsy, od tak o by wyczyścić skrzynkę odbiorczą. Pierwsza wyszła Sylvia pytając mnie czy pasują do niej te spodnie, odpowiedziałam, że tak na odczepnego. Sylvia zaczęła przeglądać się w wielkim lustrze.
-Patrz tam Alexandra i Martin są! -Pokazała ręką w lustrze.
-Co? Boże. -Odwróciłam szybko głowę.
-Czekaj, zawołam ich tutaj! -Pobiegła w nowonałożonych spodniach.
Nie, jeszcze ich tu brakowało. Po co ona pobiegła ich wołać? Nie miałam największej ochoty z nimi rozmawiać i to na dodatek z Martinem. Po chwili cała czwórka przyszła by przywitać się ze mną i z Katią.
-Cześć. -Wpierw odezwała się Alexandra.
-Hej- odpowiedziałyśmy jednocześnie z Katią.
Zerknęłam na Martina, a on na mnie. Widać, że był zmieszany bo z nimi była Mery. Tak, z tą Mery z którą czule obejmował się w parku. Chciałam stąd jak najszybciej wyjść. Nie mogłam znieść widoku tej blond laluni. Miałam ochotę jej przywalić, lecz tego nie zrobiłam. Kipiałam cała ze złości. Katia zauważyła, że coś ze mną jest nie tak, pociągnęła mnie za rękę i odłożyla ubrania. Chwała jej za to!
-Co się stało? -Nagle spytała.
Nie mogłam jej powiedzieć prawdy, że ta cała Mery mnie irytuje i że podoba mi się Martin. Tylko Sara wiedziała o tym i obiecałam sobie, że nikomu innemu nie powiem. Miałam jednak nadzieję, że nie domyśli się. Wymyśliłam na poczekaniu odpowiedź.
-Nic takiego, źle się poczułam. -Uśmiechnęłam się blado do niej.
-Nienajlepiej wyglądasz, może odprowadzę Cię do domu? -Zaproponowała.
-Z chęcią. -Powoli szłam w kierunku wyjścia.
Katia poszła do Sylvii i reszty by pożegnać się i powiedzieć iż źle się czuję oraz, że mnie odprowadza. Martin spojrzał z tą całą Mery w moim kierunku.
Gdy wracałyśmy z Katią, ciągle wypytywała mnie jak się czuję i zwierzała mi się ze swoich problemów. Pytała mnie czy ktoś mi się podoba, ale skłamałam jej i powiedziałam, że nie. Ciągle zadawałam sobie pytania: Kim jest Mery i czego chce od Martin'a?
Pół godziny później byłam już w domu, gdy nagle zadzwonił do mnie telefon. Na wyświetlaczu mojego telefonu ukazał się numer Sary, mogłam domyśleć się co ona chce.
-Hej Kate, wyjdziesz? -Spytała
-W sumie czemu nie.
Wyszłyśmy na dwór i dziwnym trafem nie poszłyśmy na planty, tylko Sara szła w stronę mojej szkoły. Ciekawo, czemu skoro ona tam się nie uczy? Co znowu wymyśliła?
-Czemu idziemy do mojej szkoły? -Zapytałam zdziwiona.
-Zaraz zobaczysz, muszę ci coś pokazać. -Zaśmiała się.
Nie no, nie lubiłam takich niespodzianek, wolałam wiedzieć co i jak. Nie chciała mi nic powiedzieć. Co miałam zrobić? Zawrócić się i pójść w przeciwną stronę? To byłoby totalnie glupie z mojej strony. Gdy w końcu doszłyśmy na miejsce na drzwiach mojej szkoły widniał plakat z napisem: "Impreza szkolna, piątek start o 20." Może jeszcze chciała wkręcić mnie na tą imprezę? Nie, nie uda się jej to, a jednak.
-Widzisz ten plakat? -Wskazała ręką na niego.
-Widzę, przecież nie jestem ślepa, no i co że jest impreza? -Spytałam patrząc na nią.
-To, że na nią idziesz, kumasz?
W tym momencie uśmiech z jej twarzy znikł. Co ona knuła? Po co miałabym iść na tą imprezę? Jestem w pierwszej klasie i nie znam za bardzo ludzi z tej szkoły, co najwyżej z mojej klasy i kojarzę parę osób z równoległych klas.
-Po co mam na nią iść? -Skrzywiłam się.
-Zobaczysz, a teraz poznaj mojego nowego chłopaka, który uczy się w twojej szkole i ma na imię Andre. Jest w drugiej klasie.
Zza murka wyszedł wysoki ciemnowłosy brunet o zielonych oczach. Można było powiedzieć, że był przystojny, ale że to chłopak Sary to w głowie mi się nie mieściło. Ona i Andre? Dziwnie się czułam w ich towarzystwie, gdy nagle przytulili się i pocałowali. Byłam lekko zmieszana. Sara z chłopakiem podeszli do mnie,a ten podał mi rękę witając się.
-Cześć, jestem Andre, a ty Kate zgadza się? -Spojrzał na mnie.
-Tak. -Podałam nieśmiało rękę.
Widać, że Sara była szczęśliwa. Cieszyłam się jej szczęściem, lecz dalej nie wiedziałam co wymyślila Sara, bo to że wkręciła mnie na imprezę to jedno, a drugie? Właśnie o co jej chodziło?
-Miło mi cię poznać. Zapewne spotkamy się na imprezie szkolnej, wraz z Sarą wybieramy się na nią, ty też? -Zapytał.
-Owszem, idę. -Wymieniłam mordercze spojrzenie z Sarą, ta tylko zaczęła się śmiać.
-W takim razie miło było poznać. -Andre pożegnał się z Sarą i poszedł gdzieś.
Sara odprowadziła go wzrokiem i poszłyśmy w końcu w stronę plant, tam gdzie zawsze chodzimy. W końcu mogłam opowiedzieć jej o dzisiejszym dniu.
-Dzisiaj byłam z koleżankami na zakupach i był on z tą Mery. -Westchnęłam.
-Znowu z nią? Co za podła jędza. Ciekawo czy przyjdzie na imprezę Martin. -Zdenerwowała się nieco Sara.
-Tego nie wiem, ale wiem że wyszłam stamtąd prędzej niż przyszłam. Koleżanka odprowadziła mnie, bo skłamałam że źle się czuję, także wiesz. Nie miałam ochoty patrzeć na tą blondowłosą.
-Nie dziwię ci się.
Usiadłyśmy na tej ławce co wtedy, Sara opowiadała mi o swoim chłopaku. Chciałam płakać, słuchając tego wszystkiego, jaka ona jest szczęśliwa, jaki on jest romantyczny. Boże, takiego chłopaka to i ja chciałam mieć, ale dosyć tego rozczulania się. Nie mogłam ciągle myśleć o Martinie. On ma tą swoją Mery, więc trzeba iść przez życie dalej. Tak właśnie chciałam uczynić, a kim jest ta Mery to mało mnie już obchodziło.
Wróciłam jak zwykle późnym wieczorem, sprawdziłam pocztę, gdzie miałam parę wiadomości od Sylvii i Katie, odpisałam im, poszlam do toalety a potem zasnęłam.


Ciąg dalszy nastąpi:
-Co stanie się na imprezie?
-Kto nowy pojawi się w szkole?
-Czy wszystko się ułoży?
[Przepraszam, że tak zwklekałam z tą częścią, ale nie miałam zbytnio czasu ostatnio by napisać, próbowałam przysiąść z dwa dni temu  by napisać, ale nie miałam weny. Wiem, że zabijecie mnie za tą część, bo dalej nie wyjaśniło się kim jest ta Mery, ale niestety będziecie musieli jeszcze trochę poczekać c: W następnej części przewiduję więcej atrakcji :3 Podobało się Wam? Jesteście ciekawi co będzie dalej?]

Biografia Leny. Czyli wszystko o Lenie.

W skrócie:
L E N A
Labrador | Suczka  | 5 lat.
Samica Alpha | Opiekunka szczeniąt | Jasnowidz.
Korona SPS.
Tak to się zaczęło.
Lena urodziła się w lesie solnickim dokładnie 27 lipca przez Larę, nieżyjącą już matkę labradorki. Suczka o imieniu Lena była najstarsza ze swojego rodzeństwa. Miała siostrę Dianę i brata o imieniu Baks. Nie była aż tak bardzo przywiązana do swojego rodzeństwa jak do matki. Będąc szczeniakiem Lena nie miała jakichkolwiek problemów, była bezkonfliktowym psem. Oddana i kochana córka Lary oraz Alarica. Pewnego dnia rodzice Leny zauważyli iż ta potrafiła przewidzieć coś w dalekiej przyszłości. Matka Leny nazwała ją jasnowidzem, bowiem młoda suczka zaskakiwała swoim talentem z dnia na dzień coraz bardziej. Ponoć Leny prapraprababcia zwana Dori miała podobne nadprzyrodzone zdolności jak sunia. Lena była bardzo towarzyskim psem, uwielbiała swoje towarzystwo. Rok później Lara miała silną chorobę, której nie dało się uleczyć, Lena bardzo przeżywała śmierć matki. Nigdy nie myślała, że to nastąpi tak szybko. Wraz z Ojcem i rodzeństwem osiedlili się na niedalekiej wiosce. Lena postnowiła usamodzielnić się i któregoś dnia obudziła się sama w norze. Zupełnie nie wiedziała gdzie jest jej rodzina. Okazało się, że Alaric został potrącony przez samochód, na pobliskiej szosie, a z rodzeństwem do tej pory nie wie co się dzieje. Będąc sama zaczęła podróżować po świecie, mijała przeróżne psy, aż w końcu postanowiła założyć swoją własną sforę, w której przyjmowałaby wszystkie psy poszukujące domu, przyjaciół czy też rodziny. 20 lutego założyła stado wraz z przyjaciółką z dzieciństwa, Nelly, która już nie należy do stada. Z początku Lena myślała, że jej stado nie rozwinie się, ale jednak szczęście jej dopisało. Poznała wiele wspaniałych przyjaciół, miała partnera o imieniu Alathen, lecz swoich własnych szczeniaków nie miała. Adoptowała Mikey'go i Karę. Stado nazwała Stadem Psich Serc, ponieważ chciała by sama nazwa przypominała innym miłe i przytulne miejsce, do którego zawsze można dołączyć.
Ciekawostki z życia Leny.
- Jest w RPG od 8 lat.
- Do RPG wciągnęła Lenę Fanta, gdzie obie należały do Watahy Żywiołów.
- Stado Psich Serc jest jedynym stadem, które osiągnęło 100 członków.
- Lena zmieniała fotkę 4 razy.
- Lena nigdy nie zrezygnowała z posady Alphy.
- Lena należy tylko i wyłącznie do Stada Psich Serc.
- Stado Psich Serc jest pierwszym psim stadem Leny.
- Leny poprzednie stada to: Wataha Miłości, Wataha Wilczych Serc, Wataha Lazurowego Jeziora, Wataha Szczęścia, Stado Lwów.
- Lena ma na swoim koncie około 6 postaci.
- Lena parę razy chciała odejść ze stada , lecz tego nie zrobiła.
Życie realne Leny.
Kasia J. Mieszka w Białymstoku i uczy się w technikum na profilu technolog żywności. Nie posiada rodzeństwa, natomiast ma chłopaka o imieniu Piotrek, z którym jest już prawie 2 lata. (5.08.2011r.) Świetnie dogaduje się ze swoimi rodzicami i nie ma żadnych problemów w realu. Bardzo lubi spotykać się ze znajomymi. Jej przyjaciele Nelly (Asia) i Speedy (Mateusz) są dla Niej bardzo ważni, zna ich bardzo długo i bardzo lubi przebywać w ich towarzystwie. Ponadto lubi chodzić do kina, na koncerty, zakupy.
Kolor włosów: Ciemny blond
Kolor oczu: Niebieski
Wzrost: 169cm
Ulubiony sport: Piłka Nożna
Ulubiony kolor: Niebieski
Ulubiony przedmiot w szkole: Biologa
Ulubione danie: Spaghetti
Ulubiony Zespół/ Wykonawca: Timbaland
Ulubiona piosenka: Morning after dark
Ulubiony samochód: Audi R8
Ulubiony sklep: H&M
Pseudonim szkolny: Luśka
Ciekawostki z życia realnego Leny:
- Ulubiona zabawa na podwórku za czasów dzieciństwa to cukiernia tzw. robienie ciast w piaskownicy.
- Wraz z Nelly kłóciły się z inną koleżanką o cegłę, która robiła za stół.
- Banda Jełopów, bo tak nazwały wraz z Nelly, ganiali je i wkurzali, innym słowy banda ta to chłopacy, którzy kiedyś działali na nerwach.
- Wyprowadzała psy sąsiadów o imieniu: Gucio, Atena, Kori, Reksio, Korek, Cygan, Omen.
- Każdy chłopak Leny miał imię zaczynające się na P: Przemek, Paweł i teraz obecny chłopak Leny to Piotrek.
- Będąc w drugiej gimn pocięła się, robiąc napis: KCP. Do tej pory została jej blizna na lewej ręce, lecz goi się.
- Uczestniczy w wolontriacie, szczególnie w kwestach.
- Zamierza z koleżankami założyć żeńską drużynę piłki nożnej.
- Miała żółwia o imieniu Killer.
- Nie pali, pije okazyjnie.
- Jej chłopak jest bardzo zazdrosny o Nią.
- Piotrek wie o SPS i zawsze wspiera Lenę w trudnych dla niej momentach.
- Z Nelly zrobiły windę (Koszyk i sznurek), przez którą przesyłają sobie drobne upominki na balkonie.
- Ma 15 lakierów do paznokci.
- Ma 7 tuszy do rzęs i 5 kredek do oczu.
- Lena nigdy nie zmieniała swojego numeru komórkowego.
- Zawsze stara się pomóc innym.
- Będąc dzieckiem bała się Mikołaja.